Zaiste, Seji wymyślił świetny temat na kolejny odcinek Karnawału. Jednakże ze względu na zainteresowania i wykształcenie trudno mi wskazać, która z konwencji szczególnie mi odpowiada, zwłaszcza w obrębie szeroko pojętej science fiction (speculative fiction?) A może inaczej. Trudno powiedzieć która jest najbardziej ulubiona w sposób absolutny. O wiele łatwiej natomiast potraktować problem diachronicznie i zastanowić się na światami, które bywały ulubionymi, odkąd rozpocząłem rolpejowanie.
Najwięcej gram w WFRP, ale dark fantasy (o ile WFRP nim w ogóle jest:)) nie należy do moich ulubionych odmian. Grałem też sporo w ZC, ale i tu trudno powiedzieć, bym był zakochany w plątaninie macek i weird fiction jako takiej. Z pewnością lubię cuberpunkowy świat z jego mrokiem rozświetlanym neonami i przepaściami społecznymi wielkości Kanionu w Colorado (to chyba jeszcze pozostałości po okresie, kiedy lewacy byli mi bliscy ;P), oldskulowymi wszczepami, ale i obecnymi trendami w rodzaju alternate reality, nanotechnologii czy grzebaniu w genomie. Cenię sobie także postapokalipsę, ale przemyślaną, a nie Neuroshimę z “Terminatorem”, “Mad Maxem”, “Czerwonym Świtem”, “Cieplarnią” Aldissa w jednym worku. Zarówno Twilight 2000 czy (od strony literackiej) “The Survivalist” Aherna mi odpowiada (wiem, mierna literatura:)) jak i metaforyczna dylogia Millera (“Kantyk” i “Dzikokonna”), świetna wizja Danaka w “Sotniach” lub spokojna opowieść McIntyre w “Wężu Snu”.
Ale i one nie są ulubione. Może kiedyś były. Gdyby jednak się przyjrzeć temu, co i jak prowadzę, jak kreuję świat i w jakie gówno wrzucam graczy, to szybko można by rzec, że mam swoją ukochaną konwencję.
KOCHAM WOJNĘ.
Poza SF i socjologią obkupuję się wszelkimi opracowaniami i monografiami dotyczącymi wszelakich konfliktów. Lubię wspomnienia szeregowców pokazujące okrucieństwo panujące podczas wojennej pożogi, jak i suche opracowania przedstawiające myśl wojenną i jej przemiany.
Kumpel, u którego kilkukrotnie grałem i z którym grałem (dotyczy to głównie PBF) powiedział kiedyś, że jakiej postaci bym nie stworzył i tak tworzę żołnierza. Mój detektyw w ZC to weteran Wielkiej Wojny. W jedynym neuroszimowym PBFie, jakim grałem, moja postać byłą rangerem z Posterunku. A w trzech przygodach na żywo w NS wcieliłem się w szlachcica z Apallachów podobnym do klasycznego oficera wojsk Konfederacji. Mógłbym tak długo wymieniać.
Jeszcze lepiej (gorzej?:) jest, kiedy staję się Mistrzem Gry. Nawet w Mouse Guard ostatnia przygoda kończyła się wielką bitwą w zamku Straży z armią łasic. Dobrze, że nie prowadziłem Teletubisiów, bo byłyby ubrane w moro. Lala zamiast torebki nosiłaby Barretta, a na ich brzuszkowych telewizorkach leciałby “Czas Apokalipsy” ( z obowiązkową “Jazdą Walkirii”!)
Moi biedni gracze muszą w WFRP walczyć z nawałą orczej inwazji, szykować się do walk partyzanckich z Bretończykami, opracowywać plany powstania w Carroburgu przeciw spodziewanym okupantom (sorry Grześ:))
Jak już zagrali “Wewnętrznego Wroga”, to zamiast jednej bitwy pod Wolfenburgiem, mieli dwie. Z czego druga całosesyjna, inspirowana w dużej mierze wspaniałym opisem (przypominającym filmy BBC o epizodach II WŚ) bitwy pod Brenną w cyklu wiedźmińskim Sapkowskiego.
W CP2020 w końcu wzięli udział w wojnie korporacyjnej, pilotowali szturmowe AVki (Jaro i jego słynne “budabudabuda!!!!” z działka rewolwerowego), przeprowadzali operacje specjalne w kompleksach nuklearnych czy nawet hakowali pociski manewrujące w locie (taaa, dawno tak gracze nie dopingowali swojego netrunnera:))
Jednostrzałówek (w tym PBF) trudno zliczyć. Zwiadowcy sowieccy w tajnym kompleksie rakietowym na Wolinie (świetna przygoda z MiMa), młodzi Amerykanie w Normandii, powstańcy warszawscy, polscy żołnierze w przygodzie na podstawie “Noteki 2015″, scenariusze do CP2020 w Wietnamie czy podczas Wojen Środkowoamerykańskich.
