Upiry, Niemcy, Słowianie i Cthulhu

Sesja z wczoraj. Pierwsza próba z niedawno nabytym „Call of Cthulhu: Dark Ages”

Czas: A.D. 998

Miejsce: Cesarstwo Niemieckie, Bawaria, Marchia Wschodnia, niewielka, pograniczna osada Laa nad rzeką Thaya.

Stało się. Po raz pierwszy prowadziłem Zew Cthulhu w czasach (dużo) wcześniejszych niż zwyczajowy XX wiek. Jakie wrażenia? Graczy było troje. Jako, że tworzenie postaci się przeciągnęło, zaczęliśmy dość późno, toteż efektywnej gry było niewiele ponad 3 godziny. Kto zdecydował sie zmierzyć z obowiązkowo nieopisanym i bluźnierczym zagrożeniem?

Lubawa (Madzia) – Szesnastoletnia Słowianka (cholera wie, jakie plemię, chyba Łużyczanka, tak czy inaczej dzikus). W roli przewodnika po gęstej puszczy Wschodniej Marchii. Zadziorna, pyskata i wyjątkowo dociekliwa. Na tropieniu zna się doskonale.

Brat Eberhardt (Jaro) – Osiemnastoletni kleryk z możnej rodziny. Protegowany biskupa Ratyzbony (albo innej szychy kościelnej). Przyjął rolę naukowca w drużynie. Nic dziwnego, skoro tylko on potrafił czytać :). Ale jakie czasy, taki naukowiec. Wiedzy ledwie liznął, czytać od biedy potrafi w niemieckim i łacinie. Poza tym karierowicz, cynik i chyba większy bezbożnik niźli poganie :).

Pakosz (Kamil) – Dwudziestodwuletni klejnot drużyny, prawdziwy Polanin, który opuścił młode państwo polskie w poszukiwaniu chleba, złota no i po prostu kogoś, komu mógłby dać w mordę. Woj, drużynnik, brygant i włóczęga. Antenat naszych dzielnych chłopcach w ich malowniczych dresikach. Gabaryty niedźwiedzia. Hobby: wypruwanie flaków ostrymi narzędziami. Może nie jest zbyt edukowany (25 % na języku ojczystym!), ale jak coś odciąć się potrafi:

Eberhardt: Ty w swoim języku mówić nie umiesz, znasz co czwarty wyraz! Ktoś zada ci pytanie i nie zrozumiesz.

Pakosz: Chcesz, zadam ci pytanie z boksu?

Eberhardt, Lubawa i Pakosz byli częścią niewielkiej wyprawy misyjnej, która wyruszyła z Ratyzbony wraz z błogosławieństwem biskupa i pod dowództwem brata Gudmana. By w rejonie osady Laa nawrócić pogańskich Madziarów. W skład wyprawy poza Badaczami i bratem Gudmanem wchodzili: brat Drogo, pięciu mnichów-wojowników oraz trzy osoby służby.

Przygody naszej drużyny rozpoczęły się 1 listopada 998 roku. Właśnie po kilku dniach wędrówki rozbiła obozowisko nieopodal brzegu leśnej rzeki. Od kilku dni bohaterowie próbowali dogonić pozostałą część wyprawy, z którą się rozdzielili podczas przeprawy przez Dunaj w mieście Hainburg. Tego dnia znużeni zasnęli snem sprawiedliwego przy ognisku. Czuwał jak zwykle Pakosz. raz z powodu kompetencji, dwa, że jak przystało na Słowianina poddał się germańskiemu wyzyskowi (Eberhardt po prostu położył się spać). Ledwie godzina minęła, a woj usłyszał jak coś przedziera się przez las. Ledwie zdążył obudzić pozostałych, gdy z gęstwiny wypadł zakrwawiony brat Drogo ścigany przez konnego wojownika. Obaj zniknęli w ciemnościach. Badacze pobieli za nimi. Jakie było ich zdziwienie, gdy w rzece znaleźli konającego wojownika ze złamanym karkiem i ani śladu po bracie Drogo. Przed śmiercią wojownik zdołał tylko wyrzec słowa:

– Wszyscy martwi… ale nie Gudman.

Pakosz jako pierwszy dostrzegł, że w dłoni woj zaciskał dziwny, czarny kamień, jednak nie zainteresował on zanadto naszego błyskotliwego drużynnika. jednak Lubawa, widząc, iż kamień dziwnie lśni się w świetle pochodni, schowała go za pazuchę (cecha wspólna kobiet i srok – zamiłowane do świecidełek).

