Karnawał RPG odc. 1 – przyszłość RPG

carnivalPewnego razu pisze sobie do mnie Borejko i proponuje udział w inicjatywie blogowej. Raz na miesiąc jeden tekst dotyczący RPG do Karnawału Blogowego (cholernie podoba mi się angielskie słowo Carnival, pewnie przez konotacje z pewnym serialem :)). Kiedyś przyjaciel powiedział mi: „Głupcem jest ten, kto po trzydziestce wciąż jest socjalistą, ale nie maserca, jeśli mając dwudziestkę na karku nim nie był”.

Widać coś tam z lewaka ze mnie zostało, skoro takie inicjatywy nadal do mnie trafiają ;).

Nie za bardzo lubię się wymądrzać i teoretyzować w sprawie gier fabularnych. Z rzadka zdarza mi się tutaj pisać teksty, które nie wynikają z konkretnych doświadczeń lub najzwyczajniej w świecie nie są pragmatyczne. To chyba jakaś niechęć, którą wyniosłem z roboty, gdzie kilka godzin dziennie zdarza mi się występować w roli alfy i omegi, z miernym zresztą skutkiem.

A tutaj będę się wymądrzać, ze skutkiem pewnie podobnym :).

No, po autokreacyjnym wstępie mogę przejśc do meritum. Przyszłość gier fabularnych. Temat równie mocny na wstęp, niczym entre jakiejś femme fatale u Hammetta, bo jak u cholery przewidzieć, w jakim kierunku polezie nasze hobby? Fiaska futurologii już wykazały, że przewidywanie przyszłości jest co najwyżej eksperymentem myślowym. Pobawić dla przyjemności się można, a jakże, ale seks i prostszy i przyjemniejszy.

Sama koncepcja rozrywki z pewnością się nie zmieni, a eksperymenty w rodzaju indie, gier bez Mastera etc. pozostaną tylko na marginesie erpegowego mainstreamu. Zresztą zabawa bez MG to żadne novum, by chociaż Ambera przypomnieć i jakoś nie zauważyłem, by ludzie masowo odeszli wówczas od KC czy WFRP.

Toteż grać pewnie się będzie jak dawniej, a RPG pozostanie rozrywką kameralną z Mistrzem Gry jako kluczową postacią kreującą świat przedstawiony z naciskiem na fabułę rozgrywki. Dominować będą systemy stawiające głównie na klasyczne fantasy. Dlaczego? W pewien sposób RPGi odzwierciedlają rynek wydawniczy. Już w latach 90tych (oczywiście mówię o Polsce, o rynku anglosaskim nawet nie wspominam) 50 % dzieł kultury popularnej mieściło się w ramach gatunkowych fantasy. W ten sposób mamy wychowanych czytelników, którzy po grach fabularnych będą oczekiwać tego samego. Oczywiście, część graczy trafia do klasycznego RPG dzięki grom komputerowym, ale niechże mi ktoś udowodni, że dominującą konwencją gatunkową w cRPG jest space opera lub high sf. I tutaj Baldur’s Gate etc. wpłynęły na szczególną popularność fantasy.

Jakie zmiany zauważam? Multimedia. Kiedy zaczynaliśmy ok. 1990 roku przygodę z RPG była to faktycznie rozrywka z pencil&sheet. Umówmy się, ze te czasy odeszły w niepamięć. Mało kto teraz gra bez muzyki, materiału zdjęciowego, drukowanych map i rekwizytów. Niektórzy przebierają się za swoje postacie (a jakże znam i takich graczy). Sam tego w pewien sposób doświadczyłem.

