Archiwum dla luty, 2008

23
lut
08

Śmierć długimi krokami zmierza do Mörlenfurtu – cz. IV

Po pierwszym starciu agentów z kultystami, w którym niestety ucierpieli zwykli mieszkańcy miasta (przypomnimy, łącznie cztery pożary i kilkanaście ofiar śmiertelnych) nasi bohaterowie spotkali się w “Klęsce Grafa” u Kanalarzy. Wszyscy poza von Hamanem. Po kilku godzinach niespokojnego oczekiwania BG ruszyli na poszukiwanie swojego kompana, o którym wiedzieli tylko tyle, że udał się do świątyni Sigmara, gdzie kapłan Gunther Dulsch był rezydentem wywiadu cesarskiego. Dość szybko się podzielili i część męska (nota bene człowiek, elf krasnolud – aż cisnęło się na usta pytanie, czy przypadkiem nei szukają dwu halflingow porwanych przez czarne orki :) ) ruszyła do świątyni. Tam, po podaniu hasła, dość szybko przekonali do siebie kapłana, który stwierdził, iż von Haman podczas spotkania poinformował o starciu ze szczuroludźmi w kanałach a potem… no właśnie a potem poszedł na miasto. Grum na odchodne ostrzegł kapłana przed nad nieokreślonym zagrożeniem, które może doprowadzić do zniszczenia całego miasta. Zaproponował kapłanowi, by ten następnego dnia, na krótko przez Świętem Marionetek pod byle pozorem zgromadził jak największą grupę mieszkańców miasta. histeria u krasnoluda? Irracjonalny lęk? Być może, ale z pewnością też strzał w dziesiątkę, co się okaże już wkrótce.

Masyw Spitzblau, po drugiej stronie znajduje się Morlenfurt

W tym samym czasie Maja i Ah’qua wytropiły, iż Haman, podążając tropem szczurzej maski, trafił do marionetkarza Stamma. Same też tam się udały. Choć podobnie jak i ich zaginiony towarzysz byli zaskoczeni gadającymi lalkami Stamma, jednak nie skończyło się na żadnej zadymie. Wręcz przeciwnie dowiedziały się, że Haman zaatakował Stamma, więc ten musiał go ogłuszyć (sic!) a następnie oddać Straży Miejskiej. Jednocześnie Maja stwierdziła (dzięki swej umiejętności wykrywania istot magicznych), że zarówno laleczka Frida jak i groteskowy pajacyk tak naprawdę są magiczne. Tym razem jednak porzucono sprawę Stamma i czym prędzej powiadomiono pozostałych o losie von Haman.

Gdy dotarli (już wszyscy) do siedziby Straży, dowiedzieli się, ze ich towarzysz będzie sądzony za próbę pobicia obywatela miasta, za co może mu grozić tak naprawdę zaledwie miesiąc ciemnicy. Dla jednych zaledwie, dla agentów katastrofa. Dlatego za naprawdę grubą forsę agenci przekupili strażnika miejskiego i ich towarzysz wydostał się z ciemnicy i odzyskał swój dziwny, magiczny miecz, którego brak zaczął już odczuwać (taaaa, stany lękowe, ataki paranoi, prawie jak Gollum :) ).

Po tym wszystkich von Usingen z kompanami przeszedł do ofensywy. Wiedział, że dzień później kult Ordo Traingularis najprawdopodobniej zbierze się w hucie szkła Rottmeister, toteż od rana maja pod postacią kota miała obserwować hutę, a pozostali wraz z Kanalarzami w kluczowym momencie mieli kanałami podejść w okolicę huty i zaatakować.

Kultyści również nie próżnowali. Rankiem agenci usłyszeli od Nestora, że są poszukiwani jako podejrzani o zabójstwo Graffensteina i jego rodziny, oraz spalenie jego domu. Jak widać Rottmeister wykorzystał swoją pozycję i odpowiednio pokierował Strażą Miejską.

Podnóże Spitzblau od strony Morlenfurtu, na pierwszym planie garbarnia miejska.

Maja jako kot od rana wyczekiwała pod hutą, ale aż do 16ej nic się nie działo. Wtedy dopiero kultyści zaczęli się zbierać. Wszyscy w maskach szczurów, wykorzystując, ze właśnie rozpoczyna się Święto Marionetek, w trakcie którego każdy w mieście nosił maskę. Równocześnie pozostali agenci i Kanalarze podeszli w pobliże huty. Kultystów było coraz więcej. M.in. zaprzęgli 5 typowych wozów z plandeką w konie, wyraźnie przygotowując się do odjazdu. Usingen zdecydował się zająć pozycje w pobliżu huty i agenci opuścili kanały. Część schowała się w uliczce naprzeciw huty, lecz Grum podszedł w pobliże wozów i uszkodził koło w jednym z nich. Kultyści więc ruszyli czterema wozami, a Kyllan i Usingen za nimi. okazało się, ze nie jechali daleko, lecz do cekhauzu, gdzie zgromadzono zapasy mobilizacyjne prochu dla armii cesarskiej. Tam, okazawszy strażnikom jakieś papiery, całkiem legalnie załadowali ok. 40 beczek prochu do wozów i wrócili do huty. Z rozmów, jakie kultyści toczyli, agenci zrozumieli, że takie kursy trwały od kilkunastu dni. Pytanie więc ile prochu już wywieziono? I po co?