Jeszcze tej nocy badacze zwinęli obozowisko i ruszyli w kierunku, skąd nadjechali obaj mężczyźni. Ledwie po godzinie marszu znaleźli ślady po obozowisku Gudmana. I kilka trupów, w tym jeden nadmiarowy. Wszystkie bezgłowe, a nadmiarowy w dodatku wypatroszony, nadgniły no i nagi. Po Gudmanie ani śladu. Samo obozowisku rozbito wśród ruin wioski. Kilkanaście rozpadających się chat, stara studnia, a w niej ludzkie kości.

Po prawdzie brat Eberhardt, jak przystało na „pobożnego” i „szlachetnego ” mnicha, rzuci, by ciała po prostu spalić (typowa germańska metoda chrystianizacyjna – ogniem i sporadycznie mieczem), to zdanie Pakosza przeważyło. Do rana pochowali martwych, a potem ruszyli w stronę Laa.

 Osada Laa - Anno Domini 988.

O zmierzchu dotarli do osady położonej nad rzeką Thaya. Odgłosy dzwonów z pobliskiego klasztoru oznajmiły nieszpory, ale mimo panujących ciemności przy jednej z bram do Laa zgromadził się całkiem spory tłum. Dwu zbrojnych wydobywało z fosy jakiegoś trupa. Z bliska nasi Badacze rozpoznali, ze to nie kto inny, a brat Drogo! Wypatroszony. Czym prędzej udali się do miejscowego władyki – Branta, który przywitał ich serdecznie, przyjął w gościnę i obiecał wesprzeć wysiłki zmierzające ku wyjaśnieniu, co się stało z bratem Gudmanem. Bohaterowie zatrzymali się u ojca Zutto, miejscowego księdza i kancelisty Branta. Zutto, stary już człek, opowiedział o tym, że w maju i listopadzie regularnie zdarzają się zaginięcia ludzi w Laa, lecz wyraźnie przestraszony nie chciał nic więcej wyjawić. Ot, bał się owych czarcich spraw.

Z ranka Eberhardt siadł do rejestrów civitas Branta, starając się coś dowiedzieć o zaginięciach. Natomiast Lubawa i Pakosz udali się do miejscowej tawerny i składu handlowego prowadzonego przez Burgolfa. Tam poznali zarówno kupca jak i jego śliczną i rezolutną córkę Brun, która błyskawicznie skupiła swa uwagę na potężnym i męskim Pakoszu. Oboje bohaterów odkryli sprawy im bliskie. Pakosz doskonałej roboty miecze sprzedawane przez Burgolfa oraz stare pordzewiałe kajdany, wskazujące na pewien typ towaru, którym kupiec niegdyś handlował. Lubawa natomiast złotą, arabską monetę (błyskotki, jak zwykle błyskotki), którą Eberhardt później rozpoznał jako pochodzącą z odległe Samarkandy:

Eberhardt: To z Samarkandy, to takie miasto bardzo daleko stąd na południe. Miesiąc drogi. Konno. Bo pieszo to z dwa miechy!

Pakosz: Wiesz co? Gdyby tacy naukowcy jak ty wyliczali dystans pomiędzy Hamburgiem a Ratyzboną, to po miesiącach obliczeń, by im pewnie precyzyjnie wyszło, że to jest tak daleko, że „ja pierdolę”.

Po wizycie w tawernie Lubawa, Pakosz i córka Burgolfa – Brun poszli odwiedzić położoną nieopodal wioskę Słowian, gdzie mieszkał kilkuletni Dragan, który jako pierwszy znalazł zwłoki brata Drogo. Jak się okazało Dragan zdjęty dziwną gorączką w stanie widocznego szoku, ale wraz z nim była jego czteroletnia siostra Danika. Od niej badacze dowiedzieli się, że tak naprawdę ciało widzieli kilkaset metrów od Laa. Że Dragan zobaczył widać coś strasznego, po czym popadł w stupor. Oględziny brzegu wykazało, że ktoś próbował się wydostać z wody. Lubawa rzuciła, że być może był to jeszcze żywy Drogo. A potem splunęła przez lewe ramię i przeżegnała się, zastanawiając się kim był braciszek, skoro pozbawiony wnętrzności był w stanie jeszcze się poruszać. To by potwierdzało leki mieszkających tu Słowian, którzy każdemu zmarłemu gruchotali twarz, przebijali pierś kołkiem i przysypywali dokładnie kamieniami, bojąc się, że może zmarły może powrócić jako upir.

W tak zwanym międzyczasie brat Eberhardt przejrzał rejestry, gdzie spośród wielu różnych informacji wyciągnął kilka znaczących faktów:

– Laa położone jest na terenie dawnego słowiańskiego fortu i pogańskiej świątyni

– Brant jest tu od 976 roku, kiedy to nie tylko objął ziemie w posiadanie, ale i spalił ów fort i zbudował swój.

