Etos, Patos, Chaos – nasza św. Trójca.
Kamil
Ciąg dalszy zmagać dzielnych agentów Imperium z Hochlandczykami, Bretońćzykami i innymi nienazwanymi zagrożeniami, których nie brakuje w Bergsburgu.
Na sesję przybyła pełna ekipa, choć zaczęliśmy dość późno z różnych przyczyn, głównie z takiego, że Grześ uczył się w szkole oddychania (nauczysz się w końcu?:)). Graliśmy ok. 4 h, z czego na oko trzy efektywnie. Sesja więc dość krótka, w dodatku splot złego planowania, pecha, złych rzutów sprawił, że ponad połowę sesji zajęło bohaterom wykaraskanie się z problemów.
Tak jak rzekł Kamil. Nie brakowało patosu, etosu, a chaosu było w ch…olerę!
Ekipa zebrana w odludnym miejscu na cmentarzu (tym razem nie weszli do żadnej karczmy, a umiłowali sobie jedną z krypt jako bazę wypadową. Miejscowi pewnie już wierzą, że w grobowcu straszą bardzo głośne i swarliwe duchy). Do wieczora trwały plany, ale znów dał znać o sobie brak organizacji, kłótliwość i chaotyczność. Ostatecznie Kyllan i Haman zdecydowali się dokonać sabotażu (słowo kluczowe tej sesji, przez które w pewnym momencie połowa ekipy wraz ze mną nie zaliczyła zgonu z powodu uszkodzenia przepony
). Celem miał być spichlerz miejski. W jakiś sposób uszkodzenie tegoż i jego zawartości (ale nie spalenie, jak utrzymywał Kyllan) miało zamieszać w głowie wywiadowi Księżnej i sprawić, że wrodzy agenci zaczną myśleć, że cel BG jest zupełnie inny niż początkowo sądzili. Dream team, znany już z akcji sprzed dwu sesji, kiedy skończyło się karczemną awanturą i zrzeczeniem się dowództwa przez Usingena, wyruszył sam, bez konsultowania planów z resztą ekipy. Pozostali, choć wściekli zdecydowali się podążyć za naszymi gierojami.
Konkretnie za Kyllanem i Hamanem ruszył Ah’qua z Jorgulem. A dużo dalej za nimi (znów problem z komunikacją wśród graczy) Usingen i Konrad, eskortowani przez zwinną Mają, podążającą po dachach kamienic ponad kompanami.
Zapadł zmierzch, na ulicach zaroiło się od patroli. Mosty były obstawione, toteż Kyllan i Haman znaleźli przystań, ukradli jedną z łodzi i w ciszy przeprawili się przez rzekę. Krótko za nimi to samo chcieli zrobić Ah’qua i Jorgul. Ukradli łódź, wsiedli do niej i… nadszedł patrol, który dostrzegł łodkę na środku rzeki.
Wybuchł alarm, gwizdki, nawoływania, kolejne patrole zaczęły się zlatywać jak muchy do… cukru. Jeden z żołnierzy, dostrzegł osoby na łodzi i wystrzelił, potem kolejni. Ah;qua została raniona, lecz wraz z Jorgulem zdołała przewrócić na rzece łódź i się nią nakryć. Nie umiejąc pływać, bohaterowie dryfowali pod łodzią wraz z biegiem rzeki, wprost na most obsadzony przez żołnierzy. Wciąż ostrzliwani przez patrole. Część kul chybiła, część uszkodziła poważnie łódkę pozostałe raniły dotkliwie obu bohaterów.
