Posty otagowane ‘bergsburg

03
cze
09

Flash in the pan – cz. 5 ostatnia

No i skończyło się. Tak jak przewidywałem, przygodę zakończyliśmy, a teraz BG muszą przedostać się z powrotem do Middenheim z armią i agenturą hochlandzką na karkach. Ale po kolei.

MG: Ja

Gracze:
Madzia
– Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Beatka - Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka.
Grześ - kapitan von Usingen, dzielny dowódca.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Pablo - Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil – Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Rozpoczynamy sesję dość punktualnie.  Chociaż umówiliśmy się na 17.30, to standardowo o 18.00 przedstawiam sytuację bohaterów i moment zawieszenia akcji tydzień wcześniej.

Jest koło 11.00, 31 plguzeit, dzień pojedynku rusznikarzy. Bohaterowie przebywają w rejonie Grossplatze. Każdy gdzie indziej. Większość obserwuje kamienice, obstawę szańców, na których ma się odbyć pojedynek. Kyllan przemyka na tyły budynku gildii kupieckiej,na piętrze której Maja na poprzedniej sesji wykryła jakąś istotę magiczną. Po drodze widzi trupa agenta bretońskiego z poderżniętym gardłem, otoczonego przez Hochlandczyków (robota Mannsohna). W zaułkach chowa się Haman, który po starciu z Bretończykiem, Burgwachte oraz udanej ucieczce opatruje rany. Wyjątkiem jest nieprzytomny Usingen, przebywający wciąż w kryjówce na cmentarzu.

11.00-12.00

Początkowo każdy z BG działa na własną rękę:

1. Konrad z Mają udają się do niziołka-pasera, kontaktu Konrada, którego już odwiedził dzień wcześniej. Kupuje u niego kolejny eliksir leczenia ran (dobry rzut na przekonywania) i stara się zdobyć informacje na temat korytarzy, przejść, kanałów etc. ukrytych pod Grossplatze. Na próżno.

2. Haman zdobywa jakieś łachy i, udając żebraka, próbuje obserwować Grossplatze. Dostrzeżony przez Burgwachte i wojskowych, ucieka.

3. Kyllan wspina się na dach jednej z kamienic pomiędzy gildią kupiecką a DrakWasser i obserwuje okolice. Sprawdza pozycje strzelców hochlandzkich oraz zauważa, że w stercie śmieci na tyłach budynku gildii kupieckiej ktoś niedokładnie ukrył trupa.

4. Jorgul udaje się do sklepu “Kitajski Czarodziej” na Grossplatze (z kasą od Konrada), gdzie wyjątkowo sugestywnie udaje przygłupiego służącego pewnego arystokraty. Zakupuje eliksir leczenia ran (taaa, BG nagle odkryli, że dobrze mieć coś, co ich szybko na nogi postawi :) ).

5. Ah’qua obserwuje Grossplatze.

Mija około godzina. BG dość składnie realizują swoje zamierzenia. Nie ma poważniejszych wsyp, jest wreszcie jakaś niepisana współpraca.

12.00-13.00

1. Konrad z Mają idą na tyły gildii kupieckiej. Chcą sprawdzić, co kryje się na piętrze budynku gildii. Na tyłach jest już Kyllan chcący sprawdzić trupa w stercie odpadków. Cała trójka bada ciało. To jeden z czeladników młodszego rusznikarza – Gnuessinda. Co ciekawe, ma przeciętą tętnicę na szyi i jest kompletnie pozbawione krwi.

Maja wspina się po tylnej ścianie budynku gildii i z dachu zeskakuje ukradkiem na taras, by od jego strony wejść do pomieszczenia, gdzie znajduje się tajemnicza istota. Słyszy dziwne dźwięki dobywające się ze środki, zgrzyty przekładni, rumor, hurkot wielkich kół. Decyduje się wejść i sprawdzić, z kim ma do czynienia (ewidnenty przypadek uporczywego i namolnego drażnienia Ponurego :) ). Konrad rzuca po raz kolejny “Dźwięki”, zagłuszając dźwięk zbitej przez Maję szyby. Kotołaczka włazi do pomieszczenia i widzi jakiś masywny, wysoki na 3-4 metry kształt ukryty pod brezentem. Podchodzi bliżej, odsłania lekko brezent. Tego już za dużo dla wkurzanego przez Maję Ponurego Żniwiarza. Spod brezentu wyjeżdża dziwnacza, pokruta symbolami Tzeentcha, ożywiona armata (sic!). Swobodna wariacja na temat bitewniakowego Hellcannona. Maja zostaje najpierw rozjechana, potem obrywa ognistym pociskiem i już podpalona wypada przez okno na ubitą ziemię Grossplatze.

A za nią bluźniercza armata i rozpoczyna się pokazowy siwy dym, ewakuacja Sajgonu i podpalenie Reichstagu. Armata szaleje, miota pociski po Grossplatze, kolejne kamienice stają w płomieniach, ludzie wpadają w panikę, część żołnierzy strzela. Gdzieś na ziemi dopala się Maja, do której już biegnie Konrad z eliksirem. Kyllan strzela do tworu Chaosu. Walka trwa kilka minut i choć kilkanaście budynków płonie, to nie ma zbyt wielu zabitych. Armata ewidentnie stara się podpalić miasto, jakby mimochodem walcząc z żołnierzami i BG. Wreszcie dziwaczna istota zostaje pokonana, a chwilę później niestabilność sprawia, że znika. BG, ranni (zwłaszcza Majka po krytyku, żywa dzięki elikisirowi Konrada) uciekają w stronę swojej kryjówki na cmenatarzu.

2. W tym czasie Ah’qua i Jorgul udają się cmentarz. Haman również decyduje się wrócić, dostrzega przy tym Mannsohna, który idzie w kierunku cmentarza, toteż śledzi go. O dziwo skutecznie. Cała czwórka spotyka się w krypcie, gdzie ukryto nieprzytomnego Usingena. Mannsohn oferuje, ze odda żywych rusznikarzy, jeśłi BG zsabotują, podpalą etc. jedną z manufaktur. BG pozornie się godzą na to. Tajemniczy mężczyzna wychodzi. Jorgul podaje napój Usingenowi, stawiając go na nogi. Ah’qua idzie za Mannsohnem (uparli się z tym śledzeniem gościa :) ). W połowie dorgi na plac widzi eksplozję i płomienie nad gildią (tak, to właśnie zadyma z armatą opisana powyżej). Mannsohn zatrzymuje się i zaczyna się śmiać do rozpuku. Potem podchodzi do Ah’quy i ostrzefa, ze następnym razem ją zabije. Następnie odchodzi.