Jakieś 6 lat temu na jednej z lekcji dostrzegłem, że dwójka chłopaków w jednej z pierwszych (kozaki!:)) ławek przeglądają jakieś mapy. Rzecz jasna wrodzona ciekawość kazała owe mapy niemalże wyrwać z rąk winowajców. Jak się okazało, chłopcy trafili na stronę jakiejś mocno wtórnej autorki. Na tyle wtórnej, że mapa świata zawierała w sobie takie państwa jak: Kislev, Bretonia, ale i krainy z innych systemów (o ile pamiętam z ED albo Wiedźmina). Chłopcy, zaskoczeni, iż wiem z czym mam do czynienia, zaczęli ze mną rozmawiać. Klasyczni nowicjusze, którzy od z komputerowego Baldura trafili do klasycznego RPG. Pożyczyłem materiały do WFRP, poprowadziłem 2-3 sesje, a potem już tylko dyskutowaliśmy co jakiś czas o naszych sesjach. Co było ciekawe? Chłopcy za sprawą MiMów i później Portali błyskawicznie przeszli do etapu, do którego ja z moimi graczami dość długo dojrzewałem. Pewne doświadczenia dostali w pewien sposób za darmo: wykorzystanie muzyki na sesji, nietypowe techniki prowadzenia i budowania nastroju itd.Dlaczego o tym mówię? Bo mamy do czynienia właśnie z tego typu ewolucją naszej rozrywki za sprawą rozwoju technologii, ale również ludzi, których doświadczenia wpływają na innych. A rekwizytów będzie coraz więcej (profesjonalne oprogramowanie pomocne w prowadzeniu gier już  jest powszechne). RPGi można przestać kojarzyć pencil&sheet, a zacząć z netbook&tablet. Przyznaję, że nie jestem tu chyba zbyt obiektywny, bowiem od dawien dawna mam fioła na punkcie cyberpunka i pokrewnych odmian SF.

Czego jeszcze można oczekiwać na polskim gruncie? Na pewno grognardów, o których w polskiej blogosferze tak malowniczo pisał Jarl. Nie będzie to taki sam ruch jak w Stanach, należy pamiętać o naszej polskiej specyfice, ale zaistnieje. W pewien sposób już się rodzi. Tutaj mamy do czynienia z tym samym mechanizmem jak z grami komputerowymi. Kiedy komputery ośmiobitowe zaistniały w latach 80-tych w Polsce, głównie mówiono o nich jak o dość drogiej i wysublimowanej zabawce. W grach upatrywano prymitywnej rozrywki i widziano w nich więce szkody niż pożytku. Wystarczyło jednak, że pokolenie graczy dorosło, a część z nich ukończyło studia i zaczęło mniej lub bardziej profesjonalnie badać swoje hobby, by już i naczej traktować wspomniane zjawisko.

A jak jest z erpegami? Popatrzcie, ilu twórców scenariuszy pokończyło studia i zwróćcie jak wielu z nich zaczęło badać erpegi. Mochoccy, Majkowski bodaj też. Nazwisk jest dużo więcej i pewnie moglibyście mi kilka z nich przypomnieć. Siłą rzeczy gry fabularne zyskały na znaczeniu (chociażby ich wykorzystanie w tzw. grach symulacyjnych, szkoleniowych), powstało PTBG (wyobrażacie sobie jego zaistnienie w 1985 roku, kiedy wciąż kulturę popularną równano z masową czy brukową?). O ile pamiętam z udziału w pierwszej konferencji w Poznaniu spora część odczytu byłą poświęcona, jak by to powiedział Jerzy Szeja, narracyjnym grom fabularnym.