Proch wyładowano do huty, a w tym samym czasie przybyła wierchuszka kultu i skryła się w środku największej hali huty. W mieście zapadł już zmierzch, a na zewnątrz zostało tylko sześciu strażników, którzy dość niestarannie opatrywali teren. Von Usingen zdecydował się atakować. Jednak Maja nie myślała o ataku. Przez ponad 12 godzin przebywała w kociej postaci i kiedy wreszcie przybyli jaj towarzysze, chciała się odmienić. Ale cóż to? Nie potrafiła, widać kocia natura zbyt nad nią zapanowała. Coraz bardziej spanikowana ukryła się gdzieś w cieniu pod postacią zwykłego, przestraszonego sierściucha.

Strażnik stał sobie spokojnie w cieniu zabudowań huty szkła. Kord spoczywał w pochwie, a sam kultysta był aż nadto wyluzowany. Jego towarzysz kilka metrów dalej dłubał z zapałem w nosie, uniósłszy nieco szczurzą maskę, którą nosił każdy z kultystów. I nie tylko oni. W takich samych maskach von Usingen i Kyllan podkradli sie do strażników. I mimo iż ten pierwszy zachował się nieco zbyt głośno, to udając jednego z kultystów zdołał podeść do strażnika i skręcić mu kark. A Kyllan? A on po prostu, podkradł się bezszelestnie i wbił kultyście w nerkę sztylet. Tak rozpoczęła się eksterminacja kultu. Nie obyło się bez niepotrzebnych strat. Oto Maja wciąż jako kot, podeszła w pobliże pozostałych strażników, co wykorzystał jeden z nich i od niechcenia strzelił do kota z kuszy. i cudem trafił, mało nie odstrzeliwując tyłka kociambrowi (po przemianie Maja ma najfajniejszy piercing przez oba pośladki, równie dobrze mogłaby tam zamontować obręcz od beczki jako kolczyk :) ). haman rzucił się na pomoc towarzyszce i … dostał bełtem w twarz (kultysta, na co dzień klasyczny cywil-ślepok tego dnia miał świetne wyczucie bron). efekt, rozerwany policzek niemal po ucho. sytuację uratowali Usingen i Kyllan, którzy ubili strażników. Krótko potem ami udało się wreszcie odzyskać ludzką postać.

 Jeden z bocznych szybów zamkniętej kopalni w Spitzblau.

Kiedy już zapanował wokół huty spokój ekipa weszła do huty. Zabiła dwu kolejnych kultystów. A potem odnalazła skatowanego Armantero. Z umierającym (skaveni zaaplikowali mu truciznę, chcąc usunąć ślady przed właśnie finalizowaną transakcją z ludźmi) agentem Drachensturma porozmawił Grum, dowiadując się kilku nieprzyjemnych rzeczy:

1. Armantro został zmuszony do napisania listu, za którym do Drachensturma wyruszy zabójca skaveńskiego klanu Eshin)
2. Armantero przez dzień lub dwa był w skaveńskich podziemiach więziony wraz z trzema agentami SDIM (owa zaginiona Komórka 012).
3. Wie, że Ordo Triangularis wybija monety (złote korony) z domieszką spaczenia.
4. Wie, że w zamian za spaczeń skaveni otrzymali dokładne plany kopalni w Spitzblau oraz oprócz tego coś z miasta, prawdopodobnie jakieś towary (duży ładunek przewożony nocą wozami przez miasto).
A potem Grum skrócił cierpienia agenta, który czuł okrutny ból spowodowany trucizną szczuroludzi.

Rozpoczął się atak. Od środka wpadli agenci, od strony drzwi Nestor ze swoimi kanalarzami. Obecny na spotkaniu kultu Szary Prorok z czterema stormverminami zbiegł w kanały, za nimi sam Rottmeister. A w hucie trwała rzeź. W niecałą minutę zginęło 25ciu kultystów. Agenci i Nestor (który wpierw odesłał swoich chłopców do domów) ruszyli w pościg za szczurami. Najbogatszego kultystę w Morlenfurcie dopadł szybko von Haman i brutalnie uśmiercił go (poetycko można by rzec, że wbił mu kciukami oczy przez głowę do dupy :) ). Skaveni uciekali jednak sprawniej. Agenci oddalli się od kanałó, dotarli do korytarzy szczuroludzi i wreszcie podziemnej rzeki. To nią, na pokładzie barki z bocznokołowym napędem próbowali zbiec skaveni. W ostatniej chwili nasi bohaterowie skoczyli na barkę. Walka ze szczurami potoczyła się na łodzi niesionej przez rzekę, łodzi załadowanej beczkami z prochem. W krótkim czasie agenci zabili wszystkie szczury, ale tym razem nie obyło się bez ran niemal śmiertelnych. A przecież to nie był koniec. Po drodze zostali raz zaatakowani przez skavenów. Gdy wreszcie dopłynęli do przystani, ponad połowa była ranna (nie wspominając o dwu straconych Punktach Przeznaczenia). Przystań była pusta. Poza trzema skaveńskimi tragarzami, którzy natychmiast rzucili się do ucieczki. Ah’qua jednego zabiła, a za pozostałymi ruszył pościg. Skaveni pognali z przystani wąskim korytarzem, prowadzącym stromo w górę. Chcieli ostrze swoich, więc pościg był długi i zażarty. W jego trakcie agenci dotarli do korytarzy dawne kopalni ludzkiej w masywie Spitzblau. Tam dopiero przechwycili uciekinierów, prawie że na progu gigantycznej kawerny, w której…

Skaveński korytarz prowadzący do podziemnej rzeki.