Usingen z Hamanem i Jorgulem pędzą z cmentarza w kierunku placu. Całą ekipa spotyka się nei na placu, lecz w oklicach mostu Św. Skuldy i kryje w jakiejść szopie na terenie dzielnicy Heilmsberg.

13.00-18.00

Ekipa  w komplecie, wszyscy na nogach, choć w zaasadzie nie ma postaci z pełną żywotnością. Żw waha się w zależności od postaci od 1-6, czyli bohaterowie są poranieni i zwyczajnie zmęczeni trwajacą od trzech dni akcją. Do dowodzenia powraca Usingen. Dysksuja choć przedłużająca się prowadzi ostatecznie do pewnych ustaleń. BG mimo wszystko stawiają na bezpośredni szturm na manufakturę, by wygarnąć przynajmniej jednego z rusznikarzy. Szanse nie są zbyt wielkie, ale alternatywą jest wieczorny pojedynek, który mimo pożaru na Grossplatze (ugaszono go po ok. 1-2 h), ma się odbyć koło 20.00-21.00. Tu ewidentnie widać, jak napięta zrobiła się sytuacja dla bohaterów.

Ostatecznie ok. 15.00 BG wysyłają jakiegoś szybko zrekrutoanego chłopaka na posyłki z listem do Gnuessinda. Chłopak wraca z informacją, że przecież spotkanie miało być o 15.00 (gracze, zapomnieli, że przy poprzednim spotkaniu umówili się się z Gnuessindem). Mimo to dochodzi do spotkania z czeladnikiem Gnuessinda ok. 18.00.

Czeladnik w imieniu odrzuca plan BG, a w zasadzie go wyśmiewa. Usingen próbuje zastraszyć czeladnika, mówiąc, że Mannsohn zabije Gnuessinda oraz opowieścią o bluźnierczej armacie i śmierci jednego z czeladników Gnuessinda. Pomocnik Gnuessinda nadal kpi z BG, co wyprowadza z równowagi Hamana. Rycerz Białego Wilka wyprowadza cios łokciem w grdykę, potem pięścią w twarz. Czeladnik pada jak ścięty ze zmasakrowaną twarzą, próbując spazmatycznie złapać powietrze. Wściekły Usingen rozbraja Hamana.

Jorgul przypada do rannego i szybko go reanimuje. Udany test umiejętności medycznych stabilizuje rannego, ale jest pewne, ze jeśli BG czegoś nie zrobią, to pozostanie on nieprzytomny przez następne kilka godzin.

Na szczęście Jorgulowi udało się przywrócić do przytomności okaleczonego czeladnika. Co prawda mówić nie bardzo mógł (szkodzona krtań) i z trudem kontaktował, ale BG starali się wyciągnąć od niego informacje, zadając odpowiednie pytania. Przypominało to zabawę w “20 pytań”, bo tylepozwoliłem graczom zadać, nim NPC znów odpłynie.

BG udało się dowiedzieć, dlaczego czeladnik tak traktował BG. Oto Gnuessind przyjął pomoc od Mannsohna! Początkowo bohaterowie bliscy byli szturmu na manufakturę i porwania młodszego rusznikarza. Jednakże słabość ekipy zastopowała te zapędy. Ostatecznie sprokurowano list, w którym wyjaśniono Gnuessindowi, co zamierza Mannsohn i Ah’qua wystrzeliła strzałę z listem prosto w okno rusznikarza.

Zabieg okazał się skuteczny (Gnuessind zawalił test Op) i rusznikarz uciekł z manufaktury, by spotkać się z BG. Tam po krótkiej rozmowie  zdecydował się uciec z miasta. Przy okazji BG dowiedzieli się, że zapłatą za pomoc ze strony Mannsohna miał być jeden z czeladników (ów zamordowany, którego krew posłużyła do przywołania demonicznej armaty) oraz 2 cetnary prochu. Jak BG założyli, skądinąd słusznie, proch umieszczono między workami z piaskiem na szańcach, by podczas pojedynku wysadzić rusznikarzy.

Drugie założenie BG, też słuszne, Mannsohn też dogadał się z drugim rusznikarzem, Trabendem.

18.00-19.00

BG ukrywając się przed patrolami doatarli do ujścia Darkwasser z Bergsburga i na prowizorycznych środkach przeprawowych zwiali rzeką z miasta.

Plan mają następujący: Przedrzeć się nie traktem, lecz lasem w stronę granicy z Middenheim, bowiem na traktcie jest w cholerę kawalerzystów hochlandzkich etc. (to już informacja od tajmeniczego agenta, anioła stróża, który pod koniec sesji ponownie się ujawnił i przekazał kilka informacji BG).

Na tym skończyliśmy przygodę i sesję. Rozdałem PD. Następnym razem bohaterska przeprawa przez gęsty bór hochlandzki. W roli głównej nasi dzielni agenci oraz zwierzoludzie, mutanci i pościg Hochlandczyków :) .

Uwagi:

1. Sesja pięciogodzinna, pełna wydarzeń, działań BG, ale niemal bez walki (tylko epizod z armatą), co chyba nie było problemem?

2. Mimo wszystko BG udało się wyjść obronną ręką z zamieszania. Jednakże Mannsohn, tajemniczy agent Tzeentcha też osiągnął swoje. Za pożar w Bergsburgu z pewnością spadnie odpowiedzialnosć na agentów Cesarza, co tylko pogorszy relacje Księżnej Talabheim z resztą Imperium, a poprawi z Bretonią. Oto Imperium hoduje żmije na swym łonie :) .

3. Nie mogę wyczaić Twoich zagrań Pablo. Po cholerę okaleczyłeś tego czeladnika. Gdyby nie test Jorgula, to by była dupa, bo co byście zrobili bez informacji? Szturm skazany na ofiary po Waszej stronie?

4. Przygoda kosztowna: 2 punkty przeznaczenia, 3 krytyki, kupa kasy wydana na eliksiry leczące, utracony drogocenny koń Jorgula. Przynajmniej dwukrotnie BG byli bliscy zejścia.

5. Jakoś na poprzedniej sesji Usingen chciał, by się wycofać z Bergsburga i przerwać zadanie. Teraz mogę podać konsekwencje tego. W Middenheim SDIM nie łapie kreta, bo ten przestaje nadawać informacje o zadaniu (wszak komórka graczy przestaje działać). Nieodkrycie w tej chwili kreta, to katastrofa. Dlaczego? Dowiecie się, gdy dotrzecie do Middenheim.

