A Dog Eat Dog World – raport z mikrosesji WFRP

Wilczarz middenlandzki. Prawie 70 kilo przyjaznego, łagodnego i delikatnego pieska.

Wilczarz middenlandzki. Prawie 70 kilo przyjaznego, łagodnego i delikatnego pieska.

Delikatny wiosenny wiatr ruszał ospale rozłożystymi gałęziami wiekowych dębów, olch i buków Drak Waldu. Choć wiał nieszczególnie, nieśmiało i delikatnie, głośny szum tłumił głosy wędrowców, którzy komunikiem przemierzali trakt. Woń kwitnących kwiatów, którymi obficie obsypane były krzewy wwiercał się w nozdrza przejezdnym. Wszak była już wiosna. Soczyste, zielone liście rozwinęły się, tworząc zwartą powałę ponad głowami podróżników. Choć słońce zalało cały krajobraz potokami światła, to tutaj znów panował delikatny, pachnący wilgocią i obcością mrok. Gdzieś tam w trzewiach starożytnego boru na wędrowców spoglądały czyjeś ślepia. Obce, żółte, przedzielone pionową źrenicą.
Wędrowcy przynajmniej kilka razy na dzień mijali wozy kupców, patrole Straży czy dyliżanse Armatniej Kuli. Bywało, że ktoś się do nich przyłączał. Raz byli to pielgrzymi Sigmara, którzy zadali kłam popularnemu określeniu, że pielgrzymkę poznać można po tym, że śmierdzi, kiedy stoi, a śpiewa, gdy idzie. Bracia pielgrzymujący do bazyliki Sigmara w Delberz nie śpiewali.
 Innym razem dwie rodziny z którejś z wioszczyn okołomiddenheimskich przykleiły się do grupy było nie było solidnie uzbrojonych podróżników. „Dla bezpieczności”, jak mówił stary, lecz krzepki Hermann, głowa jednej z familii.
            Panował wszechobecny spokój. Trakt był bezpieczny. Widać ciężka zima wygniotła bandy brygantów, a tymi, którzy przeżyli gniew Ulryka, zajęły się lotne patrole Straży. Chłopi, fataliści z urodzenia i przekonania, nadal narzekali, wietrząc, iż jest to zaledwie cisza przed burzą. Zapowiadając wojny, zarazy, plagę grasantów i zwierzoludzi a na dokładkę koklusz, spadek cen zboża oraz skwaśnienie całego piwa w Middenlandzie. I choć naszych wędrowców czasem brała chęć, by temu czy owemu pięścią gębę zatkać, to przecież kończyło się na zrezygnowanym westchnięciu i wysłuchaniu kolejnych litanii zgryzot.
            Nawet wieczorem, gdy przy ognisku, pod nocnym niebem, gdzie królował niemal pełny Mannslieb chłopi nie przestawali narzekać. Ot, takie życie.
            Mało kto pamiętał, że władza Cesarza nad Drak Waldem tak naprawdę ograniczała się do miast, miasteczek, wsi oraz wiosek ich łączących. Do szlaków na rzece Delb, linii semaforowej biegnącej wzdłuż szlaku altdorfsko-middenheimskiego, a wszędzie dalej był las, gęsty, niezbadany matecznik kryjący tajemnice nieznane zwykłemu, szaremu Middenlandczykowi, który nie zdawał sobie sprawy, jak wiele prawdy kryło się w starych, wiejskich klechdach.  

No i wreszcie udała nam się restytucja Warhammera. Z grubsza stała ekipa:

MG: Ja

Gracze:
Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni, paskud i nerwus, gdy tylko się przysłowiowemu kotu na ogon nadepnie. Chodzący warsztat rusznikarski.
Beatka – Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka i jak to elf – urodzona wredota, zaraza i przyczyna kwaśnienia wszelkiego mleka w promieniu 20 metrów.
Grześ – kapitan von Usingen, dzielny dowódca naszej ferajny. Wcielenie honoru, mądrości i odwagi. Na co dzień sztywus.
Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran oddziału Elenathi (Gwiazdek), czyli swoistego elfiego szwadronu śmierci. Złośliwy, pozbawiony skrupułów.
Pablo – Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka, góra mięśni odziana górą stali. Protoplasta kociaków (Pz VI Tiger, Pz V Panther i inne takie). Prosty niczym liniał, twardy niczym stal, skuteczny niczym dżuma.
Damian – Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu (ale Tileańczyk z korzeniami norskimi – nie pytajcie :)), znany z tendencji do odłączania się, strzelania focha oraz bulwersa, bo: „czy kurwa ktoś mnie słucha?!”
Kamil – krasnolud Grum, ot taki krasiek co to się lać nie umie, bo uczony jest. Zgryźliwy dziad.