Ktoś może rzec, ze nasze hobby jest w odwrocie. Niewiele się publikuje w porównaniu do tego, co działo się „za MAGa”. Nie ma żadnego czasopisma erpegowego. Postawmy jednak na drugiej szali tej dość nieobiektywnej wagi rozwój Internetu (pamięta ktoś, ile scenariuszy do WFRP 2ed. opublikowało BI na swojej stronie? 50-60?), powszechny dostęp do systemów zachodnich za stosunkowo rozsądną kasę (ostatnio moje zamówienie na REBELu miało nr 104639) i coraz lepszą znajomość angielskiego (a przecież, o niebo łatwiej zrozumieć w oryginale Call of Cthulhu niźli Ulissesa Joyce’a, neh?) Na jednej z konferencji poświęconych komunikowaniu w Internecie kilka lat temu mówiłem o socjotwóczej roli wortali internetowych, skupiając się wóczas głównie na Polterze. Wskazywałem, że czas stron fanowskich (których np. w 2000 roku dość dużo) przeminął. Duże, półprofesjonalne wortale spełnią swoją rolę dużo lepiej niż one i spokojnie będą w stanie zastąpić czasopisma. W tej chwili w Polsce mamy do czynienia z kolejną przemianą. Blogi. Blogi w polityce, sztuce, ekonomii… i wreszcie w RPG. Inicjatywy w rodzaju „Blogi RPG” czy „Planeta RPG” pozwalają stworzyć wirtualną planetę, za sprawą któej dotrzesz szybko do wielu informacji, które będą o wiele szybciej publikowane niż na wortalach. Jasne, mogą być one nikłej wartości i fatalnej jakości, ale tutaj odbiorca błyskawicznie zweryfikuje content i słaby blog najzwyczajnie będzie gówno znaczył. Natomiast wypłyną na wierzch (uwaga – KRYPTOREKLAMA!) opracowania eksperckie w rodzaju Inspiracji czy POGROMu, blogi informacyjne – Per Mortis ad Gloria oraz Biblioteka Linunga, czy najzwyczajniej ciekawie pisane i często aktualizowane (z tych mogę wymienić lubiane przeze mnie Raporty z sesji Szelesta oraz Blog nie tylko o RPG).

Co dalej? Nie mam pojęcia, natomiast wiem, gdzie szukać informacji. Patrzmy tam, gdzie Trzecia Fala jest trzy lata (świetlne? :)) dalej niż w Polsce. Podcasty i Vcasty, popularne na zachodzie, z trudem bo z trudem, ale pojawiają się w Polsce. Może tędy droga? Kto wie.

Nie wiem, jakie gry będą popularne, ale zakładam, że zespół topoi się nie zmieni. Pod względem tematycznym RPGi najczęściej pokrywają się z literaturą SF&F (przypominam, że u Anglosasów horror jest odmianą fantasy), a tutaj od prawie 100 lat miksuje się w kotle te same wątki, pomysły ino czasem sos technologiczny się zmienia. Należy też pamiętać o tym, że wydawcy coraz szybciej reagują na wypryski rzeczywistości. Kiedy kometa Shoemakera-Levy’ego pizła w Jowisza w 1994 roku, to 1998 miały premiery filmy „Armageddon” i „Dzień zagłady”. Kiedy dwa boeingi zaparkowały na WTC a wojska USA w zamian zaczęły testować bomby paliwowo-powietrzne na talibach, to ile trzeba było czekać na „Afganistan D20”? Nie wspomnę tutaj, jak szybko na Polterze pojawił się artykuł o niedawnej katastrofie Airbusa.

Cholera, wspomniałem :).

Reklamy

Komentarzy 15

  1. Karwasz Twarz Barabasz. Blog Ekspercki POGROM ? W którym wymiarze ja jestem ekspercki, chyba w stetryczeniu…heheheh

  2. W dziedzinie, o której mówisz. A stetryczenia ostatnio jakoś mało. Komiksy zniknęły, ech.
    Ekspercki to może być i o pieczeniu ciasta, więc o co chodzi? 🙂

  3. Dementuję.

    Poza kilkoma artykułami popularnonaukowymi (sprzed ładnych paru lat) teoretyzuję sobie o rpg co najwyżej w domowym zaciszu. Naukowo zajmuję się jednak literaturą. Przynajmniej na razie, bo pewien pomysł chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie…

    serdeczne pozdrowienia!