01
cze
09

Zbliża się finał – trailer do sesji

Kolejny wstępniak do następnej sesji. Oto jak widzą działania bohaterów ich przeciwnicy.

A jako bonus obrazek mojej córki, z moim niewielkim komentarzem. To kolejny hołd dla utraconego przez Jorgula pełnokrwistego araba Fugla. Konia, który był wiernym i lojalnym przyjacielem i tego samego oczekiwał od Jorgula. Na próżno :) .

Konik dla Jorgula

Konik dla Jorgula

Bergsburg, 31 pflugzeita 2518, popołudnie

W mieście znów wrzało. Choć zakaz zbiegowisk, zaordynowany przez grafa von Kessela wraz z edyktem o godzinie policyjnej, od biedy był realizowany, to Grossplatze wydawał się być zatłoczony. Na każdej z uliczek wychodzących z największego placu w Bergsburgu stał mieszany patrol wojska i Burgwachte. Kilka dodatkowych strażników snuło się z pozoru bez celu po samym placu. Wokół obu szańców, przy których dziś wieczorem potoczy się pojedynek nie widać było żywej duszy. Zwykli mieszkańcy nawet nie próbowali się tam zbliżyć.

Tymczasem Jochen von Dyviken, szef wywiadu Talabheim czytał jeden raport za drugim: o dotarciu Bretończyków z Czarnej Komnaty do miasta, o próbie zbliżenia się do szańców na Grossplatze i wreszcie o zadymie przy moście świętej Skuldy, gdzie zastrzelono dwu agentów Służby. To go szczególnie zainteresowało:

- Szkoda. – Mruknął pod nosem. Mimo wszystko darzył szacunkiem desperatów Plauena. Przecież Altdorf już musiał wiedzieć, że ktoś szpieguje dla Talabheim! Przejrzał raz jeszcze raporty z bezowocnych poszukiwań ciał w wodach Drakwasser, a potem sięgnął po kolejne. Ktoś zniszczył prasę drukarską w zakładzie Treufelda, Dyviken nie wierzył w zbiegi okoliczności, ani bezsensowne akty wandalizmu. Zaraz, zaraz! Raz jeszcze przejrzał raporty:

- Dietmar!

Przyboczny Dyvikena zjawił się niczym duch. Cicho i szybko.

- Dietmar, dawaj namiary na cesarskich, gdzie ich widziano?!

Dietmar doskonale znał swego szefa i przyjaciela, więc bez pytania zaczął podawać ulice, knajpy, placyki, domy, przy których widziano tego czy owego agenta Służby.

- Czerwony Leopard, Gospoda Pod Bykiem, Czerwony Lew, Antałek… – Dietmar wyliczał powoli, cedząc cicho słowa.

- W porządku, to knajpy. Tam ich widziano. Popatrz, to ma jakiś porządek. Schodzą od Rolandsbrucke do Helmsbergu, coraz bardziej na południe!

Dietmar przyjrzał się planowi miasta:

- Jochen, moi agenci stracili dokładny trop wczoraj. Choć cesarscy wynajęli pokoje w bez mała wszystkich karczmach, to w żadnej ich nie widziano ostatnio. Ślepy trop.

Von Dyviken żachnął się zniecierpliwiony:

- Gówno tam ślepy! Patrz dokładnie, patrz na ulice, gdzie ich widziano! Dwójkę patrol zobaczył na Drakwasser, nieopodal biura Zarządcy Portu. Kolejny patrol wpadł na inną grupę, zdaje się trzyosobową, z Usingenem, kotołaczką i tym gówniarzem od Teubów. I gdzie wpadł, no gdzie?!

Dietmar przyjrzał się uważnie:

- No na południe od Martial Platz.

- Dokładnie, chłopie, dokładnie! Nie znaleźliśmy wtedy tylko elfa i Hamana, ale pomyśl! Rozdzielili się na grupy, na dwie wpadliśmy, a trzecia? Ktoś się włamał do spichlerza, a jakieś dwie godziny później zniszczył pracownię drukarską Treufelda. Oni się przedarli przez rzekę, a potem jakoś wrócili na zachodni brzeg. Trudno nie było, skoro większość patroli siedziało wokół mostu Skuldy. A co z Usingenem i pozostałymi?! Dietmar, masz coś między uszami?

- Był pościg, poharatali nam jednego chłopaka z muszkieterów, dwu prawie zabili, potem uciekli Jacobstrasse. Dzieciaka zgubiliśmy, ale Usingen jest ciężko ranny, dziewczyna go chroniła. Potem sama dostała z muszkietu. Prawie ich dorwaliśmy, ale przedostali się przez jedną z kamienic na południe, na Ruhigerstrasse, przecięli ulicę i jakoś tam ich zgubiliśmy… Na Sigmara!

Dyviken pokiwał głową:

- Operują z zachodniego brzegu, zaszyli się w miejscu, do którego nikt nie zagląda, prawdopodobnie w dzielnicy Helmsberg lub Beilheim. Sądzę, że ktoś tam jest ranny i to poważnie. Obstaw medyków i świątynię Shallyi, czarodziej cesarskich zna chyba tylko jeden czar i nie jest to „Leczenie”. Zorganizuj kilka silnych, dobrze uzbrojonych i wzajemnie się ubezpieczających grup poszukiwawczych. Niech przeczeszą te dzielnice, szukają opuszczonych domów, magazynów, ruin. Miejsc, gdzie zwykli ludzie rzadko bywają. Szybko, nie mamy wiele czasu! Coś tam z ich rzeczy znaleźliśmy przy koniach? Tak? To weź psy. Znajdź cesarskich, zanim wszystkie zasługi zbiorą Bretończycy.

Zastępca Dyvikena pokiwał głową:

- Szefie, jeszcze jedno. Mannsohn nadal mąci. Jeden z naszych obserwatorów widział dziś, jak skurwiel zarżnął chłopaka z Gisoreux. Trzy, cztery godziny temu, kiedy nasi ścigali jednego z cesarskich na Grossplatze.

Dyviken zasępił się:

- Trudno, wszystkiego nie damy rady załatwić teraz. Pilnować rusznikarzy, nim któremuś odbije i spróbuje zdradzić. Nadal nie wierzę, że Trabend współpracuje ze Służbą, ale to już sprawdzą śledczy.