… skaveni zgromadzili kilkaset beczek. Część z prochem, część ze spaczeniem (spaczeń odpowiednio zmieszany z prochem tworzy silniejszą mieszankę wybuchową), połączone lontami do jedne zapalarki. Wybuch wedle Gruma spowodowałby eksplozję, która odcięłaby szczyt Spitzblau i zrzuciłby go na Morlenfurt, niszcząc kompletnie miasto. W kawernie znajdowało się kilkuset szczuroludzi. Ogroszczury, Szarzy Prorocy, inżynierowie Scryre. Wszyscy w jednym celu, by jakiegoś powodu wysadzić Spitzblau w powietrze. W kawernie Grum dostrzegł jeszcze jeden lont, który wiódł w wąski korytarz, niknąc w nim.

Uwagę agentów i Nestora przykuł też ogromny tunel, szeroki na kilkanaście metrów, wysoki na 6-7 i wiodący pod kątem 45 stopni w dół, prosto jak strzała. Nie było jednak czasu na zastanawianie się. Skaveni skończyli przygotowania do eksplozji. Gros szczuroludzi wycofała się, a jeden z Szarych Proroków podszedł do zapalarki, sięgnął pazurzastą łapą, by inicjować eksplozję. Nim to zrobił, zginął. Maja i Ah’qua rozstrzelały go z broni palnej, a do wyścigurzucił się Kyllan! Gnał jak wiatr w stronę zapalarki. Skaveni również. Spotkali się u celu. Elf wyrwał pęk lontów, zostawiając w zapalarce tylko jeden i otrzymał kilka ciosów skaveńską bronią (Punkt Przeznaczenia!) nasz piroman przetrwał to i wcisnął zapalarkę. Lont spalił się w kilka sekund i nastąpił wybuch. Eksplodowało tylko kilkadziesiąt beczek, ale to wystarczyło. Kawerna zaczęła się walić, a skaveni… uciekać!! Zwiewać, jakby ktoś ich gonił. I chyba tak było. W wielkim korytarzu, który biegł w dół, można było wpierw dostrzec delikatną, zieloną poświatę i usłyszeć lekki pomruk. Poświata jednak się zbliżała, pomruk narastał, a skaveni wpadli w koszmarną panikę. Ogroszczury pozrywały się z łańcuchów i skowycząc ze strachu pognały w korytarze. Skaveni tratowali się, uciekając w jednym kierunku- ludzka kopalnia. Tak też uczynili nasi bohaterowie. Mijając skavenów, którzy w ogóle ich nie atakowali, pędzili jak najdalej od tej dziwnej poświaty i pomruku, który coraz bardziej zdawał się rykiem.

 Podziemna rzeka

Nie zdołali zbyt daleko zbiec. Zielone światło zalało wszystkie poziomy kopalni, a potworny ryk niemal rozerwał im bębenki w uszach. Spitzblau eksplodowała. Stropy pękły w jednej chwili, dziesiątki skavenów zginęło przygniecionych przez walące się kamienie. Agenci i nestor ocaleli. jedna z kawern przetrwała. Odcięta od świata zewnętrznego. Powietrza starczy im na kilkanaście godzin, światła nie mają. Wszędzie leżą skaveńskie trupy. I ta świadomość, że skaveni właśnie próbowali zawalić ten dziwny korytarz, z którego wylazło coś, co nawet ich przerażało.

Tylko co?

Jedno jest pewne. Śmierć dotarła wreszcie do Morlenfurtu i zebrała ogromne żniwo.

Ps. W zasadzie tekst spoza gry,z początku sesji. Każdy a agentów SDIM posiada kryptonim od nazwy ptaka, a więc jest Lelek, Mewa, a także Ścierwnik. I kilka innych. Jeden tylko Grum nie posiadał (z racji tego, że niedawno się przyłączył do grupy) pseudonimu. Co Ah’qua zauważyłą, rzucają: “Hej! Tylko on nie ma ptaka!”.

No i się wydało. Biedny Grum.

20
lut
08

Śmierć długimi krokami zmierza do Mörlenfurtu – cz. III

Taaak, zostawiliśmy naszych bohaterów w kanale. Sytuacja gówniana, jacyś szczurzy gówniarze prażą w nich z muszkietów, czarów i ogroszczurów, a do tego są zanurzeni po pas w gównie. W skrócie – Ekskrement Stulecia. Haman dał pierwszy odpór ogroszczurowi, lecz sam został ostro pokiereszowany (jak się dalej okaże, to nie jest jego szczęśliwa przygoda). Z tyłu snajperki tłuką z broni palnej do niewidzialnego maga szczurów, ale jednocześnie są atakowane przez jego czary. Połowa ekipy ranna, mimo to działa agresywnie, zażarcie. Kyllan i Nestor (szef kanalarzy) wspierają słabnącego Hamana. Z drugiej strony kapitan von Usingen, wynurzywszy ponad ściek jeno oczy i nos, przekrada się w pobliże maga skavenów. Jest kilka metrów od stworów, widzi jak Szary Prorok przygotowuje kolejny czar i… To nie może być przypadek. maja strzela i trafia w plecy nie kogo innego jak Usingena. Który toprzypadek, gdy Maja lub Ah’qua ranią swojego dowódcę? Czwarty? Piąty? Szczęśliwie rana jest powierzchowna. Usingen już ma zaatakować, gdy szczury nagle się wycofują. Z obu stron! Kilka chwil i nasi bohaterowie są już sami. Czym prędzej sprawdzili stan rannych i w kilkanaście minut wydostali z podmiejskiego labiryntu, by już w tawernie kanalarzy (“Klęska Grafa”) opatrzyć potrzebujących i dalej działać. Teraz mają już pewność, ze w mieście działa kult Rogatego Szczura.

