Archiwum dla czerwiec, 2007

27
cze
07

Wakacje, defensorzy i starzy rycerze.

No tak, wreszcie – mógłbym rzec. Wakacje. 21 czerwca moja klasa poszła w świat, 22 czerwca skończył się rok szkolny. Co prawda jeżdżę jeszcze załatwiać różne sprawy w szkole, ale to już nie to samo. Mam wakacje i nie powiem, cieszę się, ale jednocześnie dopadła mnie dziwaczna melancholia, bo jednak do tych moich “bęcwałków” strasznie się przywiązałem. Ale hołd im się należy, naprawdę wspaniała grupa.

Toteż teraz siedzę sobie w domku i mam czas na RPGowanie. W tym kutaczenie w Rycerskiej Rzeczy. Muszę rzec, że z dystansem podchodziłem do sesji, ale jak olśnienie przyszedł pomysł na postać i jakoś zakochałem się w moim bohaterze. Zresztą cały Archibald de Valsoy jest hołdem złożonym dla kogoś bardzo ważnego. Kto mnie dobrze zna, ten wie dla kogo (wyszło, że moja żona doskonale mnie zna, bo z marszu odgadła inspirację). A dla zainteresowanych w załączniku wrzucam historię postaci.

A na koniec mała refleksja. Jak to jest, że jak ktoś coś spieprzy i zostanie ukarany, skądinąd słusznie, to zawsze znajdzie się kilku defensorów demokracji, którzy zaczną się dopytywać, szukać dziury w całym, kminić, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z jakimś “układem” i ogólnie tropić teorie spiskowe. Jakby ktoś pytał, tak chodzi mi o LI. Sprawa wiadoma, sprzed dnia. Już nie chodzi o przypadek wiadomej pani, lecz o to, jak wielu znajduje się nagle jej obrońców. Zastanawiam się, kiedy przekraczamy tę granicę między demokracją a ochlokracją. Zaczynam tęsknić z autorytaryzmem.

16
cze
07

Better watch your back, sister!

gun

Z którą chwilą film zmienia się w zjawisko kultowe? Kiedy okazało się, że dzieło takie jak Blade Runner, przecież w pierwszych latach odrzucone przez widzów i krytyków, stanie się epokowe? Zresztą porzućmy krytyków, zoil pozostanie zoilem, nic na to nie poradzimy. Pytanie raczej, co się stało w umysłach i duszach odbiorców, że z czasem pokochali tę deszczową opowieść o zmęczonym łowcy?

Nawet nie wiem jak debiut reżyserski Josha McKinneya trafił do mych rąk. Może za sprawą niesamowitej Pokerowej zagrywki, do której złożył scenariusz? A może to szatański pazur (bo o palcu Bożym mowy być nie może) wskazał nieznane nikomu dzieło? Tym dziwniej się poczułem słysząc otwierającą film piosenkę etatowej half-angel, half-whore amerykańskiego rocka – Courtney Love. Mój anioł o zmęczonym głosie wprowadził mnie w świat Good sister/Bad sister.

Good sister bad sister
Better burn that dress, sister
Scar tissue, blood blister

Czarno-biały obraz. Kanciasta sylweta automatycznego pistoletu spoczywająca niedbale na szklanym blacie niskiej, hotelowej ławy i drobna, szczupła brunetka, która leniwie dopina białą jak śnieg bluzkę. Obrót kamery. Obok ławy leży trup mężczyzny. Brunetka od niechcenia podchodzi do niego, wyciąga szminkę i na blacie pisze: Better watch your back, sister! Delikatnie zagryza wargi. Eros i Thanatos. Ten obraz z opętańczą częstotliwością powraca do mnie i dziś. McKinneyowi udało się stworzyć wykręcony, feministyczny koktajl, który przywodzi na myśl filmy Tarantino, Manna, Rodrigueza a miejscami wręcz kojarzy się z brutalnymi obrazami Takashii Miikego. Scena przesłuchania dealera przez „dobrą siostrę” jest równie brutalna, co jej odpowiednik w Ichi the Killer. Złą siostra o zaiście demonicznej ksywie Lilith prowadzi z ofiarą grę, której rozwiązanie jednoznacznie kojarzy się z erotyzmem. Jak? To trzeba obejrzeć.

