Archiwum dla listopad, 2007

27
lis
07

Sezon… tfu, semestr w pełni.

Mawiają, że fantastyka rozwija wyobraźnię. Pewnie dlatego jedną z lektur uzupełniających w gimnazjum jest “Hobbit” Tolkiena. którego, rzecz jasna, jako beznadziejny wręcz przypadek fanatyka SF – przerabiam. Zadaję też z niego wypracowania. Ale być może przestanę. Dlaczego? Oto cytat ze wstepu jednego z wypracowań, w którym dziewczę z klasy drugiej opisało swoją bohaterkę-hobbitkę:

“Hobbitka miała blond włosy, błękitne oczy i olśniewającą urodę, za sprawą której wszystkich odstraszała”

No tak, już tutaj pojawiły się w mej głowie pewne wątpliwości. zaiste musiała być piękna… jak Quasimodo. Ale kontynuujmy. Nieco dalej nasza autorka zajęła się nieco innym aspektem stworzonego przez siebie bohatera:

“Posiadała [owa hobbitka] piękną norkę, lecz czuła się samotna, bo nikt nie chciał do niej wejść”.

Pozostawię to bez komentarza i pozwolę sobie dorzucić ostatni cytat:

“Nasza hobbitka wyruszyła w świat, bo znudziła jej się jej wygodna, dobrze urządzona norka”.

Tak. Ja tez się zastanawiałem, czy to na serio, czy na jaja. Ponoć na serio. Ponoć dziewczę stwierdziło, iż weny nie miało i taki pasztet wysmażyło. Ale w zasadzie mnie już nic nie powinno dziwić. Pisząc ten sam temat wypracowania, jeden z uczniów (tym razem płci męskiej) stwierdził, że hobbit go odstręczał, bo miał “owłosione włosy”. Natomiast inna z uczennic namiętnie wręcz próbowała wysłać hobbita na wyprawę z krasnoludkami. Zabrakło tylko sierotki Marysi.

W innej klasie natomiast jedna z uczennic, analizując jeden z liryków Mickiewicza, rymy okalające nazwała obciągającymi. Zastanawiam się nad kupnem pistoletu.

Ps. Swego czasu czytałem, że każdy belfer powinien przechodzić terapię co trzy lata. Coraz częściej przychylam się ku temu stwierdzeniu.

20
lis
07

Niemi obserwatorzy

Fascynują mnie katedry średniowieczne. W zasadzie w ogóle fascynuje mnie budownictwo sakralne. Paradoksalnie raczej zaliczam siebie do osób cynicznych, wątpiących i, mówiąc w skrócie, do bólu przyziemnych i racjonalnych. Wszelkie teorie mieszczące się w ramach teodycei nijak do mnie nie trafiają, wręcz przeciwnie, działają na mnie jak płachta na byka. No bo jeśli bóg zezwala na zło, by sprawdzić dajmy na to,. czy ludzie… Dobra, ja nie o tym miałem. Kontrowersyjny pobędę kiedy indziej.

Gargoyla z katedry Notre-Dame.

A wracając, fascynują mnie katedry. Jako miejsce sacrum, jako fenomen budownictwa średniowiecznego, jako arcydzieło architektoniczne etc. Mógłbym tak długo. O diabłach rytych nad bramą wejściową, które sugerowały, iż zło nie ma wstępu do katedry, o monstrualnych przyporach i łukach. I gargulcach. zawsze mnie zastanawia, jak bardzo ówcześni ludzie różnili sie od nas. Zwykła rynna stawała się dziełem sztuki, sugerowała, iż twórca wierzył w świat fantastyczny. W smoki, gigantyczne węże i potwory. I w gargoyle.

Każdy kto wspomni jeszcze pierwszą edycję Warhammera, pewnie pamięta narysowane postacie demonów w bestiariuszu. Żadnych udziwnień a la Wielki Żółty Ptak (demon Tzeentcha), zgniła kanapka z szynką (demon Nurgle’a) czy mokry sen fetyszysty-masochisty (demon Slaanesha). Po prostu sataniczna bestia, zapewne wzorowana na średniowiecznych wyobrażeniach biesa. A przecież identycznie wyglądają gargoyle. Owi niemi obserwatorzy, którzy dniem i nocą spoglądają kamiennymi oczyma na ludzi. Skuleni, wykrzywieni w przerażającym grymasie.

Śliczna, nieprawdaż?

A co gdyby ożyli. tej jednej nocy rytuał przeklętego maga powoła gargoyle do życia. Pozostawi im kamienne, niewrażliwe na ciosy ciała, lecz da umiejętność lotu, poruszania się, zabijania. Nastąpi noc szekspirowska. Mieszkańcy, nie rozumiejąc, co się dzieje, będą ginąć dziesiątkami, pod kamiennymi cielskami spadającymi z przestworzy. Niektórzy, porwani pazurami w górę, skończą nawleczeni na ostre turnie wież katedralnych i świątynnych. Ci z ludzi, którzy przeżyją pierwszy atak, zabarykadują się w domach.

A co jeśli właśnie tego wieczoru do miasta przybędzie grupa poszukiwaczy przygód? A co jeśli w mieście przebywa ich śmiertelny wróg z bandą gotowych na wszystko najemników? Czy bohaterowie, nie bacząc na dziwne i potężne bestie szybujące pośród chmur, doprowadzą do konfrontacji z wrogiem? A może połącza z nim siły, starając się przetrwać do ranka. Tu wyobraźnia podpowiada mi liczne, widowiskowe sceny walk w katedrze; karkołomnych ucieczek po dachach kamienic; starć z niewidzialnym wrogiem. Jak wyglądałaby rozmowa bohatera z wiekową gargoylą, która na te jedną noc poczuła, czym jest życie? Czy ta przygoda przypominałaby trawestację drugiej części “Obcego” (“Za tobą! Za tobą! Ma Magnusa!! Strzelaaaaj!!!”) czy też byłaby przeniesionym w średniowieczny neverland “Bladerunnerem” (Gargoyla mówiąca: “Widziałam rzeczy, w które WY, ludzie nigdy byście nie uwierzyli. Atakujące w ogniu demony Khorne’a. Oglądałam rozświetlające mrok błyski dział w pobliżu wrót miejskich Altdorfu. To wszystko przepadnie bezpowrotnie w czasie, jak łzy pośród deszczu.”)?

Gargoyle to w mojej wyobraźni osobliwie piękne i groźne stworzenie. Niemy obserwator.

One do dziś na nas patrzą ze szczytów kościołów i katedr.

Gargulec (rzygacz) i gargoyla na wrocławskim ratuszu.




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

listopad 2007
P W Ś C P S N
« paź   gru »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwa

Kategorie

free counters