Mi-go, Niemcy i Słowianie

Minął miesiąc, a jako że był paskudny i pracowity, to trudno było się zebrać, by dokończyć przygodę w „Call of Cthulhu: Dark Ages”. Na szczęście ludzie wynaleźli długi, majowy weekend, toteż we wczorajszym dniu udało nam się sfinalizować dzieje grupki średniowiecznych Badaczy zamieszanych w iście „cthulthystyczną” intrygę na pograniczu Cesarstwa Niemieckiego.

Poprzednia sesja skończyła się w chwili, gdy nasi bohaterzy odkryli rankiem na słowiańskim cmentarzu trupy dwu psów powieszone wysoko ponad ziemią. Z tą chwilą można rzec, iż zakończyło się fantasy a zaczęło „Archiwum X”. Lubawa, Pakosz oraz brat Eberharhardt, tak odmienni, a tak zjednoczeni wspólnym celem zdecydowali się udać do pustelni, z której przybył brat Kirył, który zaginął w nocy, podobnie jak i mały słowiański chłopiec – Dragan.

Pustelnia okazała się być dwoma, kamiennymi, przysadzistymi budowlami wzniesionymi z niezwykle starego, poczerniałego kamienia. Niewątpliwie za budulec posłużyły pozostałości jakiejś antycznej świątyni, może fortecy. Całość otaczał niski, kamienny mur. Przełożony pustelni, brat Chrystian, przyjął bohaterów w okazalszej budowli – kościele o wąskich oknach-strzelnicach i kopule krytej gontem. Tam też opowiedział im sporo o wierzeniach miejscowego ludu, ale i najeźdźców ze wschodu znanych jako Madziarowie. Opowiedział o swoich podróżach do Samarkandy, Kabulu i Bagdadu. I wreszcie opowiedział o tym, że Laa nie jest wyjątkiem, że na świecie są też miejsca, gdzie w maju i listopadzie dochodzi do strasznych wydarzeń, w których znikają ludzie, a nieznane zło budzi się do życia. Na sam koniec poprosił Badaczy, by ci udali się do żyjących w lesie niemieckich kolonistow – smolarzy. Być może to u nich zatrzymał się Brat Kirył.

Tak też bohaterowie uczynili. Wędrówka przez las nie była zbyt miła. Dziwne wizje wyraźnie spowolniły marsz. Mimo to dotarli krótko przed świtem w miejsce, gdzie powinni obozować smolarze. Zastali tam jednak Słowian z pobliskich wiosek, wyraźnie wzburzonych i w morderczych nastrojach. Nic dziwnego. Ktoś rozkrzyżował na drzewie nagie ciało Dragana i pozbawił je wnętrzności. Rzecz jasna podejrzenia padły na smolarzy, toteż Badacze czym prędzej udali się do smolarzy, chcąc ich ostrzec przed nadchodzącym atakiem Słowian.

Smolarze, czyli niemieccy koloniści, jak to ludzie mieszkający w lesie, nie mieli może najmilszej aparycji. Zarośnięci, odziani w niewyprawione skóry, przypominali bardziej dzikusów niż niosących kaganek cywilizacji, co zresztą zauważył Pakosz:

Pakosz: To ci słynni cywilizowani Niemcy?

Eberhard: Oni są już tak cywilizowani, że mogą sobie pozwolić na wakacje w naturze, a nie jak wy – dzikusy.

Resztę nocy i część dnia zajęło BG przeprowadzenie smolarzy do ufortyfikowanej osady Laa, gdzie smolarze schronili się przed gniewem autochtonów. Jak się okazało nie tylko oni. Wraz z nimi do Laa wkradł się pod przebraniem ktoś jeszcze. Prawdopodobnie brat Kirył, który stał zapewne za powieszeniem na drzewie ciała Dragana. A może niekoniecznie sam Kirył, lecz coś, co wedle Lubawy, zagnieździło się w nim i przejęło kontrolę nad jego ciałem. To miał wyjaśniać, dlaczego Badacza znajdowali ostatnio ciała pozbawione wnętrzności i byli świadkami dziwnych zachowań Dragana.

