Dzisiaj trochę inaczej. Zebrałem do kupy pewne przemyślenia dotyczące kilku oglądniętych ostatnim czasem filmów i zasadniczo doszedłem do wniosku, że chyba nie jest aż tak źle z ludźmi. Pytanie skąd taki wniosek? Z tego, iż poświęcenie w imię wyższych racji wciąż jest wyjątkowo nośnym motywem filmowym. Nie mówię tu o oklepanych scenach bitewnych, w których dzielny żołnierz z imieniem ojczyzny na ustach rzuca się na granat, strzelnicę kaemu czy co tam sobie scenarzysta wymyśli. Myślę raczej o poświęceniu dla drugiego człowieka lub w imię ludzkości rozumianej jako gatunek. Co ciekawe żaden z trzech filmów, o których za chwilę napomknę, nie przypomina klasycznych produkcji hollywoodzkich. Każda z nich raczej wywodzi się z doświadczeń brytyjskiej kinematografii. Spokojnej, wyważonej, niejednokrotnie pozbawionej patosu, natomiast wywołującej silne emocje. Nie zamierzam recenzować tutaj żadnego z tych filmów. Nie ma potrzeby. Wolę skupić się na konkretnych scenach, które wywarły na mnie szczególne wrażenie.
1. 28 Weeks Later – Niby nic wielkiego, a już na pewno nie oryginalnego. Snajper, sierżant Delty Doyle nie wykonuje rozkazu (jak to czynią inni wojacy) i nie zamierza strzelać do niezainfekowanych cywilów. Mało tego złazi do nich i próbuje wydostać ich z piekła, jakim na powrót stał się Londyn. Poświęcenie Doyle’a znajduje swoje apogeum podczas ucieczki samochodem nie przed zainfekowanymi, lecz ekipami wojaków czyszczącymi miasto ze wszystkiego, co się rusza. To wszystko okraszone świetnym soundtrackiem Johna Murphy’ego (ostatnio jednego z moich ulubionych twórców muzyki filmowej). Jeśli film budzi silne emocje, to w dużej mierze jest to zasługa muzyki.
2. Sunshine – ponownie Dan Boyle i John Murphy. Słońce gaśnie. Tylko ośmioro śmiałków w statku kosmicznym “Icarus 2″ może uratować ludzkość, nawet jeśli miałoby się to wiązać z poświęceniem własnego życia. Patetyczne? Może. Ale dwie sceny. Śmierci Kanedy (do dziś przypominając sobie słowa Searla: “Kaneda, what did you see?”, czuje ciary biegnące po plecach) oraz skoku Capy to fragmenty, które zapadają w pamięć. I tutaj muzyka buduje perfekcyjnie napięcie.
ŚMIERĆ KANEDY
SKOK CAPY
3. Children of Men - wspaniała przypowieść o człowieczeństwie. Główny bohater, świetnie zagrany przez Clive’a Owena, to zwykły człowiek, który zostaje postawiony w niezwykłej sytuacji. By dać ostatnią szansę ludzkości (sic! again!
), musi poświęcić wszystko co najważniejsze. Film urzeka realistyczną wizją totalitarnej Wielkiej Brytanii./ Wszystko dzięki niesamowitej pracy kamery. Liczne długie ujęcia, w tym poniższe, ponad sześciominutowy majstersztyk z miasta ogarniętego antyrządowym powstaniem. Zaletą filmu są także nienachalne, a przecież ważne odniesienia, chociażby do Nowego Testamentu. Aż dziw bierze, że o tym filmie w sumie niewiele słychać.




