
Miałem nigdzie nie wyjeżdżać, bo i po co. Odcięcie od Internetu traktuję jako osobistą porażkę
. Ale pojechałem i nie ma czego żałować. Prawdopodobnie starzeję sie, bo spokój “nadjezierny” przywitałem z prawdziwą ulgą, przynajmniej miałem okazję pobyczyć się nad wodą i czytać w cholerę. “Nocarz” pani Kozak to czytadełko, ani jakieś cudowne, ani słabe, miejscami za to bardzo naiwne i napuszone, ale w końcu nie nastawiałem się na Gibsona czy Dicka. Natomiast “Wojna runów” Mortki przyjemnie mnie zaskoczyło. Facet sprawnie skłąda literki, stosuje różne chwyty literackie, umiejętnie prowadzi równolegle trzy wątki, a sceny walki “Groma” z niemieckimi niszczycielami zasługują na pochwałę. Może kolejne wykorzystanie mitologii skandynawskiej w SF jest już oklepane (i trudno przelicytować to, co zrobił Gaiman w “Bogach”), ale czuć, iż to pasja autora. Tak czy inaczej polecam. Nie polecam “Przenajświętszej Rzeczypospolitej” Piekary. Może i autor to sprawny rzemiecha, ale tutaj mam wrażenie, ze nie bardzo wiedział, co chce pisać – ponurą futureską spod znaku Ziemkiewicza czy groteskę w rodzaju Konwickiego. Pod koniec style tak się mieszają a kompozycja tak siada, że żal ściska serce i inną część ciała. A szkoda, bo obrazki z alternatywnej Polski przejmujące i 0ddziałujące na wyobraźnię. Książka jest dość ostra, bezpardonowa, miejscami pisana rynsztokowym językiem, ale chyba tak trzeba było, pisząc o polskich “elitach” władzy.

A poza tym wypoczynek, czyli książki, filmy, gry i RPGi. Cudownie odpocząć od papierów , dokumentacji etc. Jak gry to “Bard’s Tale” we wspaniałej polskiej lokalizacji, jak film to “Hot Fuzz”. Coś mnie ciągnie do postmodernistycznych zabaw intertekstami, nawiązaniami. Opowieść barda byłaby topornym hack’n’slashem, gdyby nie ciągłe nabijanie się z konwencji, stereotypów i schematów występujących w grach fabularnych fantasy (najwspanialszy póki co cytat z ballady o spalonym mieście, Wikingach i bardzie: “A smok mocarny uniósł swą dupę i miasto spalił na łajna kupę”).
Podobnie”Hot Fuzz”. W tym filmie wszystko jest na swoim miejscu. Idea strzelby Czechowa wprowadzona w życie, ale ponownie z przymrużeniem oka. I ciągłe naśmiewanie się z kina sensacyjnego i policyjnego. Supeglina, podrzędni detektywi przypominający gliniarzy z seriali kryminalnych z lat 80tych, działania SWATu skierowane przeciw hipermarketowym ekspedientom rzucającym sztućcami i owocami. Kino angielskie, humor angielski… absokurwalutnie wspaniała rzecz
.
Moi gracze z WFRP też czują wakacje. Ostatnia sesja, przygoda prosta jak drut. Ale jak prosta to gracz zawsze wymyśli, jak ją urozmaicić. Dialog dwu graczy (kapitana cesarskiego wywiadu i elfiego komandosa-zwiadowcy) z pobożnym opatem klasztoru sigmaryckiego Zakonu Kowadła. Gracze wiedzą, ze jeden ze wspólników w złej sprawie jest blondynką z zadartym noskiem i dużym biustem, terz próbuję się dowiedzieć, kim jest blondynka:
Kapitan: Opacie, ale czy Liza (służąca z wioski) ma duży biust?
Opat (oburzony, udaje, że nie słyszał): Słucham synu?!
Elf: No czy duże bimbały ma!
Rispekt chłopaki, rispekt!
Ps. Aha, dorobiłem się dwu kotów, w zasadzie kocurków. Jeden ma na imię Kot, a drugiemu dla odmiany dałem Kot. Ładnie, prawda?