27
maj
09

Flash in the Pan – cz. 4

Etos, Patos, Chaos – nasza św. Trójca.

                       Kamil                                        

                                       

Ciąg dalszy zmagać dzielnych agentów Imperium z Hochlandczykami, Bretońćzykami i innymi nienazwanymi zagrożeniami, których nie brakuje w Bergsburgu.

Na sesję przybyła pełna ekipa, choć zaczęliśmy dość późno z różnych przyczyn, głównie z takiego, że Grześ uczył się w szkole oddychania (nauczysz się w końcu?:)). Graliśmy ok. 4 h, z czego na oko trzy efektywnie. Sesja więc dość krótka, w dodatku splot złego planowania, pecha, złych rzutów sprawił, że ponad połowę sesji zajęło bohaterom wykaraskanie się z problemów.

Tak jak rzekł Kamil. Nie brakowało patosu, etosu, a chaosu było w ch…olerę!

Ekipa zebrana w odludnym miejscu na cmentarzu (tym razem nie weszli do żadnej karczmy, a umiłowali sobie jedną z krypt jako bazę wypadową. Miejscowi pewnie już wierzą, że w grobowcu straszą bardzo głośne i swarliwe duchy). Do wieczora trwały plany, ale znów dał znać o sobie brak organizacji, kłótliwość i chaotyczność. Ostatecznie Kyllan i Haman zdecydowali się dokonać sabotażu (słowo kluczowe tej sesji, przez które w pewnym momencie połowa ekipy wraz ze mną nie zaliczyła zgonu z powodu uszkodzenia przepony :D ). Celem miał być spichlerz miejski. W jakiś sposób uszkodzenie tegoż i jego zawartości (ale nie spalenie, jak utrzymywał Kyllan) miało zamieszać w głowie wywiadowi Księżnej i sprawić, że wrodzy agenci zaczną myśleć, że cel BG jest zupełnie inny niż początkowo sądzili. Dream team, znany już z akcji sprzed dwu sesji, kiedy skończyło się karczemną awanturą i zrzeczeniem się dowództwa przez Usingena, wyruszył sam, bez konsultowania planów z resztą ekipy. Pozostali, choć wściekli zdecydowali się podążyć za naszymi gierojami. 

Konkretnie za Kyllanem i Hamanem ruszył Ah’qua z Jorgulem. A dużo dalej za nimi (znów problem z komunikacją wśród graczy) Usingen i Konrad, eskortowani przez zwinną Mają, podążającą po dachach kamienic ponad kompanami.

Zapadł zmierzch, na ulicach zaroiło się od patroli. Mosty były obstawione, toteż Kyllan i Haman znaleźli przystań, ukradli jedną z łodzi i w ciszy przeprawili się przez rzekę. Krótko za nimi to samo chcieli zrobić Ah’qua i Jorgul. Ukradli łódź, wsiedli do niej i… nadszedł patrol, który dostrzegł łodkę na środku rzeki.

Wybuchł alarm, gwizdki, nawoływania, kolejne patrole zaczęły się zlatywać jak muchy do… cukru. Jeden z żołnierzy, dostrzegł osoby na łodzi i wystrzelił, potem kolejni. Ah;qua została raniona, lecz wraz z Jorgulem zdołała przewrócić na rzece łódź i się nią nakryć. Nie umiejąc pływać, bohaterowie dryfowali pod łodzią wraz z biegiem rzeki, wprost na most obsadzony przez żołnierzy. Wciąż ostrzliwani przez patrole. Część kul chybiła, część uszkodziła poważnie łódkę pozostałe raniły dotkliwie obu bohaterów. 

Ostatecznie łódź uderzyła w przypory mostu. Tam bohaterowie chwycili się kamiennego filaru mostowego i, kryjąc się w ciemnościach (na szczęście był nów), puściła łodkę dalej. Po kolejnej salwie z muszkietów łodź zatonęła. Jednakże żołnierze, nie bardzo wierząc, że bohaterowie zginęli, zaczęli przeszukiwać teren wokół mostu. Ostatecznie Ah’quie i Jorgulowi udało się ukryć w lodowatej wodzie rzeki Darkwasser, lecz dopiero nad ranem wydostali się na brzeg i przemarznieci powrócili na swój ukochany cmentarz :) . Kluczowy moment tych dramatycznych chwil: Ah’qua i Jorgul kryjacy się pod wodą, elfka przekazuje część swego powietrza, duszącemu się Jorgulowi – metodą morda-morda. So romantic! 

W tym samym czasie, co Ah’qua i Jorgul zostali odkryci na łodzi, jeden z patroli wojaków hochlandzkich biegnący w kierunku rzeki wpadł wprost na Usingena i Konrada. Mai na dachu nie dostrzegł, choć to nie poprawiło znacząco sytuacji bohaterów. Konrad rzucił czar “Dźwięki” (odciągając dwu członków patrolu w inną stronę) a potem posłuchał rozkazu Usingena i uciekł. Dzielny kapitan stanął do walki z trzema pozostałymi żołnierzami patrolu.  Niestety, został solidnie ranny (krytyczne trafienie w obojczyk) i choć ubił jednego z wojaków, to sam ledwo stał na nogach. Konrad, słysząc odgłosu walki zawrócił i wypalił do jednego z żołnierzy z pistoletu, a potem sam został poważnie ranny. Maja z dachu wystrzeliła z muszkietu, raniła żołnierza, a potem zeskoczyła i dobiła wroga. Niestety nadciągnęły kolejne patrole. Konrad co prawda zdołał uciec, lecz Maja i Usingen mieli większe problemy. Ciężko ranny kapitan, nie mógł oderwać się od pościgu. Maja mu pomagała, lecz wkrótce sama została krytycznie ranna. Nie będę opisywał emocjonującego pościgu, lecz bohaterowie w końcu dotarli na cmentarz wbrew żołnierzom hochlandzkim, rano i naprawdę zajebiście parszywym rzutom MG. Kluczowa scena: Usingen cichym, pełnym patosu głosem każe Mai uciekać, lecz ta zostaje. Snif, snif, całe kino płacze :)

