Karnawał RPG odc. 3 – Niezapomniania sesja

carnivalSam wymyśliłem temat i sam się wkopałem. Skoro gram tyle w gry fabularne, to zasadniczo musi mi się to podobać. Skoro się podoba, to zdaje się, że wiele sesji było godnych zapamiętania?

I faktycznie. Nie skupię się na jednej sesji, ale też postaram się zastosować pewien klucz. Jasne, w różne systemy świetnie się grało, wiele spotkań i przygód gdzieś tam pałęta się po głowie, jednakze to chyba wpis Enca (topos zakochanej zabójczyni) przypomniał mi o kampanii, która dość mocno zapisała się w mojej pamięci i mam nadzieję, że graczy również.

Ale od początku.  Pisząc magisterkę z cyberpunka (jako odmiany gatunkowej SF) trochę na nowo pograliśmy w CP2020. Tym razem jednak starałem się, by nasza gra była jak najbliższa pierwowzorowi literackiemu. Nie wygrzew na maxa, nie wielkie giwery i nic więcej, ale ta swoista mieszanka „low life & hight tech”, którą można było znaleźć u Gibsona, Sterlinga, Shirleya czy Shinera. I udało mi się o klimat stworzyć, inna sprawa, że graczy miałem świetnie dobranych i zgranych.

W 2000 roku skończyłem studia i zasadniczo miałem odstawić cyberpunka, tymczasem jakoś w sierpniu za sprawą jednego z kumpli narodził się pomysł, by powrócić do Night City, a do starych graczy inkorporować nowych.

Miałem pięcioosobową ekipę sprawdzonych graczy a zarazem przyjaciół oraz kampanię, która powstała jeszcze w 1995 roku. Zaczęliśmy w sierpniu 2000 a zakończyliśmy w styczniu 2002, gdy z początkowych pięciu bohaterów przeżył tylko jeden.

I w sumie była to najlepsza kampania, jaką prowadziłem. Bardziej chyba nawet epicka niźli „Wewnętrzny Wróg” i zdecydowanie bardziej emocjonalna.

Nie ma sensu opowiadać jak to grupa cyberpunków: ex-glina z C-Swatu, dezerter z neoradzieckich sił specjalnych, młody zadziorny netrunner polskiego pochodzenia, polski ex-pilot wojskowy i nomad z Teksasu, zmierzyła się nową, bezduszną korporacją i jej diabolicznym prezesem-wampirem (sic! a nie wiedziałem wtedy nawet o tym, że taki pisarz jak Grimwood istnieje). Nie opowiem przebiegu kolejnej wojny korporacyjnej, która zakończyła się zmianą sytuacji geopolitycznej oraz uzyskaniem świadomości przez Sieć.

Znowu! Znowu to samo! Masz dość. Dość, dość! Nie panujesz nad sobą. Gdzie jesteś, kim jesteś? Przeżyć! 3 lata temu spędziłeś 14 dni w błotnistym okopie w zapomnianym przez wszystkich miejscu. Gudermes. Gniazdo mudżahedinów. Czeczeńców. Z Twojego oddziału żyło jeszcze trzech. Okop był płytki. Płytki grób. Ani się podnieść, bo snajperzy od razu rozwalali łeb. Tak zginął Alosza i Rudy. Mikiemu odłamki granatu termitowego spaliły wnętrzności. Wył i darł pazurami błoto. Ani się podnieść. Szczaliście pod siebie. Trupy kumpli gniły obok Was. Zwierzęcy strach. Widziałeś co zrobili z Jurijem. Chcesz żyć. Strach ma oczy czeczeńskiego partyzanta.
Jedno ze wspomnień Tupoleva (BG), ex-rosyjskiego komandosa

Encowa zakochana zabójczyni przypomniała mi Kestral, delikatną, zimną kobietkę i zarazem najsłynniejszą zabójczynię. Postać, która wysłana po głowy BG, zaczyna z nimi współpracować i zarazem zakochuje się w ruskim, agresywnym sołdacie (BG). Gdzieś obok głównej fabuły snuła się leniwie opowieść o odzyskaniu przez kobietę i mężczyznę człowieczeństwa. A wszystko dzięki miłości. Kiczowate? Może, ale na sesji wyszło świetnie. Łącznie ze śmiercią Kestral, bo im bardziej stawała się człowiekiem, tym  bardziej zbliżała się do swego końca.

