Sylvania cz. IV – Na łydrę! Na łydrę!

MG: Ja

Gracze:
Madzia
– Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.

Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran.

Kamil – Konrad Teub, początkujący czarodziej, ale już z fajerbolem

Maro – jako snotling Bulgo, dawny towarzysz BG (niegdyś NPC).

Graliśmy w piątkę, w tym Maro znów przez video łącze (tym razem już w ogóle nie czułem problemu komunikacyjnego). Usingen, Haman i Jorgul zeNPeCowani, ze względu na nieobecność.

Sesja wydaje się, że dość owocna z dużą ilością walki w drugiej części.

Zaczęliśmy w Mikalsdorf, w zamku barona von Fennwarta. BG po rozmowie z baronem zebrali się w przydzielonej komnacie. Dość szybko zdecydowali się sprawdzić teren. Mały Bulgo spenetrował komin i dotarł aż na szczyt stołbu. Tym razem nie znalazł tam barona, ale kolejną wizytę zaplanował wieczorem.

Konrad udał się do wieży miejscowego maga – Kurta Bastiena, co nieco dowiadując się od niezbyt miłego i dość nerwowego czarodzieja o czarnych upiorach polujących na traktach na miecze Vaylanda. Widać było, że Bastien coś wie, lecz nie zamierza powiedzieć.

Po wyjściu Konrad i pozostali udali się do Ibaneza, miejscowego miecznika, który okazał się prawdziwym mistrzem w swoim fachu i stosunkowo przyjaznym człekiem. Zakupili broń, niektórzy (patrz Kyllan) zamówili lansiarskiego bastarda, a prócz tego Ibanez rzekł, że mieczy Vaylanda było tak naprawdę siedem, powstały jakieś 3000 lat przed Sigmarem i wykuł je prawdopodobnie krasnoludzki miecznik, mistrz nad mistrze. Poszperał poza tym w swoich traktatach historycznych i odkrył, że jeden z siedmiu mieczy nazywał się Grazzakah.

Wieczorem Bulgo wlazł do komina i cichcem przedostał się do komnaty barona. Von Fennwart wpierw zajęty był miłym tete-a-tete z dwoma młódkami, a po ich odprawieniu początkowo zajął się papierami, lecz potem zaczął rozmawiać z lustrem. Wyglądało to tak jakby lustro do niego mówiło a sam baron widział w nim rozmówcę. Dla Bulga niestety była to nadal zwykła tafla szkła. W pewnym momencie okazało się, że rozmówca barona ostrzega go przed obecnością intruza w pokoju. Snotling uciekł, lecz wściekły baron coś dojrzał i postawił straż w stan gotowości. Krótko potem BG zostali wyrzuceni zarówno z zamku jak i miasta. Baron oskarżył ich o szpiegowanie go, obraził ich, a zwłaszcza szlachectwo Usingena (czekamy na reakcję:)). Rankiem jednak oddał konie bohaterom zagrabione w Eisigfurt. Niestety nie oddał broni palnej i innych cennych rzeczy [do konsultacji z nieobecnymi, przypuszczam, że Jorgul stracił arbalet, nie wiem, co Usingen miał przy koniu]. Poza tym ktoś zatruł żelazne racje żywnościowe, co na szczęście dostrzegli Konrad i Maja.

Bohaterowie zdecydowali się wrócić do Eisigfurt. Po drodze na trakcie, z milę lub dwie przed wioską dostrzegli owoce, mleko, ciastka a i sagan wódeczki i bukłak wina pod jednym z dębów. Wyglądało to na dary dla jakiegoś ducha opiekuńczego. Maja czym prędzej spróbowała wykryć magiczną istotę, w tym czasie Bulgo położył w darze bukłak wódki z Mikalsdorf (prezent od Mai).

