Archiwum dla maj, 2009

27
maj
09

Flash in the Pan – cz. 4

Etos, Patos, Chaos – nasza św. Trójca.

                       Kamil                                        

                                       

Ciąg dalszy zmagać dzielnych agentów Imperium z Hochlandczykami, Bretońćzykami i innymi nienazwanymi zagrożeniami, których nie brakuje w Bergsburgu.

Na sesję przybyła pełna ekipa, choć zaczęliśmy dość późno z różnych przyczyn, głównie z takiego, że Grześ uczył się w szkole oddychania (nauczysz się w końcu?:)). Graliśmy ok. 4 h, z czego na oko trzy efektywnie. Sesja więc dość krótka, w dodatku splot złego planowania, pecha, złych rzutów sprawił, że ponad połowę sesji zajęło bohaterom wykaraskanie się z problemów.

Tak jak rzekł Kamil. Nie brakowało patosu, etosu, a chaosu było w ch…olerę!

Ekipa zebrana w odludnym miejscu na cmentarzu (tym razem nie weszli do żadnej karczmy, a umiłowali sobie jedną z krypt jako bazę wypadową. Miejscowi pewnie już wierzą, że w grobowcu straszą bardzo głośne i swarliwe duchy). Do wieczora trwały plany, ale znów dał znać o sobie brak organizacji, kłótliwość i chaotyczność. Ostatecznie Kyllan i Haman zdecydowali się dokonać sabotażu (słowo kluczowe tej sesji, przez które w pewnym momencie połowa ekipy wraz ze mną nie zaliczyła zgonu z powodu uszkodzenia przepony :D ). Celem miał być spichlerz miejski. W jakiś sposób uszkodzenie tegoż i jego zawartości (ale nie spalenie, jak utrzymywał Kyllan) miało zamieszać w głowie wywiadowi Księżnej i sprawić, że wrodzy agenci zaczną myśleć, że cel BG jest zupełnie inny niż początkowo sądzili. Dream team, znany już z akcji sprzed dwu sesji, kiedy skończyło się karczemną awanturą i zrzeczeniem się dowództwa przez Usingena, wyruszył sam, bez konsultowania planów z resztą ekipy. Pozostali, choć wściekli zdecydowali się podążyć za naszymi gierojami. 

Konkretnie za Kyllanem i Hamanem ruszył Ah’qua z Jorgulem. A dużo dalej za nimi (znów problem z komunikacją wśród graczy) Usingen i Konrad, eskortowani przez zwinną Mają, podążającą po dachach kamienic ponad kompanami.

Zapadł zmierzch, na ulicach zaroiło się od patroli. Mosty były obstawione, toteż Kyllan i Haman znaleźli przystań, ukradli jedną z łodzi i w ciszy przeprawili się przez rzekę. Krótko za nimi to samo chcieli zrobić Ah’qua i Jorgul. Ukradli łódź, wsiedli do niej i… nadszedł patrol, który dostrzegł łodkę na środku rzeki.

Wybuchł alarm, gwizdki, nawoływania, kolejne patrole zaczęły się zlatywać jak muchy do… cukru. Jeden z żołnierzy, dostrzegł osoby na łodzi i wystrzelił, potem kolejni. Ah;qua została raniona, lecz wraz z Jorgulem zdołała przewrócić na rzece łódź i się nią nakryć. Nie umiejąc pływać, bohaterowie dryfowali pod łodzią wraz z biegiem rzeki, wprost na most obsadzony przez żołnierzy. Wciąż ostrzliwani przez patrole. Część kul chybiła, część uszkodziła poważnie łódkę pozostałe raniły dotkliwie obu bohaterów. 

Ostatecznie łódź uderzyła w przypory mostu. Tam bohaterowie chwycili się kamiennego filaru mostowego i, kryjąc się w ciemnościach (na szczęście był nów), puściła łodkę dalej. Po kolejnej salwie z muszkietów łodź zatonęła. Jednakże żołnierze, nie bardzo wierząc, że bohaterowie zginęli, zaczęli przeszukiwać teren wokół mostu. Ostatecznie Ah’quie i Jorgulowi udało się ukryć w lodowatej wodzie rzeki Darkwasser, lecz dopiero nad ranem wydostali się na brzeg i przemarznieci powrócili na swój ukochany cmentarz :) . Kluczowy moment tych dramatycznych chwil: Ah’qua i Jorgul kryjacy się pod wodą, elfka przekazuje część swego powietrza, duszącemu się Jorgulowi – metodą morda-morda. So romantic! 

W tym samym czasie, co Ah’qua i Jorgul zostali odkryci na łodzi, jeden z patroli wojaków hochlandzkich biegnący w kierunku rzeki wpadł wprost na Usingena i Konrada. Mai na dachu nie dostrzegł, choć to nie poprawiło znacząco sytuacji bohaterów. Konrad rzucił czar “Dźwięki” (odciągając dwu członków patrolu w inną stronę) a potem posłuchał rozkazu Usingena i uciekł. Dzielny kapitan stanął do walki z trzema pozostałymi żołnierzami patrolu.  Niestety, został solidnie ranny (krytyczne trafienie w obojczyk) i choć ubił jednego z wojaków, to sam ledwo stał na nogach. Konrad, słysząc odgłosu walki zawrócił i wypalił do jednego z żołnierzy z pistoletu, a potem sam został poważnie ranny. Maja z dachu wystrzeliła z muszkietu, raniła żołnierza, a potem zeskoczyła i dobiła wroga. Niestety nadciągnęły kolejne patrole. Konrad co prawda zdołał uciec, lecz Maja i Usingen mieli większe problemy. Ciężko ranny kapitan, nie mógł oderwać się od pościgu. Maja mu pomagała, lecz wkrótce sama została krytycznie ranna. Nie będę opisywał emocjonującego pościgu, lecz bohaterowie w końcu dotarli na cmentarz wbrew żołnierzom hochlandzkim, rano i naprawdę zajebiście parszywym rzutom MG. Kluczowa scena: Usingen cichym, pełnym patosu głosem każe Mai uciekać, lecz ta zostaje. Snif, snif, całe kino płacze :)

Trzecia ekipa, Kyllan i Haman, obserwowali potyczkę Jorgula i Ah’quy na rzece, lecz ze względu na obfitość nie włączyli się do walki. Ostatecznie odskoczyli w stronę spichlerza, który okazał się być kompletnie niestrzeżony. Tam nie bardzo wiedząc, co mają zrobić (Jaro, chęć załadowania woza zbożem i pojechanie z nim ulicami miasta, w którym wszyscy was ścigają… Bezcenne :D ). Tu właśnie był moment, który zagroził, że pozostali gracze po prostu zdechną ze śmiechu. Po całej zadymie, w której Usingen i Maja zostali praktycznie zmasakrowani, a Ah’qua, Jorgul i Konrad ciężko ranni, nasi dwaj gieroje zostawili w końcu nietknięty spichlerz (niestety, nie zrealizowali propozycji bodaj Beci, by się przebrali za ogromne wołki zbożowe albo obszczali zboże :) ) i udali się najpierw na zwiady w stronę jednej z manufaktur broni, a potem do drukarni, w której uszkodzili prasę drukarską (to był drugi punkt wspaniałego SABOTAŻU, chodziło o to, by nie było jak wydrukować listów gończych z facjatami BG). Po tym wszystkim wrócili na cmentarz. Kluczowa scena: SPICHLERZ, SPICHLERZ, SPICHLERZ! 

