Archiwum dla styczeń, 2009

28
sty
09

W trzewiach Tyrr Nemai

Z chwilą, gdy nasi bohaterowie wkroczyli w mroczne i obowiązkowo bluźniercze otchłanie kompleksu Tyrr Nemai w Makalu została im doba do impaktu. Zaledwie 24 godziny i żadnego planu (jak zwykle zresztą). A Tyrr Nemai okazało się być gigantycznym miastem wybudowanym we wnętrzu góry. Rozległym już nawet nie na metry, lecz kilometry. Tworzące je budynki wymykały się jakiemukolwiek zrozumieniu. Dziwne, niepasujące do żadnych wyobrażeń kolumny, które w najmniej przewidywalnych miejscach gięły się ku ziemi, by zawisnąć pseudodachem nad nią ledwie metr lub dwa. W mieście tym, wzniesionym w zamierzchłych czasach przez nieistniejącą już rasę TemCo rozbudowała swój kompleks badawaczy, uruchamiając na nowo dziwaczną, kilkunastopiętrową machinę napędzaną siłami psychicznymi porwanych ludzi. To własnie ta maszyna przyciągnęła do Ziemi kometę SH-01.

Badacze Tajemnic werszli do kompleksu w chwili, gdy trwała już tam gorączkowa ewakuacja. Personel korporacyjny ładował sprzęt na ciężarówki, które wyjeżdżały przez ogromną bramę w kierunku Khun Li. Szeregowi pracownicy szykowali się do opuszczenia kompleksu. Zarząd (czyli s’kryythowie) wraz z elitą komandosów TemCo i agentami Trybunału, gromadził się nieopodal maszyny, przygotowując dziwne urządzenia, które jak się miało już wkrótce okazać posłużą do niekonwencjonalnego sposobu opuszczenia kompleksu.

To wszystko miało trwać zaledwie 5 godzin, a po tym czasie ponad 50 silnych ładunków wybuchowych miało równocześnie eksplodować i zasypać pod milionami ton kamieni Tyrr Nemai. Nasi bohaterowie pod osłoną, w cieniu dziwacznych budowli podkradli się jak najbliżej Maszyny i centrum dowodzenia kompleksem. Niewątpliwie pomogła im w tym ewakuacja TemCo. Mimo to skradali się ponad trzy godziny. W tym czasie w kompleksie zostali już niemal tylko s’kryythowie, komandosi i Trybunał. 

By nie rozwodzić się nadmiernie (bowiem skróty sesji raczej chyba nie bawią jej uczestników, a dla tych, którzy w niej nie uczestniczyli, mogą być po prostu nudne), bohaterowie ostatecznie złapali człowieka, młodego inżyniera, któy pracował dla TemCo i dzięki zdobytym informacjom dostali się do laboratorium głównego naukowca projektu, dra Juliana Levitza. Tam też poznali współrzędne geograficzne impaktu. Pustynia Gobi! Nie tu w Tyrr Nemai, lecz tam miał się odbyć ostatni akt dziwnego przedsięwzięcia TemCo. S’kryythowie w jakiś sposób chcieli wykorzystać energię ujawnioną podczas uderzenia komety do otwarcia bramy, którą mogliby uciec z Ziemi. Zniszczenie Maszyny, która przyzwała kometę, już niczego by nie zmieniło, zwłaszcza, że w ciągu godziny lub dwu i tak miała być zanihilowana przez ładunki wybuchowe. Natomiast powstało pytanie, jak dostać się w rejon Gobi, jak przebyć 2500 km skoro za 18 h kometa ma przypacynkować w Ziemię?

Po rozstawieniu urządzeń, s’kryythowie uruchomili je i w akompaniamencie wyładowań elektrycznych oraz chmur i strumieni iskier w powietrzu zaczęła się otwierać brama teleporatacyjna. Obcy wraz ze swoimi żołnierzami i agentami Trybunału przeszli przez nią, ale nie bez pewnych problemów. Początkowo BG zamierzali udać się w podróż na gapę. Jednakże szansa na niezauważone podejście była dość mała a prawdopodobieństwo, że po przejściu bramy uda im się uciec wrogowi jeszcze mniejsza. Będąc jednak wrednymi przedstawicielami rasy ludzkiej, wykorzystali kilka znalezionych w poprzednim epizodzie M72 LAW (lekkich wyrzutni ppanc) i posłali kilka rakietek przez bramę. Ot, taki malutki eksperyment. Jako że doceniam podejście empiryczne graczy, uraczyłem ich wizją rozpadającego się portalu wraz z sugestią, że coś tam po drugiej stronie musiało się nieprzyjemnego wydarzyć. :)