Jak się okazało coś magicznego kryło się kilkanaście metrów za zaroślami i obserwowało ich. Trochę potrwało, nim zdobyli zaufanie istoty, w czym pomocna była okowitka Bulga. Stworek uchlał się i zaczął (zza krzewów) rozmawiać z BG. Co nieco powiedział im o „czarnych upiorach, śmierci na traktach szukających żelaza i slużących krwi”, dorzucając co chwilę dziwne „tuk-tuk”. Wreszcie zachrapał za krzakami, co rzecz jasna wykorzystali bohaterowie i po cichutku sprawdzili, kim on jest. Mały humanoid o sarnich nogach i zarośniętej twarzy, coś na ksształt fauna bez różków spało smacznie skulone pod gałęzią bzu. Bohaterowie, którzy od pewnego czasu są barodz prawo-Taalo-myślni, przenieśli stworka z dala od traktu i ukryli wśród listowia.

W Eisigfurt okazało się, że nie ma załogi barona i jego rządcy, okrutnego Maxa Festa. BG przywitała kapłanka Taala Nicoleta, choć raczej poprosiła, by czym prędzej opuścili wioskę:

Nicoleta: Popełniliście błąd…

Bulgo [pospiesznie]: Nie chcieliśmy go schlać!

Nicoleta: Kogo?!

Bulgo: Pod drzewami, tego…

Nicoleta [groźnie]: Daliście alkohol Tuk-tukowi?!!! To niepoważne!

Bulgo: No tak, oddajesz chłopu ostatnią flaszkę i jeszcze dostajesz zjebki!

Po rozmowie (i zdobyciu kilku informacji o uwięzieniu wójta wioski przez barona i miejscowym banicie Dragomirze Szkarłatnym) bohaterowie odeszli z wioski i ruszyli na południe w kierunku Tempelhof. Plany ubicia hydry odrzucili, nie wierząc we własne siły. Celem były Nawiedzone Wzgórza. W końcu w kurhanach chowano zmarłych ze złotem!!

Jednakże Los jak zwykle pokrzyżował plany bohaterom. Noc spędzili spokojnie, lecz rankiem przed samym Tempelhof natrafili na bandę krwiożerczych trolli i starli się z trzema bestiami, uzbrojonymi w dziwne, wielkie kości [przypominam, że ta sprawa nie jest wyjaśniona, kości wyglądają na pochodzące z jakiegoś dinozaura, smoka czy innej wielgachnej paskudy]. Walka była krótka, lecz zażarta. Haman stracił pechowo punkt przeznaczenia, ale bestyjki zostały ubite. W ich pieczarze znaleziono resztki kupca i jego obstawy oraz trochę złociszy luzem [Madzia podaj, ile Paweł ma Hamanowi z podziału dopisać]. Poza tym co niektórzy pobrali słynny kwas trolli do fiolek, Bulgo też.

Ja: To niezwykle silny kwas, przepala od razu pancerze.

Maro [jako Bulgo]: A to teraz się nie dziwię, że mi to znikało strzały, jak je próbowałem tym zatruć. Strzała wchodziła calutka od razu!

W Tempelhof (niezwykle ubogiej wiosce) wójt i miejscowi przywitali boahterów, a widząc łby ubitych trolli, oczy im rozjaśniłą nadzieja no i oczywiście poprosili o ubicie hydry, która dawała się we znaki spokojnym rolnikom. Tak oto, chcąc nie chcą, bohaterowie we współpracy z wieśniakami zaczęli się przygotowywać do walki z bestią.

Wójt Andreas: To wielkie bydlę, ma 10 kroków długości, 4 w kłębie wysokości, a paszczami sięga na kolejne 10 kroków. Poza tym zionie ogniem.

Maja: Z daleka?

Wójt pokazuje na odległe o 50 kroków miejsce: Stamtąd do nas doniesie.

Konrad „Czarodziej Ognia”: O w dupę!!

Maja [obojętnie]: Potrafisz tak?