Trzecia ekipa, Kyllan i Haman, obserwowali potyczkę Jorgula i Ah’quy na rzece, lecz ze względu na obfitość nie włączyli się do walki. Ostatecznie odskoczyli w stronę spichlerza, który okazał się być kompletnie niestrzeżony. Tam nie bardzo wiedząc, co mają zrobić (Jaro, chęć załadowania woza zbożem i pojechanie z nim ulicami miasta, w którym wszyscy was ścigają… Bezcenne :D ). Tu właśnie był moment, który zagroził, że pozostali gracze po prostu zdechną ze śmiechu. Po całej zadymie, w której Usingen i Maja zostali praktycznie zmasakrowani, a Ah’qua, Jorgul i Konrad ciężko ranni, nasi dwaj gieroje zostawili w końcu nietknięty spichlerz (niestety, nie zrealizowali propozycji bodaj Beci, by się przebrali za ogromne wołki zbożowe albo obszczali zboże :) ) i udali się najpierw na zwiady w stronę jednej z manufaktur broni, a potem do drukarni, w której uszkodzili prasę drukarską (to był drugi punkt wspaniałego SABOTAŻU, chodziło o to, by nie było jak wydrukować listów gończych z facjatami BG). Po tym wszystkim wrócili na cmentarz. Kluczowa scena: SPICHLERZ, SPICHLERZ, SPICHLERZ! 

Tam z BG skontaktował się tajemniczy nieznajomy, który na poprzednich sesjach ochraniał ich i przekazywał informację. Ok. 40letni, żylasty mężczyzna ujawnił się jako agent samego Plauena (szefa SDIM), którego zadaniem była obserwacja BG i pomoc im, ale bez dekonspiracji. Rozkaz złamał, widząc w jak ciężkiej sytuacji są BG. W długiej rozmowie zaproponował konkretne działanie w celu przechwycenia rusznikarzy, przekazał info, że bretońscy agenci wjechali do Bergsburga i szukają BG (kolejna ekipa, która na nich poluje) oraz namawiał, by zajęli się tajemniczym Mannsohnem, bowiem facet zdecydowanie próbuje coś ugrać i w zasadzie nikt nie wie co, dla kogo i przede wszystkim po co. Przekazał im też, że Mannsohna widział nocą na Grossplatze.

W dzień po kilku zabiegach leczniczych, operacji na Usingenie oraz wyleczeniu Mai magicznym napojem BG za namową nowego sojusznika (agent Plauena po rozmowie opuścił BG, stwierdzając, ze woli działać po staremu) udali się na plac.  

Dzień targowy, tłum ludzi, stragany. A na środku dwa szańce z worków z piaskeim, umieszczone na drewnianych, dość wysokich podestach oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów. Miejsce wieczornego pojedynku rusznikarzy. BG rozrzucili się po placu i obserwowali. 

Haman wypatrzył nawet Mannsohna, a Maja wykryła go zmysłem magicznym. Tamten chyba ich nie zauważył, wydawał się obserwować centrum placu, gdzie znajdowały się szańce. Poza tym Maja poczuła, że na piętrze sukiennic, gdzie ma miejsce zarząd Gildii Kupieckiej znajduje się druga istota magiczna. 

Pozostali wyłowili z tłumu kilku agentów hochlandzkich, a Kyllan dostrzegł człowieka, którego kojarzyłz Middenheim. Szybko założył, ze to agent bretoński (skądinąd słusznie) i ruszyłw  jego kierunku. Niestety agent dostrzedł Hamana i obrał go sobie za cel. Choć Kyllan ostrzegł rycerza, to ten jednak został raniony (wszystkie trzy dawki trucizny odparł, wrrrr!). Pościg za Bretończykiem skończył się zgoła nieprzewidywalnie dla Hamana. Został wciągniety w pułapkę, raniony z muszkietu. Huk ściągnął mu na głowę straż miejską, z którą musiał stoczyć walkę. Choć udało mu się uciec, to teraz on z kolei jest ciężko ranny.  A Bretończycy uciekli, poza jednym. Haman, zwiewając przed strażą, natknął się na jego ciało z poderżniętym gardłem.

 

Uwagi:

1. Sesja krótka, w zasadzie mało się wydarzyło, z czego ponad połowa sesji poza główną linią fabularną. BG nie udało za bardzo się przejąć inicjatywy. Mało tego, niemal wszyscy zostali ciężko ranni. Trójka  z nich, a może i czwórka otarła się o śmierć. 

2. Znów jałowe dyskusje i brak sensownego działania, wrogowie łoją BG aż niemiło. Za to jest śmiesznie, zabawnie. Kurde, powinniśmy grać a “Toona”. 

3. Usingen po operacji nie może działać przez 24 h, co znaczy, że następną sesję Grześ się ponudzi, chyba że przejmie NPCa (czekam na decyzję). 

4. W pewnym momencie padła propozycja, by zwiewać z miasta i porzucić zadanie. Po raz pierwszy chyba w historii, chyba zmieniłem ostatnio graczom poziom trudności z “Normal” na “Very-wyjebany-Hard”, bo takiej reakcji się nie spodziewałem. I dobrze, lubię być zaskakiwany, a taka decyzja ze strony graczy w zasadzie zmieniłaby solidnie bieg mojej kampanii.

5. Tak czy inaczej przygoda kończy się na na następnej sesji. Wydaje mi się, że następna jest trudniejsza, będą jaja. 

6. Kwintesencją sesji był SABOTAŻ. A wyszło jak w poniższym teledysku: w cholerę biegania, udawania twardziela, robienia męskich min i śmiechu otoczenia.

 

20
maj
09

Flash in the Pan – cz. 3

MG: Ja

Gracze:
Madzia
 – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Beatka - Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka.
Grześ - kapitan von Usingen, dzielny dowódca.
Jaro - Kyllan Thaured, elfi weteran.
Pablo - Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka.
Damian - Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil - Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Sesja rozpoczęła się w momencie, na którym ostatnio skończyliśmy. Tym razem graliśmy bez gracza odgrywającego Hamana (rycerza Białego Wilka i zarazem najpotężniejszego wojownika w ekipie). Bohaterowie zebrali się w karczmie „Zielone Skrzypki”, z rekonesansu właśnie wróciły Ah’qua i Maja, toteż wszyscy dowiedzieli się o akcji wywiadu Księżnej Talabheim w gospodzie „Pod Bykiem”. Tutaj pozwolę sobie na dygresję. Po ostatniej karczemnej awanturze oraz dość niewielkich efektach działań BG, gracze dyskutowali na blogu. Jak się okazało jakiś efekt z tego było, skoro tym razem (mimo przynajmniej jednego błędu) udało im się solidnie napocząć przeciwnika jak i zbliżyć do wykonania zadania.

