A Dog Eat Dog World – katastrofy ciąg dalszy

Kontynuacja przygody z poprzedniego tygodnia. Na tej sesji nie było jednego gracza, szturmowca drużyny – rycerza Białego Wilka Alfreda von Hamana.

werewolf1

Nigel w swojej pięknej postaci.

Sesja rozpoczęła się sceną rozmowy łowcy czarownic (oczywiście miał on swe imię, lecz do samego końca dla graczy pozostał anonimowy, w zasadzie do kulminacyjnej sceny porozmawiał z nim tylko drużynowy krasnolud). Tenże przekazał zarządcy wioski Stephenowi Shawowi, że rozpoczyna śledztwo w sprawie wściekłych ogarów (tu zaprezentował truchło jednego z nich), które go zaatakowały na trakcie. Zarządca zakwaterował łowcę w stodole bohaterów, toteż ci zdecydowali się czym prędzej zabrać się za kolejną sforę i nie wchodzić w drogę łowcy. Tu w zasadzie ujawniła się cecha, która zaważyła na takim a nie innym (dość ponurym) zakończeniu przygody. Gracze w zasadzie nie mieli wspólnej koncepcji działania. Część chciała zerwać kontrakt i wyjechać z wioski, niektórzy po prostu chcieli robić swoi, inni też, ale jednocześnie unikać łowcy, który najzwyczajniej w świecie wszedł do stodoły, rozkulbaczył swego (jakże by inaczej) karego ogiera i udał się na spoczynek.

Tymczasem BG, już wspólnie, zdecydowali się udać do jaru, gdzie leża miała druga ze sfor. Czym prędzej, na miejscu wzięli się za umacnianie palisadą końca parowu, budowania z palisady jakby zagrody etc. Po raz kolejny brak porozumienia doprowadził do tego, że kiedy krasnolud Grum z Jorgulem i Usingenem budowali palisadę, elf Kyllan kopał kilkanaście metrów od zagrody coś na kształt wilczego dołu. Ostatecznie dół został zasypany i skupiono się na zagrodzie. Tymczasem Maja i Ah’qua udali się na polowanie. Ich wyprawa przebiegłą raczej bez zakłóceń, a prócz drobnej zwierzyny odnaleźli w gęstym mateczniku przepiękną polanę, na której pysznił się wielki, srebrzysty mallorn. Święte drzewo druidów (tak przynajmniej potem tłumaczył im zarządca wioski). Samych druidów nie uwidziano.

Wieczorem przystąpiono do realizacji planu. Kiedy pojawiła się sfora, BG zniknęli w lesie poza dziewczynami, które z drzewa obserwowały pułapkę. Sporo czasu minęło nim psy zdecydowały się wejść do parowu i samej zagrody, znęcone zapachem mięsa-przynęty. Wreszcie cierpliwość BG została nagrodzona. Psy znalazły się w zagrodzie, a pułapka została zawarta przez bohaterów. W ten oto sposób druga ze sfor została pochwycona.

Po tym sukcesie BG zdecydowali się spędzić noc przy zagrodzie, a rankiem udać się do Stephena i wrócić z chłopami i wozem, by przetransportowano pochwycone psy. Noc była dość niespokojna, bowiem na krawędzi lasu wartownicy dostrzegli trzecią sforę, która prowadzona była przez ogromnego (nawet przy wilczarzach) psa, a raczej wilka.

Rankiem BG udali się do wioski, poinformowali Stephena o pochwyceniu sfory, a potem udali się na spoczynek. Przynajmniej część. No właśnie, bo tutaj została uruchomiona machina fatum, która ostatecznie doprowadziła w wiosce do tragedii. Już dzień wcześniej część z BG chciała odwiedzić syna miejscowego władyki, mieszkającego w dworze górującym ponad wioską, ale wtedy nikt nie widział ku temu żadnej potrzeby. Tym razem Kyllan, Grum i Usingen udali się na własną rękę do Otterbaugha, a pozostali udali się do swojej stodoły na zasłużony spoczynek.

W dworze Otterbaughów trójka bohaterów dostrzegła łowcę, rozmawiającego z Victorem. Łowca był dość napastliwy, ale kiedy zobaczył BG pożegnał się z gospodarzem i opuścił posiadłość. Wykorzystując to, BG porozmawiali z Victorem. Młodzieniec zachowywał się paranoicznie, sugerując, by nie łapali trzeciej sfory, lecz ją wybili, a zwłaszcza jej przewodnika, wielkiego, siwego wilka. Przekonany przez BG zdecydował się opowiedzieć całą historię.