W skrócie o fabule. Lilith powraca do miasta. Dziwka, zabójczyni, diabeł w ludzkiej, wielce atrakcyjnej postaci. Szuka zemsty na Evie, tytułowej dobrej siostrze. Za co? Tego nie wiemy. A same imiona bohaterek? Uśmiech reżysera i pastisz? Żart z Biblii? A może celowy zabieg, by ułatwić nam identyfikację tej dobrej i tej złej?

W pewnej chwili zrozumiałem, że nie jest ważna przyczyna wendetty, że tak naprawdę chodzi tu o kolejną odsłonę wojny Dobra ze Złem ubraną brutalny, miejscami stechnicyzowany kostium. Czarno-biały, ziarnisty obraz sprzyja zagubieniu widza. Dość szybko rozgraniczenie między Lilith a Evą, między dobrą a złą siostrą przestaje być jednoznaczne. Po raz kolejny okazuje się, że istnieją tylko szarości, a Zło może w konsekwencji przynieść Dobro. I na odwrót. W tej sytuacji imiona bohaterek to prosta, jednakże skuteczna zmyłka. Bo przecież w chorym świecie wykreowanym przez McKinneya nie ma dobrych i złych.

Może to sztampa, lecz podana we wspaniałym sosie. Odrealnienie przemocy? W żadnym razie. Estetyzacja? Aligator pożerający ofiarę nie jest piękny. Ale fascynuje, nieprawdaż?

11
cze
07

Że na LI pisać nie umieją?

literaturaSam nie wiem, czy ten wpis ponownie nie jest dowodem na mą przekorę. Swego czasu rozmowa z jednym z użytkowników LI doszła do punktu narzekania na niektórych z piszących. Że ortografii nie znają, że sesje pisane są po polskawemu, a nie po polsku, że styl do niczego, a język koślawy. Niby racja. Niby.

Tak się zdarzyło, że ostatni weekend spędziłem na poprawianiu prac gimnazjalistów. Lekko licząc ponad setki prac. Okres końcoworoczny to dość specyficzny czas w szkole. Z jednej strony uwielbiam go, bo nagle się okazuje, że jestem uwielbiany przez gimków (“Proszę Pana, mogę poprawić jedynkęęęę, prooooszęęęęę!”), z innej znienawidzony. A oto jeden z powodów i zarazem sugestia, że na LI jednak nie dzieje się tak najgorzej.

Jak wspomniałem wyżej, sprawdziłem ponad setkę prac. Sam się sobie dziwię, że nie zdurniałem do szczętu i o północy nie wylazłem na czworaka z domu, wyjąc i pohukując przeraźliwie. A bliski tegoż byłem. Dlaczego? Oto próbka z wybranych prac (wiem, jestem wredny, lecz potraktujcie poniższe cytaty jako formę autoterapii):

Jeden z autorów w obrazowy sposób przedstawił w rozprawce na temat kłamstwa sytuację życiową Pinokia: Im więcej kłamał, to nos mu rósł do przodu.
Pomyślcie tylko, co by się stało, gdyby ów organ zaczął rosnąć do tyłu. Strach się bać, gdzie mógłby wylądować.

Natomiast inny z autorów, w recenzji “Grand Theft Auto: San Andreas” z rozbrajającą szczerością konstatuje stałą prawdę życiową: W grze bohater ma dziewczyny, ale nie polecam do nich jeździć. Ponieważ jedna lubi jeździć szybko i strzelać przez okno do ludzi. A inna wolno i ostrożnie, a więc trudno im dogodzić.
Widzicie? Młody, ale na babach się zna. Będą z niego ludzie (lecz mam nadzieję, że do tego czasu wyemigruję do Mozambiku). Zresztą ten sam autor na końcu recenzji zauważa:
Gra ta ma ocenę jedną z najwyżej ocenianych, bo sięga do oceny 18+.

Zawsze mi się wydawało, że “18+” umieszczone na pudełku określa dopuszczalny wiek odbiorcy. Widać myliłem się.

Ale może odejdźmy od recenzji i zatrzymajmy się bliżej przy charakterystykach. Oto Harpagon, bohater Skąpca Moliera. Garść cytatów z jednej z prac:

Jest to oszust, który oszukiwał syna i zawyżał mu wartość zawyżonych rzeczy.

(Błagam, niech ktoś mi pomoże rozwikłać to zdanie. Nie jestem dobry z logiki. Tautologia czy po prostu zaćmienie umysłu piszącego?)

Jest on w średnim wzroście (No comments)

I charakterystyka Skawińskiego z Latarnika:

Skawiński zrobił bardzo dużo dla swej ojczyzny. Przesiadywał też na różnych kontynentach.