Dyskusja, tym razem dość krótka, zakończyła się konkretnymi decyzjami:

  1. Konrad Teub zdecydował się podążyć za karawaną Terbów, która właśnie wjechała do Bergsburga (to ta sama karawana, którą przygotował Konrad i która miała odwrócić uwagę „kreta” od BG) a następnie spotkać się ze swoim kontaktem w Bergsburgu, niziołkiem-paserem Guntherem Feuerbachem. Za Konradem miał ruszyć Kyllan, by eskortować nowicjusza (wciąż świeża postać, uczeń czarodzieja z trzema słabymi czarami i z jednym rozwinięciem). U pasera Konrad chciał opłacić alternatywną drogę ucieczki z miasta, jakby sytuacja stała się krytyczna.
  2. Ah’qua miała ruszyć na drugą stronę rzeki do manufaktury Gnuessinda i sprawdzić jej zabezpieczenie.
  3. To samo miała zrobić Maja, ale pod postacią kota i w manufakturze Trabenda.
  4. Jorgul wraz z Usingenem (który nadal nie zamierza dowodzić komórką i robi w ekipie za zgryźliwego krytyka :) ) zdecydowali się ruszyć po karczmach i w każdej z nich wynająć pokój na wypadek, gdyby trzeba się było szybko ewakuować oraz przysporzyć roboty węszącym agentom hochlandzkim.
  5. Haman ueNPeCowiony pozostał w „Zielonych Skrzypkach”.

 

Ustalanie planu przeniesienia zakazanej, długiej broni palnej przez Bergsburg:

Jorgul (do maga): znasz jakiś czar pomniejszający?

Konrad (beznadziejnie niedouczony uczeń czarodzieja): Zimna woda?

 

W zasadzie prawie połowę sesji zajęło rozegranie powyższych pierwszych pięciu wątków.

Ad. 1 Konrad ruszył kilkanaście metrów za wozami karawany eskortowanymi przez kilku ochroniarzy Teubów, którymi dowodził znany Konradowi wojownik, niejaki Lothar „Czarny”. I teraz swoją wyższość okazała mechanika WFRP. Doskonale wyszkolonemu wywiadowcy, jakim jest Kyllan (wysoka I, kilka umiejętności związanych z obserwacją, inwigilacją i śledzeniem) najzwyczajniej w świecie nie wyszedł test. Tymczasem Konradowi, kompletnemu n00bowi (z I na poziomie bodaj 35, bez umiejętności) udało się dostrzec dziwną personę. Ot, niby zwykły mieszkaniec Bergsburga: ciżmy, kaptur z dołem wyciętym w zęby, kubrak itd., ale dziwnie skupiony na karawanie. Konrad zaczął mu się baczniej przyglądać, lecz z chwilą wjazdu na plac, zgubił go z oczu. Na szczęście Kyllan wtedy go wyłuskał z tłumu i już w jego stronę, przepychając się między straganami, gdy dostrzegł, że szpieg odchodzi w uliczkę i daję znak kilku innym podobnym typom. Ci natychmiast ruszyli w stronę karawany, a konkretnie samego Konrada. Konrada dostrzegł także Lothar, szef ochrony karawany (rzut szczęścia na K100 – 01). Co ciekawe podjechał do Konrada, przewrócił koniem i zrugał głośno, pokazując ukradkiem by młody Teub szybko spieprzał. Tymczasem Kyllan wykorzystał tłum, podszedł blisko jednego z agentów i załadował mu sztylet pod żebra. Pozostali go dostrzegli i rzucili się za nim w pościg. Na rynku po raz kolejny wybuchł tumult. Kyllan odciągnął pościg od Konrada, dzięki czemu ten bez problemu trafił do pasera.

            Feuerbach, cyniczny niziołek zajmujący się paserką, bez trudu dał się namówić Konradowi na zorganizowanie ucieczki dla ekipy. Miało to kosztować 190 ZK (co prawda pozostali BG wiedzą, że nizioł zażądał 800 ZK, ale to już machloja naszego Konradka, który sprzeniewierzył pieniążki pozostałych bohaterów :) ). Po tym wszystkim Konrad wrócił do gospody, spotkawszy wcześniej Kyllana.

Ad. 2 Ah’qua ruszyła opłotkami i uliczkami, wiedząc, że agenci hochlandzcy znają ich rysopisy i szukają elfów. Przekroczyła most, ominęła kilka czujek i patroli, wreszcie dotarła w pobliże manufaktury Gnuessinda. Okazało się, że manufakturę otacza kilka posterunków i patroli żołnierzy Księżnej. Mało tego wytrawna snajperka dostrzegła na dachu strzelców z muszkietami. Mimo to zdecydowała się podejść pod samą manufakturę. Niestety została rozpoznana przez jeden z patroli i ciężko raniona w bark przez strzelca z ciężkim muszkietem. Uciekła pościgowi (choć ranna, to przecież szybka, zwinna, lekko ubrana elfka VS kilku opancerzonych i objuczonych ciężką bronią żołnierzy) i skryła się na południu miasta (dzielnica slumsowa) w jednym z opuszczonych domów. Opatrzyła z grubsza ranę i powróciła do gospody.

Ad. 3 Maja pozostawiła swój ekwipunek w gospodzie, a potem zmieniła się w burego sierściucha i w tej postaci ruszyła w stronę manufaktury Trabenda. Maja liczyła na to co zwykle, że kot, zwierzę z natury niepozorne, parszywe, by nie rzec kompletnie bezproduktywne i nierzucające się w oczy (PROPAGANDA ANTYKOCIA mode off), spokojnie sprawdzi zabezpieczenia wokół manufaktury. Tymczasem ledwie podeszła do jej ściany, wokół zaroiło się od żołnierzy, strażników, ale i zwykłych służących z workami i sieciami. Stworzyli tyralierę i zaczęli przeczesywać teren, nad podziw często wpadając na trop drużynowej koci. Kocia szybko wydedukowała, że któryś z przeciwników jest magiem z umiejętnością wykrywania istot magicznych, a to tylko potwierdziło, że wywiad Księżnej wie bardzo dużo o BG. Maja otrzymała dwa postrzały… z procy (chcieli żywcem ją złapać), ale mimo to, kuśtykając, udało jej się znaleźć (kolejny z serii szczęśliwych rzutów BG) wejście do jakiegoś zapomnianego kanału i uciec pościgowi. Kilka godzin później obolała, cuchnąca, wróciła do karczmy.

Ad. 4 Jorgul z Usingenem bez perturbacji wynajęli pokoje w kilku karczmach bergsburskich i wrócili do karczmy.