Zbyt długo Badacze w samym Laa nie zostali. Po spotkaniu z lordem Brantem, Burgolfem i Brun, wyraźnie zauroczoną Pakoszem, wyruszyli z powrotem do pustelni, by opowiedzieć bratu Chrystianowi, co najprawdopodobniej stało się z Kiryłem. Na próżno. Po drodze stali się ofiarą ataku owych dziwnych stworów, o których opowiadali i Niemcy, i Słowianie. Leśnych kobiet, upirów, wampyrów. Nagły błysk oślepił bohaterów, a potem istoty odziane w dziwne opończe z kapturami rzuciły się na nich. Mimo to Pakosz zdołał ubić dwie bestie, a i Eberhardt ukatrupił jedną.

Lubawa natomiast została porwana. Stwory uniosły ją w powietrze, a potem jeden z upirów wbił jej kolec jadowy w kark i słowiańska tropicielka zapadła w niespokojny sen pełen majaków i koszmarów. Co rusz się budziła. Widziała daleko pod nogami lasy i wzgórza, Czarne Wzgórze najeżone palami, na których gniły ludzkie szczątki, ruiny po dawno wymarłych ludach kryjące się wśród leśnych ostępów. W pewnej chwili poczuła, jak jeden ze stworów zabiera jej Czarny Kamien, który kilka dni wcześniej wyjęła z dłoni martwego mnicha-wojownika z orszaku brata Gudmana. A potem stwory wypuściły ją, by roztrzaskała się o ziemię.

Upadek zamortyzowały gałęzie drzew i leśna darń. Lubawa legła na ziemi, bliska obłędu i śmierci. Straciła przytomność nie wiadomo na jak długo.

Tymczasem Pakosz i Eberhardt ruszyli czym prędzej w stronę pustelni. Za późno. Stwory wyrżnęły braci i podpaliły kościół. Pakosz dojrzał jeszcze w kościelnej bibliotece jednego ze stworów, chwycił opończę i, nim stwór odleciał, zerwał ją. Dojrzawszy bluźnierczą (nieodmiennie:)) zawartość, po prostu zemdlał. Stwór, dziwny insekt, z którego korpusu wyrastało kilkanaście cienkich odnóży zakończonych szczypcami, zaszeleścił łuskowatymi skrzydłami i zniknął w dymie.

Mi-go, czyli dziwne, latające stwory.

Mi-go, czyli mieszkańcy Czarnego Wzgórza.

Tymczasem Lubawa, wciąż pod wpływem jadu, ruszyła w drogę powrotną do Laa. Towarzyszące wizje ożywających trupów, poruszających się drzew etc. nie pozwalały jej zapomnieć o przeżytym koszmarze.

Rozmowa dzielnych Badaczy o Laa (osadzie o średnicy może 100 metrów):

Pakosz: To naprawdę duże miasto.

Eberhardt: O tak, bo do większych nie wchodziłeś. U was takich nie ma, a do naszych cię nie wpuszczali.

Pakosz: A jakże, wchodziłem i do waszych, ale przez mury najczęściej, po drabinie.

Eberhardt: Chyba przez rury ściekowe.

Pakosz: Rurami to wasi uciekali przed nami.

Wszyscy spotkali się w Laa, lecz nie dane im było odpocząć zbyt długo. Oto brat Kirył, a raczej coś, co się w nim zalęgło zajęło się piękną Brun, zamieszkało w jej ciele. Nocą Brun przyszła do Pakosza, który spodziewał się zwykłych igraszek, a skończyło się tragicznie. Stwór wydostał się z ciała Brun, która umarła, cierpiąc katusze, a Burgolf oskarżyl Pakosza o zabójstwo córki. Do tego wszystkiego dołożył się nocny atak Słowian na Laa i ucieczka jeńca lorda Branta, który okazał się być synem madziarskiego księcia. Tylko dzięki temu Badaczom udało się zbiec z osady. Los Brun szczególnie poruszył Pakosza, któremu dziewczyna była dość bliska. Nawet istotom z Mitów Cthulhu nie polecam wkurzanie drużynnika piastowskiego. Pakosz krótko ujął swoje plany względem wampyra:

– Ja mu kurwa do domu wejdę!