Kilka godzin na powierzchni Jorgul miał niezwykle pracowitych. musiał połatać swoich kompanów jak i zaprzyjaźnionych Kanalarzy, którzy oprócz tego musieli dojść do siebie po walce z zagrożenie, którego nigdy na oczy nie widzieli (poza Nestorem rzecz jasna). Noc upłynęła im w spokoju, a wczesnym rankiem ruszyli do drukarza Bachmanna, którego miał odwiedzić człowiek z kultu (sprawa zamówionych pamfletów oczerniających kapłanów Sigmara).

I odwiedził, kupiec tekstylny Grafenstein wpadł do drukanri Bachmanna, a za nim Usingen i pozostali agenci. Znać było, iż kapitan był nie tylko zdeterminowany, ale i zdecydowany na wszystko. Na oczach Grafensteina Usingen zabił z zimną krwią drukarza, wbijając mu gwóźdź w czoło. Kupiec pękł. W kilka chwil wyśpiewał, iż:

- Szefem kultu Ordo Triangularis jest najbogatszy kupiec w mieście, Karl Rottmeister – właściciel huty szkła. Rajcowie i wielu pozostałych kupców również służy sprawie Rogatego Szczura

- Spaczeń otrzymany od skavenów posłużył do wybicia skażonych złotych koron, które najprawdopodobniej mają być rozprowadzone w większych miastach Imperium wraz z ulotkami oczerniającymi kapłanów Sigmara.

- Wszystko najprawwdopodbniej wydarzy się w Święto Marionetek (Marionettenfest), czyli już następnego dnia.

Po tym wszystkim kapitan podjął decyzję, która mogla się wydawać dość dyskusyjna i kontrowersyjna. Zdecydował się, że agenci SDIM będą udawać nowych ochroniarzy Grafensteina, by móc być w pobliżu kultu. Ah’qua zwróciła uwagę, iż paranoicy, jakimi niewątpliwie są kultyści nie dadzą się na to nabrać, jednak befehl ist befehl. Agenci opuścili drukarnię, którą na koniec podpalił Kyllan (wspominałem, ze to piroman?) Agenci SDIM – Ordo Triangularis 1:0

Skaveński Szary Prorok, magiczna maszyna zagłady

Ciąg dalszy był dość smutny. Agenci (tylko Usingen, Ah’qua, Kyllan, Jorgul i Grum, bowiem Maja i Haman rozdzieliwszy się ruszyli szperać po mieście) zadekowali się w posiadłości Grefensteina. Jej właściciel wraz ze służbą oraz żoną i kilkuletnim synem zostali związani i zamknięci w piwnicy. A kult nie próżnował. W tak małym mieście jak Morlenfurt trudno coś ukryć. Nikt z Ordo Triangularis nie dał się nabrać na intrygę szytą tak grubymi nićmi. Wydano wyrok. Pod wieczór kilku zamaskowanych napastników podbiegło do posiadłości Grafensteina i wrzuciło przez okna kilkanaście butelek zapalających. Pożar, który wybuchł był przerażający. Agenci z ledwością się wydostali z płonącej pułapki. Jedna Ah’qua rzuciła się do piwnicy ratować małego syna kupca Grafensteina. Pozostali w piwnicy spłonęli żywcem. Wydostawszy się cudem z piekła, zostawiła chłopca i uciekła wraz z pozostałymi kompanami. Chłopiec kilka godzin później został znaleziony na trawniku przed pogorzeliskiem. Miał poderżnięte gardło. Kultyści i jego znaleźli. Agenci SDIM : Ordo Triangularis 1:1. To dość ponura chwila w dziejach cesarskiego wywiadu, który oficjalnie kieruje się szlachetnymi pobudkami, lecz realnie nie szanuje życia tych,których ma chronić!

W ciągu następnych godzin spłonęła jeszcze łódź rzeczna agentów i karczma, w której zostawili część dobytku. Szczęśliwie broń przechowywali u Kanalarzy. Agenci SDIM – Ordo Triangularis 1:3.

Tymczasem von Haman ruszył tropem dziwnej szczurzej maski, jaką agenci znaleźli w zajeździe “Pod Nikczemnym Wieszczem”. Szybko dowiedział się, iż jej twórcą był Jago Stamm – utalentowany marionetkarz i brzuchomówca. Człek dość dziwny. Rycerz odwiedził go w jego warsztacie. Sam Jago faktycznie okazał się być dziwną personą. Na jednym jego ramieniu siedziała laleczka dziewczynki o blond włosach, na drugim groteskowy pajacyk. Dziwczynka wciąż chichotała i powtarzał “Frieda, Frieda…”. Pajacyk śmiał się jak szaleniec i mówił o śmierci. Jak widać marionetkarz może i był utalentowany (animował na raz dwie lalki!), ale i mocno potrącony rydwanem szaleństwa. Von Haman, człek z gruntu wybuchowy i nerwowy, nie był najlepszą osobą do negocjacji z taką trójką. Po którymś z tekstów pajacyka, a może laleczki uderzył z furią lalkę dziewczynki. Ostatnie co zarejestrował, to przerażenie w oczach Jago. Ostatnie, bo potem poczuł potężne uderzenie i stracił przytomność…

 Jago Stamm - dziwny marionetkarz.