Ostatecznie łódź uderzyła w przypory mostu. Tam bohaterowie chwycili się kamiennego filaru mostowego i, kryjąc się w ciemnościach (na szczęście był nów), puściła łodkę dalej. Po kolejnej salwie z muszkietów łodź zatonęła. Jednakże żołnierze, nie bardzo wierząc, że bohaterowie zginęli, zaczęli przeszukiwać teren wokół mostu. Ostatecznie Ah’quie i Jorgulowi udało się ukryć w lodowatej wodzie rzeki Darkwasser, lecz dopiero nad ranem wydostali się na brzeg i przemarznieci powrócili na swój ukochany cmentarz
. Kluczowy moment tych dramatycznych chwil: Ah’qua i Jorgul kryjacy się pod wodą, elfka przekazuje część swego powietrza, duszącemu się Jorgulowi – metodą morda-morda. So romantic!
W tym samym czasie, co Ah’qua i Jorgul zostali odkryci na łodzi, jeden z patroli wojaków hochlandzkich biegnący w kierunku rzeki wpadł wprost na Usingena i Konrada. Mai na dachu nie dostrzegł, choć to nie poprawiło znacząco sytuacji bohaterów. Konrad rzucił czar “Dźwięki” (odciągając dwu członków patrolu w inną stronę) a potem posłuchał rozkazu Usingena i uciekł. Dzielny kapitan stanął do walki z trzema pozostałymi żołnierzami patrolu. Niestety, został solidnie ranny (krytyczne trafienie w obojczyk) i choć ubił jednego z wojaków, to sam ledwo stał na nogach. Konrad, słysząc odgłosu walki zawrócił i wypalił do jednego z żołnierzy z pistoletu, a potem sam został poważnie ranny. Maja z dachu wystrzeliła z muszkietu, raniła żołnierza, a potem zeskoczyła i dobiła wroga. Niestety nadciągnęły kolejne patrole. Konrad co prawda zdołał uciec, lecz Maja i Usingen mieli większe problemy. Ciężko ranny kapitan, nie mógł oderwać się od pościgu. Maja mu pomagała, lecz wkrótce sama została krytycznie ranna. Nie będę opisywał emocjonującego pościgu, lecz bohaterowie w końcu dotarli na cmentarz wbrew żołnierzom hochlandzkim, rano i naprawdę zajebiście parszywym rzutom MG. Kluczowa scena: Usingen cichym, pełnym patosu głosem każe Mai uciekać, lecz ta zostaje. Snif, snif, całe kino płacze
.
Trzecia ekipa, Kyllan i Haman, obserwowali potyczkę Jorgula i Ah’quy na rzece, lecz ze względu na obfitość nie włączyli się do walki. Ostatecznie odskoczyli w stronę spichlerza, który okazał się być kompletnie niestrzeżony. Tam nie bardzo wiedząc, co mają zrobić (Jaro, chęć załadowania woza zbożem i pojechanie z nim ulicami miasta, w którym wszyscy was ścigają… Bezcenne
). Tu właśnie był moment, który zagroził, że pozostali gracze po prostu zdechną ze śmiechu. Po całej zadymie, w której Usingen i Maja zostali praktycznie zmasakrowani, a Ah’qua, Jorgul i Konrad ciężko ranni, nasi dwaj gieroje zostawili w końcu nietknięty spichlerz (niestety, nie zrealizowali propozycji bodaj Beci, by się przebrali za ogromne wołki zbożowe albo obszczali zboże
) i udali się najpierw na zwiady w stronę jednej z manufaktur broni, a potem do drukarni, w której uszkodzili prasę drukarską (to był drugi punkt wspaniałego SABOTAŻU, chodziło o to, by nie było jak wydrukować listów gończych z facjatami BG). Po tym wszystkim wrócili na cmentarz. Kluczowa scena: SPICHLERZ, SPICHLERZ, SPICHLERZ!
