Flesh + Blood

flesh_and_blood

Zachmurzone niebo zasnuwają dymy. Kamera powoli zjeżdża, ukazując miejskie  mury wstrząsane eksplozjami oraz szańce, na których co i rusz grzmią armaty. Wybuchy wyrzucają w powietrze ciała kanonierów, oddziały najemników szykują się do ataku na bramę. Przyjmują komunię, by chwilę później na wąskich, miejskich uliczkach wyrzynać obrońców. 1501 rok, Zachodnia Europa. Początek XVI wieku, przełom średniowiecza i renesansu.

Taką sekwencją rozpoczyna się „Ciało i Krew”,  film Paula Verheovena z 1985 roku. Znaczący tytuł po zerwaniu metaforycznej zasłony znaczy niewiele więcej niż „Seks i Przemoc”, znak rozpoznawczy twórcy „Robocopa” i „Nagiego Instynktu”. Faktycznie, obietnica ukryta w tytule spełnia się całkowicie.

Grupa najemników, wielobarwna hałastra dowodzona przez Martina (fantastyczny Rutger Hauer) zostaje oszukana przez swojego mocodawcę, księcia Arnolfiniego. Prowadzeni wizjami na wpół szalonego ex-księdza a zarazem kompana porywają narzeczoną Stevena, młodego syna Arnolfiniego i ukrywają się w potężnym zamku. Jak wiadomo, krew nie woda, a Steven, choć większość czasu spędził na uniwersytecie, studiując zakurzone foliały, nie bez kozery nosi spodnie. Dość szybko dochodzi do konfrontacji pomiędzy doświadczonym wojakiem a świeżo upieczonym scholarzem. 

Nie, nie fabuła jest zaletą tego filmu. W zasadzie jest ona jedynie pretekstem, by ukazać czasy wojen włoskich. Brawne, fascynujące, ale i pełne okrucieństwa. Verhoeven nawet na chwilę o tym nie zapomina. Miłość Agnes i Stevena budzi się u stóp gnijących wisielców, dżuma dymieniczna pustoszy okoliczne tereny, dotytkając nie tylko najemników, ale i Hawkwooda – kapitana wojsk Arnolfiniego. Żołnierze to niezdyscyplinowana banda, prawdziwa plaga ówczesnej epoki. Naturalizm pełną gębą, ale nie spod znaku „Piły” czy innej hollywoodzkiej makabreski, lecz umiejętnie dozowany. Dzięki niemu widz może przenieść się w czasy, kiedy śmierć była czymś zwykłym i powszechnym. Kiedy ludzie mówili: Ego morior – Ja umieram, wiedząc, iż każda chwila zbliża ich do nieuchronnego końca. Toteż żyli pełnią życia. Nie wiem, czy Verhoeven czytywał Freuda, ale ucieleśnił ideę Erosa i Tanatosa. fleshblood1_resizeMiłość i śmierć. Cielesność i duchowość żarliwej, choć dla nas specyficznej wiary bandy najemników Martina. Ta pobożność ukazana jest także za pomocą obrazu. Oto Kardynał w pewnej chwili Martina na tle płonącego koła od wozu, niczym świętego. To tylka jedna z prostych, choć niezwykle nośnych i wyrazistych metafor w tym filmie.

Kolejnym atutem tego dzieła są bohaterowie. Rzadko kiedy spotkałem się z tak przekonującym obrazem ówczesnego żołdaka. To tak jakby zekranizowano „Średniowiecznych najemników” Williama Urbana (swoją drogą godna polecenia książka). Martin i jego kompani to postacie z krwi i kości, a nie papierowe żołnierzyki. Targani emocjami, lojalni wobec siebie aż do samego końca, ale jednocześnie prostacy, łajdacy i zwyczajni dranie. I kogo tutaj nie ma, twardzi jak stal rębajłowie (m.in. Brion James w roli Karsthansa), upadły ksiądz przezywany Kardynałem, markietanki, a w zasadzie dziwki, młody chłopak, który bierze udział w walce na równi ze starymi, lecz chwilę wcześniej jest łajany przez matkę (jedną z hmmm… markietanek) jak zwykły dzieciak. Na tym tle wyróżnia się Martin. Rutger Hauer stworzył kreacją na miarę swoich największych dokonań (taaaaak, oczywiście myślę o Royu Battym :)) – krwistą, pełną uczuć, żywą i dynamiczną. Równie ciekawa jest postać antagonisty – Stevena Arnolfiniego. Młody fascynat dokonań Leonarda da Vinciego, absolwent uniwersytetu, który brak doświadczenia nadrabia inteligencją i zdobytą wiedzą (scena ataku na zamek przy użyciu pomostu szturmowego jest jedną z ciekawszych w filmie). 