Za dwa a może trzy dni ostatnia odsłona starcia agentów cesarskiego wywiadu z kultem i skavenami. Będzie mrocznie, wybuchowo i katastrofalnie. Maja skonfrontuję się ze swą kocią naturą, Hamanowi ktoś poszerzy uśmiech, a Kyllan dokona rekordowego szczurobójstwa… Jeden biedny Grum będzie dbał o cywilów…

12
lut
08

Śmierć długimi krokami zmierza do Mörlenfurtu – cz. II

(pisane przy Dropkick Murphys i Flogging Molly, więc proszę wybaczyć pewne “narwaństwo”, sesja była iście spokojna i mHrooooczna ;) )


Sławetny symbol Rogatego Szczura. Pierwotnie miał to być zwykły trójkąt równoboczny, ale rysownikowi zadrżały pazurki i wyjechał za daleko.

Na czym skończyliśmy? Na nadchodzącym gambicie. Kim więc miał być ów pionek, który miał polec na początku partii szachów między wywiadem cesarskim a kultem Rogatego Szczura? Dojdziemy i do tego, choć gambit ów miał być dość kosztowny, bo i pionków kilka.

Po posiłku w knajpie “Pod Nikczemnym Wieszczem” zapadły decyzje. Grum, jako krasnolud uczony, uda się wraz z Mają w roli obstawy do drukarni rozpytać o wydrukowaną wieszczbę. Pozostali odnajdą Kanalarzy (przebywających ponoć w knajpie “Klęska Grafa”). Pozostali poza Jorgulem, który przeczuwawszy nieszczęścia zbliżające się do miasta, nie opuszczał wciąż łodzi.

Wizyta w drukarni Bachmana była zaiste interesująca i wcale nie chodziło o to, że pan Bachman potwierdził fakt wydrukowania wieszczby u siebie. Dziwniejsze było, iż Bachman zachowywał się zaiste podejrzanie. Pocił się, denerwował, w pewnym momencie zaczął się trząść niczym gówno w przerębli. Dlaczego? Grum jak i Maja rozejrzeli się po pomieszczeniu i dostrzegli, że imć Bachman drukuje nową ulotkę, której początkowe słowa głosiły:

Sigma, który gości w naszych sercach, nie jest tym Młotodzierżcą, którego wyznają kapłani spod znaku komety o dwu ogonach. Nie daj się omamić, spójrz na bogactwa, w które opływają…

Więcej nie udało im się odczytać, gdyż przerażony Bachman wyprosił ich z drukarni i spanikowany spalił cały nakład ulotek. Doskonale wiedział, że za ów wydruk grozi nawet nie stryczek, lecz stos. Zastanawiające, dlaczego nasi agenci nie zagrali ostrzej, nie użyli siły, lecz nie ma co deliberować. Grum pognał przez miasto w stronę Kanalarzy, gdzie liczył na spotkanie z kompanami, a Maja została w ukryciu przed drukarnią. Przecież ktoś zamówił ulotki u Bachamna i ten ktoś przyjdzie, i będzie niezadowolony, że cały nakład uleciał z komina w niebo…


Skaveni słyną z doskonałego sprzętu optycznego. Oto skaveński obserwator z urządzeniem inwigilującym zamontowanym na drewnianym kiju :)

Tymczasem w “Klęsce Grafa”Usingen wraz z Hamanem, Kyllanem oraz Ah’quą dość szybko porozumieli się z Kanalarzami. Wulf, Uthor, Sibelt i Lothar z przewodzącym im Nestorem okazali się doskonałymi towarzyszami. Choć pierwsze spotkanie było dośc dziwne. Oto agenci cesarscy ujrzeli pięciu ponurych, odzianych w skórzane pancerze nabijane metalowymi guzami facetów otaczających leżącego na ławie trupka niewielkiego kundla. Na nieogolonych gębach mężczyzn odbijał się smutek i żałość, jeden nawet siorbał nosem i mrugał załzawionymi oczyma. Wreszcie największy z nich, o skroniach zdobionych siwizną uniósł szklanic gorzałki w powietrze i wykrzyknął:

- Za Raffa, towarzysze!

- Za Raffa!!!!

Tak żegnano bohaterskiego psiura, który zapuścił się w pościgu za przerośniętym szczurem w kanały i został zagryziony przez coś dużo większego. Po tym nabożeństwie Kanalarze chętnie opowiedzieli o swoich spotkaniach z Armantero i za pewną opłatą zdecydowali się zaprowadzić tam naszych bohaterów. Przywódca Kanalarzy, Nestor, zasugerował, iż Armantero znalazł coś ciekawego pod ziemią, lecz na nagabywania co, nie zamierzał odpowiadać. Rzekł tylko: “Zobaczycie” i zaczął przygotowywać się do wkroczenia do smrodliwej krainy w pod brukiem Morlenfurtu. Co prawda Kanalarze twierdzili, iż w kanałach nie widziano od dawna skavenów, lecz mimo to poza latarniami przytroczyli ciężkie sztylety i krótkie, masywne miecze o szerokich głowniach. Doskonała broń do walki w ścisku, mało finezyjna, lecz zabójcza. Nestor rzucił kilka zdawkowych uwag o ekwipunku BG (“Jeśli panie bierzecie kolczugę, to weźcie też szydło. Spytacie po co? By po wyjściu z kółek gówno powypychać, hehe!”). Nim jednak zeszli pod ziemię Usingen wysłał Ah’quę i Kyllana do parku miejskiego na spotkanie z Tashalares Wintermoon – elfią wieszczką, a sam wraz z Grumem (który przybiegł spod drukarni) poszedł do portu po Jorgula i ekwipunek (czyt. pancerze) pozostałych agentów.