Tam z BG skontaktował się tajemniczy nieznajomy, który na poprzednich sesjach ochraniał ich i przekazywał informację. Ok. 40letni, żylasty mężczyzna ujawnił się jako agent samego Plauena (szefa SDIM), którego zadaniem była obserwacja BG i pomoc im, ale bez dekonspiracji. Rozkaz złamał, widząc w jak ciężkiej sytuacji są BG. W długiej rozmowie zaproponował konkretne działanie w celu przechwycenia rusznikarzy, przekazał info, że bretońscy agenci wjechali do Bergsburga i szukają BG (kolejna ekipa, która na nich poluje) oraz namawiał, by zajęli się tajemniczym Mannsohnem, bowiem facet zdecydowanie próbuje coś ugrać i w zasadzie nikt nie wie co, dla kogo i przede wszystkim po co. Przekazał im też, że Mannsohna widział nocą na Grossplatze.

W dzień po kilku zabiegach leczniczych, operacji na Usingenie oraz wyleczeniu Mai magicznym napojem BG za namową nowego sojusznika (agent Plauena po rozmowie opuścił BG, stwierdzając, ze woli działać po staremu) udali się na plac.  

Dzień targowy, tłum ludzi, stragany. A na środku dwa szańce z worków z piaskeim, umieszczone na drewnianych, dość wysokich podestach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów. Miejsce wieczornego pojedynku rusznikarzy. BG rozrzucili się po placu i obserwowali. 

Haman wypatrzył nawet Mannsohna, a Maja wykryła go zmysłem magicznym. Tamten chyba ich nie zauważył, wydawał się obserwować centrum placu, gdzie znajdowały się szańce. Poza tym Maja poczuła, że na piętrze sukiennic, gdzie ma miejsce zarząd Gildii Kupieckiej znajduje się druga istota magiczna. 

Pozostali wyłowili z tłumu kilku agentów hochlandzkich, a Kyllan dostrzegł człowieka, którego kojarzyłz Middenheim. Szybko założył, ze to agent bretoński (skądinąd słusznie) i ruszyłw  jego kierunku. Niestety agent dostrzedł Hamana i obrał go sobie za cel. Choć Kyllan ostrzegł rycerza, to ten jednak został raniony (wszystkie trzy dawki trucizny odparł, wrrrr!). Pościg za Bretończykiem skończył się zgoła nieprzewidywalnie dla Hamana. Został wciągniety w pułapkę, raniony z muszkietu. Huk ściągnął mu na głowę straż miejską, z którą musiał stoczyć walkę. Choć udało mu się uciec, to teraz on z kolei jest ciężko ranny.  A Bretończycy uciekli, poza jednym. Haman, zwiewając przed strażą, natknął się na jego ciało z poderżniętym gardłem.

 

Uwagi:

1. Sesja krótka, w zasadzie mało się wydarzyło, z czego ponad połowa sesji poza główną linią fabularną. BG nie udało za bardzo się przejąć inicjatywy. Mało tego, niemal wszyscy zostali ciężko ranni. Trójka  z nich, a może i czwórka otarła się o śmierć. 

2. Znów jałowe dyskusje i brak sensownego działania, wrogowie łoją BG aż niemiło. Za to jest śmiesznie, zabawnie. Kurde, powinniśmy grać a “Toona”. 

3. Usingen po operacji nie może działać przez 24 h, co znaczy, że następną sesję Grześ się ponudzi, chyba że przejmie NPCa (czekam na decyzję). 

4. W pewnym momencie padła propozycja, by zwiewać z miasta i porzucić zadanie. Po raz pierwszy chyba w historii, chyba zmieniłem ostatnio graczom poziom trudności z “Normal” na “Very-wyjebany-Hard”, bo takiej reakcji się nie spodziewałem. I dobrze, lubię być zaskakiwany, a taka decyzja ze strony graczy w zasadzie zmieniłaby solidnie bieg mojej kampanii.

5. Tak czy inaczej przygoda kończy się na na następnej sesji. Wydaje mi się, że następna jest trudniejsza, będą jaja. 

6. Kwintesencją sesji był SABOTAŻ. A wyszło jak w poniższym teledysku: w cholerę biegania, udawania twardziela, robienia męskich min i śmiechu otoczenia.

 

25
maj
09

Służba Dróg i Mostów – cz. V zadania

Ciąg dalszy opracowania na temat cesarskiego wywiadu. Dziś króciutko o zadaniach agentury operacyjnej. Wkrótce dorzucę opisy kilku operacji przeprowadzonych przez Służbę

godlo-empire

VI.                    Służba nie drużba

Talabheim, 17 Brauzeit 2516, południe

-          Pan Czokin nie żyjeeee! Wiadomości poranneeeee!! Tylko w „Talabheimer Übersicht” przeczytasz o ostatnich chwilach najbogatszego po Jaśnie pani czlowieka miasta!! Pan Czokin nie żyjeee!

Mało kto zwracał uwagę na młodego sprzedawcę jedynej gazety Talabheim. O śmierci Czokina prawiono już od rana, o złotej koronie w jego gardle też… ze strachem! 

 

Skomplikowana sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna Imperium zmusiła organizatorów Służby Dróg i Mostów do przydzielenia zreformowanemu wywiadowi zadań, których pierwotnie nie mieli wykonywać agenci SDIM. Służba, pierwotnie przeznaczona głównie do typowych działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych, w chwili obecnej musi także realizować cele sabotażowe, zwiadowcze, bojowe. Do tego dochodzą skrytobójstwa, porwania (lub jak kto zwie kanclerz baron Wilhelm von Waldstein – extractio), zwalczanie przemytu jak i organizowanie takowego na wrogim terenie.