            Po powrocie zebrano razem zdobyte informacje i zaczęto debatować co dalej. Dyskusję przerwał gość. Sam Theodore Mannsohn przybył do BG po raz kolejny namówić ich do współdziałania przeciw rusznikarzom. Rozmowę przerwał Usingene, który dość zapytał dość obcesowo towarzyszy: „Może jeszcze laskę mu zrobicie?” Mannsohn opuścił pokój (pozornie obraziwszy się), ale na koniec Maja zdążyła jeszcze użyć „wykrywania istot magicznych” i faktycznie, pan M. okazał się posiadać potencjał magiczny a do tego mocno płynny, o zmiennej sile.

            Krótko potem i BG przezornie opuścili po kryjomu karczmę i przenieśli się do kolejnej o nazwie „Antałek” (jak na razie to przygoda upływająca pod znakiem pielgrzymki szlakiem gospód begsburskich). Po drodze Usingen, idący daleko za grupą, dostrzegł śledzącego ich anioła-stróża i choć nie dostrzegł jego twarzy, to zamienił z nim kilka słów. Tajemniczy facet po raz kolejny ostrzegł BG i za powiedział, że następnego dnia miasto zostanie oplakatowane ich listami gończymi.

 W „Antałku” Maja znająca sztukę charakteryzacji, zmieniła wygląd BG (Kyllan stał się poważną matroną w czarnej sukni z woalką :) ), potem ustalono kolejność działań. Oto BG zdecydowali się zadziałać przeciw wywiadowi Księżnej. Napisano dwa listy. W pierwszym skierowanym do Gnuessinda, zaproponowano młodszemu rusznikarzowi pomoc w mającym nadejść pojedynku. W drugim skierowanym do Trabenda, BG napisali, że są zadowoleni ze współpracy Trabenda z wywiadem cesarskim i liczą na dalszą pomoc. Ta oczywista podpucha miała na celu oszukanie wywiadowców hochlandzkich oraz skierowanie podejrzeń na starszego rusznikarza.

 

Maja przebiera Kyllana za stateczną kobietę w czarnej sukni z woalką (próba ukrycia „elfowatości” towarzysza), Kyllan marudzi:

Kyllan: Hej, fajnie, gdzie ja schowam miecz?

Maja: Do pochwy. Wreszcie możesz, jesteś kobietą. 

 

            BG opłacili chłopców czeladnych (od rzeźnika i bodaj piekarza) i kazali im przekazać listy. Pierwszy dotarł do Gnuessinda, który na spotkanie przysłał jednego ze swoich asystentów. Rusznikarz okazał się być zainteresowany pomocą ze strony BG w pojedynku, w zamian BG chcą jakiejś nietypowej sztuki broni palnej od niego (w przyszłości zamierzają ją gdzieś  chyba podrzucić, jako MG nie rozgryzłem jeszcze ich planów).

            Drugi list również dotarł do celu, ale czy do Trabenda? Prawdopodobnie stało się tak, jak przewidywał Kyllan. List przechwycili opiekunowie rusznikarza z wywiadu. Doszło do jedynej walki na tej sesji.

            Maja czekała w wybranym przez BG zaułku na przyjście kogoś od Trabenda. Pozostali BG ukryli się wokół niej. Minęła godzina i wtedy Maja po raz kolejny wykorzystawszy „wykrywanie istot magicznych”. Wykryła maga od strony zachodniej, potem kolejnego od północy, a potem jeszcze dwu innych. Inni BG, obserwując wokół teren, dostrzegli a to żołnierza, a to pojedynczego zwiadowcę, tudzież agenta. Wyglądało na to, że wywiad Księżnej otoczył ich i teraz zaczął zaciskać pętlę. W tym momencie BG mogli jeszcze spokojnie uciec, wydostać się z pełnej dziur sieci. I cholera wie, czemu nie uciekli. Konrad namawiał i Usingena i Kyllana, ale reakcji nie było. Pozostali byli zbyt daleko, zabrakło efektywnej komunikacji. Ale nie działania. Kyllan zauważył jak na jeden z budynków wspina się strzelec hochlandzki, po cichu dostał się na dach i zlikwidował wroga. A potem rozległy się gwizdki i rozpoczął się atak.

atak Hochlandczyków

            Od północy mag złożył Jorgula jednym zaklęciem („kradzież rozumu”), od południa 10 wrogów uderzyło na Usingena i Konrada (Kyllan wciąż był na dachu). Od zachodu wyjście z zaułka zatarasował wyładowany sianem wóz, a za nim skryło się trzech strzelców hochlandzkich z muszkietami. Trzeba jednak przyznać, ze bohaterowie zadziałali efektywnie, a kości po raz kolejny im sprzyjały.

            Na południu Usingen dostał dwa postrzały z pistoletów, sam strzelił z garłacza, lecz spudłował. Mimo to na trochę przystopował Hochlandczyków. Konrad wtedy rzucił czar „dźwięki” (eksplozja bomby), co sprawiło, ze szturmujący rzucili się na ziemię w poszukiwaniu osłony. Młody mag rzucił się do ucieczki pod osłoną budynków, i choć ostrzelany przez snajperów na dachach udało mu się wydostać. To wykorzystał Kyllan na dachu i rzucił wyżebraną jeszcze w magazynie SDIM w Middenheim ręczną bombą. Rzut 99! Niewypał. Bomba potoczyła się pomiędzy hochlandzkimi żołnierzami, dzwoniąc po bruku. W tym czasie na dach, gdzie był Kyllan wspięła się Maja, podniosła muszkiet i wypaliła z niego w bombę, którą właśnie podniósł jeden z Hochlandczyków, chcąc odrzucić. Eksplozja. Przynajmniej jeden trup, kilku ciężko rannych (taka staroświatowa Magdalenka wyszła :) ). Na północy postępy wroga starała się stopować Ah’qua, ale wrogowie już prawie dopadli śliniącego się Jorgula. Wtedy Haman (w roli NPCa), podbiegł do niego, otrzymawszy postrzał z muszkietu od strzelców przy wozie i podniósł kompana.

            Na południu Usingen przebiegł za budynkiem (grupa szturmująca z południa została bombą wyłączona z akcji) i od flanki uderzył na strzelców ukrytych za wozem. Uzyskał zaskoczenie (dobry rzut) i w ciągu jednej rundy zabił wszystkich strzelców (trzy cholerne rzuty). Kyllan na dachu nie miał czasu, by cieszyć się sukcesem, bo namierzył go mag i omiótł dach ognistą kulą. Elf i Maja zostali ranni, ale Kyllan wykorzystał kolejny ze zdobycznych muszkietów walających się na ziemi i celnym strzałem (ponownie dobry rzut, trafienie w głowę) sprzątnął maga.