No tak, wiosna w pełni. Nasza dzielna ekipa po strasznych wydarzeniach w Morlenfurcie powraca do Middenheim. Szlak przejezdny, ciepło jest i przyjemnie. A tu pewnego dnia o pewnej porze widzą na rozstajach biednego niziołka, co to pcha przed sobą wózek pełen dóbr wszelakich. A raczej pchać próbuje, bo błoto póki co straszliwe, a wąski trakt, na który malec chce wjechać dość zaniedbany. Niziołek, mimo pewnych sprzeciwów u niektórych z bohaterów (leniuchy i nieczułe śmierdziele, niziołkowi nie chcieli pomóc) udało się namówić do pomocy dzielnego rycerza Hamana, toteż cała ekipa wraz z wózkiem zjechała z traktu i zapomnianą ścieżką ruszyła w kierunku wioski Dunkelbild, która to miała leżeć ledwie kilka mil od głównego szlaku.
Malec, niejaki „Don Don”, a właściwie Donald Donwurst okazał się być obrotnym handlarzem, któremu to się nawet na chwilę morda nie zamyka. Trzepał więc ozorem na lewo i prawo, dopytując się, rozpytując, ale i opowiadając plotki z Miasta Białego Wilka (cholera wie, czy tak Księżniczka faktycznie się puszcza :)). Ale i to nasi bohaterowie przetrwali. Dotarli do wioski, gdzie pożegnali się wylewnie z Don Donem, a następnie zawrócili i ruszyli w kierunku szlaku.

A w zasadzie chcieli ruszyć, bo usłyszeli, jak nagle wózek halflinga przyspiesza. Co się okazało? Potężny middenlandzki wilczarz, rozpędzona, włochata bestia wypadła nagle z lasu i rzuciła się na niziołka. Nim bohaterowie zdołali mu pomóc i uśmiercić wściekłego psiura (a konkretnie Usingen i Kyllan), mały był pogryziony. Jak widać los jednoznacznie chciał, by tę noc spędzili w wiosce. W końcu ktoś musiał zawieźć rannego handlarza i jak się da opatrzeć.

W wiosce nikt w zasadzie ich nie przywitał. Chaty zawarte na głucho, ludzi brak. Dopiero miejscowy zarządca, Stephen Straw, wyszedł ze swego domu, zaopiekował się Donem i zaprosił bohaterów, odstępując im na noc stodołę.
Chwila rozmowy ze Stephenem pozwoliła ustalić kilka faktów:

– Wilczarz należał do miejscowego pana, barona Vornemena Oterbaugha, który słynie z hodowli rasowych psów (głównie bojwoych i myśliwskich bestii, ale także i małych jazgotliwych bamboszy dla wymagających dam dworu).

– Wilczarze, ogary i inne rasowe tałatajstwo biega sobie wokół wiochy podzielone na kilka sfor, które terroryzują mieszkańców (z dwudziestu było już pogryzionych). Oczywiście wszystko za pozwoleniem barona, cholera wie czemu.

– Barona nie ma, pojechał do Altdorfu. Dworem pod jego nieobecność zarządza jego syn Wiktor.

– Stephen ma dość psów, ale nie może ich ubić, toteż chce wynająć bohaterów, by wyłapali sfory, na co ci zgodzili się po wewnątrzgrupowej dyskusji (jak zwykle burzliwej i mało cenzuralnej).

Noc minęła spokojnie, choć faktycznie psy biegały po wiosce, jakby czekając, aż ktoś wylezie z chałupy i da się zabić.

Następnego dnia wszyscy zajęli się przygotowaniem pułapki na zbuntowanych czworonogów. Jorgul z Hamanem wykonali mocne klatki. Znaleziono suki w rui, które miały posłużyć za przynętę dla psów (taaaa, opis Grzesia jak jego postać ociera tyłkiem danej suni drzewa, by oznaczyć teren i nęcić psich buntowników był setny :)). Kyllan, Usingen, Grum i Maja zabezpieczyły wnętrze obory, w której zorganizowano pułapkę. Nocą, poza wyjątkiem, który pokąsał Usingena, wszystkie psy wlazły do obory i dały się pochwycić. Pierwsza ze sfor została wyłapana. Bohaterowie, obowiązkowo dumni z siebie, udali się na spoczynek, by rankiem być obudzonym przez kolejnego gościa. Oto do wioski zawitał dziwny człek. Blady, o białych włosach i czerwonych oczach. Odziany w ciężką kolczugę z dyndającym symbolem Sigmara na piersi, ubrany w buty do konnej jazdy i wysoki kapelusz z szerokim rondem. Taaa, pieprzony łowca czarownic. I do tego albinos.

Na tym przerwałem sesję.

W WFRP graliśmy króciutko, ledwie 2,5 h, bo wcześniej kończyliśmy przygodę do Cthulhu Rising. Mi prowadziło się super, łatwo opisywało się świat, do którego wróciliśmy po prawie rocznej przerwie. Do tego bez trudu wcielałem się w NPCów, dialogi z przyjemnością się prowadziło (jakoś mi ten niziołek podpasował a i Stephen jest sympatyczny). Widać było, że i gracze z chęcią wrócili do WFRP.

Przygoda tak naprawdę dopiero się rozkręca. Ciąg dalszy nastąpi.

Advertisements

komentarzy 19

  1. Chłopi fataliści brzmi nieźle!

  2. A nie są te cholery? Kurde jak bywałem na wsi u rodziny, to w zasadzie każdy wredny zakręt losu przyjmują, bo widać tak musiało być.

