Szare niebo w Ponurych Krainach zasnuły ciężkie burzowe chmury. Wielkie, czarne kłębiaste obłoki zderzyły się z furią nad Wielkim i Okropnym Borem. Pierwszy zygzak błyskawicy rozbłysł i szybko zgasł, zostawiając nieprzyjemne powidoki skarłowaciałych, poskręcanych drzew, gęstych, kolczastych krzewów i czegoś nienazwanego, co czaiło się w mroku, oblizując paszczę długim, czerwonym jęzorem. Czekało na ofiarę.
Kolejny błysk ukazał na moment niewielką istotkę, która z mozołem przebijała się przez krzewy. Teraz istotka krzyknęła ze strachu i skuliła się pod drzewem, niepomna nauk szkolnych, iż piorun zawsze znajdzie drogę do żywego celu wzdłuż pnia. Mała dziewczynka, bo ona była ową istotką, bezskutecznie próbowała się okutać letnim paltem. Wiatr ciął przeraźliwie, a wielkie krople deszczu poczęły rozbijać się o miękką, ciemną ziemię. Dziecko wreszcie podjęło decyzję. Mozolnie ruszyło naprzód, nie zdając sobie sprawy, że przerażający okrutnik o zmierzwionej sierści stąpa ledwie kilkanaście kroków za nim. Szykuje się do ataku, obnaża kły w bezwiednym, strasznym uśmiechu, licząc na smaczny, świeży kąsek.
Dziewczynka szła wytrwale naprzód. Przemoczona, zmarznięta. Wreszcie dotarła do niewielkiej pieczary, której ciemne wejście przywodziło na myśl bezzębną paszczę jakiegoś potwora. Tak czy owak to jedyne tutaj schronienie. Zanurzyła się w ciemną czeluść. Wnętrze pachniało stęchlizną i czymś jeszcze… morką, zwierzęcą sierścią?
– Witaj, dziewczynko. – Niski, gardłowy głos przechodzący w warknięcie wydusił z małej okrzyk grozy. -Może się przedstawisz?
- Mi… – dziewczynce zaschło w ustach – Miiirela…
Wydukała wreszcie. Mroczna ciężka sylwetka przybliżyła się do dziewczynki. Stwór poruszał się groteskowo, ni to biegnąc ni to skacząc. W mroku dziecko dojrzało podłużny zarys pyska i lekko jarzące się ślepia. Zacisnęła oczy. Stwór mlasnął i Mirelę owionął smród zepsutego miejsca. A potem wszystko rozegrało się tak szybko. Pojawił się ktoś trzeci. Podbiegł do stwora cicho i zwinnie w absurdalnie białych, czystych tenisówkach i zamachnął się kijem do baseballa. Mirela była pewna, że kij rozśpiewał się znana melodyjką z amerykańskich stadionów a potem powiedział głosem komentatora sportowego:
- HOMERUN!
Koniec kija zatoczył krótki łuk i zderzył się z łbem stwora, który zawył, podkulił ogon i wyprysnął z jaskini niczym z procy. Chłopak z kijem, zdjął baseballową czapeczkę i spojrzał na Mirelę. Miał blond włosy i wielkie, niebiesko-zielone oczy:
- Uffff, nic ci nie jest? – Dziewczyna dostrzegła napis na koszulce “Szkolny Klub Sportowy Zawiercie”. – Ciebie też wciągnął wir? Nazywam się Michał.
Jaki wir? Mirela po prostu zasnęła w ławce szkolnej, schowawszy się wcześniej przed oprawcami ze starszej klasy w sali od geografii. Teraz tylko wolno pokiwała głową. już miała odpowiedzieć, gdy nagle rozdzwoniła się jej Nokia, którą dostała na urodziny od babci. Ostatnia pamiątka po babci…
Dziewczynka wyjęcła szybko telefon. Kto mógł się dodzwonić tutaj, w tej dziczy? Nieznany numer. Z wahaniem nacisnęła przycisk odebrania połączenia i przytknęła słuchawkę do ucha. Miły i ciepły kobiecy głos oznajmił:
- Tu Serwis Informacyjny Ponurych Krain. Po usłyszeniu sygnału zadaj pytanie. Beeeep!
Mirela przełknęła ślinę i zmartwiałymi ustami wyszeptała:
- Jak wrócić do domu?
Miły głos odpowiedział błyskawicznie i w pełni profesjonalnie:
-Odnajdź Babilon.
Witam, ponownie. Tak, to zapowiedź rekrutacji, która ukaże się już w weekend. W razie czego proszę o uwagi, komentarze i krytykę. zakładam, że gramy gówniarzami, pardon, dzieciaczkami w wieku 7-12 lat.
Pozdrowienia z Ponurych Krain

szczurołak, ale to przecież szczegół. Kot rosły był, wielki, pazurzyskami ostrymi u potężnych łap obdarzony. Mysz niewiele mniejsza, o paszczy pełnej zębisk i sękatych łapskach, którymi mogła utrzymać każdą ofiarę.
Mysz wybaczyła kotu i tym razem, ale kiedy następnego dnia ostatnie dziecko uciekło, zezłościła się nie na żarty. nie chciała słuchać tłumaczeń kocich, że i to dziecię czmychnęło, że wyskoczyło z murów zamkowych do jeziora u podnóża góry, że popłynęło do dna, by kto go nie widział. Puściła tłumaczenia mimo uszu i pognała na zamek, a kot wraz z nią.



