Better watch your back, sister!

gun

Z którą chwilą film zmienia się w zjawisko kultowe? Kiedy okazało się, że dzieło takie jak Blade Runner, przecież w pierwszych latach odrzucone przez widzów i krytyków, stanie się epokowe? Zresztą porzućmy krytyków, zoil pozostanie zoilem, nic na to nie poradzimy. Pytanie raczej, co się stało w umysłach i duszach odbiorców, że z czasem pokochali tę deszczową opowieść o zmęczonym łowcy?

Nawet nie wiem jak debiut reżyserski Josha McKinneya trafił do mych rąk. Może za sprawą niesamowitej Pokerowej zagrywki, do której złożył scenariusz? A może to szatański pazur (bo o palcu Bożym mowy być nie może) wskazał nieznane nikomu dzieło? Tym dziwniej się poczułem słysząc otwierającą film piosenkę etatowej half-angel, half-whore amerykańskiego rocka – Courtney Love. Mój anioł o zmęczonym głosie wprowadził mnie w świat Good sister/Bad sister.

Good sister bad sister
Better burn that dress, sister
Scar tissue, blood blister

Czarno-biały obraz. Kanciasta sylweta automatycznego pistoletu spoczywająca niedbale na szklanym blacie niskiej, hotelowej ławy i drobna, szczupła brunetka, która leniwie dopina białą jak śnieg bluzkę. Obrót kamery. Obok ławy leży trup mężczyzny. Brunetka od niechcenia podchodzi do niego, wyciąga szminkę i na blacie pisze: Better watch your back, sister! Delikatnie zagryza wargi. Eros i Thanatos. Ten obraz z opętańczą częstotliwością powraca do mnie i dziś. McKinneyowi udało się stworzyć wykręcony, feministyczny koktajl, który przywodzi na myśl filmy Tarantino, Manna, Rodrigueza a miejscami wręcz kojarzy się z brutalnymi obrazami Takashii Miikego. Scena przesłuchania dealera przez „dobrą siostrę” jest równie brutalna, co jej odpowiednik w Ichi the Killer. Złą siostra o zaiście demonicznej ksywie Lilith prowadzi z ofiarą grę, której rozwiązanie jednoznacznie kojarzy się z erotyzmem. Jak? To trzeba obejrzeć.

W skrócie o fabule. Lilith powraca do miasta. Dziwka, zabójczyni, diabeł w ludzkiej, wielce atrakcyjnej postaci. Szuka zemsty na Evie, tytułowej dobrej siostrze. Za co? Tego nie wiemy. A same imiona bohaterek? Uśmiech reżysera i pastisz? Żart z Biblii? A może celowy zabieg, by ułatwić nam identyfikację tej dobrej i tej złej?

W pewnej chwili zrozumiałem, że nie jest ważna przyczyna wendetty, że tak naprawdę chodzi tu o kolejną odsłonę wojny Dobra ze Złem ubraną brutalny, miejscami stechnicyzowany kostium. Czarno-biały, ziarnisty obraz sprzyja zagubieniu widza. Dość szybko rozgraniczenie między Lilith a Evą, między dobrą a złą siostrą przestaje być jednoznaczne. Po raz kolejny okazuje się, że istnieją tylko szarości, a Zło może w konsekwencji przynieść Dobro. I na odwrót. W tej sytuacji imiona bohaterek to prosta, jednakże skuteczna zmyłka. Bo przecież w chorym świecie wykreowanym przez McKinneya nie ma dobrych i złych.

Może to sztampa, lecz podana we wspaniałym sosie. Odrealnienie przemocy? W żadnym razie. Estetyzacja? Aligator pożerający ofiarę nie jest piękny. Ale fascynuje, nieprawdaż?

Reklamy

Jedna odpowiedź

  1. Hmm…

    Ładnie napisane. Aż chce się obejrzeć i poczuć to na własnej skórze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s