Ill Met by Morrslieb

Kolejna sesja i nowa przygoda. A w zasadzie przygódka. Prosta, niezobowiązująca: trochę fajtu, trochę myślenia.  Miało być na jedną sesję, jednakże z pewnych względów rozegraliśmy ok. 50-75 % przygody.

MG: Ja

Gracze:
Madzia
– Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.
Beatka – Ah’qua, elfka z ostlandzkiego lasu, łuczniczka.
Grześ – kapitan von Usingen, dzielny dowódca.
Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran.
Damian – Jorgul Waldbrol, kurier, jeździec i maruda z Ostlandu.
Kamil – Konrad Teub, uczeń czarodzieja i drugi syn jednego z najbogatszych patrycjuszów.

Nie było Pabla (Haman, rycerz Białego Wilka), natomiast gościnnie wystapił:

Maro, nasz stary, zwyrodniały, dupcyngielowaty gracz WFRP. Na czas sesji otrzymał postać NPCa – łowcy nagród, Bertholda Adlera (pierwotnie, to byłą łowczyni nagród, ale sami wiecie, ładna kobitka odgrywana przez 120kilowego klienta to za duży fetysz :)).

Po wydostaniu się z Bergsburga wraz z jednym z rusznikarzy BG zdecydowali się przedzierać przez gęsty las, unikając tym samym patroli hochlandzkiej kawalerii. Przypominam, że poza Konradem, wszyscy BG są ranni, część ma 1-2 Żw.

Przygodę zaczęliśmy od marszu przez las, preludium odczytałem dopiero jak przybył nieco spóźniony Damian:

1 sigmarzeita 2518, Middenheim, lochy pod Pałacem Grafa.

Sigsauer z ponurą satysfakcją przyglądał się skatowanemu więźniowi z celi nr 6. Mężczyzna niemal nie ruszał się, nie oddychał. Oczy zlepiała mu zakrzepła krew, a członki pokrywały rany pooparzeniowe. Chłopcy z Departamentu Wiedzy Ogólnej solidnie wzięli się za niego. I co najważniejsze skutecznie. Major, a w zasadzie już pułkownik Sigsauer zatrzasnął drzwi od celi i rzucił do strażnika:

– Nikt nie może się tu nawet zbliżyć, nikt poza mną. Zrozumiano?

– Taa jest herr oberst! – Strażnik strzelił obcasami.

33 pflugzeita 2518, Bergsburg

Raporty znów zawierały w sobie głównie pustosłowie. Potoczne lanie wody i ubrane w ładne słówka tłumaczenie się z niepowodzeń. Dyviken odłożył je z niechęcią:

– Czyli uciekli, Dietmarze?

Dietmar przysiadł na zydlu, podparł się na łokciu i sentencjonalnie rzucił:

– Nie ma w domu wuja, trzeba szukać … – spojrzał na przyjaciela uważnie i usiadł normalnie:

– Jochen, całą ta sprawa mocną trąci ścierwem.

– Toś mi kurwa powiedział. – Dyviken zaklął szpetnie. – Pewnie, że trąci. Kolejna komórka przybywa po rusznikarza i wreszcie go wyciąga. Jednego, do tego nie tego, co się spodziewaliśmy. Po co? Po kiego skoro mają swoich ekspertów? Bretończycy polują na cesarskich, a między wszystkimi miesza człowiek, o którym nic nie wiemy. Dołóż jeszcze demoniczną armatę Chaosu.

Dietmar przerwał szefowi:

– Tu akurat jest jasne, to…

Szef wywiadu Talabheim huknął pięścią w stół, aż zatrzeszczały lipowe deski:

– Że cesarscy wywołali, tak? No weźże się Dietmar w garść, przecież oni by nie wywołali nawet deszczu. Ich czarodziej nawet nagniotki usuwa nożem. Nożem kurwa, nie magią! A tu wielka, ożywiona kolubryna podpala nam kilkanaście kamienic i zabija kilku żołnierzy.

Dietmar wzruszył ramionami. On był od działania, nie od analizowania:

– Czyli nie cesarscy?

Dyviken  spojrzał przeciągle na podwładnego:

– A jakże cesarscy. Przywołali demona, pozabijali naszych żołnierzy i rusznikarza też ubili. Jego trupa, zniekształconego i nierozpoznawalnego wyłowimy pewnikiem za tydzień bądź dwa. A tamci pewnie jeszcze wodę w studni zatruli, a ten piękny koń, którego znaleźliśmy w karczmie był pewnie zarażony jakąś wredną i obrzydliwą chorobą, co by naszą Księżną utrupić.