To także opowieść o nomadzie, który, by odnaleźć swój klan i uwolnić rodzinę, oddaje największemu wrogowi jedyną broń mogącą uśmiercić wampirycznego szefa korporacji HectoDrive. I o jego przyjacielu, ex-gliniarzu, który zapowiedział, ze jeśli nomad odda ów przedmiot – zginie zabity przez przyjaciół.

Patrzył na nomada przez celownik ultranowoczesnego karabinu snajperskiego i nie potrafił nacisnąć spustu (pamiętam, że to w ogóle była dość emocjonalna sesja).

I netrunner. Młody zadziora, palący peta za petem i cedzący przez zęby kolejną „kurwę”. Człek, którego gang skinheadów obił gumowymi pałami obwiązanymi drutem kolczastym i który powrócił między żywych…

Kilka sesji później został pochwycony przez agentów wrogiej korporacji, wyposażony w kamizelkę z ładunkiem wybuchowym i pouczony, że jeśli nie doprowadzi agentów do swoich przyjaciół lub spróbuje zdjąć ładunek, ten eksploduje. Dawno nie byłem tak zaskoczony, gdy gracz powiedział po namyśle: „Zrywam ładunek”.

Eksplozja nie tylko wysadziła furgon ze sprzętem i grupę szturmową, ale także ostrzegła jego kumpli.

Dziwne uczucie, dawno nie doświadczane, a tak bliskie. Przypomina chwile spędzone w daczy lejtnanta Arkadija Dobrudzkiego. W 2009 roku, lato było gorące, zwłaszcza w Ałuszcie. Dacza rządowa, ochraniana przez gwardię prezydencką. Anna znalazła przyjaciółkę w żonie Arkadija, Lenie, a Ty brata w Arkadiju. Miesiące piękne, jak dzieciństwo. Dziewczyny razem plotkowały, gotowały, chodziły na zakupy do sklepów „wierchuszki”, śpiewały i sztorcowały Was, jak małych chłopców. A wy łaziliście na ryby (wtedy jeszcze cokolwiek żyło w Morzu Czarnym), trenowaliście i długo gadaliście: o życiu, żonach, dzieciakach, Ameryce (Arkadij uwielbiał futbol amerykański) i pracy… tak, o zabijaniu też. To pomagało, dzięki temu żaden z Was jeszcze nie stał się świrem. Życie to kawał kurwy, bo Arkadija już nie ma. Ale teraz czujesz coś podobnego, jak niegdyś do lejtnanta Dobrudzkiego.
Kolejne ze wspomnień Tupoleva.

I wreszcie koniec. Ostatnie sesje. Poprzez złamanie konwencji i wprowadzenie do świata CP2020 wampira, zaskoczyłem graczy. Długo nie mogli uwierzyć, że szef HectoDrive jest zaraz mityczną, nieśmiertelną istotą. A gdy uwierzyli, zrozumieli, że dziwny, rzeźbiony kołek, który zdobyli niemal na początku kampanii jest jedyną bronią przeciw bestii. I to właśnie ją oddał nomad, za swoją rodzinę…

Kampania w piach, tak? Nie całkiem. Bohaterowie uruchomili wszystkie znajomości: gangi, specjalistów i zawodowców, znajomości w innych korporacjach. W Night City wrzała wojna korporacyjna a jednocześnie zbliżał się dzień wyborów prezydencki, w któych (a jakże!) uczestniczył ów wampir, wróg graczy. Rzecz jasna miał największe poparcie, którego niezrozumiały wzrost stał się wreszcie dla graczy jasny (wampir!)

W dzień elekcji ich wróg miał przemawiać w Los Angeles. Wszystko co bohaterowie mieli wydali na sprzęt. Lepszą broń, wysłużoną Cessnę i przy pomocy znajomych z pewnego technofetyszystowskiego gangu stworzyli gigantyczną bombę z termitem.

Miejsce ostatniej akcji. Los Angeles 2022.

Miejsce ostatniej akcji. Los Angeles 2022.

Ostatnią akcję przeżyło dwóch (w tym tylko jeden z pierwotnego składu). Sama operacja poszła i widowiskowo, i sprawnie. Dobre rzuty i taki plan zaowocowały rozbiciem większość laserowych stanowisk plot przez BG. Ostatni z nich, ex-pilot wojskowy wleciał nad LA i zaczął pikować na trybunę, gdzie przemawiał ich wróg. Gracz miał do wyboru trudny (ale z szansami na powodzenie) test zrzutu improwizowanej bomby lub bardzo łatwy test pilotażu… atak kamikaze. Myślał długo, wreszcie przypikował i rozbił się na trybunie. Pandemonium. Termit topił beton, metal, palił kość. Kilkaset ofiar w tym najważniejsza – wampirzy prezydent-elekt.