            Powyższe zadania agenci wszystkich trzech zgrupowań starają się wykonywać możliwie najskuteczniej. Nie oznacza to, że każda akcja „cesarskich” kończy się sukcesem. Służba w wywiadzie jest nie tylko trudna, ale i niebezpieczna. Po tym truizmem kryje się ponury fakt, że w ciągu dwu lat działania SDIM śmierć poniosło lub zaginęło bez wieści ponad  stu agentów, co stanowi blisko połowę personelu czynnych komórek Departamentu Operacyjnego. Rzecz jasna rekrutacja i szkolenie trwa, toteż stany osobowe są uzupełniane na bieżąco, nie należy jednak zapominać o tym, że traceni są doświadczeni i skuteczni agenci, a nowi agenci mimo wszystko zmniejszają potencjał komórki.

            W chwili obecnej do zadań najczęściej przydzielanych agentom Departamentu Operacyjnego należy:

- organizowanie siatek wywiadowczych na terenie państw wrogich lub neutralnych;

-zdobywanie informacji dotyczących wrogich struktur militarnych i wywiadowczych;

- szpiegostwo technologiczne (lub jak je nazywają krasnoludy – przemysłowe);

- działania kontrwywiadowcze (rozbijanie wrogich struktur wywiadowczych na terenie Imperium,  przeciwdziałanie infiltracji struktur politycznych i wojskowych przez wrogie służby wywiadowcze itp.);

- przeciwdziałanie antypaństwowej i antycesarskiej działalności (rozbicie i eliminacja wrogich organizacji, w tym struktur rebelianckich, anarchistycznych, heretyckich oraz tzw. kultów Chaosu);

- działania zwiadowcze na potrzeby Imperialswehry i Kurfürstwehry (rozpoznanie szlaków, daleki zwiad za liniami wroga, infiltracja wrogich instalacji obronnych etc.);

- skrytobójstwa, czyli eliminacja osób trzecich, których działalność została uznana za wyjątkowo szkodliwą dla Imperium;

- działania bojowe, antyterrorystyczne, partyzanckie (zostaną one dokładniej opisane w dwu następnych rozdziałach).

Obecnie, w związku z posiadaną przez Bretonię i Marienburg inicjatywą, większość zadań, jakie wykonuje SDIM przynależy do działań kontrwywiadowczych. W ciągu ostatniego roku zauważono wyraźny postęp w skuteczności wywiadu Heinricha X w tego typu operacjach. Nie oznacza to, że SDIM nie wykonuje zadań poza granicami Imperium. Jak wykażą opisy wybranych misji, ma na swoim koncie kilka spektakularnych sukcesów w zakresie działań stricte wywiadowczych.

            Podany zakres działań nie wyczerpuje potencjału operacyjnego SDIM, toteż nic nie stoi na przeszkodzie, by wywiad cesarski, by agenci cesarscy brali udział w operacjach mających na celu przemyt cennego ładunku przez granicę, zdyskredytowanie wrogiego polityka czy dajmy na to osiągnięcie wymiernego efektu propagandowego.

            Jak widać metody działania wywiadu Służby Dróg i Mostów pod pewnymi względami mogą przywodzić na myśl skojarzenia z gildiami przestępczymi Tilei (mafia, cosa nostra), Kislevu (tzw. wori) czy Imperium. W razie potrzeby wywiad imperialny nie cofnie się przed zabójstwem, szantażem czy porwaniem. W ciągu dwu lat istnienia udowodnił, że działa agresywnie i bez skrupułów. Zabójstwo patrycjusza Czokina w Talabheim, niewyjaśniona śmierć jednego z członków marienburskiego Dyrektoriatu, porwanie bretońskiego czarodzieja z Gisoreux czy eksterminacja całej bocznej gałęzi ostlandzkiego rodu Tassenicków są dowodem na to, że pod rządami Plauena i takich ludzi jak bracia von Waldstein Służba nie cofnie się przed żadnym działaniem, które przyniesie korzyść dla Imperium.

            W ciągu niemal trzech lat istnienia agenci Służby, wykształcili pewne zachowania, które stały swoistymi wizytówkami cesarskiego wywiadu. Najsłynniejszą z nich jest tzw. „cesarska korona” lub „cesarz w gardle”. Od ponad dwu lat praktyka umieszczania przez agenta SDIM złotej korony z cesarzem na awersie w gardle ofiary jest swoistym memento dla wrogów Imperium. To znak, że Cesarz kolejnemu wrogowi stanął w gardle. Po jarmarkach krążą coraz to dziwniejsze, okrutniejsze i pełne grozy opowieści o tajemniczych zabójcach, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. O mordercach, którzy przenikną każdy kordon straży, ominą każdą pułapkę, by zatopić sztylet w sercu kolejnego nieszczęśnika, co to śmiał się sprzeciwić władcy Imperium. Kto wie, czy to tak naprawdę nie pomysł któregoś ze spiritus movens SDIM – Plauena, von Waldsteina czy może jednej z komórek Departamentu Wiedzy Ogólnej.

            Do pewnych zwyczajów, które w ciągu ostatniego roku stały się szczególnie popularne w Służbie można zaliczyć charakterystyczne tatuaże, jakimi agenci operacyjni lub personel Grup Specjalnych zdobią swoje ciało (najczęściej klatkę piersiową). Typowym motywem jest imperialny gryf pożerający węża, tarcza ze stylizowanymi na szwabachę literami SDIM lub rapier skrzyżowany z muszkietem i podpis AMSG. Ów akronim w rozwinięciu brzmi: Ad maiorem Sigmarii gloriam (Na większą chwałę Sigmara). W tym przypadku dowództwo stara się walczyć z tym obyczajem (szczególnie wśród agentów operacyjnych), z oczywistego względu. Takie tatuaże to jawne pogwałcenie zasad konspiracji.

            By zilustrować metody działania Służby, mocne i słabe strony imperialnych agentów, najlepiej odwołać się do kilku operacji przeprowadzonych w ciągu ostatnich trzech lat. Ale o tym w następnym odcinku.

20
maj
09

Flash in the Pan – cz. 3

MG: Ja

Gracze:
Madzia
 – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Beatka - Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka.
Grześ - kapitan von Usingen, dzielny dowódca.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Pablo - Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil - Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Sesja rozpoczęła się w momencie, na którym ostatnio skończyliśmy. Tym razem graliśmy bez gracza odgrywającego Hamana (rycerza Białego Wilka i zarazem najpotężniejszego wojownika w ekipie). Bohaterowie zebrali się w karczmie „Zielone Skrzypki”, z rekonesansu właśnie wróciły Ah’qua i Maja, toteż wszyscy dowiedzieli się o akcji wywiadu Księżnej Talabheim w gospodzie „Pod Bykiem”. Tutaj pozwolę sobie na dygresję. Po ostatniej karczemnej awanturze oraz dość niewielkich efektach działań BG, gracze dyskutowali na blogu. Jak się okazało jakiś efekt z tego było, skoro tym razem (mimo przynajmniej jednego błędu) udało im się solidnie napocząć przeciwnika jak i zbliżyć do wykonania zadania.

