Śmierć długimi krokami zmierza do Mörlenfurtu – cz. I

System – WFRP, I ed.

Wersja wydarzeń – własna, parszywie nieobiektywna

Wyobraźmy sobie miasto. Nie, nie rzeczywiste. Czysto fikcyjne. W krainie zwane Imperium będącej wyspą pośród zezwierzęcenia, bestialskości z jednej strony, a zdradliwości i zniewieścienia z drugiej (tak, przesadzam, to się hiperbola nazywa :)). To nie jest największe miasto, ot jak na warunki owego Imperium ledwie średnie, a do tego tak prowincjonalne jak to można sobie tylko wyobrazić. W Encyclopaedia Imperica nawet zapisano przysłowie „W południe, w Mörlenfurcie, naprzeciw Szczurzej Wieży” jako określenie miejsca spotkania, do którego nie sposób dotrzeć na czas ze względu na odległość i peryferialność.

No więc miejsce akcji – Mörlenfurt. Miasto, które leżąc nad rzeką Bögen, a opierając się południowym krańcem o stromą ścianę masywu skalnego Spitzbalu, stracił znaczenie handlowe a zarazem przestał być centrum wydobywczym rud żelaza. Po wspaniałe przeszłości pozostał wielki akwen portu rzecznego wraz z gigantycznym żurawiem wznoszącym się ponad przystaniami oraz stara, zasypana kopalnia w masywie Spitzblau, której korytarze być może sięgają pod miasto.

https://i1.wp.com/img.photobucket.com/albums/v709/smartfox/braun_hogenberg_I_39_b_resize.jpgMiasto Mörlenfurt – Anno Sigmarii 2518

To tu przybyła nasza dzielna grupa agentów operacyjnych cesarskiego wywiadu tzw. Straży Dróg i Mostów. Cel prosty, a nawet dwa. Odnaleźć i wyłuskać rezydentów wywiadu Bretonii, które być może właśnie tutaj rozwinęli siatkę dywersyjną (po jaką cholerę, nie wiadomo) oraz odnaleźć zaginionego agenta Isidro Armantero i zniszczyć miejscową komórkę kultu Zakazanych Bóstw (i kolejna niepewność – Tzeentcha czy Rogatego Szczura?). Zadanie może trudne i wymagające, ale dla naszych herosów najzwyklejsze. Przecież nie od dziś są elitą elit:

Kapitan Jurgen Schwartzkopf von Usingen – arystokrata w każdym calu, honorowy, szlachetny i wedle słów pewnej elfki z grupy „sztywny, jakby mu kij w żopu wrazili”

Porucznik Alfred von Haman – również arystokrata, ale w nie każdym calu, w zasadzie tylko w kilku calach. Zna etykietę dworską, ale zazwyczaj jej nie nosi przy sobie. Ma za to jedną zaletę, która pozwala mu wybrnąć z każdej niemal opresji – jako rycerz Zakonu Białego Wilka potrafi ciosem pięści zatrzymać szarżującego dzika, o ciosie mieczem nie wspominając („Cholera, niski rzut, tylko 13 obrażeń!”)

Sierżant Maja – Marienburka, umie zmieniać się w kota, znaczy kotołak (wiem, wiem: „Nie jestem kotołakiem!!!!”). Snajper wyspecjalizowany w broni palnej, której obrzydliwie ogromną ilość sztuk taszczy ze sobą. Na co dzień wdzięczna i miła dzieweczka prowadząca w Middenheim obleśny knajpo-zamtuz dla żołnierzy.

Sierżant Ah’qua – elfka z dziczy (ale zaskoczenie), czyli z puszczy ostlandzkiej, która na co dzień bywa drugim snajperem w drużynie, ale zdarzało jej się wcielać w rolę elfiej księżniczki (i niektórzy w to wierzyli!). Złośliwe i wredne paskudztwo, komentujące każdy błąd kapitana von Usingena. Przyczyna już dwóch postrzałów kapitana w … powiedzmy, że plecy. Nadal twierdzi, że to był przypadek.