fleshandblood10_resize

Trzeci wierzchołek miłosnego trójkąta, Agnes (Jennifer Jason Leigh) nie jest jedynie bezwolną ofiarą tudzież nagrodą dla zwycięzcy. Choć młoda i niedoświadczona tak naprawdę jest utalentowaną manipulantką. Jest uczuciowo rozdarta niczym bohaterka odgrywana przez Ingrid Bergman w „Casablance”, pozostając przy tym o wiele aktywniejszą postacią. Zafascynowana Martinem, a jednocześnie zakochana w Arnolfinim, potrafi dostosować się do sytuacji, a nawet w pewien sposób przejąc kontrolę nad nieprzewidywalnymi najemnikami. 

Rónież od strony historycznej trudno coś zarzucić filmowi. Choć jest to kino przygodowe, to widać drobiazgowość w odwzorowaniu strojów, uzbrojenia, scenografii, a przede wszystkim klimatu. Można odnaleźć także nawiązania do postaci histporycznych. M.in. kapitan najemników nazywa się Hawkwood, tak samo jak słynny dowódca XIV wiecznej „Białej Kompanii”. Zresztą wojacy zdobywający bezimienne miasto na początku filmu, to swoiste połączenie bandziorni najemnej Johna Hawkwooda i niemieckich landsknechtów, którzy w 1525 wklepali pod Pawią Francuzom, po raz kolejny udowadniając żabojadom, że wojaczka to raczej nie jest ich domena. 

2j3lma0_resize

Całość podkreśla wyborna ścieżka dźwiękowa Basila Poledourisa (twórcy muzyki do obu „Conanów”), nawiązująca do Złotego Wieku amerykańskiego kina. Pompatyczna (kto oglądał „Conana” ten wie, na co stać Poledourisa :)), pełna fanfar, głośna, przejmująca i naładowana emocjami. Wymarzona jako tło muzyczne do sesji WFRP.

Podsumowując. Kawał świetnego kina, dobrego autorstwa, okraszonego niezłą muzyką. Dodajce do tego naprawdę fajny klimat. Świat nie jest czarno-biały, nie ma tutaj podziału na dobrych i złych. Jak dla mnie pozycja „must see” dla warhammerowców wszelkiej maści. Najemników z „Ciała i Krwi” można żywcem przenieść do Starego Świata. Ba! Scenariusz filmu spokojnie może posłużyć za inspirację do wyjątkowo krwistej i dynamicznej przygody. 

TRAILER

Advertisements

komentarzy 7

  1. Tak tak Ciało i krew to właśnie Warhammer. Kurwy ciągnące za armiami, mnich rozdający hostię przed walką itp.

  2. Ja mam podobne odczucia co do tego filmu. Zresztą oglądnąłem go tylko dlatego, że mój znajomy wręczył mi płytę stwierdzając „Oglądnij! Klimat Warhammera” Dwa krótkie zdania wystarczyły żeby mnie przekonać. Jako inspiracja rzecz jest rzeczywiście wartościowa. Dla warhammeromaniaków rzecz obowiązkowa!

  3. Ja powiem coś innego tak kobieta może ośmieszyć faceta a za razem lidera. W scenie gwałtu na książnice kobieta pokazuje co potrafi masakryczna scena .

  4. Taaaa: „Hej, Martin, to ona ciebie pieprzy” 🙂

  5. O, widzę że wygrzebałeś jeden z moich ulubionych filmów z jednym z moich ulubionych aktorów.. ;]

  6. Rutger Hauer miażdży, prawda?

    A film naprawdę wspaniały.

    Tak pod WFRP to chyba teraz sobie przypomnę Ukrytą Dolinę.

  7. […] Czytaj więcej: Flesh + Blood « Lisia nora […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s