21
mar
09

Horror w Orient Expressie po raz przedostatni – miniraporcik z sesji

W zasadzie na blogu wspominałem raz czy drugi, że równolegle do innych projektów ciągniemy Zew Cthulhu, a konkretnie “Horror w Orient Expressie”. Kampania zaczęta bagatela prawie dwa lata temu, choć przez jakiś czas wstrzymana ze względu na odwiedzanie innych światów RPG, wróciła do łask zaraz po tym, jak skończyliśmy “Nocturnum”.

1486

Orient Express w lipcu 2007, moje miasto

 

MG: Madzia

Postacie:

Tyberiusz Wolfing – archiwista, kancelista, onani… pardon, antykwariusz. Tajemniczy mężczyzna o mrocznej aparycji 30letniego Johnny’ego Deppa, okazujący wszędzie miłość do starożytnych książek, oprawionych w skórę (nierzadko ludzką) foliałów, ksiąg pełnych makabrycznych iluminacji i miniatur. Na co dzień swobodny i miły kompan, który znika znienacka po to tylko, by popaść w jakieś kłopoty, z których trzeba go potem wyciągać (mój punkt widzenia).

Sebastian Schwartz – dziennikarz w średnim wieku poczytnego i szanowanego periodyku “Boston Globe”, w którym odpowiada za dział rozrywki i sensacji (tak, układa krzyżówki :) ), czasem fotografuje. Zwykle istoty z Mitów. Ciągle grozi, że zdjęcia pokaże przygodnym pasażerom. Czasem groźby realizuje. Wredny, cyniczny, złośliwy, okrutnie natrząsający się z poczynan innych ;) . Aha od ostatniej sesji psychopata z fetyszystycznym podejściem do broni palnej (z naciskiem na strzelby).

Angus McBride – postać piszącego te słowa, dawniej bokser, ex-glina z Bostonu, obecnie prywatny detektyw. Wielki chłop z lekką nadwagą, ukierunkowany raczej na fizyczne aspekty interakcji, od tych intelektualnych raczej stroniący. Czasem nerwowy, na co dzień miły i ujmujący, o sympatycznej aparycji zlanego boksera lub szeregowego członka bandy Dillingera. Od ostatnich, strasznych przejść w Czerwonym Meczecie zmaga się z alkoholizmem. 

 

Poprzednia sesja zakończyła się drugim już pochwyceniem przez Turków z sekty Bezskórego całej naszej ferajny. Trza przyznać, że na własną prośbę daliśmy się załatwić. Za pierwszym razem, podczas odwiedzin pewnego cmentarza po azjtayckiej stronie Konstantynopola, doskonale wiedzieliśmy, że leziemy w pułapkę. I poszliśmy. Jak idioci. Za drugim razem jak wyżej wymienieni idioci daliśmy się podejść, tej świni Mehmedowi Makryatowi (oby nasi przodkowie i potomkowie naszczali w jego łoże, bo my osobiście urwiemy mu łeb i zasadzimy w inną część ciała).

Sesja rozpoczęła się z chwilą, gdy zostaliśmy sami w celi z profesorem Smithem pozbawionym bagatela nóg, rąk i oczu (odpowiedź naszej MG na sugestię, że jest konający: “Nie jest umierający, on tylko nie ma nóg, rąk i oczu”). 

Uciekliśmy dzięki mojemu paskowi od spodni (prowizoryczny wytrych z klamry) i szczątkowym “ślusarskim” umiejętnościom Sebastiana. Krótko potem wybuchło zamieszanie. Z zewnątrz meczet zaczęły szturmować oddziały policji sprowadzone przez ambasadora Rutheforda, od środka tajemnciza zjawa, zwana Łopoczącym Człowiekiem wywołała panikę wśród kebabów. Tę samą zjawę zaczął udawać nasz kochany Tyberiusz zarzuciwszy na siebie wygarbowane ludzkie skóry! No comments :) .

Uratowani od niechybnej śmierci (wraz z nieobecnymi postaciami Grześka i Beaty, czyli rosyjską prost… damą do towarzystwa oraz teksańskim pilotem) zostaliśmy przetransportowani do ambasady brytyjskiej, gdzie Rutheford zaopatrzył nas w broń i dokumenty stwierdzające, iż jesteśmy wiernymi przyjaciółmi Imperium Brytyjskiego (he he!)