Sierżant Kyllan Thaured – elf z innej dziczy (Laurelorn), niegdysiejszy żołnierz partyzantów elfich tzw. Gwiazdek a obecnie agent służb specjalnych Eithne Aep Laurelorn Freihatie, czyli Wolnego Państwa Leśnego Ludu Laurelorn, kadłubowego państewka elfiego pod egidą Imperium. Okrutnik, paskud i morderca. Podpalacz i rabuś. Po prostu elf.

Kapral Jorgul Waldbrol – Norsmen wychowany w Imperium na Osltandczyka (nie każcie tego tłumaczyć), doskonały jeździec i właściciel przepięknego rumaka (Araba), którego ceni bardziej niźli życie (he he!). W formie pieszej kombinator i szwendacz ładujący się w każde możliwe problemy.

Kapral Grum – krasnolud i to z Gór Krańca Świata, naukowiec, specjalista od języków, archeologii i inżynierii. Ot, taki krasnoludzki McGyver. Peroruje, przekonuje, rzuca mądrym słowy, a w walce to jakoś już taki cwany nie jest. Ale czego od nieludzia oczekiwać?

Łódź rzeczna należąca do naszych dzielnych agentów wpłynęła rankiem do miasta. Port rzeczny jak zwykle świecił pustkami. Kyllan i Jorgul poczuli z nagła irracjonalny lek. To miasto, pogrążone w gęstej mgle. Wyglądało na wymarłe. W jednej chwili obaj uzmysłowili sobie, że lada dzień wydarzy się coś strasznego, coś co kazało im wiać, gdzie pieprz rośnie. Teraz, natychmiast. Ale od czego są przyjaciele. Kapitan von Usingen błyskawicznie pomógł Jorgulowi podjąć decyzję, zabraniając mu wyjść w pełnej zbroi („Bo się będziemy w oczy rzucać”). W drogę do zajazdu „Pod Nikczemnym Wieszczem” wyruszyli już bez Jorgula, który zamknął się pod pokładem łodzi obrażony na dowódcę (było coś tam mówione o „maniu w dupie rozkazów”, ale dowodów brak :)).

Tropy wciąż jasno wskazywały, że Armantero wdepnął w coś poważnego. Odkrywszy z pewnością plany Ordo Triangularis, przepadł bez śladu. Tym samym, nasi bohaterowie, po spotkaniu z kapłanem Sigmara (rezydentem wywiadu), który stwierdził, że komórka bretońska „gdzieś zniknęła”, jako główny priorytet działań obrali „przeniknięcie mrocznych i nieodmiennie bluźnierczych planów kultu Rogatego Szczura”. Szczęśliwie okazało się, iż kultyści to albo amatorzy, albo są wyjątkowo pewni siebie, co dziwić nie powinno, biorąc pod uwagę, że Mörlenfurt był zapomnianym przez Cesarza i Inkwizycję miasteczkiem.

Tropów było kilka:

– Kanalarze (pardon, Łowcy Szczurów), z którymi pod miasto wyruszał Armantero

– Dziwna maska w kształcie szczurzego pyska, znaleziona w pokoju Armantero w zajeździe „Pod Nikczemnym Wieszczem”

– Wieszczba o nadchodzącej zagładzie miasta, z pewnością powstała w miejscowej drukarni, a autorstwa, jak się okazało elfiej wróżbitki Tashalares Zimowe Słońce.

Rozmyślania nad miską doskonałej i pożywnej strawy (którą swego czasu Kokosz witał mężnego Olafa), jaką niewątpliwie serwowano „Pod Nikczemnym Wieszczem” (kucharz był halflingiem, który w wolnych chwilach zabawiał się z właścicielką zajazdu o wagomiarze klasycznej walkirii :)), pozwoliły agentom sprecyzować plan. Wpierw sprawdzić, co się jeszcze drukuje w drukarni niejakiego Bachmanna, z której wypłynęła owa wieszczba, a potem do Kanalarzy, by dowiedzieć się czegoś o Armantero.

Nadchodził czas gambitu w Morlenfurcie, lecz kto zostanie straconym pionem szachowym?

Ciąg dalszy już wkrótce.