Dyskusja, tym razem dość krótka, zakończyła się konkretnymi decyzjami:

  1. Konrad Teub zdecydował się podążyć za karawaną Terbów, która właśnie wjechała do Bergsburga (to ta sama karawana, którą przygotował Konrad i która miała odwrócić uwagę „kreta” od BG) a następnie spotkać się ze swoim kontaktem w Bergsburgu, niziołkiem-paserem Guntherem Feuerbachem. Za Konradem miał ruszyć Kyllan, by eskortować nowicjusza (wciąż świeża postać, uczeń czarodzieja z trzema słabymi czarami i z jednym rozwinięciem). U pasera Konrad chciał opłacić alternatywną drogę ucieczki z miasta, jakby sytuacja stała się krytyczna.
  2. Ah’qua miała ruszyć na drugą stronę rzeki do manufaktury Gnuessinda i sprawdzić jej zabezpieczenie.
  3. To samo miała zrobić Maja, ale pod postacią kota i w manufakturze Trabenda.
  4. Jorgul wraz z Usingenem (który nadal nie zamierza dowodzić komórką i robi w ekipie za zgryźliwego krytyka :) ) zdecydowali się ruszyć po karczmach i w każdej z nich wynająć pokój na wypadek, gdyby trzeba się było szybko ewakuować oraz przysporzyć roboty węszącym agentom hochlandzkim.
  5. Haman ueNPeCowiony pozostał w „Zielonych Skrzypkach”.

 

Ustalanie planu przeniesienia zakazanej, długiej broni palnej przez Bergsburg:

Jorgul (do maga): znasz jakiś czar pomniejszający?

Konrad (beznadziejnie niedouczony uczeń czarodzieja): Zimna woda?

 

W zasadzie prawie połowę sesji zajęło rozegranie powyższych pierwszych pięciu wątków.

Ad. 1 Konrad ruszył kilkanaście metrów za wozami karawany eskortowanymi przez kilku ochroniarzy Teubów, którymi dowodził znany Konradowi wojownik, niejaki Lothar „Czarny”. I teraz swoją wyższość okazała mechanika WFRP. Doskonale wyszkolonemu wywiadowcy, jakim jest Kyllan (wysoka I, kilka umiejętności związanych z obserwacją, inwigilacją i śledzeniem) najzwyczajniej w świecie nie wyszedł test. Tymczasem Konradowi, kompletnemu n00bowi (z I na poziomie bodaj 35, bez umiejętności) udało się dostrzec dziwną personę. Ot, niby zwykły mieszkaniec Bergsburga: ciżmy, kaptur z dołem wyciętym w zęby, kubrak itd., ale dziwnie skupiony na karawanie. Konrad zaczął mu się baczniej przyglądać, lecz z chwilą wjazdu na plac, zgubił go z oczu. Na szczęście Kyllan wtedy go wyłuskał z tłumu i już w jego stronę, przepychając się między straganami, gdy dostrzegł, że szpieg odchodzi w uliczkę i daję znak kilku innym podobnym typom. Ci natychmiast ruszyli w stronę karawany, a konkretnie samego Konrada. Konrada dostrzegł także Lothar, szef ochrony karawany (rzut szczęścia na K100 – 01). Co ciekawe podjechał do Konrada, przewrócił koniem i zrugał głośno, pokazując ukradkiem by młody Teub szybko spieprzał. Tymczasem Kyllan wykorzystał tłum, podszedł blisko jednego z agentów i załadował mu sztylet pod żebra. Pozostali go dostrzegli i rzucili się za nim w pościg. Na rynku po raz kolejny wybuchł tumult. Kyllan odciągnął pościg od Konrada, dzięki czemu ten bez problemu trafił do pasera.

            Feuerbach, cyniczny niziołek zajmujący się paserką, bez trudu dał się namówić Konradowi na zorganizowanie ucieczki dla ekipy. Miało to kosztować 190 ZK (co prawda pozostali BG wiedzą, że nizioł zażądał 800 ZK, ale to już machloja naszego Konradka, który sprzeniewierzył pieniążki pozostałych bohaterów :) ). Po tym wszystkim Konrad wrócił do gospody, spotkawszy wcześniej Kyllana.

Ad. 2 Ah’qua ruszyła opłotkami i uliczkami, wiedząc, że agenci hochlandzcy znają ich rysopisy i szukają elfów. Przekroczyła most, ominęła kilka czujek i patroli, wreszcie dotarła w pobliże manufaktury Gnuessinda. Okazało się, że manufakturę otacza kilka posterunków i patroli żołnierzy Księżnej. Mało tego wytrawna snajperka dostrzegła na dachu strzelców z muszkietami. Mimo to zdecydowała się podejść pod samą manufakturę. Niestety została rozpoznana przez jeden z patroli i ciężko raniona w bark przez strzelca z ciężkim muszkietem. Uciekła pościgowi (choć ranna, to przecież szybka, zwinna, lekko ubrana elfka VS kilku opancerzonych i objuczonych ciężką bronią żołnierzy) i skryła się na południu miasta (dzielnica slumsowa) w jednym z opuszczonych domów. Opatrzyła z grubsza ranę i powróciła do gospody.

Ad. 3 Maja pozostawiła swój ekwipunek w gospodzie, a potem zmieniła się w burego sierściucha i w tej postaci ruszyła w stronę manufaktury Trabenda. Maja liczyła na to co zwykle, że kot, zwierzę z natury niepozorne, parszywe, by nie rzec kompletnie bezproduktywne i nierzucające się w oczy (PROPAGANDA ANTYKOCIA mode off), spokojnie sprawdzi zabezpieczenia wokół manufaktury. Tymczasem ledwie podeszła do jej ściany, wokół zaroiło się od żołnierzy, strażników, ale i zwykłych służących z workami i sieciami. Stworzyli tyralierę i zaczęli przeczesywać teren, nad podziw często wpadając na trop drużynowej koci. Kocia szybko wydedukowała, że któryś z przeciwników jest magiem z umiejętnością wykrywania istot magicznych, a to tylko potwierdziło, że wywiad Księżnej wie bardzo dużo o BG. Maja otrzymała dwa postrzały… z procy (chcieli żywcem ją złapać), ale mimo to, kuśtykając, udało jej się znaleźć (kolejny z serii szczęśliwych rzutów BG) wejście do jakiegoś zapomnianego kanału i uciec pościgowi. Kilka godzin później obolała, cuchnąca, wróciła do karczmy.

Ad. 4 Jorgul z Usingenem bez perturbacji wynajęli pokoje w kilku karczmach bergsburskich i wrócili do karczmy.