Tego samego dnia wieczorem weszliśmy na pokład Orient Expressu, którym Mehmed Makryat miał się udać do Londynu, by odprawić jakowyś mroczny i nieodzownie bluźnierczy rytuał. I my temu mieliśmy zapobiec. Sprawa nie była prosta. Z masakry w Meczecie wydostało się kilku kebabów z sekty, więc Makryat z pewnością został ostrzeżony, że idziemy jego tropem. Mając swoje umiejętności przybierania (dosłownie) skóry innych ludzi, miał nad nami przewagę. My musieliśmy go wpierw wykryć, on z marszu mógł sabotować nasze działanie, do czego zresztą szybko przystąpił.

Kolejnym problemem okazał się brak wolnych przedziałów. Toteż zajęliśmy miejsca w tych, w któych byli już pasażerowie. Moja postać zamieszkała z jakimś angielskim wymoczkiem o urodzie Clarka Gable’a, który dość szybko zaczął udawać wielkiego wojaka, awanturnika i myśliwego. Sebastian dostał do pokoju sępa dziennikarskiego rodem z jakiegoś brukowca, a biedny Tyberiusz włoskiego tenora z przerostem brzucha i ego. Zapowiadała się ciężka podróż.

Początek naszej podróży spędziliśmy na interakcji z pasażerami. Nasi “współspacze”, baron z małżonką, dama zimna jak lód, przerażony konduktor czy posepny kierownik pociągu. Każdy może być Makryatem. Cholerny kebab już raz zaatakował, zatruwając wodę mineralną Sebastiana. Szczęśliwie zatruł się nią pismak (niestety nie zszedł :) ). Wnioski z tego wydarzenia płyną dwa: trzeba być czujnym, od wody mienaralnej lepsza jest whisky. Dzielny Angus McBride oba wprawadza  życie.

 

Orient Express w lipcu 2007, moje miasto

Orient Express w lipcu 2007, moje miasto

 

 

Sesja jak zwykle sympatyczna. Kameralna, we wspaniałym towarzystwie, na luzie. Odpowiednio podniesiony poziom napięcia i, co dużo mówić, agresji (niech ja dorwę tego cholernego kebaba!!!) Coś co lubię. Nie rozegraliśmy zbyt wiele, gdyż mieliśmy przerwę (Damian odwoził żonę, która po raz pierwszy w życiu widziała RPGi w akcji i pewnie wpadła w panikę, widząc bandę psychopatów w akcji :) )

Poza tym mamy z Damianem tendencję do offtopowania. Staram się walczyć z tym niecnym procederem w sobie. Dlatego prośba Madziu, jak coś to sygnalizuj, że Ci przegadujemy za dużo.


6 Odpowiedzi do “Horror w Orient Expressie po raz przedostatni – miniraporcik z sesji”


  1. 1 pustelnik
    21 marzec, 2009 o 23:29

    I jak tam poczucie żony Damiana.Chyba nie za dużo straciła poczytalności widząc was w akcji :D

  2. 22 marzec, 2009 o 23:03

    Wedle słów Damiana stwierdziła: “Pojebani jesteście”. Ciekawe dlaczego? :)

  3. 3 pustelnik
    23 marzec, 2009 o 0:44

    i to jest pytanie za 100 puntów.

  4. 4 Magda
    23 marzec, 2009 o 7:41

    Od razu tam… po prostu mężczyźni po przejściach. :]
    Co do offtopowania – no, jak chcecie skończyć kampanię w jedna sesję, będziecie się musieli trochę zmobilizować. ;] A jak nie chcecie – to nie ;) .

  5. 23 marzec, 2009 o 14:22

    Brzmi jak ultimatum. Ja tam wiem, ze na koniec to pewnie zwariujemy do reszty. Nastąpi tzw. objawienie Zła, jak w klasycznym horrorze, zobaczymy coś wielkiego jak “Queen Elisabeth II” z mackami długości stadionu i zaliczymy Spartę.

    Pozdr

  6. 6 pustelnik
    23 marzec, 2009 o 14:57

    ciekawe co by powiedziała kiedy była całe ekipa.:D


Dodaj komentarz




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

marzec 2009
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwa

Kategorie

free counters