Gracze, którzy trafiają swoimi postaciami w wojskową maszynerię muszą się liczyć z tym, że na co dzień będą salutować, szorować latryny, szkolić się i innych czy wreszcie poznawać czym jest “czasoprzestrzeń” wedle wojskowych (“Kurwa! Kapralu, za szpadel i kopać stąd do wieczora!”)
Za to przynajmniej raz w tygodniu:
- bronią się rozpaczliwie na straconych pozycjach
- wprowadzają w życie termin “forlorn hope” (oddział wysłany na samobójczą misję)
- wzywają wsparcie artyleryjskie na swoją pozycję (viva “Pluton”!:))
- szarżują piesze czworoboki
- przeprowadzają setną z kolei operację z wykorzystaniem zielonej, czarnej czy innego koloru taktyki
- przedzierają się przez linie wroga.
Muszą przy tym zmierzyć się z rozmaitymi wyzwaniami:
- Dowodzić i rozkazywać (sorry Grzesiu! Again:))
- Słuchać rozkazów swojego męża (wielkie sorry Atka
- W ogóle słuchać rozkazów (sorry Maro
)
- Ewentualnie przejmować dowodzenie i opracowywać plany (sorry Madziu:))
- Działać zespołowo (sorry Damianie, wiem,że to dla takiego indywidualisty trudne
)
- Zgadzać się z moją wizją świata (sorry Kamil
)
- Czy stosować finezyjne plany, miast szturmować frontalnie (sorry Pablo:))
Co takiego kręci mnie w wojnie? Trudno dokonać takiego insightu w siebie, pisząc post na blog, ale prawdopodobnie to, w jaki sposób człowiek zachowuje się w sytuacjach ekstremalnych. To w jaki sposób wojna odciska swoje piętno na szaraczkach i wielkich, na małych osadach i całych państwach. I po prostu walka, bo kto nie lubi walki w RPG?
Zamieszczony w: Karnawał RPG, RPG | Otagowane: bitwa, karnawał RPG, konwencja, setting, wojna





Dzieki! Dodane.
Fajny wpis, zwłaszcza “wzywają wsparcie artyleryjskie na swoją pozycję (viva “Pluton”!:))” działa na wyobraźnie.
I tak jesteś wielki
@ behemot
Dzięki. To chyba już jakiś mem u nas. Jak gramy w cokolwiek, co ma odpowiednik artylerii (lotnictwo, śmigłowce, działa z brązu, katapulty, wsparcie orbitalne etc.), prawie zawsze dochodzi do sytuacji, w której któryś z graczy sugeruje powyższe działanie (choćby żartem:)).
Kurcze tez to lubię – aż wstyd się przyznać…
Aż sie chce zanucić wraz z Motorhead:
[...]
God on my side, and a gun in my hand,
Counting my days down to zero,
[...]
I wszystko jasne…
Powinno zostać dodane, że gracze szybko aklimatyzują powiedzonka w stylu SNAFU czy popolupo
@ Nimsarn
Dokładnie, choć ten tekst z Motorhead brzmi apokaliptycznie:)
@ Toho
Jasne: SNAFU, FAFU, FUBAR
Hehehe Mororhead apokaliptycznie?!
Nic dziwnego utwór dotyczy pierwszej wojny światowej (“1916″) i dla mnie w najlepszy sposób oddaje ducha tej wojny.
Zresztą każdą wojnę kojarzę z taką małą apokalipsą – w skali człowieka, jak i skali kraju.
Ale wojna, wojną, a dla oddania pełni tego o czym piszesz należałoby jeszcze zaśpiewać przebój Status Quo “You in the army now!”
rozkazy… rozkazy… ze co??!!
ale wsparcie z orbity to jest cos…!
No ba! Status quo też, ale cover w wykonaniu Laibacha też niesamowity
.
O I WŚ niewiele w sumie wiem. Ostatnio przeczytałem monografię o Passchendaele i mi wystarczy. Bagno, błoto, syf i śmierć. Nic dziwnego, że niewiele powstało RPG o I WŚ (w sumie czy jakiekolwiek powstało?)
Znam co najmniej jeden: The Great War do Wraitha. Bylo chyba tez cos do Zewu.
Do Zewu to wiem o pojedynczych przygodach, ale o całym suplemencie nie bardzo.
Pozdr
Z RPG o 1ej wojnie podobnie jak z grami na komputer . Bo niby jak – wybiegasz z okopu ,po 1m kroku – czapa
Po ilu chlopow przypadalo na jeden metr ziemi pod Verdun? 30?
Jak mowie, ze bylo do ZC, to bylo,. tylko pamiec nie ta (a i nie chcialo sie googlac).
http://index.rpg.net/display-entry.phtml?mainid=3021
No dobra, było
. Twoje kung-fu okazało się lepsze
[...] Karnawał RPG odc. 4 – ulubiona konwencja « Lisia nora [...]