            Po powrocie zebrano razem zdobyte informacje i zaczęto debatować co dalej. Dyskusję przerwał gość. Sam Theodore Mannsohn przybył do BG po raz kolejny namówić ich do współdziałania przeciw rusznikarzom. Rozmowę przerwał Usingene, który dość zapytał dość obcesowo towarzyszy: „Może jeszcze laskę mu zrobicie?” Mannsohn opuścił pokój (pozornie obraziwszy się), ale na koniec Maja zdążyła jeszcze użyć „wykrywania istot magicznych” i faktycznie, pan M. okazał się posiadać potencjał magiczny a do tego mocno płynny, o zmiennej sile.

            Krótko potem i BG przezornie opuścili po kryjomu karczmę i przenieśli się do kolejnej o nazwie „Antałek” (jak na razie to przygoda upływająca pod znakiem pielgrzymki szlakiem gospód begsburskich). Po drodze Usingen, idący daleko za grupą, dostrzegł śledzącego ich anioła-stróża i choć nie dostrzegł jego twarzy, to zamienił z nim kilka słów. Tajemniczy facet po raz kolejny ostrzegł BG i za powiedział, że następnego dnia miasto zostanie oplakatowane ich listami gończymi.

 W „Antałku” Maja znająca sztukę charakteryzacji, zmieniła wygląd BG (Kyllan stał się poważną matroną w czarnej sukni z woalką :) ), potem ustalono kolejność działań. Oto BG zdecydowali się zadziałać przeciw wywiadowi Księżnej. Napisano dwa listy. W pierwszym skierowanym do Gnuessinda, zaproponowano młodszemu rusznikarzowi pomoc w mającym nadejść pojedynku. W drugim skierowanym do Trabenda, BG napisali, że są zadowoleni ze współpracy Trabenda z wywiadem cesarskim i liczą na dalszą pomoc. Ta oczywista podpucha miała na celu oszukanie wywiadowców hochlandzkich oraz skierowanie podejrzeń na starszego rusznikarza.

 

Maja przebiera Kyllana za stateczną kobietę w czarnej sukni z woalką (próba ukrycia „elfowatości” towarzysza), Kyllan marudzi:

Kyllan: Hej, fajnie, gdzie ja schowam miecz?

Maja: Do pochwy. Wreszcie możesz, jesteś kobietą. 

 

            BG opłacili chłopców czeladnych (od rzeźnika i bodaj piekarza) i kazali im przekazać listy. Pierwszy dotarł do Gnuessinda, który na spotkanie przysłał jednego ze swoich asystentów. Rusznikarz okazał się być zainteresowany pomocą ze strony BG w pojedynku, w zamian BG chcą jakiejś nietypowej sztuki broni palnej od niego (w przyszłości zamierzają ją gdzieś  chyba podrzucić, jako MG nie rozgryzłem jeszcze ich planów).

            Drugi list również dotarł do celu, ale czy do Trabenda? Prawdopodobnie stało się tak, jak przewidywał Kyllan. List przechwycili opiekunowie rusznikarza z wywiadu. Doszło do jedynej walki na tej sesji.

            Maja czekała w wybranym przez BG zaułku na przyjście kogoś od Trabenda. Pozostali BG ukryli się wokół niej. Minęła godzina i wtedy Maja po raz kolejny wykorzystawszy „wykrywanie istot magicznych”. Wykryła maga od strony zachodniej, potem kolejnego od północy, a potem jeszcze dwu innych. Inni BG, obserwując wokół teren, dostrzegli a to żołnierza, a to pojedynczego zwiadowcę, tudzież agenta. Wyglądało na to, że wywiad Księżnej otoczył ich i teraz zaczął zaciskać pętlę. W tym momencie BG mogli jeszcze spokojnie uciec, wydostać się z pełnej dziur sieci. I cholera wie, czemu nie uciekli. Konrad namawiał i Usingena i Kyllana, ale reakcji nie było. Pozostali byli zbyt daleko, zabrakło efektywnej komunikacji. Ale nie działania. Kyllan zauważył jak na jeden z budynków wspina się strzelec hochlandzki, po cichu dostał się na dach i zlikwidował wroga. A potem rozległy się gwizdki i rozpoczął się atak.

atak Hochlandczyków

            Od północy mag złożył Jorgula jednym zaklęciem („kradzież rozumu”), od południa 10 wrogów uderzyło na Usingena i Konrada (Kyllan wciąż był na dachu). Od zachodu wyjście z zaułka zatarasował wyładowany sianem wóz, a za nim skryło się trzech strzelców hochlandzkich z muszkietami. Trzeba jednak przyznać, ze bohaterowie zadziałali efektywnie, a kości po raz kolejny im sprzyjały.

            Na południu Usingen dostał dwa postrzały z pistoletów, sam strzelił z garłacza, lecz spudłował. Mimo to na trochę przystopował Hochlandczyków. Konrad wtedy rzucił czar „dźwięki” (eksplozja bomby), co sprawiło, ze szturmujący rzucili się na ziemię w poszukiwaniu osłony. Młody mag rzucił się do ucieczki pod osłoną budynków, i choć ostrzelany przez snajperów na dachach udało mu się wydostać. To wykorzystał Kyllan na dachu i rzucił wyżebraną jeszcze w magazynie SDIM w Middenheim ręczną bombą. Rzut 99! Niewypał. Bomba potoczyła się pomiędzy hochlandzkimi żołnierzami, dzwoniąc po bruku. W tym czasie na dach, gdzie był Kyllan wspięła się Maja, podniosła muszkiet i wypaliła z niego w bombę, którą właśnie podniósł jeden z Hochlandczyków, chcąc odrzucić. Eksplozja. Przynajmniej jeden trup, kilku ciężko rannych (taka staroświatowa Magdalenka wyszła :) ). Na północy postępy wroga starała się stopować Ah’qua, ale wrogowie już prawie dopadli śliniącego się Jorgula. Wtedy Haman (w roli NPCa), podbiegł do niego, otrzymawszy postrzał z muszkietu od strzelców przy wozie i podniósł kompana.

            Na południu Usingen przebiegł za budynkiem (grupa szturmująca z południa została bombą wyłączona z akcji) i od flanki uderzył na strzelców ukrytych za wozem. Uzyskał zaskoczenie (dobry rzut) i w ciągu jednej rundy zabił wszystkich strzelców (trzy cholerne rzuty). Kyllan na dachu nie miał czasu, by cieszyć się sukcesem, bo namierzył go mag i omiótł dach ognistą kulą. Elf i Maja zostali ranni, ale Kyllan wykorzystał kolejny ze zdobycznych muszkietów walających się na ziemi i celnym strzałem (ponownie dobry rzut, trafienie w głowę) sprzątnął maga.