  4. Cholera i mi tezę rozwala :). Swoją drogą jeśliś literaturoznawcą to droga do RPG wolna, prawda? Niektórzy próbują stosować do badania RPG (struktura scenariusza) metody badawcze pokrewne z literaturoznawczymi.

  5. Dzięki za reklamę – wolę jednak hobbystyczny niż ekspercki i raczej stary, a nie Inspiracje ;). Z tą naukowością to jest bardzo różnie – zwykle na magisterce się kończy. Sam miałem pisać swoją z RPG, ale przeważyły rzeczy bardziej istotne (dla mnie i dla Instytutu) – dla mnie RPG to jedynie część popkultury, tam powstało, jest i będzie – nie przewiduję jakiejś transgresji.

    Odpowiem Ci też na ten wątek o „gustach czytelniczych”, „fantasy a nie sf”, itp. Masz rację, ale właśnie brak chociaż jednego systemu sf w pierwszej połowie lat 90-tych trochę jakby zarżnął pluralizm. Pominę już brak pulpy – tak popularnej dzisiaj nawet u nas (SW, CoC). Nadal liczę na uzupełnienie braków (za pomocą nowych możliwości technologicznych), reszta jest tą wadliwą futurologią, o której wspomniałeś.

    Zgodze się też, że pewne zjawiska są marginesem i składają się cały czas na ta samą tożsamość RPG – to jest nie do przedefiniowania, bo RPG ma granice ustalone, ale nieostre. Pluralizm old schoolowy też się przyda, bo to chyba jeszcze większa dziura (i to cholernie widoczna) w historii polskiego RPG niż brak konkretnego systemu s-f czy toolboxa. Nie da się być numizmatykiem, nie widząc nic o historii poczty.

    Pozdro

  6. Naprawdę sądzisz, że mogłbym coś dodać do ustaleń Michała Mochockiego? 😉

    A poważnie, to stoję na podobnej do Jarlowej pozycji: też bawiłem się pomysłem magisterki z RPG, zarzuciłem go jednak, gdyż literaturę kocham bardziej. I nawet mi w głowie nie postało, żeby poświęcam grom fabularnym doktorat.

    Skądinąd, tu właśnie Twoja analiza wydaje mi się dyskusyjna: bo o ile lata dziewięćdziesiąte faktycznie należały do fantasy (i to fantasy w rozumieniu przyjętym w Polsce – i gdzieniegdzie na świecie, pamiętajcie, że w anglofońskiej krytyce termin wcale nie jest stabilny), jej impet wydaje mi się zdecydowanie osłabiony. Gdybym miał zaglądać do szklanej kuli, to przyszłość widziałbym raczej w konwencji opowieści niesamowitej czy historii alternatywnej, niż kolejnych howardowsko-tolkienowskich hybrydach.

    Ach, i jeszcze jedno. Jarlu, Twoja analogia byłaby poprawna, gdyby RPG miało, jak numizmatyka, charakter antykwaryczno-kolekcjonerski.:)

    pozdrowienia!

  7. U mnie przeważył Chopin i dodekafonia. 😉 Hmm… widzisz, dla mnie RPG ma charakter kolekcjonerski (co za tym idzie historyczny / antykwaryczny) – i mówię tutaj o śledzeniu np. modułów z lat 70-tych za 3000$ i szukaniu łosia, który sprzeda je za 20$. 😉 Dla mnie to starzejące się teksty popkultury, istotniejsze dla mnie jako retro-zgreda, niż news, że Bach Translacji dostał bana. 😉

  8. P.S. Dla ludzi z takim podejściem polecam ten portalik (wiem, że to dość obce w Polsce, ale to wszystko wina komuny, Kurtyny, Jałty, etc., etc.): http://www.acaeum.com/ddindexes/rulebooks.html

