Flash in the Pan – trailerek do kolejnej sesji

Bergsburg, 30 pflugzeita 2518   

W cekhauzie B bergsburskiego garnizonu zamienionym na tymczasowe centrum dowodzenia specjalnych służb panowała niemal absolutna cisza. Jochen  von Dyviken, wielki, zwalisty blondyn z solidną nadwagą nie należał do najspokojniejszych ludzi na tym padole, ale stanowisko szefa wywiadu Talabheim i Hochlandu do czegoś zobowiązuje. Toteż teraz po raz kolejny rzucił okiem na raporty dostarczone mu chwilę wcześniej przez oficera operacyjnejnego i krótko skwitował wynik:

– Nic.

Dietmar z Bergendorf rozłożył ręce:

– Nic, szefie. Ktoś ich ostrzegł. Ulotnili się kilka godzin wcześniej i jakimś cudem nikt z naszych ich nie zobaczył. Dwóch czujkowych ogłuszyli. Chłopcy niczego nie widzieli, nie słyszeli i nie słyszą poza huczeniem w uszach. Ktoś im nieźle przydzwonił.

Jochen rozparł się na niewygodnym krześle i zmierzył uważnym spojrzeniem swego najlepszego współpracownika, a prywatnie przyjaciela:

– Dali się podejść. Cesarscy zniknęli w mieście, a wszystko co mamy, to trochę ich ekwipunku, kilka koni i nic więcej, tak?

Dietmar pokręcił głową:

– Jeden z koni…

– Tak, tak, arab pełnej krwi wart kilka tysięcy koron. Królewski koń, więc Księżna ucieszy się z prezentu, ale co to zmienia?

– Niby nic, ale… – Dietmar lekko uśmiechnął się. – Pamiętasz jak von Brockowi ukradli bojowego stirlanda? Pół służb biegało po Talabheim, by odzyskać konia generała.

Jochen uśmiechnął się ze zrozumieniem:

– Naprawdę myślisz…?

– Serce nieraz bierze głowę nad rozumem, szefie. Poza tym widać byliśmy blisko, skoro zostawili wierzchowce. Teraz wzmacniamy straże na bramach, a na drogi damy patrole kawaleryjskie.

Szef wywiadu zarechotał wrednie, ale zaraz spoważniał:

– Ale tak czy inaczej mamy kilku agentów cesarskich w mieście i dwu rusznikarzy, którzy wzięli się za łeb. Dziwnym i niepojętym trafem, akurat oni są celem Służby Spod Mostu.

Dietmar uniósł brwi:

– Wierzysz w przypadki?!

– Nie i tym bardziej się niepokoję. Ktoś skłóca rusznikarzy, cesarscy chyba nie, choć jest im to na rękę. To kto inny? Kto pomaga cesarskim? Inna komórka Służby? Co na to nasi kumple z lilijką? Za dużo tutaj niewiadomych… Za dużo…

Dietmar podszedł i klepnął Jochena w ramię:

– Dobra szefie, lecę w miasto. Jeśli cesarscy przycupnęli, to trzeba wzmocnić ochronę manufaktur, ja rozpuszczę po ulicach ludzi, niech szukają dwoje elfów i pozostałych. Rzucają się w oczy, więc prędzej czy później ktoś ich zobaczy.

– Albo sami się przedstawią jak ostatnio? – Jochen pokręcił głową z niedowierzaniem.

– To mogła być prowokacja szefie. Może Trabend zdradził i celowo nas na minę wrzucił? Może to on ich ostrzegł o tym, że idziemy?

Von Dyviken skrzywił się:

– Wątpię, robi pod siebie na mój widok, poza tym sam nam doniósł obcych, nie? Ale w porządku, sprawdzę i to.

Reklamy

Komentarze 3

  1. O komórce 001 SDiM
    Slimoki Durnie i Mondzioły… a tak jakoś mi przyszło do głowy 😀

  2. Się poczucie humoru rzuciło no no no…. Focha ciąg dalszy.

  3. Nie foch tylko zachęta do twórczego rozwijania skrótów 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s