Pierwszy szok dla drużynowych elfów to fakt, że w parku rośnie mallorn, święty elfi dąb o grubym, masywnym pniu i delikatnych srebrzystych liściach. Drugim szokiem było coś, co żyło w koronie drzewa. Amranzor, czarno-żółta, długa na dwie dłonie żmijka. Jedno z nielicznych zwierząt, którego jad jest prawdziwie zabójczy dla elfów (taaak, tego wężyka mogłyby elfy nazwać “Trzy kroki”, bo tyle wykona ukąszony elf, nim zejdzie z tego świata). Elf, który przeżyje ukąszenie wpada w kilkudniowy paraliż, a jego umysł wówczas błąka się po nieznanych krainach. Kiedy elf ozywa, jego ciało jest silniejsze, a on sam nabywa zdolności profetycznych. Jak ukąszona przezeń Tashalares, która w enigmatycznych słowach przekazała Ah’quie i Kyllanowi ostrzeżenie o nadchodzącej zagładzie, ale i o spotkaniach jakie dziwne stowarzyszenie Ordo Triangularis odbywa w parku miejskim. Członkowie stowarzyszenia noszą szczurze maski (jak ta znaleziona “Pod Nikczemnym Wieszczem”) , ale wśród nich elfka rozpoznała kilku wysokopostawionych obywateli Morlenfurtu.

Po owym spotkaniu cała drużyna (wraz z Mają, która była świadkiem jak jeden z kupców grozi Bachmanowi i zmusza go do wydrukowania na nowo na następny dzień ulotek atakujących kult Sigmara) zeszła wraz z ekipą Nestora do kanałów miejskich.

W kanałach jak to w kanałach. Cuchnie ekskrementami, środkiem płynie gówno, po ścianach ściekają odchody itd. (na ile sposobów można powiedzieć “ekskrementy”?) Nestor i jego kompani umilili kilkoma opowieściami przemarsz przez kanały. Wreszcie wszyscy stanęli miejscem, które odnalazł Armantero. Niewielka komnata, d ktorej prowadził wąski korytarzyk od głównego kanału, a w środku…?

Prawie całą podłogę pokrywał trójkąt Rogatego Szczura wyryty w kamieniu. Podłogo połyskiwała rdzawo w świetle latarni. Zakrzepła krew ofiar tu uśmierconych.Po ścianą gnijące szczątki tych, którzy skonali tutaj pod zębatymi nożami ludzkich szaleńców służących skaveńskiemu bogu. Wydaje się, iż to, co kapitan ujrzał stało się przyczyną późniejszych okrucieństw, których się dopuścił, lecz nie uprzedzajmy faktów. W stosie odpadków Usingen i Grum znaleźli rozsypane monety. Wyglądały na świeżo wybite złote korony. Tylko wyglądały. Dziwna zielonkawa poświata bijąca od krążków złota zaniepokoiła agentów. Grum, najbardziej uczony z nich wszystkich ocenił, iż to prawdopodobnie domieszka spaczenia dawała ów blask i zarazem czyniły monety niezwykle mutagennym obiektem.

Pierwszym sygnałem sugerującym nadejście ogroszczura jest z pewnością basowe popiskiwanie. Tutaj ogroszczur-kucharz. Specjalność – gulasz z ludziny.

W podziemnej kapliczce Ordo Triangularis agenci zabradziażyli na tyle długo, iż ktoś miał sporo czasu na przygotowanie zamachu. Gdy wszyscy opuścili pomieszczenie z głębi kanału gruchnęły strzały. Zielony błysk, huk i ból. Pierwsi ranni z broni spaczeniowej! Oberwał Haman, oberwał jeden z kanalarzy. Rycerz Ulryka pognał do ataku wraz z Grumem. Haman wiedział, że zaraz ich wystrzelają, lecz skaveni nie czekali. Cofali się, strzelając. Haman i Grum zniknęli w ciemnościach, próbując dopaść prześladowcó. Na swe nieszczęście. Usłyszeli nagle głęboki, potworny ryk. Ogroszczur! Haman zwarł się z bestią, unikając potężnych razów, zdołał utoczyć krwi bluźnierczej hybrydzie. Mimo to cofał się pdo razami, oczekując odsieczy, po którą z powrotem pognał Grum.

W tym samym czasie pułapka zamknęła od drugiej strony szczurzy zabójcy ostrzelali z kusz Maję, Usingena i Ah’quę. Oberwał też jeden z kanalarzy i upuścił ostatnią latarnię do brudnej i cuchnącej cieczy. Zapadły ciemności, które nagle rozproszyła kula zielonej energii. Maja ranna, Ah’qua strzela na oślep, kapitan próbuje wydobyć rannego kanalarza z brei, do której wpadł. Padają kolejne strzały. Maja kogoś rani, a może zabija. Usingen wydobywszy rannego, wystawia tylko czubek głowy i przedziera przez ekskrement w stronę skavenów, wśród których z pewnością jest mag… Po drugiej stronie haman słabnie, oberwał od ogroszczura. Krwawi. Obaj krwawią. Nestor wraz z Kyllanem próbują mu pomóc. Z głębi korytarza strzelają z muszkietów skaveni, szczęśliwie dla Hamana trafiają swego ogroszczura. Mimo to sytuacja robi się krytyczna…

Zainteresowanych strukturą społeczeństwa skaveńskiego odsyłam do wspaniałego opracowania naukowego :)

09
lut
08

Corporal Tuck Vucker walczy o Terrę

Kucia planuje sesję przez Gantasy Grounds. I słusznie młody jest, ambitny, lubi eksperymenty i inne świństwa. Niech sam sprawdzi jak się na FG prowadzi, jego doświadczenia się przydadzą do moich własnych, mrocznych planów (Cthulhu ftaghn!!!! Cthulhu ftahn!!!!).