W tym momencie została ledwie godzina do eksplozji bomb. BG nie bez pewnych problemów uciekli z kompleksu na kilkanaście minut przed katastrofą. Cel mieli jeden, śmigłowiec w obozie TemCo. We wcześniejszym epizodzie rozpoznali w bazie nowoczesnego S-92 Sikorsky’ego z dodatkowymi zbiornikami paliwa. On miał im pozwolić na dotarcie w przysłowiowej ostatniej chwili na pustynię Gobi. 

Ale i tu nie obyło się bez problemów. Uzbrojeni w zdobyczną broń Tybetańczycy z Khun Li (patrz poprzedni epizod) rozpoczęli swoją rewoltę i zaatakowali obóz korporacji, potęgując chaos wywołany ewakuacją. Wybuchy pocisków moździerzowych. Eksplozja jednego ze śmigłowców TemCo w powietrzu po trafieniu rakietą Stingera, terkot karabinków szturmowych, wizg cekaemów. Wojna na całego! Ale co to dla naszych weteranów! Oni mieli tylko jedną prośbę do Tybetańczyków: NIE STRZELAĆ DO ŚMIGŁOWCA na lądowisku. :)

Króka, lecz zażarta walka obfitowała w dramatyczne epizody (chwała D20 Modern za mechanikę megaheroiczno-hollywoodzką :) ):

- Alex otrzymuje kilka serii od żołnierzy TemCo, pędząc do śmigłowca (Tak, Grzesiu, wiem, to było aż 51 hapeków straconych :) )

- Simon otrzymuje od swoich postrzał odłamkiem pocisku moździerowego, potem jeszcze od wkurzonego Alexa trafienie blastem M72 LAW (atut: ŚMIERCIOODPORNY ;) )

- Alice nazwet nie zostaje draśnięta, he he:)

W tej chwili Badacze Tajemnic są w powietrzu. Ich śmigłowiec przemyka kilkanaście metró nad ziemią, pędząc w stronę Gobi. Czeka ich dwunastogodzinny lot, po którym zostanie zaledwie 5 godzin na odwrócenie strasznego losu Ziemi. Ponoć jest szansa, tak twierdził Bukajew, więzień Maszyny w Tyrr Nemai. Levitz, więziony na pustyni ma znać odpowiedź.

Ps. Oj kusi mnie by sprawdzić jakie szanse ma w pojedynku oryginał amerykańskiego Sikorsky’ego z chińską podróbą ruskiego Suchoja :) .

24
sty
09

Cthulhu D20 by Jaro

No tak, po wizji Madzi można obejrzeć punkt widzenia Jara (w kampanii postać Jaroda Hancocka, coś jakby policjanta a w zasadzie maniaka broni palnej:).

Rzecz jasna to wizja zgoła przekłąmana i nieprawdziwa. Na naszych sesjach dominuje klimat, żadnego powergamingu nie ma i nie będzie! Howgh.

Aha, dla ludzi o słabych żołądkach, koniec proszę sobie odpuścić (teraz wiem, że nikt sobie nie odpuści :) ).

23
sty
09

Krwawa jatka w transsyberyjskiej by Madzia

Wspomnień czar (chlip chlip!), czyli jatka dokonana przez Badaczy Tajemnic w Kolei Transsyberyjskiej. Jest tu wszystko: karabiny maszynowe, super-duper akcje, trupy, granaty Jaroda (Jaro, więcej granatów nie dostaniesz!), a nawet piła łańcuchowa Simona (szacun raz jeszcze Kamil!) i biedne rozerżnięte czarne dupsko Andre (biedny Damian :) ).

Enjoy! Filmik zrobiony przez Madzię (w sesji czarna złodziejka z Bronxu o imieniu Allegra, przez białych kolegów z ekipy zwana czasem E-bayką).

21
sty
09

Kto chce dotknąć smoczego jaja?

No i stało się. Dzielni “ratowacze świata” przebyli Syberię koleją, następnie Mongolię, Chiny na przełaj i przybyli do malowniczej Lhasy, gdzie obok zabytkowych świątyń stoją chińskie blokowiska, a przechodniom odzianym w trtadycyjne tybetańskie szaty przyglądają się chińscy gieroje z Ludowej Armii Chin trzymający w rękach chińskie podróbki kałachów i oparci o chińskie podróbki ruskich BTRów.