Dietmar pokiwał głową i już podniósł z zydla:

– To lepiej wydam dyspozycje chłopakom z oddziału pisarskiego, niech tworzą ulotki i ballady. Ku chwale Księżnej i na pohybel cesarskim.

Jochen von Dyviken klepnął przyjaciela w ramię:

– Tym razem nas złoili, ale i klęskę można wykorzystać. A Mannsohn pewnie uciekł?

– Zapadł się pod ziemię.

Obaj mężczyźni zamilkli, wreszcie Dyviken rzucił z pozoru bez emocji:

– Z pewnością jeszcze o nim usłyszymy.

Przez pierwszy dzień BG kluczyli prowadzeniu przez obie przepatrywaczki ekipy: Maję i Ah’quę. Dziewczynom dobrze szły testy, nie zgubiły się w gęstym nieuczęszczanym lesie, lecz mimo to BG przebyli zaledwie kilkanaście kilometrów (ciężkie warunki, teren etc.) Następnego dnia było jeszcze gorzej. Marsz przez gęsty las, trzęsawiska, omijanie rozlewisk, sprawił, że grupa zbliżyłą się do Middenheim zaledwie kilka kilometrów. Owo kluczenie i brak żywności sprawił, że Usingen zdecydował. Grupa nocą zbliży się do traktu i, ryzykując wykrycie przez patrole hochlandzkie, będzie podróżować nocą.

Jeszcze tego wieczoru grupa zaczęła się przedzierać lasem w kierunku traktu. Zapadły ciemności, wśród któych Ah’qua z Mają usłyszały, iż z przodu ktoś idzie w ich kierunku. Dziewczyny rozdzieliły się, a potem zaczęły podchodzić intruza. Ten widać usłyszał tropicielki, bo się zatrzymał i poczekał. O ile Ah’qua  zbliżyłą się od tyłu na niespełna 5-6 metrów do podróżnika, to ten wypatrzył Maję i nasz kotołak ujrzał lufę pistoletu wycelowaną w jej głowę z dystansu kilku metrów. Co ciekawe intruz, odziany jak najemnik, objuczony bronią, w drugiej ręce dzierżył stalowy łańcuch, który kończył się atrakcyjną, dobrze zbudowaną blondynką. W tym momencie przekazałem postać Marowi.

Negocjacje nie trwały długo. Choć elfce i Mai nie podobał się chłop z babą na łańczuchu, to doszli do porozumienia i wszyscy ruszyli w stronę main body drużyny. I tam dopiero zaczęło być problematycznie.

Usingen przedstawił się jako kapitan SDIM, a intruz jako Adler. Nie zamierzał tłumaczyć się przy tym z faktu posiadania więźnia, a Usingen dość szybko postawił sprawę jasno, że Adler jest lewy, a w ogóle to świadek, którego trzeba zlikwidować.

Usingen (podniesionym głosem): Nie będę właził w dupę gościowi, który ciągnie babę na łańcuchu.

Konrad Teub (cicho): A to jakaś zbrodnia?

Adler wraz z dziewczyną wycofał się w ciemność (dziewczynę uciszył, bo próbowała wytłumaczyć Usingenowi, że została porwana), a kapitan wydał dziewczynom i Kyllanowi rozkaz zlikwidowania najemnika. Kyllan odmówił wykonania rozkazu (co odnotował Usingen), motywując swoją decyzję posiadanie 1 punktu Żywotności :). Oczywiście wybuchła solidna dyskusja, a  w zasadzie kłótnia pomiędzy Ah’quą a Usingenem (czyli po staremu, Becia opierdala Grzesia :)). Potem elfka i Maja ruszyły za Adlerem. Dość szybko wytropiły najemnika, lecz mimo to go nie zaatakowały (choć Maja była bliska, krwiożercza istota).

Kolejna rozmowa była już bardziej kreatywna. Adler przyznał się, że zna zapomniany (m.in. przez Hochlandczyków) trakt do Middenheim, a jednocześnie przedstawił się jako łowca nagród eskortujący Valerie Beiber – szefową bandy banitów, która od dwu lat szaleje po traktach pn. Imperium.