    Pozdr

  3. Może naślemy Łowce na właściciela tej psiarni? Bo to bluźniercze i heretyckie jest jak się wyprowadza psy bez kagańca . Trzeba zrobić imprezę bo mamy Tatę w ekipie 😀 Biedny dzieciak,powinien dostać jakiś portrecik ,bo znając charakter Jorgula father wyjdzie do sklepu i wpakuje się w jakąś intrygę (koniecznie z pościgiem i strzelaniną)
    Tak szczerze to powinniśmy uważać na jęzory (ciężko będzie) bo połowa ekipy nadaje się do spalenia,(bulgo ,kotołaki). Ten łowca co jest podobny do wiadomo-kogo ma miecz na plecach? Trzeba go poprosić żeby siadł na krześle z oparciem.
    Jedziemy do Wiktora żeby się poskarżyć (wybadać o co chodzi)?
    P.S
    Jak tam ręka herr Usingena?

  4. Bydlęta stanowią niebezpieczeństwo dla korzystających z traktu i prawie odgryzły rękę szlachcicowi.Jakieś zadośćuczynienie od właściela należy się jak psu buda.

  5. Myślicie że ten łowca przyjechał w związku z psami?Może też go pogryzły? :]

  6. Przewodnik po NPLach na następną sesję- Nic dziwnego że piesi wzięli i uciekli .Też bym się wkurzył!

  7. Tata w ekipie. Halflingi klepią ozorem bez potrzeby, a niektórzy ludzie inną częścią ciała :). Jorgul-Tata. Brzmi prawie jak: Tzeentch Pan Zmian :D.

    Co do zadośćuczynienia dla szlachcica. Przypominam, że postać Grzesia udaje plebejusza, nie nosi nawet pierścienia. A łowca czarownic miecz nosi normalnie, przy pasie, a najczęściej w dłoni :). Za to za pasem ma dwa pistolety kawaleryjskie.

    I masz rację, będę słuchał, o czym mielicie przy nim ozorem. ]:)

    Pozdr

  8. Myślałem ze to będzie fajna przygoda bez chaosu bez gier wywiadowczych. Tylko uganianie się z z psami i będzie fajny czas wony od misi. Miałem 3 wersje wydarzeń w kolejności najbardziej wiarygodnej.
    1 psy źle traktowane przez tresera i nie zamierzają wracać do niego.
    2 Ze jakiś dziki pies się i przejął najsilniejszą watahę a pozostałe zastały z nimi.
    Nie było do w cześć końcowej wiec na tle wydarzeń ostatnia wersja nie brałem pod uwagą
    3.że nad jedną watahą staną ogar chaosu jeżeli jeżeli to będzie prawda to w pobliżu powino być stado ogarów chaosu a w najgorszy scenariuszu banda wyznawców chaosu.

    ps. jak bym tak wyglądał też bym uciekł

  9. A ja mam inną teorię: jesteśmy na chędożonym URLOPIE i powinniśmy się trzymać tej wersji, a nie ganiać za jakimiś zapchlonymi kundlami i dawać się gryźć jak jakieś sieroty. Poza tym przypominam, że osoby potrafiące zmieniać się w kota (nie mylić z kotołakami) nie lubią psów, więc niech nikt nie liczy na ich zaangażowanie w tę sprawę. Poza tym… mając na względzie tego przedstawiciela paranoików i głupków (czyt. łowce) dalej uważam, że powinniśmy sie tym bardziej trzymać wersji o URLOPIE.
    Poza tym ten, co twierdzi, ze nadaję się do spalenia niech mi to powie prosto w profil i już od razu nastawi drugi policzek… FOCH. ;D

  10. „… i bialowlosy oddalil sie powoli a nad zgliszczami wioski unosil sie zapach palonego kociego futra” 🙂 🙂 🙂 🙂 No coz jak powiadaja łowcy czarownic: Gdy Ci kot przebiegnie droge… 🙂

  11. Gdy ci kot przebiegnie drogę, nie mów, że to pech. Chwyć za ogon, wyrwij nogę, aby szybciej zdechł! 🙂

    Pozdr

  12. zajebiste:D

  13. Jak ma na nazwisko Łowca Czarownic?
    ……
    ……..
    ……….
    Palikot!

  14. Amerilias wypada mi przejść do kontrataku :P:

    Dlaczego krasnoludy mają takie duże nozdrza?
    Wystarczy popatrzeć na wielkość ich palców !!

    A z innej beczki:
    Ilu Badaczy Tajemnic potrzeba do wymiany żarówki?
    Najlepiej żadnego. Lepiej niech zostanie zepsuta…

  15. Antykrasnoludzka propaganda. Nieładnie. I to z ust ostrouszatka.

  16. aha za tydzień mnie nie ma. wiec ja nie ma płyty oni konia bojowego 😀

  17. […] ciąg dalszy Przez smartfox 0 Komentarze Kategorie: RPG i Warhammer Kontynuacja przygody z poprzedniego tygodnia. Na tej sesji nie było jednego gracza, szturmowca drużyny – rycerza Białego Wilka Alfreda von […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s