Mawiają, że fantastyka rozwija wyobraźnię. Pewnie dlatego jedną z lektur uzupełniających w gimnazjum jest “Hobbit” Tolkiena. którego, rzecz jasna, jako beznadziejny wręcz przypadek fanatyka SF – przerabiam. Zadaję też z niego wypracowania. Ale być może przestanę. Dlaczego? Oto cytat ze wstepu jednego z wypracowań, w którym dziewczę z klasy drugiej opisało swoją bohaterkę-hobbitkę:
“Hobbitka miała blond włosy, błękitne oczy i olśniewającą urodę, za sprawą której wszystkich odstraszała”
No tak, już tutaj pojawiły się w mej głowie pewne wątpliwości. zaiste musiała być piękna… jak Quasimodo. Ale kontynuujmy. Nieco dalej nasza autorka zajęła się nieco innym aspektem stworzonego przez siebie bohatera:
“Posiadała [owa hobbitka] piękną norkę, lecz czuła się samotna, bo nikt nie chciał do niej wejść”.
Pozostawię to bez komentarza i pozwolę sobie dorzucić ostatni cytat:
“Nasza hobbitka wyruszyła w świat, bo znudziła jej się jej wygodna, dobrze urządzona norka”.
Tak. Ja tez się zastanawiałem, czy to na serio, czy na jaja. Ponoć na serio. Ponoć dziewczę stwierdziło, iż weny nie miało i taki pasztet wysmażyło. Ale w zasadzie mnie już nic nie powinno dziwić. Pisząc ten sam temat wypracowania, jeden z uczniów (tym razem płci męskiej) stwierdził, że hobbit go odstręczał, bo miał “owłosione włosy”. Natomiast inna z uczennic namiętnie wręcz próbowała wysłać hobbita na wyprawę z krasnoludkami. Zabrakło tylko sierotki Marysi.
W innej klasie natomiast jedna z uczennic, analizując jeden z liryków Mickiewicza, rymy okalające nazwała obciągającymi. Zastanawiam się nad kupnem pistoletu.
Ps. Swego czasu czytałem, że każdy belfer powinien przechodzić terapię co trzy lata. Coraz częściej przychylam się ku temu stwierdzeniu.