Madziarski wojownik.

Uciekając przez las przed pościgiem odnaleźli Zoltana – madziarskiego uciekiniera, który zaprowadził ich do obozu Madziarów, gdzie spędzili kilka dni, wypoczywając i przygotowując się do wyprawy na Czarne Wzgórze, na którym wedle Madziarów miały mieszkać upiry odpowiedzialne za śmierć Dragana, Kiryla, Brun i ludzi z orszaku brata Gudmana. Bo jak rzekł szaman Madziarów: „Wampyry są wokół nas. Są jak robaki, wchodzą w ludzi, pożerają ich od środka, by nosić ich skóry niczym odzienia”.

I stało się. Wielki finał na Czarnym Wzgórzu, którego centrum opasywał niewysoki czarnym, kamienny mur, od wewnątrz pokryty celtyckimi runami. To one trzymały bestie z na Wzgórzu. Do czasu aż Burgolf rozebrał część muru i ostatecznie uwolnił wampyra.

Bohaterowie weszli na szczyt wzgórza, gdzie odnaleźli pod obeliskiem zejście do starego grobowca. Zanurzyli się w jego otchłań, schodząc coraz głębiej i głębiej. Wreszcie dotarli do starej komory świątynnej, gdzie odmienność i bluźnierczość owych istot zamieszkujących wzgórze objawiła się w pełnej okazałości. Ciało brata Gudmana, rozłożone na czynniki pierwsze, wciąż żyło. Sieć żył pompowała krew do zawieszonych w powietrzu organów, płuca spazmatycznie poruszały się, dostarczając tlen cierpiącemu kapłanowi, a raczej czemuś, co zeń zrobiono. A głowa? umieszczono ją w metalowym pudle, podłączając do dziwnych urządzeń, dzięki którym mogla słyszeć, mówić. Żyć w koszmarnym cierpieniu. Tego było już dla Badaczy zbyt wiele, po krótkiej rozmowie, Pakosz dobił Gudmana, a potem zeszli w głąb kilkusetmetrowej studni, gdzie uśmiercili kolejną z latających bestii.

Na dole czekała na nich brama do świata latających istot. Dziwnej, czerwonej krainy, w której na niebie lśniło kilka księżyców, a na horyzoncie wznosiły się monstrualne miasta, niczym wielkie kopce termitów. Wszędzie roiło się od skrzydlatych stworów. Badacze zrobili to, co podpowiadała im natura i typowa dla ich narodu kultura:

– Eberhardt zapragnął wbić flagę cesarską i objąć tę ziemię dla Cesarza

– Pakosz po prostu wysikał się na wrogiej ziemi

– Lubawa starała się z godnością zignorować poczynania towarzyszy.

Ostateczne starcie z wampyrem, pod postacią Brun ( a jakże!) potoczyło się w osobistym, stworzonym przez mroczną istotę, piekle badaczy. Dziwnej komnacie, której podłoga pokryta była zimnym, rzadkim błotem, starymi kośćmi i tysiącami kilkunastocentymetrowych czerwi, dokładnie takich istot, które infekowały ludzi – wampyrami. Brun-wampyr przejęła kontrolę nad ciałami bohaterów. Na krótko jednak. Pakosz, z pomocą swoich przyjaciół zdołał przebić się własnym sztyletem i wyrwać spod władzy wampyra, któremu chwilę później uciął jednym ciosem łeb.