Oto za młodu jego ojciec Vornamen von Otterbaugh wraz ze swoim bratem, Nigelem, nie byli zanadto dobrymi ludźmi. Otóż Parali się rozbojem na trakcie. Pewnego dnia zaatakowali kupiecką karawanę, która okazała się być cygańskim taborem. Tabor spłonął, Cyganów wyrżnięto, gwałcąc pierwej tych płci żeńskiej. U jednej z pięknych, młodych Cyganek Vornamen dostrzegł przepiękny złoty naszyjnik w kształcie półksiężyca. Zabrał go, lecz w tej chwili został wraz z bratem obrzucony klątwą. Kobieta zginęła, lecz jej zabójcy od tego czasu pod wpływem szału czy pełni księżyca zmieniali się w wilcze bestie. Między braćmi, po kilku przemianach, wybuchła kłótnia. Nigel chciał odebrać naszyjnik, sądząc, ze dzięki niemu w jakiś sposób pokona klątwę, lecz Vornamen nie zamierzał oddać mu zdobyczy. Mało tego wygnał brata, który zamieszkał w puszczy wiążąc się z wilkami. Sam ojciec Victora z czasem porzucił swój proceder, stał się dewotem i bigotem łożącym na kult Sigmara, klasztory, modlącym się godzinami. I o dziwo od pewnego czasu nie zmienia się w wilka. Cholera wie, czyja to zasługa.

crescent-necklace

Przeklęty naszyjnik Cyganów.

 

Samych Cyganów Vornamen zakopał kilkaset metrów od dworu, a na zbiorowym grobie postawił kapliczkę Sigmara.

Ostatnie co powiedział bohaterom młody Victor, to że naszyjnik rozjarza się, kiedy Nigel lub inny wilkołak jest w pobliżu (o ile tylko jest w nieludzkiej formie lub właśnie będzie się przemieniał).

Bohaterowie wynegocjowali wypożyczenie naszyjnika (chcieli go użyć jako przynętę na Nigela) i udali się z nim do kapliczki/miejsca pochówku Cyganów. Tam też zastał ich łowca czarownic, któremu (ech to był jednak błąd) Grum wygadał się o sprawie z naszyjnikiem i wilkołactwem. Łowca zażądał zwrotu naszyjnika (wszak to czarna magia!), lecz Grum rzucił się do ucieczki w stronę lasu:

Grum: Biegnę co sił w kierunku lasu.
Ja (chcąc pokazać wyższość łowcy, jego dystans do jakichś tam krasnoludów): On nie próbuje cię nawet gonić.
Grum (myślący o tym, że łowca nie biegnie, bo zamierza strzelić z muszkietu): Wiem, dlatego biegnę zygzakiem

Co prawda Kyllan i Usingen wrzeszczeli za Grumem, ze w lesie pewnie czeka Nigel ze sforą, ale…

Grum wleciał do lasu. I dokładnie, otoczyły go psy ze sfory Nigela, a sam wilkołak pod postacią siwego basiora stanął przed krasnoludem i rozpoczął przemianę w wilczą bestię (takie crino :)), a następnie zażądał zwrotu naszyjnika. Wilkołakowi Grum nie odmówił i oddał naszyjnik, a sfora pobiegła za swoim przewodnikiem, zostawiając krasnoluda, który chwilę potem swoim towarzyszom powiedział, że Nigel mu odebrał (sic!) własność Victora. Łowca natomiast odjechał w kierunku wioski.

Tymczasem pozostałych bohaterów, śpiących w stodole, obudził wjeżdżający do wioski galopem łowca. Czym prędzej zażądał od Stephena zebrania ludzi zdolnych do noszenia broni, wraz z bronią (widły, włócznie i inne dziadostwo) i ruszył z nimi do dworu Otterbaugha. BG ruszyli za łowcą i jego improwizowaną armią.

A Kyllan, Grum i Usingen zdecydowali się raz jeszcze sprawdzić kapliczkę, spodziewając się zastać tam Nigela z naszyjnikiem. I faktycznie. Ale okazało się, że klątwa nie może być w ten sposób cofnięta. BG widząc furię wilkołaka rzucili się do ucieczki, ale bestia ze swoimi psami dość szybko ich dogoniła i to po kolei, toteż nie tylko wilkołak i 14 psów zaatakowało trzy dość mocne postacie graczy, lecz każdą z nich dopadała w zasadzie pojedynczo.