Zginęło jeszcze dwu bohaterów. Nomad i Ex-komandos z Rosji. Za każdym razem mieli wybór: „Jeśli uciekniesz, nie strzelisz – przeżyjesz, ale twój kumpel ginie. Strzelisz? Uratujesz go, ale samemu umrzesz”. Za każdym razem decydowali się ratować kumpla.

Długo by mówić, ale dawno nie miałem tak naładowanych uczuciami sesji. Nauczyłem się przy tym wielu rzeczy:

Każda dobra fabuła to opowieść o konfliktach. Konfliktach globalnych i lokalnych, fizycznych i mentalnych, a przede wszystkim o konfliktach postaw.

Miłość i przyjaźń może być świetnym wątkiem w RPG, zagranym bez śmieszności, ale musisz mieć zaufanych i dobrych graczy.

Trudne wybory to podstawa niezapomnianych sesji, nawet jeśli początkowo się wydaje, ze wyzwalają negatywne emocje. Emocjonalna jazda po bandzie daje dobre efekty, ale (powtórzę jak mantrę) musisz mieć dobrych i godnych zaufania graczy. Z piątki, która rozegrała ze mną kampanię, czterech nadal ze mną gra, więc i ze mną chyba nie jest tak źle :).

Z kampanii zostało mi kilka zapisanych zeszytów z przygodami, TV Newsami, notatnik z enpecami, gangami i korporacjami. Niemal wszystko ręczne notatki, dopiero pod koniec kampanii dorobiłem się własnego komputera. Zostało też w cholerę fajnych wspomnień, za które dziękuję przyjaciołom.

Advertisements

komentarzy 10

  1. 0010110101100101001
    1010110101110110011
    1100011111011011110

    wrócę… kuuurwa…
    😉

  2. łzy miłość uczucie
    kasa stanowisko prestiż
    wybieraj …………..

  3. bul bul bul… miarowe bul bul bul z kriogenicznego sarkofagu.. My tu kurwa jeszcze wrocimy! Prawda West?

  4. no nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

  5. No tak, legendarny kawałek :D:D:D:D. Ileż to razy leciał, gdy w sesji zdychał kolejny z punków, krztusząc się własną krwią?:)

  6. Zazdroszczę takiej cyberpunkowej kampanii 🙂

    Brałem udział w dwóch dłuższych kampaniach (a raczej seriach niepowiązanych ze sobą przygód), w mocno cyberpunkowym, niemilitarnym klimacie, ale brakowało w nich celu, czegoś co by ładnie podsumowało całość, dało bohaterom motywację do dalszego działania. Fajnie, że napisałeś o Cyberpunku – coś ostatnio sporo osób o nim pisze. Trzeba chyba odkurzyć podręczniki 🙂

  7. Dzięki:). W dużej mierze to zasługa graczy, którzy weszli w postacie niczym w wygodne kapcie, a moje wpadki, niedomówienia i alogiczności, przebaczali (heh, pamiętam jak coś tam po sesji strasznie mi zgrzytało w fabule pod względem logiki, a moje ekipa zaczęła mi tłumaczyć, dlaczego mogło być tak jak to poprowadziłem :)).

    A co do cyberpunka. Po tamtej kampanii była jeszcze jedna, w której gracze mieli po trzy postacie, klasycznych cyberów z Night City, powstańców kozackich z Ukrainy i młodych gangerów z Wałbrzycha. Nie wyszło źle (ja tam miło wspominam), ale to nie było już to.

    Teraz sobie myślę, że z CP2020 wyciągnąłem co najlepsze. Nadal uwielbiam tę odmianę SF, ale po CP2020 raczej nie sięgnę. To z mojego punktu widzenie mocno przykurzony system i nie chodzi wcale o mechanikę, którą bardzo sobie cenię.

  8. A po wszystkim przyszedł gliniarz karierowicz i wszystkich sprzedał :).

    A wrócimy jak tylko robociaki wypełzną na światło dzienne i znowu będziemy potrzebni.
    Co się nie da rozwalić to Tomalski zhakuje a Paput wystraszy. 😀
    Takiej ekipy to żadne tam drobiazgi nie zatrzymają (ale wyrzutnie rakiet to dam Wam, ja nie mam szczęścia :))

  9. Nie wszystkich:), Ciebie sprzedał, hehehehe :).

    Nie wrócicie, chyba że w komiksie :), jako postacie undergroundowego kultu :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s