Usingen wreszcie zgodził się na współpracę, ale niechętnie.

Tę noc normalnie przespali, trochę wypoczywając, co prawda ujrzeli na niebie wąski rąbek Morrslieba, ale za bardzo ich to nie zaniepokoiło. Rankiem ruszyli w stronę, gdzie wedle Adlera miałą znajdować się wioska Kaltenbrach, a za nią wymarzony trakt.

Niestety po drodze na jednej z polan BG odkryli zmasakrowane ciała trzech zwierzoludzi, a na drzewach żelazne klatki pełne kości, chyba ludzkich.

W samej wiosce Usingen starał się dogadać z wójtem Gustawem, który w sposób usłużny, pełen strachu robił wszystko, by BG pojechali dalej. Noclegu nie chciał zaoferować („panie, nie ma tu gdzie spać, a duże miasto blisko, jedźta”), żywności też („panie, przednówek, niczego nie mamy”), a o pobliskich zwierzoludziach nie słyszał („panie, zwierzoludy, to bujdy, baśnie dla dzieciorów”). Co ciekawe zmienił front o 180 stopni, gdy Usingen w zawoalowany sposób zagroził, że żarcie też weźmie. Głos mu stwardniał, zaczął mówić niepokojąco pewnym głosem, mówiąc, ze klątwa Taala dopada tych, którzy gnębią niewinnych. A potem kazał krajanom przynieść żywność i wręczył ją BG.

BG wyjechali z wioski, odprowadzani spojrzeniami większości mieszkańców wioski. Dziwnie spokojnymi, nieobecnymi spojrzeniami. Przez kilka godzin wędrowali starym imperialnym traktem, zarośniętym, wąskim, niemal wziętym w posiadanie przez wiekowe drzewa. Minęli przy tym wąską ścieżynę prowadzącą najprawdopodobniej do pustelnika z Kaltenbrach, o którym wspomniał wojt.

Nagle wokół usłyszeli porykiwania, wrzaski. Zwierzoludzie! Kapitan zarządził odwrót w kierunku jednego z miejsc, które uznał za szczególnie łatwe do obrony (tak się korzysta z umiejętności a la „taktyka” etc.:))

Tam też BG przygotowali się do walki. Zwierzoludzie, dziesięć potężnych bestii, klasycznych przedstawicieli rogacizny Chaosu, uderzyło z trzech stron. Potężne topory i maczugi poszły w ruch. BG odpalili salwę z posiadanej broni palnej.

Walka nie trwała długo i trzeba przyznać, że BG wyszliby z niej bez większych obrażeń, ale tym razem Bóg Kości był po mojej stronie. Dwie przerzutki. Ciężko ranny Usingen, który ułamek sekundy wcześniej zadał decydujący cios hersztowi bestigorów. I Ah’qua po poważnym krytyku (-3). Szczęśliwie tym razem skończyło się na połamanych żebrach.

Po walce ekipa cofnęła się do pustelnika, z którym udało jej się dość szybko porozumieć. Stary, brudny i cuchnący szczochem łosia Burkhardt bardziej przypominał szlaeńca niż poważnego kapłana, ale okazało się, że co nieco zna się na leczeniu ran. Pomógł więc w operacji Jorgulowi i Ah’qua została uratowana.

Na tym zakończyliśmy sesję:

Uwagi:

1. Dyskusja między Adlerem a Usingenem mocno przedłużyła sesję. Mam wrażenie, że gdyby NPC był odgrywany przeze mnie, nie doszłoby do takiej scysji.

2. Gracze w zasadzie mocno zdryfowali z przygody, która na szczęście jest elastyczna.

3. Ah’qua na sesji podrażniła się z Kostuchą. Blisko było. Ogólnie walki robią się trudniejsze.

4. A po powrocie BG dowiedzą się, kim był kret. SDIM ma swoje sposoby :):

http://www.demotywatory.pl/komentarze/2063#komentarze

Reklamy

komentarzy 15

  1. Nooo haalloo ale o czym ta mowa 😉 Ja tam pokojowo nastawiony bylem! A ze BACZNOSC Pan Kapitan SPOCZNIJ jakis nerwowy to co ja biedny moglem he? Ale magiczny napoj zadzialal i to jak… 🙂 🙂 Pierwszy raz czary byly tak chaotyczne 😉 Pozdro z Barcelony!!!