A w dworze pozostali bohaterowie byli świadkiem, jak łowca każe związać Victora, oskarżywszy go wcześniej o czarostwo i hołdowanie zakazanym praktykom magicznym (posiadanie naszyjnika, wilkołactwo etc.). Młody Victor został przywiązany do drabiny przez przestraszonych chłopów słuchających każdego rozkazu łowcy, a następnie wsadzony na wóz. Krótko potem miał być spalony na stosie.
Maja, Ah’qua i Jorgul dowiedzieli się od służby Victora, gdzie udali się ich kompani i czym prędzej pognali w tym kierunku. Dotarli na miejsce dość straceńczej walki za późno. Usingen mimo że ciężko zranił wilkołaka padł od jego ciosów i sfory. Krótko potem legł Grum, choć niemal zabił Nigela (pechowo niski krytyk). Walczył jeszcze Kyllan, gdy między psy wpadł na swoim śmigłym arabie Jorgul (dziewczyny pieszono zostały trochę z tyłu). Zabił jednego z psów i rzucił się do ucieczki, pociągając za sobą Nigela, za którym poszły wszystkie psy.

Kolejny dziwne, naprawdę niezrozumiałe dla mnie zachowanie. Jorgul skutecznie uciekł sforze, ale cholera wie dlaczego zdecydował się poczekać na wilkołaka z wilkami i poprowadzić ich za sobą na wioskę. W wiosce prawie już zapłonął stos pod Victorem gdy Jorgul udając przerażenie wpadł między zabudowania, a za nim wilkołak (ciężko ranny) i tuzin wściekłych wilczarzy. Jorgul w galopie wpadł w tłum, miażdżąc kopytami chłopskie dziecko, a psy dopadły mieszkańców. Łowca błyskawicznie z pistoletów dobił wilkołaka. Zdezorientowane psy przez chwilę jeszcze atakowały ludzi, ale bez przewodnika był łatwiejsze do spacyfikowania. Mimo to kilka osób zostało rannych, a dwie dodatkowo zabite.

Eskalacji ciąg dalszy. Łowca podpalił stos pod Victorem, co wyjątkowo się nie spodobało BG. Niestety władza kapłańska łowcy, to władza absolutna. Sugestia Mai, że zastrzeli Victora, spotkała się z ostrą reakcją łowcy. Wściekły Grum nie zdzierżył i zwyzywał łowcę od sadystów etc., nim Usingen ogłuszył go a potem wybłagał u łowcy przebaczenie (ale bez przykrych słów z obu stron się nie obyło). W tym czasie któryś z chłopów w furii, pod impulsem, z rozpaczy, chęci zemsty, podpalił stodołę, paląc dobytek i konie BG (poza koniem samego Jorgula, który po stratowaniu dziecka zwiał z wiochy:))

Przygoda skończyła się dość paskudnie. BG szybko uciekli z wioski, nie chcąc konfrontacji z chłopami i ruszyli z powrotem na trakt.

Ogólnie zamiast zarobku. Poleciały trzy punkty przeznaczenia (Grum i Usingen w walce z wilkołakiem, Jorgul stracił za to, że łowca nie będzie chciał go dorwać za to, że ten z jego punktu widzenia sprzymierzył się z bestiami i sprowadził je do wioski), stracono koniec w tym Maja swojego ukochanego wierzchowca, Haman stracił swoją magiczną tarczę (swojego rumaka bojowego na szczęście zostawił w Middenheim, aa byłem pewien, ze miał go ze sobą :)). Aha, Kamil być może porzuci Gruma i zmieni postać, nadmiar traumy :). Ponadto takie a nie inne zakończenie uniemożliwiło mi poprowadzenie ostatniego wątku, o którym BG dowiedzą się tylko z plotek mówiących o dalszych losach wioski Dunkelbild.

Pozdrowienia ze Starego Świata.

Advertisements

komentarzy 12

  1. bez kometarza

  2. Powiem tak: w decydujacym dla mnie momencie musialem wybrac czy chce sprobowac pomoc czlowiekowi ktorego nie znam a ktorego obciazono klatwa za cudze winy , czy jestem po stronie jednoosobowego trybunalu ktory podpalajac stos pod niewinna ofiara mial czelnosc mowic ze to nasza wina.

