15 sigmarzeita 2518, Middenheim, sztab Zgrupowania Północnego SDIM
Od próby zamachu na księcia von Bildhofena minęło zaledwie pięć dni. Mimo to w pokoju narad znajdowali się niemal wszyscy agenci z komórki 001. Poskładani do kupy przez medyków oraz czarodziejów z miejscowej gildii. Nawet Kyllan, któremu zgruchotana goleń nie dawała się już we znaki. Szczerze mówiąc, gdyby elf miał alergię na magię, to kilka dni temu powinien umrzeć z powodu wstrząsu anafilaktycznego. Nafaszerowany czarami i eliksirami mógł się cieszyć, że najprawdopodobniej nie będzie kulał, ale czy w przyszłości nie odbije się to w jakiś sposób na nim? Póki co Maja wykrywała go jako lekko magiczną istotę, choć nie to ją w tej chwili zajmowało, a kanclerz Wilhelm von Waldstein, który przechadzał się w te i z powrotem, nawet nie starając się ukryć zdenerwowania.
Podobnie porucznik von Usingen. Siedząc sztywno, z niewielką skórzaną teczką na kolanach zauważył, iż graf Middenheim, młody Gustava von Riddenbaum-Todbringer wciąż okręca wokół palca wielki pierścień z łbem białego wilka, azaliż jego oblicze pozostawało spokojne, niczym wykute z kamienia. Pełen spokój zachowywał jedynie pułkownik Sigsauer, nowy szef Departamentu Operacyjnego i zarazem prawa ręka Waldsteina. W pomieszczeniu był ktoś jeszcze. Niemłody, wyglądający na ponad pięćdziesiąt lat mężczyzna odziany prosto, w czarne szaty znamionujące raczej mieszczanina niż szlachcica. I faktycznie rzut oka na dłonie wystarczy, by stwierdzić, że nie nosił sygnetu szlacheckiego.
Alfred von Haman siedzący nieco z tyłu przekrzywił lekko głowę i zmrużył oczy, starając sobie przypomnieć, skąd zna obcego. Nagle olśniło go, toż to Sekretarz Cesarski Wolfgang Plauen, twórca wywiadu Imperium! Jakaż to sprawa mogła sprowadzić tutaj samego doradcę Cesarza?
Konrad Teub nie znał Plauena, ale nie był idiotą. Skoro ten człowiek znajdował się tutaj, to musiał być kimś znacznym i nie był ważny jego strój czy brak sygnetu. Dlatego uczeń czarodzieja siedział cicho, spokojnie i w skupieniu, czekając na początek odprawy. Kanclerz von Waldstein zmierzył każdego z agentów uważnym spojrzeniem, zatrzymując się jakby na dłużej przy Jorgulu. Wreszcie leciutko skinął głową. Na ten gest widać czekał pułkownik Sigsauer, bowiem wstał i rozpoczął tyradę:
- Panie, Panowie … – lekki ukłon w stronę Mai i Ah’quy mógł być w tym miejscu zbędną nonszalancją, ale pułkownikowi tylko przydało to autorytetu. – … to spotkanie wyjątkowe i wyjątkowo podkreślam, że żadne ze słów, które padnie w tym gabinecie nie może zeń wyjść. Raz jeszcze pragnę powinszować sukcesu w operacji skierowanej przeciw wrogim szpiegom. Kto wie, może daliście Imperium dodatkowych miesięcy? Kto wie, może przysłużycie się jeszcze bardziej naszej sprawie?
Pułkownik zawiesił głos, otaksował agentów, wreszcie sięgnął po jeden z rulonów papieru zaściełających wielki, dębowy stół i rozwinął go. Oczom zgromadzonych ukazał się wielki, dość skomplikowany plan budowli obronnej – zamku bądź fortecy. Napis szwabachą w lewym dolnym rogu głosił „Reikguard”:
- Zamek Reikguard, jedna z najpotężniejszych budowli obronnych dorzecza rzeki Reik. Nie bez kozery nosi swoją nazwę, blokując główny szlak rzeczny w środkowym biegu rzeki. Budowla wznosi się na wysokim klifie skalnym, górując blisko 300 metrów ponad otoczeniem. Prawdziwa straż Reiku. Podlega bezpośrednio Cesarzowi, a co za tym idzie ma doskonałą załogę, świetnie utrzymane umocnienia, ostatnio został otoczony od strony południowej, południowo-wschodniej i zachodniej łańcuchem rawelinów i bastei. Wedle założeń sztuki fortyfikacyjnej ma przetrzymać półroczne oblężenie i być w stanie powstrzymać szturmy wrażej armii, chyba że ta osiągnie przynajmniej dziesięciokrotną przewagę w piechocie i artylerii. Obsadę w chwili obecnej stanowi kompania halabardników z Pułku Pieszego Gwardii, mieszana kompania muszkietersko-pikinierska z 1 Regimentu Pieszego z Altdorfu, kompania straży zamkowej, dwa kornety jazdy z 1 Pułku Kawalerii Lekkiej oraz 4 baterie artylerii, w tym dwie ciężkie. Daje to łącznie niemal czterystu żołnierzy, w tym połowa doświadczonych, świetnie wyszkolonych żołnierzy, posiadających doświadczenie bojowe. Oprócz tego w promieniu 20 mil stacjonują dodatkowe dwa oddziały kawalerii i pułk pieszej Landwehry. Rzekę u podnóża zamku patrolują zazwyczaj trzy łodzie Straży Rzecznej, w tym jedna pełnomorska, z dziesiątką muszkieterów.
Maja wyraźnie ziewnęła, nużyły ją te szczegóły militarne. Dostrzegł to pułkownik, przerwał na chwilę i zawiesił wzrok na podkomendnej. Przez krótką chwilę milczał, wreszcie usiadł przy stole, odruchowo przygładził ręką plan zamku i rzekł:
- W tym zamku przebywał Wolfgang Holswig-Abenauer, następca tronu.
Kto nie znał historii Księcia Mutantów, który zabił ojca Heinricha X? W całym Starym Świecie opowiadano ją w różnych wersjach.
- W tym zamku przetrzymywany jest Kanclerz-Marszałek Marchii Ostermarkijskiej Klajan von Wolfenburg, skazany na śmierć za sprzeciwienie się rozkazom Cesarza. Wyrok będzie wykonany 25 sigmarzeita, w imię ugodowej polityki wobec Kislewu jeden ze zdolniejszych dowódców w Imperium położy głowę pod topór katowski.
Waldstein westchnął:
- Nie ukrywam, że to, o co chcę was prosić jest wyjątkowo niebezpieczne, że to sprzeciwienie się Cesarzowi, awantura mająca znamiona zdrady. Zapytam krótko, odbijecie z zamku Reikguard skazanego rozkazem cesarskim marszałka von Wolfenburga?
NO TO CZEKAM DZIELNI AGENCI NA ODPOWIEDŹ UDZIELONĄ WALDSTEINOWI I POZOSTAŁYM UCZESTNIKOM SPISKU.