  2. Oczywiście, że by nie doszło do takiej dyskusji. Od razu byłby trup.
    Ale nikt, kto ledwie żywy po mhrocznym lesie ciągnie za sobą babę na łańcuchu nie może być całkiem zły… ;D Z resztą Maro miał racje – on się naszego bagażu nie czepiał. ;D

  3. No patrz, jednak tu mam inne zdanie. Raz jeszcze zapytam, kiedy zabiliście NPCa, którego ja wprowadziłem? Nie pamiętam takiej sytuacji. Zresztą popatrz na Mannsohna, facet od początku wydawał się Wam lewy, a mimo to nikt go nie tknął. Jorgul to nawet mrugał do Hamana, a ten nic. Zepsuł się :D.

    A z babą na łańcuchu to racja.

    Przypomniał mi się jeszcze jeden tekst Kamila po dyskusji Usingena i Adlera: „Jak to jest, że każda dyskusja Usingena przeradza się w porównywanie wacków?”:D:D:D

  4. Magiczny napój MAro? Kurde, zadziałał na maxa :). Moc ukryta w żurawinach 🙂

  5. A jaaak! Tylko jeszcze dawkowanie mamy lekko niedopracowane 😉

  6. Kurde Ty tam może zwiedzaj, a nie siedzisz przy kompie 🙂

  7. Przyjalem na siebie wiekszosc dawki truciny,efekty były straszliwe ,zwłaszcza że następnego dnia musiałem iść do pracy 😦 Nie da się rzucać czarów niestety będąc pod wpływem martini zmieszanego z wódką i tą lekcję zapamiętam na przyszłość :), sorry everyone jeżeli zbytnio urozmaiciłem zabawe ,myślałem że mam mocny łeb a tu taka porażka! Kara następnego dnia była BARDZO sroga (panowie za ścianą remontowali dach i mieli wiertarkę ,sukinsyny)

    Nie porównywanie wacków tylko konkurs wacków 🙂

  8. Homines soli animalium non sitientes bibimus !

  9. No dobra konkurs.
    Wiesz, pod koniec sesji to pasowała do Ciebie raczej sentencja: QUI PENIs AQUA TURBENT 🙂
    Pustelnik obdarzony mianem „skurwysyna” 🙂

  10. nie wiem nie było mnie a gościa bym bym się go pozbył.
    pozdrowienie z stolicy .

  11. Nie Ciebie, postać z sesji.

  12. Lisia paskudo ja sobie wypraszam. Kapitan- Srapitan jak go zwał tak go zwał. Pomachał Wackiem i co ??? Dowodzi wow…ciemny las, półmartwa ekipa …a on postanawia bohatersko wracać do steru … Na szacuna trza zapracować. Tak nie ukrywam nie znoszę sztywniaka od początku ale teraz to go nie ogarniam( coś jak kto na pustyni: normalnie nie ogarniam tej kuwet no…).O co kaman temu Panu?? Jak ktoś mi to wyjaśni to ja wdzięczna będę. Patrząc na to z punktu widzenia mojej postaci ( co patrząc na wiek babcią tego Pana by mogła być), to ja się pytam czy on miał nadzieję, na to, że po jego fali krytycyzmu, olewactwa i ogólnie rozumianego defetyzmu na kolana padnę jak powie ” To rozkaz jest” . Ja się zastanawiam czy Sztywniak pomocy psychologicznej nie potrzebuje.
    Oznajmiam również, że ze względu na bycie belką w oku Sztywniaka po powrocie do miasta proszę o przeniesienie :D. Kochana ekipo i tak niedługo się rozsypie więc żadna strata. ;D . To chyba najlepsze wyjście z sytuacji, takie mam wrażenie. Szkoda postaci ale bywa.

  13. Coś mi się wydaje że mogłem popełnić wielki błąd obrażając pustelnika… oh crap!

  14. Elfka, ale co sobie wypraszasz? Przecież to reguła: jeśli ktoś opierdala Grzesia, to niemal zawsze jesteś to Ty. W sensie – Twoja postać jedzie po Usingenie. Nie oceniałem, stwierdzałem tradycję, już istniejącą i zakorzenioną :). I tyle. Nie zamierzam tematu ciągnąć, natomiast, pisząc raport, staram się przedstawić to, co wedle mnie jest ważne.

  15. Normalnie nie lubię buca 😀 i co mam z tym zrobić. Sama siebie kurna nie postrzelę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s