  3. Dodam tylko jeszcze ze bylem przekonany ze w masakrze bral udzial tylko ojciec Victora,nie doslyszalem albo moze i zapomnialem ze obydwaj z Nigelem parali sie rozbojnictwem i napadli na karawane ( z tego co piszesz to teraz tak wychodzi) Zrozumialem to tak ze drugi brat wyjechal a pierwszy zajal sie raubritterką.

  4. Co do tego skurwysyna to być może kara została już wymierzona ale trzeba to poprostu sprawdzic .Zalatwie to po krasnoludzku wiec trzeba bedzie pomyslec nad nowa postacia.

  5. A jak dla mnie to dobrze tak heretykowi (wiedział o wszystkim i nawet nie chciał oddać naszyjnika o którym wiedział, że jest przeklęty). Dołożyć chruściku…? 🙂
    Ale faktem jest, że przygoda „troszkę” nam nie wyszła 🙂 Może jakbyśmy zaczęli wcześniej i mieli więcej czasu… Ale to trzeba by było PUNKTUALNIE przychodzić ;p
    A z kwestii technicznych. Dobrze się stało, że w jest większa odpowiedzialność za swoje wyskoki ale chyba trochę za gwałtownie wprowadzona. Trzeba niektórych powoli przyzwyczajać 😀

  6. no i może co niektórzy też nie umywają ręce od odpowiedzialność też im się dostanie

  7. Jeszcze jedna pytanie dlaczego kpt. nie wziął waz garść.

  8. @ Amer

    Mówiłem, że obaj z Nigelem napadali na karawany. Serio. Dlatego obaj oberwali klątwą. Mało tego, Victor też, ale o tym się jeszcze dowiecie.

    Co do czelności, tak z ciekawości spytam, jak teraz widzisz Jorgula, za kogo go uważasz. Zgadzam się, łowca to skurwiel okrutny, ale tylko on?

    @ Jaro
    Punktualność, ciężka sprawa. Póki co będziemy chyba zaczynali po 18ej albo bez Beaty i Grzesia. No Damian fakt, ostatnio dość często ma mocne wpadki.

    A co do odpowiedzialności. Masz rację, może za gwałtownie, ale spójrz na to z mojej strony. Denerwują mnie zagrania „na chojraka”, obrażanie, mordowanie czy grożenie innym bronią, a potem wypieranie się, ze to:
    a) żart
    b) poza grą
    c) nie zrozumieliśmy się

    Stary Świat defaultowo jest parszywy i chyba złapałem wczoraj tego istotę. Chcesz być bohaterem, licz się z tym, ze będziesz cierpieć (vide Grum, ale rozumiem przynajmniej jego zagrania). Chcesz być skurwysynem, też spoko, ale tu NA PEWNO będziesz cierpieć, a przy okazji inni Twoi znajomi (casus Jorgula i jego zagrania w wiosce ze sforą). Owszem konwencja przyjęta przez nas nie jest dla aniołków (brudne gierki wywiadu etc.), ale to nie setting dla seryjnych zabójców, którzy wszystko mają gdzieś. Takich nie umiem, ale też i nie chcę prowadzić.

    Co do błędów graczy. Trudno się mówi, nie będę naprowadzał, bo to trochę zaczęło pachnieć przedszkolem i ciągłym sugerowaniem: „jak tak zrobisz, to cię rozwalą etc.” Teraz po prostu rozwalą, załatwią kogoś bliskiego, zabiją ukochanego konia, odbiorą przedmiot magiczny. Będzie się czuło koszt błędów. Jak dawniej zabijać będę raczej tylko za nieprzemyślane zagranie, czyli głupotę.

    Myślę, że będzie ciekawiej. Zresztą zobacz, jaka wczoraj dyskusja po sesji wybuchła :). Dla mnie bomba.

    Pozdr

  9. Żeby ta bomba nie wybuchła za bardzo.
    Poczekaj na komenta od Madzi. ;p

  10. Ale Jarecki piszac o punktualnosci pisal o dostawcy pizzy 🙂 🙂 🙂 POZDROWIONKA

  11. […] pewien, że poprzednia przygoda i jej katastrofalne zakończenie jest za nami. No cóż, gracze zaskakują. Ekipa ta sama i do tego w komplecie a nawet […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s