Tam z BG skontaktował się tajemniczy nieznajomy, który na poprzednich sesjach ochraniał ich i przekazywał informację. Ok. 40letni, żylasty mężczyzna ujawnił się jako agent samego Plauena (szefa SDIM), którego zadaniem była obserwacja BG i pomoc im, ale bez dekonspiracji. Rozkaz złamał, widząc w jak ciężkiej sytuacji są BG. W długiej rozmowie zaproponował konkretne działanie w celu przechwycenia rusznikarzy, przekazał info, że bretońscy agenci wjechali do Bergsburga i szukają BG (kolejna ekipa, która na nich poluje) oraz namawiał, by zajęli się tajemniczym Mannsohnem, bowiem facet zdecydowanie próbuje coś ugrać i w zasadzie nikt nie wie co, dla kogo i przede wszystkim po co. Przekazał im też, że Mannsohna widział nocą na Grossplatze.
W dzień po kilku zabiegach leczniczych, operacji na Usingenie oraz wyleczeniu Mai magicznym napojem BG za namową nowego sojusznika (agent Plauena po rozmowie opuścił BG, stwierdzając, ze woli działać po staremu) udali się na plac.
Dzień targowy, tłum ludzi, stragany. A na środku dwa szańce z worków z piaskeim, umieszczone na drewnianych, dość wysokich podestach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów. Miejsce wieczornego pojedynku rusznikarzy. BG rozrzucili się po placu i obserwowali.
Haman wypatrzył nawet Mannsohna, a Maja wykryła go zmysłem magicznym. Tamten chyba ich nie zauważył, wydawał się obserwować centrum placu, gdzie znajdowały się szańce. Poza tym Maja poczuła, że na piętrze sukiennic, gdzie ma miejsce zarząd Gildii Kupieckiej znajduje się druga istota magiczna.
Pozostali wyłowili z tłumu kilku agentów hochlandzkich, a Kyllan dostrzegł człowieka, którego kojarzyłz Middenheim. Szybko założył, ze to agent bretoński (skądinąd słusznie) i ruszyłw jego kierunku. Niestety agent dostrzedł Hamana i obrał go sobie za cel. Choć Kyllan ostrzegł rycerza, to ten jednak został raniony (wszystkie trzy dawki trucizny odparł, wrrrr!). Pościg za Bretończykiem skończył się zgoła nieprzewidywalnie dla Hamana. Został wciągniety w pułapkę, raniony z muszkietu. Huk ściągnął mu na głowę straż miejską, z którą musiał stoczyć walkę. Choć udało mu się uciec, to teraz on z kolei jest ciężko ranny. A Bretończycy uciekli, poza jednym. Haman, zwiewając przed strażą, natknął się na jego ciało z poderżniętym gardłem.
Uwagi:
1. Sesja krótka, w zasadzie mało się wydarzyło, z czego ponad połowa sesji poza główną linią fabularną. BG nie udało za bardzo się przejąć inicjatywy. Mało tego, niemal wszyscy zostali ciężko ranni. Trójka z nich, a może i czwórka otarła się o śmierć.
2. Znów jałowe dyskusje i brak sensownego działania, wrogowie łoją BG aż niemiło. Za to jest śmiesznie, zabawnie. Kurde, powinniśmy grać a “Toona”.
3. Usingen po operacji nie może działać przez 24 h, co znaczy, że następną sesję Grześ się ponudzi, chyba że przejmie NPCa (czekam na decyzję).
4. W pewnym momencie padła propozycja, by zwiewać z miasta i porzucić zadanie. Po raz pierwszy chyba w historii, chyba zmieniłem ostatnio graczom poziom trudności z “Normal” na “Very-wyjebany-Hard”, bo takiej reakcji się nie spodziewałem. I dobrze, lubię być zaskakiwany, a taka decyzja ze strony graczy w zasadzie zmieniłaby solidnie bieg mojej kampanii.
5. Tak czy inaczej przygoda kończy się na na następnej sesji. Wydaje mi się, że następna jest trudniejsza, będą jaja.
6. Kwintesencją sesji był SABOTAŻ. A wyszło jak w poniższym teledysku: w cholerę biegania, udawania twardziela, robienia męskich min i śmiechu otoczenia.