– Wioskę, zwaną Asparn, wybiła 20 lat temu zaraza.

– Handel niewolnikami jest zabroniony od 984 roku, natomiast mieszkańcy zaczęli znikać od 985 roku. Regularnie, w maju i listopadzie.

Po tym wszystkim Pakosz i Lubawa wrócili do Laa po Eberhardta i ruszyli z powrotem do wioski, co „pobożny” braciszek skomentował w sposób godzien kapłana:

Kręcimy się jak gówno w przerębli!

W wiosce Brun zaprowadziła Badaczy do miejscowej zielarki Jagi. Jaga, klasyczna wiedźma szpetna niczym dupa Tatara, zdecydowała się opowiedzieć, co wie o dziwnych przesądach i wierzeniach słowiańskich, było jednak pewne „ale”:

Jaga: A jakże powiem wam kochanieńcy, ale co będę z tego miała?

Eberhardt (wskazawszy na Pakosza): On zostanie u ciebie na noc!

Pakosz na noc nie został, mimo wielu interesujących informacji uzyskanych od Jagi (o leśnych kobietach, upirach, dracach, ale i o stworze porywającym dzieci w maju i listopadzie zwanym przez niemieckich kolonistów Rasend Jaeger Szalony Myśliwy.

Po tym wszystkim wrócili do ojca Zutto na spoczynek, który po raz kolejny nie był im dany. Nocą zbudziła ich przerażona Brun. Dragan zniknął. Cała wioska go poszukiwała. Wysłano nawet po brata Kiryła do klasztoru. Bohaterowie pospieszyli do wioski. Ślady wskazywały, że chłopiec udał się na pogański cmentarz. Tam tez wydarzył się ciąg dalszy dramatu, którego Badacze nie byli niestety świadkiem. Jan, ojciec Dragana i Kirył pognali za chłopcem. Wrócił tylko Jan. Odmieniony, oszalały. Kirył i Dragan zaginęli. Psy, które chłopca wytropiły znalazła Lubawa. Ktoś złamał ważącym 70 kilogramów mastiffom karki, a potem zawiesił trupy na drzewie, 8 metrów ponad ziemią. Ślady wskazywały, że chłopiec dźgnął ojca Kiryła, ale ten wstał, chwycił Dragana i uciekł z nim w las.

Na tym sesja się zakończyła. Ciężko rzec, jak ów „Zew Cthulhu” wygląda w X wieku. Póki co wychodzi klasyczne fantasy, może mroczne, ale mimo wszystko fantasy. Prowadziło się lekko i przyjemnie, choć początkowo trudno mi było uchwycić klimat właściwy średniowieczu (z pewnością ze względu na dość mało znany i nietypowy czas i miejsce akcji). Gracze jak zwykle kreatywni, zwłaszcza dialogowo :).

Reklamy

Komentarzy 6

  1. I znowu wyjdzie na to, że na sesji tylko ja gadam głupoty ;p.

  2. A nie gadasz? Eberhardt oddaje ideę zaangażowanego w duszpasterską posługę kapłana, hehe 🙂

    Poza tym jakoś nie mogę sobie jednego tekstu Madzi przypomnieć 🙂

    Pozdr

  3. Sesja zaczela sie od wyrzniecia sporej grupy klerykow.I gdyby nie brat Ebi nie wiedzialbym dlaczego!

  4. Brat Ebi, taaaak. Brat Ebi tłumaczy, skąd się wziął antyklerykalizm:)

    Pozdr

  5. Tak, faktycznie trzeba się napracować, żeby wyszedł klimat średniowiecza, a nie fantasy. Uchwycić te drobne szczegóły, „którymi różnią sie te dwa obrazki”… ale chyba dobrze nam idzie. 😉 Dark Ages wymaga, przynajmniej ode mnie, głębszej lektury tematu, żebym potrafiła sie jakoś zakotwiczyć w średniowieczu. To trudna epoka do grania…
    A tak przy okazji, ja też nie pamiętam żadnego mojego głupiego, acz godnego uwagi tekstu. Może dlatego, że takich nie rzucam… ;p

  6. Wcale nie rzucasz, kotwiczysz się w epoce i wogle :). Problem w tym, że było coś, tyle że jak zwykle zapomniałem, eeeech :).

    Co do tudność epoki, kwestia dyskusyjna. IMO realnie trudniej stworzyć na sesji klimat np. lat 20tych XX wieku niż średniowiecza.

    Pozdr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s