Świat ma się skończyć w ciągu kilku dni. Kometa jest już widoczna nawet w dzień, świecąc coraz mocniej i jaśniej. A w Chinach spokój. No ale co się dziwić skoro oni potrafili nawet Google ocenzurować. Dla typowego Chińczyka A.D. 2012 koniec świata nie nastąpi, wszak Partia już rozwiązała problem z kometą. A co się świeci na niebie? To dopalają się resztki komety zniszczonej atomowym uderzeniem mocarnej pięści chińskich wojsk strategicznych!

Paradoksalnie to tylko ułatwiło podróż do Tybetu. Nasi bohaterowie jako najzwyklejsi turyści przekupili po drodze, kogo się dało i bezpiecznie dotarli do Lhasy wraz ze swoimi 5 pistoletami, 6 peemami, 2 shotgunami i 3 karabinami (plus niezliczona ilość amunicji i granatów ogłuszających). I pomyśleć, ze to wszystko zdobyczne od Kopenhagi począwszy :) .

Ciąg dalszy podróży wymagał opłacenia kierowcy jednego z wielu konwojów ciężarówek przemierzających góskie szlaki Dachu Świata. A czasu zostało niewiele. Ledwie pięć dni! Na nocnym niebie kometa lśni mocniej od pozostałych gwiazd, stając się swoistym memento mori

Dwudniowa podróż ciężarówką nie obfitowała w przygody. Ot, Alex dał upust swym męskim mocom (erotoman!), opłacając jakąś Chinkę w mijanych osadach. Pozostali odsypiali ostatnie wydarzenia i leczyli rany po bitwie z TemCo w Kolei Transsyberyjskiej. Aha, no i coś porwało i pewnie pożarło jednego z kierowców. Żarty bohaterów, że to pewnie yeti jakoś nie rozśmieszyły kierowcy, który najwidoczniej (i nie tylko on) obawiał się człowieka śniegu. Nie bez przyczyny.

Dwa dni bohaterowie dotarli do Khun Li, kilkutysięcznej osady u podnóża góry Makalu, jednego z ośmiotysięczników. Osadę od kilkudziesięciu dni trapiła plaga porwań, które przebiegały w podobny sposób jak zniknięcie kierowcy ciężarówki. Poza osadą znajdowałą się tu wielka baza TemCo obsadzona przez ponad dwustu najemników, typów spod ciemnej gwiazdy (i jasnej komety :) ). Miejscowy przyówdca czegoś na kształ ruchu oporu, niejaki Kai okazał się znać przyjaciela bohateró, Timotthy’ego Ekloffa. Z jednej strony bez problemu zgodził się zorganizować przewodników, ktrórzy zaprowadzą ekipę do tunelu prowadzącego w głąb góry Makalu, gdzie kryć się ma starożytne miasto Tyrr Nemai oraz machina zagłady TemCo przyciągająca kometę w stronę Ziemi. Znowuż z innej Ekloff miał poważny dług wobec Kaia i jego pobratymców, którzy niegdyś uratowali mu życie. Miał im pomóc w przegonieniu najemników. Dziewięciu przeci 250-ciu. Po szybkim przeliczeniu bohaterowie uznali, że szanse mają spore :) , ale czasu zbyt mało (zostały już tylko trzy dni do impaktu!.). Szczęśliwie Kai zgodził się, by swoją część umowy wypełnili już po tym, jak załatwią swoje sprawy wewnątrz Makalu.

Przewodnikami okazało się być dwoje Szerpów. Starzec i jego córka. Dzięki nim podróż przez Himalaje nie była aż tak ciężka dla bohaterów, choć nie obyło się bez przygód. Dość szybko niektórzy (uważne indiańskie oko Alice :) ) zauważyli, że oddalają się od swego celu podróży. Stary Szerp zapytany o to, odrzekł, ze do Makau w końcu dojdą, ale wpierw bohaterowie muszą zdobyć starożytne smocze jajo, któe będzie doskonałą bronią przeciw TemCo, wcześniej jednak muszą przebyć próbę intelektu i wytrwałości. Jak sam rzekł:

- W jaju jest dziecko smoka. Dziecko smoka pluje ogniem, a ogień niszczy TemCo!

