Twardy vs Tygrys

Nie, nie zamierzam prowadzić analiz, który czołg jest bardziej czołgowy i udowadniać, iż biedny kociak nie ma szans w starciu z 125milimetrową armatą PT-91. To zrobił już ktoś inny. 

Kilka dni temu ukazała się powieść  Marcina Ciszewskiego „www.1944.waw.pl„, kontynuacja losów bohaterów „www.1939.com.pl„. Ponownie spotkamy się z pułkownikiem Grobickim, kapitanami Wieteską i Kurcewiczem i kilkoma innymi wojakami z Pierwszego Batalionu Rozpoznawczego. Ci, którzy mnie znają mogą potwierdzić, iż ogólnie mam niewielkiego fioła na punkcie militariów i historii wojskowości, a spośród wszystkich konfliktów, bitew i starć szczególnym sentymentem darzę Powstanie Warszawskie. No dobrze, mam na jego punkcie konkretnego pierdolca. Ba, nie tylko czytam o jednej z największych bitew miejskich drugiej wojny światowej, ale zdarzyło mi się kiedyś poprowadzić przygodę do autorskiego systemu, w której grupa najemników z XXIII wieku udało się w podróż w czasie do ogarniętej sierpniowymi walkami Warszawy (pamiętasz, Jaro?)

Ciszewski widać ma podobne zainteresowania, bo po pierwszym tomie, w którym 16 Twardych i 10 Rosomaków wspartych przez Amosy, Kraby, Mi-24 i inny stuff wojskowy spuszcza pokazowy łomot XVI Korpusowi Pancernemu, funduje tym razem Niemiaszkom nieprzyjemną niespodziankę w Warszawie 1944 roku. Oto wybucha powstanie, tak jak i w naszej wersji historii, 1 sierpnia, ale tym razem Batalion Uderzeniowy złożony z dawnych żołnierzy Grobickiego i najlepszych wojaków z AK, szkolony według standardów GROMu i wsparty kilkoma ocalałymi pojazdami z Batalionu Rozpoznawczego (w tym Twarde, Rosomaki i po jednej Białej oraz Amosie) rozbija niemiecką obroną w zasadzie w ciągu dwu dni. Pada Uniwersytet, gmachy Gestapo i inne ośrodki oporu, które niestety nie zostały w rzeczywistości zdobyte. Choć szkopskie Tygrysy są dużo lepsze od PzII, które wojacy Grobickiego rozpruwali w 1939, to przeciw Twardym nie mają większych szans. Dodajmy do tego nowoczesną broń strzelecką, granatniki Pallad, RPG i osobisty osprzęt komunikacyjny i mamy krzyżówkę Groznego, Libanu i bijatyki w remizie w Pcimiu Dolnym, czyli… 

jest głośno, wybuchowo i bez zasad.

Mamy więc do czynienia z powtórką fabuły w pierwszym tomie? Nie całkiem. Z pewnych względów, których nie wyjaśnię, by nie spoilerować, nowa powieść Ciszewskiego niemal kompletnie pozbawiona jest elementów humorystycznych. Choć wojacy pozostali tacy sami, zawzięci, zdecydowani i twardsi od pancerza PT-91, nomen omen Twardego, to przecież nie rzucają grepsów na lewo i prawo. Zresztą nie czas na to. Okupacja nie nastrajała wszak satyrycznie czy humorystycznie. Mimo to powieść czyta się doskonale i równie szybko co pierwsze dzieło Cieszewskiego. Dwie godzinki i było po sprawie. Po prostu porządne czytadło bez żadnych ambicji bycia rewolucyjnym. Zawsze przyjemnie jest poczytać o tym jak to „nasi” piorą „onych”, mając w dodatku technologiczną przewagę :). 

Książka bez wad?

A w życiu! Zresztą takowych nie ma. Natomiast do Ciszewskiego mam kilka zarzutów (ale żem zabrzmiał autorytarnie:)). Po pierwsze jeśli ktoś oczekuje fresku historycznego na temat powstania, to niech zapomni. To mimo wszystko losy kilku bohaterów i kilku akcji w początkowym okresie walk w Warszawie. Co prawda autor prawdopodonie celowo tak przedstawił konflikt, by niepotrzebnie nie rozdmuchiwać powieści (wszak, ze powtórzę się, pisał dzieło ściśle rozrywkowe, wpisane w schemat powieści awanturniczo-wojennej), ale mimo wszystko czytelnik po przeczytaniu dzieła może mieć wrażenie, że te walki to mógł wygrać jeden 700-osobowy batalion z rzadka wsparty zgrupowaniami. Z postaci znanych dowóców odnotowałem w zasadzie tylko Drzymałę, Ruczaja i Krybara (raz gdzieś tam wspomnianego), ani słowa w  zasadzie o działaniach w innych rejonach. Z tego powodu powstanie u Ciszewskiego wygląda jakoś na takie małe, niepozorne. Ot poruchawka warszawska, nie powstanie. 

Kolejną wadą, do tego wydaje mi się dość poważną, są niespójności w fabule. O ile w poprzednim dziele wydarzeniach są połączone związkiem przyczynowo-skutkowym, który ma przynajmniej pozory realności, to tutaj przynajmniej kilkukrotnie kołek, na którym zawisła moja niewiara, niebezpiecznie się zachwiał. Szczególnie szwankuje motywacja bohaterów, a w niektórych przypadkach ich zachowania, reakcje etc. są wręcz alogiczne (to w szczególności dotyczy zachowania wywiadu amerykańskiego, Niemców, działań Wojtyńskiego itd).

Mimo to z całego serca polecam „www.1944.waw.pl”, chociażby za przedstawienie walk w Warszawie, za postacie bohaterów i za to, że Ciszewski nie próbuje mydlić oczu, lecz daje nam porządną akcję, a co za tym idzie i rozrywkę.