Druga część przygody o wiele bardziej przypominała Zew Cthuhlu, choć przyznaję, że trudno jest prowadzić ludzi średniowiecza w kompleksie wydobywczym mi-go, a nawet przenieść ich na chwilę na Yuggoth. Jak opisać świat przez nich widziany? Dla mnie dość trudne. Mimo to „Dark Ages” ma dość fajny potencjał, zwłaszcza, gdyby grać w systemie kampanijnym. Możliwości jest co niemiara: celtycko-normańska Anglia, okres krucjat, walki w Hiszpanii w Maurami, starcia Waregów z Pieczyngami na terenie Rusi. Rodzące się kulty i herezje. W zasadzie siłą napędową zagranej przygody była interakcja pomiędzy Pakoszem i Eberhardtem, ciągłe dogryzanie i dogadywanie dodawało z pewnością uroku i życia rozgrywce :).

Advertisements

komentarzy 5

  1. Tak cywilizacja i dzikusy . To było coś . Czułam się jak na meczu .to było coś.

  2. Zalety grania w Dark Ages
    1 otarlem sie tylko o 20 wieczny ZC , i wydaje mi sie ze jakos naturalniej sie mi odgrywalo (za 2 razem ) woja niz wspolczesnego badacza ,intelektualiste hmm sam do konca nie wiem na czym to polega ,nie mowie ze to latwiejsze

    2.jest mnostwo starych legend i wspanialych miejsc z historii ktore mozna by wykorzystac i ktore sa bardziej dla mnie ciekawe niz znowu boston czy 20 wieczny paryz

    3.podoba mi sie tez ze mozna nieco odejsc od klasycznej koncepcji postaci badacza w grze ,mozna sie w tym podeprzec kontekstem historycznym czy innym kultorowym w naszym umownym wydaniu oczywiscie 😀

    4.no i sam pomysl zeby dopasowac lokalne legendy i troche dopasowac pod ctulhu ale zeby zachowaly wlasny koloryt i smaczek – zdecydowanie lepiej sie walczy z zwergami czy innymi upirami , stwory i bogowie z normalnego zC sa dla mnie przerazajoco – nudne bo ograne i zapodrecznikowane

    5.no moze lepiej sie bedzie gralo niz w ten stary – stary zdecydowanie nawet czytajac opisy mnie nudzil , i juz wole sredniowiecze z swoimi zabobonami – i to chyba dla mnie jest super – niz ten wspolczesny hmm jak to nazwac – mistycyzm ZC ,zawsze mnie to troche zabijalo klimat opowiadan,kiedy ktos probowal robic z tego 20w przygode rpg – tutaj jakos to naturalniej pasuje ale i jest pewien dystans bo jest chrzescijanstwo no i nasz swiat realny tez ale opowiesc jest jakas bardziej wartka.

    6 ta sama zardzewiala skrzynka z glowa w celtyckim grobie
    ktory chce spladrowac glodny zemsty z prawdziwych powodow woj Pakosz (zabicie niewinnej ,przyszlej zony) to zdecydowanie lepszy chwyt niz taka sama skrzynka z glowa z laboratorium szalonego naukowca (zgrane do bolu).Zywe emocje ,zywi ludzie a nie kolejny wisior i biblioteka 😉

    7.Ludzie ze sredniowiecza – nie oznacza polglowki 🙂

  3. Kajko&Kokosz i Macki
    dodam jescze ze nawet miksujac zc z nasza (graczy) stereotypowa wiedza o sredniowieczu wychodzi dla mnie ciekawsza ,bardziej energetyczna mieszanka niz to co znalem dotychczas z ZC 20 wieku .
    Jeszcze tam wrocimy z Ebim i macki poznaja co to Medieval Total War po slowiansku !
    (z dodatkiem niemieckim)

  4. Heh pełny koment, sążnisty rzekłbym. Zgadzam się z argumentacją, choć nie całkiem z tymi przykładami dotyczącymi klasycznego ZC. Tu naprawdę większość zależy od MG no i graczy.

    Ale fakt, w Dark Ages jakby konflikty są bardziej wyraziste. Moze ludzie wtedy żyli bardziej? A nie na pół gwizdka?:D

    Pozdr

  5. Pfff Chwali sie taki sesjami na blogu, a człek się tylko wkurza, że sam nie zagrał 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s