(Ot, iście tytaniczna robota. Nie daj Boże przesiadywał okrakiem)

Bardzo go to wzruszyło, że ktoś o nim pamiętał i nie zapomniał.

(Mnie też to zdanie wzruszyło. Łzy pociekły, ale zęby dziwnie się zacisnęły)

I na koniec wedle kolejności, prace z Romea i Julii oraz Faraona:

 

Romeo i Julia spędzali dużo czasu ze sobą. Chodzili razem na długie spacery oraz wycieczki.

(O tak, szczególnie na jedną wycieczkę. W kierunku cmentarza Santa Brava w Weronie. niestety już z niej nie wrócili. Może byli emo? A może lubili muzykę gotycką?)

Sara była dziewczyną o zniewalającym wyglądzie, na jej twarzy widniały greckie rysy.

(Nałożono owe rysy z posągu autorstwa Fidiasza. Chren z tym, że podówczas Fidasz nie żył i że rysy nie pasowały. Dopasowano je dłutem i młotkiem. Tym samym młotkiem, którym próbuję sobie wybić z głowy myśl, że praca w gimnazjum jest bardzo fajna ;) )

A na koniec konkurs. Co oznaczają poniższe wyrazy?:

Henryk Siękiewicz, choćarz, przećwienistwo, dostrzec, Jagięka,

Pozdrawiam wszystkich i z radością w sercu kładę się spać, by rano udać się do pracy.

04
cze
07

Na przekór…

Sobota – ja

Niedziela – nieodmiennie ja

Poniedziałek – a jak myślicie? Nadal ja!

Lisek autorstwa UziBoya, któremu jestem wdzięczen za użyczenie grafiki :)Zaczynam pisanie, wyflaczanie się w Internecie, gdzie każdy będzie mógł zajrzeć we mnie? Czyli jednak ekshibicjonizm? A może kreacja? Ale dlaczego w takim razie udaję szczerość, zarazem przyznając, że nie zamierzam być szczery? Czy mnie też zmęczy nieszczera szczerość tego dziennika? Już sama forma tej notki jest zabawą samą w sobie, pokracznym intertekstem z gościa, którego nawet w MENie nie chcą.

Toteż na przekór piszę ów pastisz i na przekór wykopuję Lisią Norę, wyjątkową, bo czystą i schludną, lecz miejmy nadzieję, iż bogatą. W wątki, pomysły, historie. Wszak na tym świecie wszystko jest możliwe. Nawet to, że polski student z Wrocławia może wygrać konkurs na graficzny projekt tarczy strzelniczej dla Ku-Klux-Klanu (sic!).

Ostatnimi dniami przeżywam na nowo fascynację weird fiction, z twórczością Samotnika z Providence na czele. Co prawa gumowe macki wespół zespół z bluźnierczymi jęzorami i przerażającymi kłami bywają częściej śmieszne niż straszne, to sam nastrój, stwarzany przez te historie wart jest wszystkiego – nawet mszy. Gdyby to wszystko jednak odziać w garnitur codzienności?

Aniczka Ponoć Czechy żyją ostatnio historią Aniczki (Historia Aniczki). Facet instalujący kamery w domkach jednorodzinnych przypadkowo namierza związanego, łkającego ze strachu siedmiolatka. Mówiąc w skrócie (kto chce, ten przeczyta), mamy pełen scenariusz pełen charakterystycznych dla weird fiction motywów:

1. Torturowane dziecko

2. Szalone siostry

3. Milczącą, tajemniczą jedenastolatkę (nowego Kaspara Hausera?), …

4. … która być może jest 34-letnią wychowawczynią z domu dziecka?

5. W całą sprawę zaangażowany jest zblazowany przedstawiciel elit.

6. Zarazem założyciel i działacz enigmatycznej sekty.

7. Dziewczynka ledwie się odnalazła, to już zniknęła.

8. A jeden z nielicznych świadków prawdopodobnie tez zaginął.

W zasadzie brakuje tylko Cthulhu wyłaniającego się z fal Wełtawy. Ale to już dorzuci Mistrz Gry. Powodzenia!

Ps. Ta cudowna grafika liska została opublikowana za zgodą jej autora. UziBoy ogromne dzięki!!!




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

czerwiec 2007
P W Ś C P S N
    lip »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  

Archiwa

Kategorie

free counters