A planuje poprowadzenie 3:16. Jeden z systemów Indie, a przynajmniej sytuujący się gdzieś na pograniczu, gdzie gracze wcielają się w żołnierzy Terrańskich Sił ekspedycyjnych. A więc są ciężkie pancerze, megabronie i setki szaraków do eksterminowania. Mechanika prosta jak budowa dzidy (przeddzidzie, śróddzidzie i zadzidzie, więc idealnie nadaje się do grania przez net. No przynajmniej w teorii, bo praktyka dopiero wykaże.

Ja tam zamierzam się wcielić w kaprala Tucka Vuckera – klona, specjalistę od broni ciężkiej. Typ ponury, mroczny i zUy. Po trosze wzorowany na kreacji aktorskiej (wiem, szumne słowo) Kurta Russella z filmu Soldier (Galaktyczny wojownik, tłumacze jak zwykle chcieli pokazać klasę, a dali zaledwie dupy), po trosze na postaciach z Wiecznej Wojny Haldemana, czy oczywiście Kawalerii Kosmosu Heinleina. Krążownik Nemesis, którego zadaniem jest poszerzanie ziemskiej strefy wpływów poprzez wymazywanie całych ras Obcych, to także pewna kalka – z opublikowanego przed wielu laty w “Fantastyce” opowiadania Karla Michaela Armera Przez wszechświat gnam, szubiduba (dosłowny cytat z utworu: “I w ten oto sposób wyruszyliśmy w kosmos: ZABÓJCA DOSKONAŁY i jego bliźniaczy statek TYRANNOSAURUS REX oraz kilka mniejszych niszczycieli klasy PIRANIA. Otrzymaliśmy zadanie: rozszerzyć i zabezpieczyć strefę wpływów Ziemi, co w praktyce oznaczało po prostu: przejąć wszystkie planety bogate w surowce i wysadzić w powietrze wszystko, co mogłoby stanowić dla nas zagrożenie!”)

06
lut
08

Śmierć długimi krokami zmierza do Mörlenfurtu – cz. I

System – WFRP, I ed.

Wersja wydarzeń – własna, parszywie nieobiektywna

Wyobraźmy sobie miasto. Nie, nie rzeczywiste. Czysto fikcyjne. W krainie zwane Imperium będącej wyspą pośród zezwierzęcenia, bestialskości z jednej strony, a zdradliwości i zniewieścienia z drugiej (tak, przesadzam, to się hiperbola nazywa :) ). To nie jest największe miasto, ot jak na warunki owego Imperium ledwie średnie, a do tego tak prowincjonalne jak to można sobie tylko wyobrazić. W Encyclopaedia Imperica nawet zapisano przysłowie “W południe, w Mörlenfurcie, naprzeciw Szczurzej Wieży” jako określenie miejsca spotkania, do którego nie sposób dotrzeć na czas ze względu na odległość i peryferialność.

No więc miejsce akcji – Mörlenfurt. Miasto, które leżąc nad rzeką Bögen, a opierając się południowym krańcem o stromą ścianę masywu skalnego Spitzbalu, stracił znaczenie handlowe a zarazem przestał być centrum wydobywczym rud żelaza. Po wspaniałe przeszłości pozostał wielki akwen portu rzecznego wraz z gigantycznym żurawiem wznoszącym się ponad przystaniami oraz stara, zasypana kopalnia w masywie Spitzblau, której korytarze być może sięgają pod miasto.

http://img.photobucket.com/albums/v709/smartfox/braun_hogenberg_I_39_b_resize.jpgMiasto Mörlenfurt – Anno Sigmarii 2518

To tu przybyła nasza dzielna grupa agentów operacyjnych cesarskiego wywiadu tzw. Straży Dróg i Mostów. Cel prosty, a nawet dwa. Odnaleźć i wyłuskać rezydentów wywiadu Bretonii, które być może właśnie tutaj rozwinęli siatkę dywersyjną (po jaką cholerę, nie wiadomo) oraz odnaleźć zaginionego agenta Isidro Armantero i zniszczyć miejscową komórkę kultu Zakazanych Bóstw (i kolejna niepewność – Tzeentcha czy Rogatego Szczura?). Zadanie może trudne i wymagające, ale dla naszych herosów najzwyklejsze. Przecież nie od dziś są elitą elit:

Kapitan Jurgen Schwartzkopf von Usingen – arystokrata w każdym calu, honorowy, szlachetny i wedle słów pewnej elfki z grupy “sztywny, jakby mu kij w żopu wrazili”

Porucznik Alfred von Haman – również arystokrata, ale w nie każdym calu, w zasadzie tylko w kilku calach. Zna etykietę dworską, ale zazwyczaj jej nie nosi przy sobie. Ma za to jedną zaletę, która pozwala mu wybrnąć z każdej niemal opresji – jako rycerz Zakonu Białego Wilka potrafi ciosem pięści zatrzymać szarżującego dzika, o ciosie mieczem nie wspominając (“Cholera, niski rzut, tylko 13 obrażeń!”)