  9. Majkosz, sam zauważasz, ze Anglosasi (słusznie prawisz) mają dość rozległe i niedookreślone granice fantasy. Zresztą jak zauważyłem, nawet horror wliczają do puli, z czym osobiście się zgadzam. Natomiast atak new weird etc., to i tak fantasy. W większości. Rynek wciąż jest zdominowany przez taką literaturę. Mówiłem w ogóle o fantasy a nie o klasycznych nawiązaniach do Tolkiena czy Howarda. Tu można na od strony diachronicznej spojrzeć na gatunek, który po skonwencjonalizowaniu się może umrzeć lub właśnie przekształcić się, jak to się stało ze space operą, cyberpunkiem po trosze też. I dokładnie to widzimy w przypadku fantasy. Co do historii alternatywnych tu jest problem genologiczny. Mogą być zarazem SF (bzdury Turtledove’a czy o niebo lepszy Birmingham), ale i fantasy (wszelkie zabawy literackie z wprowadzaniem magii do II WŚ etc.). Nie pierwszy raz i nie ostatni kultura popularna nie przystaje do teoretyzowania na jej temat.

    Co do badań RPG. Sam pisałem i magisterkę i doktorat z literatury, choć o RPG zahaczyłem w tej pierwszej. Jednak coraz więcej osób podejmuje się badania tematu z pozycji naukowej. Rzecz jasna z różnym skutkiem. Zresztą o czym my mówimy, brak badań w latach 90tych (poza nielicznymi próbkami) kontra cokolwiek współcześnie. Przewaga bezwzględna. A do ustaleń Michała Mochockiego spokojnie mógłbyś coś dodać, z całym szacunkiem do Mochockiego :).

    Jarlu, reklamować się trzeba, a starego bloga to raczej nie uwidzę w necie, boś go kurde skasował :). Może być i hobbystyczny i ekspercki. I tak postrzegam Inspiracje.
    A z KK jest jak epidemią grypy, a to pojawia się, a to znika, a to dostaje szczepionkę … tfu banana, a to się mu go potem zdejmuje. Nihil novi sub sole

  10. Jeżu malusieńki, jakie ceny!

  11. Smartfox: widzisz, a moim zdaniem integracja fantasy w typie, że tak powiem za Tolkienem, fairy-story, z horrorem w ramach tej samej odmiany gatunkowej jest nadużyciem, które w dodatku paraliżuje anglosaskie badania. Bo obsesyjnie kręcą się wokół problemów definicyjnych. A my? My mamy świetny termin „fantastyka”, korzystajmy. Ale to tylko na marginesie, przecież nie będziemy o tym dyskutować w komentarzach z bloga. 🙂

    Wspominam o tym jednak, by wyjaśnić ewentualne nieporozumienie: kiedy pisałeś „dominować będzie klasyczne fantasy”, wydało mi się raczej, że masz na myśli teksty w typie how-tol, a nie podparte tradycją grecką. 😉 I to właśnie taką konwencję uważam za martwą, a tzw. new weird (w odmianie Mieville’a) to jej ostatnie podrygi: owszem, rodzą się przy tym nowe konwencje. Jakie? Zobaczymy. Ja stawiam na tych nazistowskich okultystów i podobne zabawy, w stylu „Gloriany” Moorcocka na przykład. I to również w RPG, gdzie, jak sądzę, obumrze niedługo konieczność zamieszczania map fikcyjnych światów, z obowiązkową Straszną Puszczą i Kolorowymi Górami. Innymi słowy, górą będzie „Deadlands”.

    No i – nie przeceniajmy kultury popularnej. Pewnie, że da się skutecznie teoretyzować na jej temat. Ale przecież nie w notce blogowej.

    pozdrowienia!

  12. Hmm fakt wyskoczyłem z klasyczną fantasy, my fault. Aczkolwiek widzę , ze mimo wszystko za szybko to ona z erpegów nie wypadnie. Co do terminu „fantastyka”. Brrrr, wieloznaczny, definiowany przez wielu badaczy, rozmyty. Właśnie z mojego punktu widzenia to on mi utrudniał badania do doktoratu.
    Ok, nie zaczynam dyskusji dot. SF :).