Na co Jarod odrzekł, poklepując wielkokalibrowego Beowulfa:

- On też pluje ogniem!

Prawdziwy Badacz Tajemnic, ale balistyki chyba.

Podróż zapisała się w pamięci niektórych jeszcze jednym wydarzeniem. Spotkaniem z wyśmiewanym yeti. Nocą ponadpięciometrowa bestia, pod osłoną ciemności podeszła do obozu,  jednak na szczęście były wystawione warty, choć wartownicy pewnie się ze mną nie zgodzą, zobaczywszy posiadającego sześć łap i wielki róg giganta (“no to rzucać na Poczytalność!”) Obudzony stary Szerp czym prędzej odprawił krókie modły i ofiarował yeti trochę jedzenia i wody. Wedle legendy obdarowany yeti miał pomagać ludziom. Co jak co, ale tym razem jakoś bohaterowie w legendy uwierzyli i kilku znich dało to, co uważali dla siebie cenne: magazynek do peema (Jarod), obrazek od dziewczynki (jedna z dawniejszych przygód – Simon) no i wreszcie puszkę śledzi w pomidorach (nieoceniony Alex :) ).

Następnego dnia wreszcie dotarli do krętego wąwozu, za którym miała się kryć świątynia buddyjska. Lodowy kanion stał się areną kolejnej walki. Nagle z śnieżych urwisk zeskoczyły na ziemię człekokształtne bestie, te same, które porywały ludzi w Khun Li. Walka nie trwała jednak długo. Simon jednym ciosem swojej Husqvarny (krytyk, 36 obrażeń piłą łańcuchową :) ) przepołowił jedną z bestii. Pozostali też radzili sobie niezgorzej, ale i potwory raniły kilku z bohaterów, nasz drogi afro-samuraj Andre oberwał szponami i mało nie zakończył swojej przygody Zasadą Nagłej Śmierci.

Wtedy okazało się, że yeti za śledzie w pomidorach zrobi wszystko. Nowy przyjaciel drużyny pojawił się znienacka i w kilka sekund rozerwał na strzępy pozostałe przy życiu bestie, a potem zamruczał i odszedł w nieznane. Nic już nie mogło przeszkodzić bohaterom w zdobyciu smoczego jaja… poza próbami intelektu i wytrwałości.

Świątynia buddyjska okazała się być cudowną budowlą wiszącą wprost na ścianie. Wewnątrz mieszkało już tylko cztyerech wiekowych mnichów. Po wreszcie dobrze przespanej nocy bohaterowie stanęli przed swoją próbą. Najstarszy mnich rozpoczął ją słowami:

- Dziś dotkniecie smoczego jaja! (Od MG: Swoją drogą jesteście bandą zboczeńców, wiecie? Tylko jedno Wam się kojarzy!)

Bohaterowie zeszli krętym, wąziutkim korytarzem w głąb świątyni. W ogromnej sali podtrzymywanej przez kamienne kolumny zdobne w starożytne buddyjskie inskrypcje kryło się ono! Smocze jajo! Okryte wielką płachtą materiału. Mnich podszedł i z namaszczeniem odsłonił je…

Dziesiątki skrzyń z napisem US Army!

- To jest ono. W latach 80tych nad tymi górami przelatywał wielki samolot, w jakiś sposób został zestrzelony i przymusowo lądował w górach. Nikt z załogi nie przeżył, ale ocalał ładunek. Broń dla powstańców afgańskich przemycana pewnie przez Amerykanów. Już dawno byśmy jej użyli przeciw TemCo, ale… ale ona jest rozłożona, nie umiemy jej złożyć, a instrukcje są napisane w dari i po angielsku. To wasza próba intelektu. A wytrwałości? Złóżcie karabiny, a przejdziecie próbę i zostaniecie zaprowadzeni do Tyrr Nemai.

Zostawmy tutaj naszych bohaterów składających mozolnie M16stki. Zostały dwa dni do uderzenia komety. Dzień spędzą w podróży, czyli po dotarciu do podziemnego miasta będą mieli ledwie 24 godziny na uratowanie świata.

Ps. Nie, Simon, nie można yeti przekonać puszką śledzi, by wziął po jednym M60 w każdą z łap i poszedł z wami do Tyrr Nemai!

 




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

styczeń 2009
P W Ś C P S N
« gru   lut »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Archiwa

Kategorie

free counters