Sierżant Maja – Marienburka, umie zmieniać się w kota, znaczy kotołak (wiem, wiem: “Nie jestem kotołakiem!!!!”). Snajper wyspecjalizowany w broni palnej, której obrzydliwie ogromną ilość sztuk taszczy ze sobą. Na co dzień wdzięczna i miła dzieweczka prowadząca w Middenheim obleśny knajpo-zamtuz dla żołnierzy.

Sierżant Ah’qua – elfka z dziczy (ale zaskoczenie), czyli z puszczy ostlandzkiej, która na co dzień bywa drugim snajperem w drużynie, ale zdarzało jej się wcielać w rolę elfiej księżniczki (i niektórzy w to wierzyli!). Złośliwe i wredne paskudztwo, komentujące każdy błąd kapitana von Usingena. Przyczyna już dwóch postrzałów kapitana w … powiedzmy, że plecy. Nadal twierdzi, że to był przypadek.

Sierżant Kyllan Thaured – elf z innej dziczy (Laurelorn), niegdysiejszy żołnierz partyzantów elfich tzw. Gwiazdek a obecnie agent służb specjalnych Eithne Aep Laurelorn Freihatie, czyli Wolnego Państwa Leśnego Ludu Laurelorn, kadłubowego państewka elfiego pod egidą Imperium. Okrutnik, paskud i morderca. Podpalacz i rabuś. Po prostu elf.

Kapral Jorgul Waldbrol – Norsmen wychowany w Imperium na Osltandczyka (nie każcie tego tłumaczyć), doskonały jeździec i właściciel przepięknego rumaka (Araba), którego ceni bardziej niźli życie (he he!). W formie pieszej kombinator i szwendacz ładujący się w każde możliwe problemy.

Kapral Grum – krasnolud i to z Gór Krańca Świata, naukowiec, specjalista od języków, archeologii i inżynierii. Ot, taki krasnoludzki McGyver. Peroruje, przekonuje, rzuca mądrym słowy, a w walce to jakoś już taki cwany nie jest. Ale czego od nieludzia oczekiwać?

Łódź rzeczna należąca do naszych dzielnych agentów wpłynęła rankiem do miasta. Port rzeczny jak zwykle świecił pustkami. Kyllan i Jorgul poczuli z nagła irracjonalny lek. To miasto, pogrążone w gęstej mgle. Wyglądało na wymarłe. W jednej chwili obaj uzmysłowili sobie, że lada dzień wydarzy się coś strasznego, coś co kazało im wiać, gdzie pieprz rośnie. Teraz, natychmiast. Ale od czego są przyjaciele. Kapitan von Usingen błyskawicznie pomógł Jorgulowi podjąć decyzję, zabraniając mu wyjść w pełnej zbroi (“Bo się będziemy w oczy rzucać”). W drogę do zajazdu “Pod Nikczemnym Wieszczem” wyruszyli już bez Jorgula, który zamknął się pod pokładem łodzi obrażony na dowódcę (było coś tam mówione o “maniu w dupie rozkazów”, ale dowodów brak :) ).

Tropy wciąż jasno wskazywały, że Armantero wdepnął w coś poważnego. Odkrywszy z pewnością plany Ordo Triangularis, przepadł bez śladu. Tym samym, nasi bohaterowie, po spotkaniu z kapłanem Sigmara (rezydentem wywiadu), który stwierdził, że komórka bretońska “gdzieś zniknęła”, jako główny priorytet działań obrali “przeniknięcie mrocznych i nieodmiennie bluźnierczych planów kultu Rogatego Szczura”. Szczęśliwie okazało się, iż kultyści to albo amatorzy, albo są wyjątkowo pewni siebie, co dziwić nie powinno, biorąc pod uwagę, że Mörlenfurt był zapomnianym przez Cesarza i Inkwizycję miasteczkiem.

Tropów było kilka:

- Kanalarze (pardon, Łowcy Szczurów), z którymi pod miasto wyruszał Armantero

- Dziwna maska w kształcie szczurzego pyska, znaleziona w pokoju Armantero w zajeździe “Pod Nikczemnym Wieszczem”

- Wieszczba o nadchodzącej zagładzie miasta, z pewnością powstała w miejscowej drukarni, a autorstwa, jak się okazało elfiej wróżbitki Tashalares Zimowe Słońce.

Rozmyślania nad miską doskonałej i pożywnej strawy (którą swego czasu Kokosz witał mężnego Olafa), jaką niewątpliwie serwowano “Pod Nikczemnym Wieszczem” (kucharz był halflingiem, który w wolnych chwilach zabawiał się z właścicielką zajazdu o wagomiarze klasycznej walkirii :) ), pozwoliły agentom sprecyzować plan. Wpierw sprawdzić, co się jeszcze drukuje w drukarni niejakiego Bachmanna, z której wypłynęła owa wieszczba, a potem do Kanalarzy, by dowiedzieć się czegoś o Armantero.

Nadchodził czas gambitu w Morlenfurcie, lecz kto zostanie straconym pionem szachowym?

Ciąg dalszy już wkrótce.

 




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

luty 2008
P W Ś C P S N
« sty   mar »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
2526272829  

Archiwa

Kategorie

free counters