  13. Jak na tekst dotyczący przyszłości, zbyt wiele w nim miejsca poświęconego na wspomnienia… 😛

    RPGowo na zachodzie – to dalej będzie kontynent WotC, archipelag mniejszych zawodników łączących i dzielących siły (WW, Green Ronin, PEG) – choć za 5-6 lat mniejszy przyrost graczy będzie już widoczny gołym okiem. Jeżeli chodzi o new weird i tendencje obecne od kilku lat w literaturze fantastycznej – to właśnie fani takich zagadnień będą szukać emulatorów (gier) wśród produkcji niezależnych.

    Polska? Nie będzie status quo – po prawdzie nie ma go już od lat. Przyrost nowych graczy jeżeli istnieje to i tak nie pokrywa odpływu na rzecz konsol i MMO. Internet to dobra rzecz, inna sprawa to kwestia, czy gracze w Polsce wiedzą jak i gdzie szukać.

    W kwestii podcastów i videocastów – te drugie to największy niewypał, zbyt wiele przygotowań i kosztów. Podcasty – na zachodzie od pół roku właśnie trwa przesilenie – spory wzrost liczby wykonawców, ale drastycznie spadająca częstotliwość aktualizacji – nie wiem, jak D&D, ale wśród indie podcastów większość to produkcje w pustkę i tylko kilka dobrych. U nas dokonując porównania… ta część hobby po prostu nie istnieje.

  14. Sam ostatnio zainteresowałem się erpegami z literaturoznawczego punktu widzenia (ściślej: narratologicznego, w bardzo-bardzo klasycznym ujęciu Proppa). Już mi jednak trochę przeszło, bo od scenariusza do żywej sesji daleka droga (choć nie skreślam literaturoznawstwa całkowicie). Obecnie interesuję się amatorsko perspektywą socjologiczno-kulturoznawczą (ciekawe, że to Jarl jako jedna z pierwszych osób zwrócił moją uwagę na to, że miejsce RPG w kulturze popularnej szczególnie zasługuje na analizę naukową). Ktoś też mi polecał teorię dramatu, ale tu jestem bardziej zielony od Greenpeace’u. Myślę, że właśnie na gruncie tych dyscyplin (dodałbym jeszcze antropologię) jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia i znalezisk do odkrycia. Chociaż nie zaszkodziłyby też porządne badania psychologiczne i socjologiczne nad środowiskiem graczy.

    Sam piszę obecnie jedną pracę magisterską nt. RPG (psychologia), myślę o drugiej (polonistyka), nie miałbym też nic przeciwko doktoratowi za jakiś czas. Inna rzecz, że mnie już łatwiej niż Wam, Smartfoksie i Majkoszu – są jakieś teksty o grach, nareszcie jest się od czego odbić. Ostatnie kilka lat rzeczywiście przyniosło zdecydowaną zmianę na lepsze, jeśli chodzi o liczbę publikacji.

  15. @ Deckard
    Czasem zbyt autorytarnie dla mnie mówisz: będzie, nastąpi… etc., aczkolwiek możesz mieć rację, nie mówię nie. Co do podcastów nie przesądzam, za mało znam erpegowe, podałem jako propozycję, kierując się analogiami (a że ich u nas nie ma, wyjaśniałem, że my cały czas jesteśmy 2-4 lata za przemianami społecznymi na zachodzie, związanymi z nowymi mediami.

    Zresztą to właśnie analogie mogą być powodem Twojego wrażenia, ze za dużo tu wspomnień. Staram się ekstrapolować tę przyszłość z tego, co jest mi znane.

    @ Scobin
    Nic tylko życzyć powodzenia. Co do literaturoznawstwa, zgadzam się – nie ma co go skreślać przy badaniu RPG. Można równie dobrze skorzystać z teorii recepcji dzieła literackiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s