            Następnie BG wykorzystali lukę, którą stworzył dla nich w pozycjach hochlandzkich Usingen i wydostali się z zasadzki. Niestey podczas ucieczki postrzelona została jeszcze dość ciężko Ah;qua (utrata PP).

            BG po raz kolejny skryli się na cmentarzu, gdzie kilka godzin upłynęło im na leczeniu się i prowizorycznych operacjach przeprowadzonych przez Jorgula. To już tradycja w tej przygodzie, że BG kończą sesję na cmentarzu.

Uwagi:

  1. Mi się fajnie prowadziło, jakoś tak poczułem klimat starcia grupy elitarnych agentów kontra dość sprawna służba wrogiego wywiadu.
  2. Gracze współpracowali, trudno wskazać jednoznacznie przywódcę, ale chyba najczęściej decydował o tym, co się dzieje Kyllan (tak, tak Jaro, jednak robi się z Ciebie dowódca :) ).
  3. BG mieli fajne pomysły i kilka razy, debatując, trafili w przysłowiową dziesiątkę (próba przeniknięcia planów przeciwnika, ustalenie faktycznego celu wysłania ich do Bergsburga i kilka innych spraw, o których tu nie powiem).
  4. Usingen dalej fochuje, co działa na nerwy Ah’quie.
  5. Kyllan zrzucający w zaułku przebranie matrony, odrzucający sztuczne cycki i wchodzący do akcji… Miodzio :) .
  6. Choć z zasadzki wyszli cało, wyeliminowali na stałe przynajmniej sześciu wrogów, a przynajmniej 10ciu ranili, to przynajmniej połowa z nich ma bardzo niską Żw. Następnym razem taki numer im nie wyjdzie.
  7. Wróg doskonale zna potencjał BG. Wie, że jeden z nich zmienia się w kota, a dwójka jest elfami.
  8. BG nadal pomaga tajemniczy anioł-stróż. Bohaterowie przynajmniej dwukrotnie go zobaczyli.
17
maj
09

Flash in the Pan – trailerek do kolejnej sesji

Bergsburg, 30 pflugzeita 2518   

W cekhauzie B bergsburskiego garnizonu zamienionym na tymczasowe centrum dowodzenia specjalnych służb panowała niemal absolutna cisza. Jochen  von Dyviken, wielki, zwalisty blondyn z solidną nadwagą nie należał do najspokojniejszych ludzi na tym padole, ale stanowisko szefa wywiadu Talabheim i Hochlandu do czegoś zobowiązuje. Toteż teraz po raz kolejny rzucił okiem na raporty dostarczone mu chwilę wcześniej przez oficera operacyjnejnego i krótko skwitował wynik:

- Nic.

Dietmar z Bergendorf rozłożył ręce:

- Nic, szefie. Ktoś ich ostrzegł. Ulotnili się kilka godzin wcześniej i jakimś cudem nikt z naszych ich nie zobaczył. Dwóch czujkowych ogłuszyli. Chłopcy niczego nie widzieli, nie słyszeli i nie słyszą poza huczeniem w uszach. Ktoś im nieźle przydzwonił.

Jochen rozparł się na niewygodnym krześle i zmierzył uważnym spojrzeniem swego najlepszego współpracownika, a prywatnie przyjaciela:

- Dali się podejść. Cesarscy zniknęli w mieście, a wszystko co mamy, to trochę ich ekwipunku, kilka koni i nic więcej, tak?

Dietmar pokręcił głową:

- Jeden z koni…

- Tak, tak, arab pełnej krwi wart kilka tysięcy koron. Królewski koń, więc Księżna ucieszy się z prezentu, ale co to zmienia?

- Niby nic, ale… – Dietmar lekko uśmiechnął się. – Pamiętasz jak von Brockowi ukradli bojowego stirlanda? Pół służb biegało po Talabheim, by odzyskać konia generała.

Jochen uśmiechnął się ze zrozumieniem:

- Naprawdę myślisz…?

- Serce nieraz bierze głowę nad rozumem, szefie. Poza tym widać byliśmy blisko, skoro zostawili wierzchowce. Teraz wzmacniamy straże na bramach, a na drogi damy patrole kawaleryjskie.

Szef wywiadu zarechotał wrednie, ale zaraz spoważniał:

- Ale tak czy inaczej mamy kilku agentów cesarskich w mieście i dwu rusznikarzy, którzy wzięli się za łeb. Dziwnym i niepojętym trafem, akurat oni są celem Służby Spod Mostu.

Dietmar uniósł brwi:

- Wierzysz w przypadki?!

- Nie i tym bardziej się niepokoję. Ktoś skłóca rusznikarzy, cesarscy chyba nie, choć jest im to na rękę. To kto inny? Kto pomaga cesarskim? Inna komórka Służby? Co na to nasi kumple z lilijką? Za dużo tutaj niewiadomych… Za dużo…

Dietmar podszedł i klepnął Jochena w ramię:

- Dobra szefie, lecę w miasto. Jeśli cesarscy przycupnęli, to trzeba wzmocnić ochronę manufaktur, ja rozpuszczę po ulicach ludzi, niech szukają dwoje elfów i pozostałych. Rzucają się w oczy, więc prędzej czy później ktoś ich zobaczy.

- Albo sami się przedstawią jak ostatnio? – Jochen pokręcił głową z niedowierzaniem.

- To mogła być prowokacja szefie. Może Trabend zdradził i celowo nas na minę wrzucił? Może to on ich ostrzegł o tym, że idziemy?

Von Dyviken skrzywił się:

- Wątpię, robi pod siebie na mój widok, poza tym sam nam doniósł obcych, nie? Ale w porządku, sprawdzę i to.




O mnie

Na co dzień belfer (yuck!), wykładowca (mniejsze yuck) no i erpegowiec. Miłośnik kultury popularnej we wszelkim wydaniu, domorosły badacz nowych mediów oraz zjawisk kulturowych z nimi związanych. Tutaj uwidzisz głównie moje rolplejowe wcielenie. Enjoy. GG 1823828

 

listopad 2009
P W Ś C P S N
« paź    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30  

Archiwa

Kategorie

free counters