            Następnie BG wykorzystali lukę, którą stworzył dla nich w pozycjach hochlandzkich Usingen i wydostali się z zasadzki. Niestey podczas ucieczki postrzelona została jeszcze dość ciężko Ah;qua (utrata PP).

            BG po raz kolejny skryli się na cmentarzu, gdzie kilka godzin upłynęło im na leczeniu się i prowizorycznych operacjach przeprowadzonych przez Jorgula. To już tradycja w tej przygodzie, że BG kończą sesję na cmentarzu.

Uwagi:

  1. Mi się fajnie prowadziło, jakoś tak poczułem klimat starcia grupy elitarnych agentów kontra dość sprawna służba wrogiego wywiadu.
  2. Gracze współpracowali, trudno wskazać jednoznacznie przywódcę, ale chyba najczęściej decydował o tym, co się dzieje Kyllan (tak, tak Jaro, jednak robi się z Ciebie dowódca :) ).
  3. BG mieli fajne pomysły i kilka razy, debatując, trafili w przysłowiową dziesiątkę (próba przeniknięcia planów przeciwnika, ustalenie faktycznego celu wysłania ich do Bergsburga i kilka innych spraw, o których tu nie powiem).
  4. Usingen dalej fochuje, co działa na nerwy Ah’quie.
  5. Kyllan zrzucający w zaułku przebranie matrony, odrzucający sztuczne cycki i wchodzący do akcji… Miodzio :) .
  6. Choć z zasadzki wyszli cało, wyeliminowali na stałe przynajmniej sześciu wrogów, a przynajmniej 10ciu ranili, to przynajmniej połowa z nich ma bardzo niską Żw. Następnym razem taki numer im nie wyjdzie.
  7. Wróg doskonale zna potencjał BG. Wie, że jeden z nich zmienia się w kota, a dwójka jest elfami.
  8. BG nadal pomaga tajemniczy anioł-stróż. Bohaterowie przynajmniej dwukrotnie go zobaczyli.
17
maj
09

Flash in the Pan – trailerek do kolejnej sesji

Bergsburg, 30 pflugzeita 2518   

W cekhauzie B bergsburskiego garnizonu zamienionym na tymczasowe centrum dowodzenia specjalnych służb panowała niemal absolutna cisza. Jochen  von Dyviken, wielki, zwalisty blondyn z solidną nadwagą nie należał do najspokojniejszych ludzi na tym padole, ale stanowisko szefa wywiadu Talabheim i Hochlandu do czegoś zobowiązuje. Toteż teraz po raz kolejny rzucił okiem na raporty dostarczone mu chwilę wcześniej przez oficera operacyjnejnego i krótko skwitował wynik:

- Nic.

Dietmar z Bergendorf rozłożył ręce:

- Nic, szefie. Ktoś ich ostrzegł. Ulotnili się kilka godzin wcześniej i jakimś cudem nikt z naszych ich nie zobaczył. Dwóch czujkowych ogłuszyli. Chłopcy niczego nie widzieli, nie słyszeli i nie słyszą poza huczeniem w uszach. Ktoś im nieźle przydzwonił.

Jochen rozparł się na niewygodnym krześle i zmierzył uważnym spojrzeniem swego najlepszego współpracownika, a prywatnie przyjaciela:

- Dali się podejść. Cesarscy zniknęli w mieście, a wszystko co mamy, to trochę ich ekwipunku, kilka koni i nic więcej, tak?

Dietmar pokręcił głową:

- Jeden z koni…

- Tak, tak, arab pełnej krwi wart kilka tysięcy koron. Królewski koń, więc Księżna ucieszy się z prezentu, ale co to zmienia?

- Niby nic, ale… – Dietmar lekko uśmiechnął się. – Pamiętasz jak von Brockowi ukradli bojowego stirlanda? Pół służb biegało po Talabheim, by odzyskać konia generała.

Jochen uśmiechnął się ze zrozumieniem:

- Naprawdę myślisz…?

- Serce nieraz bierze głowę nad rozumem, szefie. Poza tym widać byliśmy blisko, skoro zostawili wierzchowce. Teraz wzmacniamy straże na bramach, a na drogi damy patrole kawaleryjskie.

Szef wywiadu zarechotał wrednie, ale zaraz spoważniał:

- Ale tak czy inaczej mamy kilku agentów cesarskich w mieście i dwu rusznikarzy, którzy wzięli się za łeb. Dziwnym i niepojętym trafem, akurat oni są celem Służby Spod Mostu.

Dietmar uniósł brwi:

- Wierzysz w przypadki?!

- Nie i tym bardziej się niepokoję. Ktoś skłóca rusznikarzy, cesarscy chyba nie, choć jest im to na rękę. To kto inny? Kto pomaga cesarskim? Inna komórka Służby? Co na to nasi kumple z lilijką? Za dużo tutaj niewiadomych… Za dużo…

Dietmar podszedł i klepnął Jochena w ramię:

- Dobra szefie, lecę w miasto. Jeśli cesarscy przycupnęli, to trzeba wzmocnić ochronę manufaktur, ja rozpuszczę po ulicach ludzi, niech szukają dwoje elfów i pozostałych. Rzucają się w oczy, więc prędzej czy później ktoś ich zobaczy.

- Albo sami się przedstawią jak ostatnio? – Jochen pokręcił głową z niedowierzaniem.

- To mogła być prowokacja szefie. Może Trabend zdradził i celowo nas na minę wrzucił? Może to on ich ostrzegł o tym, że idziemy?

Von Dyviken skrzywił się:

- Wątpię, robi pod siebie na mój widok, poza tym sam nam doniósł obcych, nie? Ale w porządku, sprawdzę i to.

13
maj
09

flash in the pan – raport z sesji cz.2

Ciąg dalszy mocno zmodyfikowanej przygody autorstwa Stefana Laegteskova. Modyfikacja objęła głównie zabiegi, które pozwoliły mi wprowadzić wzmiankowany scenariusz w linię fabularną mojej polityczno-szpiegowskiej kampanii.

MG: Ja

Gracze:
Madzia
 – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Beatka - Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka.
Grześ - kapitan von Usingen, dzielny dowódca.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Pablo - Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil - Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Podróż do Bergsburga zajęła bohaterom zaledwie dwa dni. Jako że wyruszyli już nocą, chcąc zmylić ewentualnych szpiegów bretońskich, udało im się dotrzeć do miasta szybciej niż zamierzali, bo ledwie koło godziny trzeciej po południu. O tym, ze czas był ważny, wiedzieli z Middenheim. W końcu kontakt z każdą z zaginionych komórek wywiadu ginął po około dobie. 

