Słowa pną się w nieświadomości, by wydostać się z głośnym wrzaskiem zagłuszającym terkot broni maszynowej, eksplozje pocisków moździerzowych i wycie silników stukasów:
- DOŚĆ! DOOOOOŚĆ!
Żar lejący się z nieba, palący skórę, gdy spędzał kolejną godzinę w płytkim okopie wyrytym w kamienistej ziemi na przedmieściach Iraklionu. I wszechobecny smród rozkładających się ciał. Po raz kolejny widzi twarz kolegi, leżącego w dziwacznej pozie kilka metrów od niego. Oberwał od jakiegoś narwanego Greka ledwie dzień temu, ale już spuchł i zsiniał. Kurt nawet we śnie czuje trupi odór. I kolejna nawała z dwudziestopięciofuntowek. Chowa twarz w piachu zalegającym dno dołka strzeleckiego. Kolejny pocisk eksploduje dwa metry obok. Od razu dociera do niego przeraźliwy ból nogi, zmienionej w krwawy ochłap.
…
I budzi się w zmiętej pościeli. Powoli podnosi się. Kikut znów boli. Sięga po szklankę z wodą i łapczywie wypija jej zawartość. Znowu. Znowu ten sen. Wstaje, ubiera się. I tak nie zaśnie. Jest trzecia w nocy. Za oknem znów wyją syreny. Pewnie górą leci wyprawa RAFu. Pierwsze głuche eksplozje dobiegają go gdzieś od strony Tempelhof. Kurt siada przy biurku, zapala światło. Delikatny ogieniek lampy naftowej rzuca migotliwy cień na stertę maszynopisów. Kikut rwie straszliwie, wręcz czuje nieistniejącą stopę, może nawet przebierać palcami. Dwa lata po Krecie.

Nie. Nie zostałem emo. To wstęp do historii mojej nowej postaci. Ale od początku.
Wśród wielu rozmaitych cech gier fabularnych jedna zdaje się mnie szczególnie fascynować. Owa paradoksalność, która sprawia, iż jeden człowiek może stać się dajmy na to czarodziejem i rycerzem, szaleńcem polującym na Cthulhu, lub potworem Cthulhu polującym na szaleńców (szacun Jaro
) .
Można też stać się hitlerowcem i antynazistą. A wszystko przez Greya, który z łaski swej rozpoczął rekrutacją pod pewnie znaczącą nazwą Der Spitzeljager (jako człek nieobyty w języku Goethego i chłopców z Tokio Hotel nie jestem w stanie rozszyfrować znaczenia). Dzięki temu jako porucznik Abwehry będę miał okazję przeszkodzić alianckim służbom wywiadowczym w przeprowadzeniu jakiejś brzydkiej akcji (Kto jeszcze pamięta Allo, Allo i porucznika Grubera, który o lotnictwie fajfokloków mawiał z charakterystyczną miękkością w głosie: “Ten brzydki RAF”
). I jakoś nie przeszkadza mi fakt, że równolegle jako sympatyzujący z powstańcami warszawskimi MG eksterminuję kolejne setki szkopów. Paradoks.
A kto zainteresowany jest historią Kurta Waenecke. Czytać i komentować.
szczurołak, ale to przecież szczegół. Kot rosły był, wielki, pazurzyskami ostrymi u potężnych łap obdarzony. Mysz niewiele mniejsza, o paszczy pełnej zębisk i sękatych łapskach, którymi mogła utrzymać każdą ofiarę.
Mysz wybaczyła kotu i tym razem, ale kiedy następnego dnia ostatnie dziecko uciekło, zezłościła się nie na żarty. nie chciała słuchać tłumaczeń kocich, że i to dziecię czmychnęło, że wyskoczyło z murów zamkowych do jeziora u podnóża góry, że popłynęło do dna, by kto go nie widział. Puściła tłumaczenia mimo uszu i pognała na zamek, a kot wraz z nią.
poluje