 

Advertisements

komentarzy 10

  1. Poprawka. Jorgul jest Tileańczykiem (czy coś koło tego) wychowanym przez Norsmenów na … itd . 🙂 Reszta w sumie sie zgadza tyle, że nic jeszcze nie podpaliłem (nie było okazji) ;p

  2. Jorgul Tileańczykiem? Cholera wie. Wiadomo, że to dziwoląg. Ale o il epamiętam ustalenia – Norsmen wychowany przez Ostlandczyków. Wszak tak czy inaczej to mistrz samodzielnych rajdów i akcji :).

    Nie podpaliłeś, ale podpalisz, jak znam życie i Twoje postacie. 🙂

  3. No, dobry Kits, grzeczny Kits- opisuje co się dzieje. I chociaż tym razem czuć było, że to wstęp (Grum to nowy gracz? Bo nie pamiętam go ze starszych przygód 🙂 ), to mam nadzieje, że z czasem opowieść nabierze tempa i będzie skąd kraść pomysły 😉

    Pozdro 😛

  4. Przepraszam bardzo, tylko nie „obleśny knajpo-zamtuz”. Porządna knajpa na poziomie. Poza tym jaki tam Usingen szlachetny, chyba tylko z założenia, bo po ostatnich wydarzeniach śmiem wątpić. Faktycznie masz nieobiektywną wersję wydarzeń.;p
    Ale fajnie – nie trzeba będzie notatek robić.;D

  5. Pewnie, że nie trzeba będzie, utrwalę własną wersję wydarzeń. A mam zacytować, co mieszkańcy Middenheim mówią o Twej knajpie? 🙂

  6. Złośliwe, wredne – no dobra zgoda ale paskudztwo??? Tego to ja zwyczajnie nie daruję!! Co do postrzałów , cóż razem z Mają musiałyśmy Pana Kapitana Sztywniaka uwiarygodnić nie???
    Drugi zwyczajnie zszedł na bok, wiatr zawiał i takie tam i tej wersji zamierzam sie trzymać.
    Knajpa, o której sie tak źle wyrażasz, to najlepszy lokal w mieście, że czasami przypomina zoo cóż- życie:):)

  7. Pewnie, że paskudztwo, hehe nawet sam silnik bloga Twój wpis uznał za spam i ze śmietnika musiałem go wyciągać (really :)).

    A postrzały, hmm ten ostatni z pistoletu i wcześniejszy z łuku też? Kapitan to już ma z blizn na tyłku dodatkowy punkt pancerza :).

    Taaaaa, knajpa, sami chcieliście, w którymś z kolejnych wpisów muszę o niej nieco więcej napisać :0. Nie wspomniałaś, że po knajpie szwendają się jadowite węże i gryzą ludzi (ponownie, biedny kapitan :))

  8. Kochany Lisku!!!
    Jaki Pan taki kram :):) co ja Ci poradzę, że sprzęt Ci nawala:):):):D??? Wszelkie trafienia, oprócz jednego do którego się bezczelnie przyznaję, były wynikiem zmowy sił chaosu, mającej na celu wyeliminowanie szlachetnego, dumnego i sztywnego (do granic) kapitana. Ja biedna, niewinna istota z dziczy( przynajmniej nie krzyczę Ci z kuchni,że węże zimą śpią:)) jestem tu tylko przedłużeniem długich macek… tfu ramienia przeznaczenia, palcem Bożym ( wszystko jedno, którego Boga:)), zwyczajnie kiedyś go zabiję ..przypadkiem oczywiście:)

  9. Fakt, nie krzyczysz. Sztywny kapitan jakoś ciągle ma pecha :).

    Oczywiście przypadkiem go zabijesz:), ale on Was chyba nie przypadkiem, lecz w napadzie szału, że po raz kolejny nie słuchacie rozkazów , hehehe

    Znowu automatycznie do spamu Twój wpis blog wziął, to chyba problem z domeną, spod której piszesz, zresztą nie wiem 🙂

    Pozdr

  10. […] rozpoczęła się kolejna przygoda agentów imperialnej Służby Dróg i Mostów, którzy przybyli do miasta tylko po, by wyjaśnić tajemnicę zaginięcia agentów SDIM, a w ostatec…. Przysypani w kopalni, głęboko w trzewiach góry Spitzblau, nie byli świadomi tego, co się […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s