Ekipa dość szybko znalazła karczmę na rozsądnym poziomie (“Gospodę pod Bykiem”), a tam od szynkarza BG dowiedzieli się, że ulice są opustoszałem, bowiem na Grossplatze ma miejsce trzeci  etap rywalizacji rusznikarzy – Jurgena Trabenda i Fredericha Gnussinda.

Dinan

Jedna z uliczek w dzielnicy Sudentor.

Bohaterowie czym prędzej udali się na plac, gdzie wmieszali się w gigantyczny tłum czekający na rozstrzygnięcie sporu. Obecny był również graf Dieter von Kessel, zarządca miasta w ramienia baronowej Hochlandu Hochen-Tuchen. Ten przyjrzał się broniom przygotowanym na konkurs, a następnie opuścił plac i… Jak by to było, gdyby nie było zamieszek. Ot jednemu z czeladników puściły nerwy, rzucił coś do wroga swego pryncypała. Tamten odpowiedział. Wrzaski przerodziły się w wielką kłótnię, ta w pyskówkę, a ta wreszcie w bijatykę pomiędzy czeladzią Gnussinda i Trabenda. A z bijatykami jak to z bijatykami. Minutę później wielki tłum gapiów ogarnęły zamieszki. Ludzie prali się po pyskach, przepychali. W odpowiedzi zielono-czerwoni muszkieterzy hochlandzcy pilnujący porządku wraz z Burgwachte narzucili muszkiety na plecy i ruszyli z forkietami w łapach na rozemocjonowany tłum. Pod razami drewniano-żelaznych forkietów tłum zafalował, zbił się i wpadł w panikę. Rozpoczęło się powszechne tratowanie.

Szalejąca ludzka ciżba rozdzieliła bohaterów. Kilku z nich upadło pod naporem. Zaczęło być nieciekawie. Ale tutaj trzeba przyznać, że poza Jorgulem, który wdał się w bijatykę z jakimiś psiurami z bergsburskich zaułków i slumsów. Szczęśliwie od razów, falangi muszkieterskiej, ciosów forkietami i wreszcie zapuszkowania uratował go Haman, który choć wydostał się z tłumu, zawrócił po towarzysza.

Pozostali z mniejszym bądź większym trudem, nierzadko poobcierani, poobijani, po malowniczych ucieczkach przed Burgwachte wydostali się z tłumu i uciekli do karczmy. Była godzina 17.00.

“Gospoda pod Bykiem” nabita była po brzegi gośćmi, ale i uczestnikami popołudniowych zamieszek. BG zebrali się przy jednym ze stolików i bacznie obserwowali otoczenie. Haman m.in. wypatrzył jednego z czeladników Trabenda i już miał do niego podejść, gdy otworzyły się drzwi do knajpy a w progu stanął beczkowaty sierżant Burgwachte z dwoma strażnikami miejskimi. Tłum ucichł a sierżancina tubalnym głosem, arogancko wygłosił, iż graf von Kessel wprowadził godzinę policyjną. Co oznaczało, ze po zmroku nie można opuścić miasta, szwendać się po ulicach. Prócz tego nie można tworzyć zbiegowisk (więcej niż trzy osoby na raz), a rusznikarze i czeladź zamieszana w spór mają zakaz przez całą dobę opuszczania swoich manufaktur, póki spór nie zostanie rozwiązany. A jak? Pojedynkiem strzeleckim między rusznikarzami, który ma się odbyć za dwa dni.

Po wyjściu Burgwachte Haman podszedł do czeladnika Trabenda (niejakiego Felge) i zproponował mu, ze go odeskortuje do manufaktury. Felge z ulgą przyjął propozycję, w zamian miał przedstawić Hamana Trabendowi. Tak też się stało. Rycerz Białego Wilka spotkał się z Trabendem i z marszu powiedział, że chce od niego kupić broń. Mimo iż Traben dpowiedział, że całą broń sprzedaje armii hochlandzkiej, naciskał, mówiąc, ze chce potajemnie kupić … 1000 muszkietów! Trabend odmówił, ale poprosił od to,  gdzie mógłby się spotkać z Hamanem, gdyby zmienił zdanie. Haman podał adres “Gospody Pod Bykiem”.
Po powrocie Haman przedstawił Usingenowi i pozostałym, o czym rozmawiał z Trabendem. Następnie część grupy udała się na górę karczmy (Usingen, Maja, Ah’qua, Jorgul), a Haman, Konrad oraz Kyllan zostali w głównej sali, do której wkroczył kolejny bohater naszego dramatu. Człowiek, o którym BG usłyszeli wcześniej różne plotki, że jest łowcą czarownic, albo wyznawcą Chaosu, że to asasyn wysłany przez Cesarza, albo szpieg z Marienburga. 

Wąska uliczka za "Czerwonym Leopardem" w Bergsburgu.
Uliczka za “Czerwonym Leopardem”.

Theodore Mannsohn. Tajemnicza persona, która choć odziana niczym łowca czarownic, z dwoma pistoletami za pasem, łowcą czarownic raczej nie była. Spokojnym głosem z delikatnym uśmiechem błąkającym się na ustach wyciszył kilku co odważniejszych bywalców, zamówił piwko i siadł przy stoliku. Szybko dosiadł się do niego Haman. Po krótkiej rozmowie tajemniczy gość zaproponował Hamanowi, by wraz z przyjaciółmi wykonał dla niego niewielką robotę. Dał nauczkę niejakiemu Nikiemu Grubasowi, karczmarzowi z “Czerwonego Leoparda”, który odgraża się Mannsohnowi.

Haman zgodził się, pożegnał się z Theodorem, który opuścił karczmę, przypomniawszy wcześniej rycerzowi, by po wykonaniu zadania szukać go w karczmie “Czerwony Lew”. Haman po tym  poszedł do Usingena, niezbyt szczegółowo przedstawił zadanie dane przez Mannsohna, toteż kapitan odmówił i zabronił opuszczania karczmy.Rycerz nie powiedział tego Kyllanowi i we dwóch wyruszyli do “Czerwonego Leoparda”.  Konrad też chciał iść, ale wcześniej poszedł powiadomić o tym, że Haman i Kyllan ruszyli wykonać zadanie dla tajemniczego gościa. 

I od tego się zaczęło.

Zarówno Usingen jak i Konrad wyleźli przed karczmę, by złapać Hamana i Kyllana. Było grubo po 20.00, zapadł zmierzch. Konrad Treub co prawda nie zauważył swoich towarzyszy, ale dostrzegł obserwującego go w ciemnościach postawnego, zamaskowanego mężczyznę, który chwilę później dopadł młodego ucznia czarodzieja, obezwładnił go profesjonalnym chwytem a potem wyszeptał do ucha tylko jedno zdanie: “Zaledwie godzinę mi zajęło znalezienie was, głupie chuje!”, a potem znikł w ciemnościach. Wrzeszczący o pomoc Konrad sprowadził do siebie całą drużynę, włącznie z tymi, którzy złamali rozkaz kapitana. Już w karczmie wybuchła nomen omen karczemna awantura. Usingen powalił ciosem Hamana, wywrzeszczał, co sądzi o łamaniu rozkazów. Zagroził sądem wojskowym Hamanowi i Kyllanowi. No i to, co zaczęło się jako pyskówka dwu osób, skończyło się jako pyskówka całej ekipy. w konsekwencji Kapitan zrzekł się (sic!) dowodzenia i wycofał się z akcji, zapowiadając, że po powrocie do Middenheim pisze wniosek o przeniesienie do innej komórki (szykuje się kolejna postać do zmiany). 

Kolejny w łańcuchu dowodzenia, Kyllan (Haman też ma porucznika, ale dość mało zaufania w tej chwili czują do niego pozostali z grupy), zdecydował się wykonać zadanie dla Mannsohna. Jak uradzili, tak zrobili. Koło godziny 23.00 wpadli do “Czerwonego Leoparda” pobili ochronę, bywalców i karczmarza, a potem uciekli przed Burgwachte (dobre wykorzystanie czaru “Dźwięki” przez Konrada). 
Po tym wszystkim, pamiętając spotkanie Konrada z dziwnym napastnikiem i jego słowa, zdecydowali się nie wracać do karczmy (gdzie zostały konie i część ekwipunku). Noc spędzili na cmentarzu (nota bene niezły pomysł, nikt tam ich nie szukał), a rankiem, koło godziny 7.00 udali się do “Czerwonego Lwa” na spotkanie z Mannsohnem. Theodore był wyraźnie zadowolony z pobicia Grubasa Nikiego, a potem zaprosił ich do działaniu przeciwko rusznikarzom. Z jego słów wynikało, że obaj byli zamieszani w skrzywdzenie jego siostry w jakimś mieście poza Hochlandem, toteż teraz czas na zemstę. Zadaniem BG ma być sabotowanie pracy obu manufaktur broni w Bergsburgu należących do rywalizujących rusznikarzy. Po rozmowie Mannsohn wyszedł a Ah’qua zaczęła go śledzić. Jednakże Theodore wypatrzył ją i w jednym z zaułków poprosił (znacząco), by sobie odpuściła. Był na tyle dobry, że elfce nie udało się dalej za nim podążać. Ruszyła więc w stronę czwartej już karczmy, “Zielonych Skrzypek”, gdzie BG umówili się ze swoją elfią towarzyszką. Po drodze jeszcze elfka była świadkiem, jak wokół kwartału, gdzie znajduje się “Gospoda Pod Bykiem” gromadzą się żołnierze hochlandzcy (grupy uderzeniowe, strzelcy z muszkietami na dachach). 

Sesja skończyła się swoisty memento mori dla BG. Ah’qua. Jorgul i Maja ruszyli sprawdzić, o co chodzi z tymi wojakami hochladzkimi, byli toteż świadkami jak żołnierze zabezpieczają kordonem teren wokół karczmy, a chwilę później dwie kilkuosobowe grupy uzbrojone w krótką broń białą i ręczną wchodzą z dwu stron do karczmy (przez drzwi i okno w jednym z  pokojów, w którym spali BG). Przekaz był jasny, Hochlandczycy wpadli na trop trzeciej komórki SDIM. Gdyby nie specyficzne ostrzeżenie BG wpadliby niczym śliwka w gówno, a tak stracili tylko wierzchowce (w tym drogocennego konia Jorgula zwanego “miażdżycielem dziecięcych główek” ;P) oraz część ekwipunku (w tym trzy garłacze i jeden muszkiet). Obecnie jest godzina 9.00. Szpiedzy SDIM od 18 godzin są w Bergsburgu.

Moje luźne obserwacje i uwagi:

1. Zastanawiające jest, jak wszystkie plany BG idą psu w żopę, bo ktoś zawsze sobie wprowadzi modyfikacje. Haman polezie na własną rękę do rusznikarza i spróbuje wcisnąć kit o chęci zakupu 1000 muszkietów i to jeszcze po cichu :) . Kyllan z Hamanem polezą na mordobicie, choć Usingen nie wyraził zgody (rozumiem Jaro, że jako postać nie wiedziałeś o braku zgody, ale jednocześnie robiłeś wszystko, by Cię postać Grześka nie zobaczyła, wniosek wychodzi z tego jasny :) ). Jorgul znów odłącza się od grupy, a w chwili obecnej obiecuje, ze odbije swojego konia. Jak znam życie, skończy się na tym, ze polezie do garnizonu bergsburskiego, BG za nim i będzie rzeź, jatka i makabra.

2. Czy ktoś tam jeszcze pamięta, że pracuje dla wywiadu, że ma jakieś konkretne zadanie do wykonania?

3. Sześciu graczy spędza głównie czas na dyskusjach, co robić, nie dochodząc w zasadzie do żadnego wniosku. Siódmy gracz, tak kieruje swoją postacią (Haman), że trzeba by obalić garniec krasnoludzkiego samogonu, by choć kapkę zrozumieć z jego działań (kompletnie sprzeczne zachowania, niespójne reakcje etc.)

4. Gdyby nie tajemniczy pan, który dopadł Konrada, to następna sesja dotyczyłaby bardzo bolesnego przesłuchania w lochu hochlandzkich tajnych służb.

5. Kapitan komórki wywiadu, który zrzeka się dowództwa i zapowiada odejście z boku wygląda jakby strzelił focha.

6. No przynajmniej graczki nie strzeliły tym razem focha, ale niezbyt się udzielały poza rutynowymi akcjami zwiadu i eskortowania grupy (Ah’qua jedno śledzenie oraz wraz z Mają obserwacja akcji hochlandzkich służb). Paradoksalnie najwięcej udzielał się (co widać po raporcie) ten, który zebrał najwięcej bęcek od pozostałych. 

7. To już trzecia sesja, podczas której BG idą na ostro między sobą, ale to zarazem trzecia sesja, po której trwa solidna i ciekawa dyskusja. To drugie to na plus, to pierwsze… hmmmm, sam nie wiem. Niefajnie, że się żrą, niefajnie, że wcześniejsze plany i ustalenia nie mają żadnego znaczenia, ale może to zaowocuje jakimś dotarciem się ekipy? Jeśli nie, to wrogowie zetrą ekipę. W proch.

No, to chyba tyle.

 




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

maj 2009
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Archiwa

Kategorie

free counters