Wykopano wielki dół (12m na 8 m), po bokach zabezpieczono go zasiekami, w dno wbito pale i przykryto je sianem. W ścianach umieszczono kolejne zaostrzone pale, na których miała się hydra zakleszczyć. Z sochy, tudzież brony Konrad zrobił pułapkę, która miała spaść na uwięzioną w dole hydrę. Poza tym wyładowano wóż kamieniami i „uzbrojono” go kosami. Nieopodal dołu Kyllan zgromadził wszystkie wioskowe rohatyny, oszczepy i osęki.

Wieczorem hydra nadeszła. Bulgo wyskoczył przed nią, usmarowany krwią i wnętrznościami zwierząt. Był przynętą. Pognał wprost na pułapkę, a hydra niczym szarżujący nosorożec za nim. Niemal dopadła malucha, lecz ten przebiegł po małej kładce przez wilczy dół, a bestia wpadła weń i wtedy zionęła ogniem. Oberwał tylko Kyllan, i to bardzo poważnie. Pale poraniły potwora, lecz ten wciąż próbował się wydostać. Na szczęście Maja i Haman wepchnęli wóz na niego (ponownie zadając mu rany), a Konrad spuścił bronę na grzbiet hydry. Kyllan rzucił bombą własnej roboty, ale tu pechowo sam się ranił (poleciał punkt przeznaczenia), więc wycofał się ze zwarcia, chwytając za oszczepy.

Maja w tym czasie została ciężko ranna, a wreszcie straciła swój punkt przeznaczenia. Haman sam powstrzymywał hydrę przez kilka rund, w tym czasie Konrad pakował w bestię ognistą kulę za ognistą kulą.

Wreszcie potwora legła ubita. W tym czasie bohaterowie udowodnili, że nie patrząc na rasę (człowiek, elf czy snotling), każdy z nich wywodził się od jaskiniowca. Dopadli umierającą hydrę w dole i zarzucili czym się dało. Poleciały ogniste kule, oszczepy, kamienie… Wreszcie był koniec.

ŁYDRA ZOSTAŁA UBITA!

Nowoczesny, retrospektywny spektakl: „Jaskiniowcy kontra mamut” został zakończony. Podobnie jak nasza sesja.

Lans w wiosce, podziękowania i szycie kapci, kurtek i łapci ze skóry hydry na następnej sesji.

Hydra z Lasu Łaknienia. Gatunek endemiczny, w tej chwili sztuk zero.

Hydra z Lasu Łaknienia. Gatunek endemiczny, w tej chwili sztuk zero.

Uwagi:

1. Przylazłem senny jak mops, ale rozkręciłem się i bawiłem się bardzo fajnie.

2. Świetny plan ubicie bestyjki zaprocentował, choć pepanców żal, ale przyznaję, że hydra była ciężkim przeciwnikiem robionym pod mocniejszą grupę.

3. Nie wiem jak ten dryf wyjaśnicie porucznikowi i czy go przekonacie do Nawiedzonych Wzgórz. 🙂

4. Proponuję pozbierać plotki i informacje zdobyte na sesji. Było ich trochę i dość sprzeczne. Warto się zastanowić nad niektórymi. Wam łatwo coś przegapić, bo nie macie wglądu we wszystkie notatki jak ja.

Advertisements

komentarzy 20

  1. O trollach co szczęścia nie miały!

    Wstały trolle sobie z rana
    głodne, bo to pora znana
    iż do brzucha czas cuś wsadzić
    by się sobie nie narazić

    Ida więc te kloce łase
    no mięsiwo, wino, kasze,
    a tu surprajs wieeeelki taki
    Stoją łydry ubijaki!

    I panika w oczach trolli
    już jednego głowa boli!
    Drugi klęka i się słania
    czuja przedsmak tego lania!

    Śmiga Maja nakręcona
    Kyllan dziobie jak ta wrona!
    Konrad kulki z ognia sypie
    Bulgo wali w trolla slipie!

    I sklepane już potworki
    leża jak ze zbożem worki
    Zaś splendory i zasługi
    a gdzie Jorgul i ten drugi…?

  2. tak rzucacie kościami,:/ @!#$!@$@%@W^%^#

  3. Ha!Baron ma 50 zbrojnych i nie dal sobie rady ze stworem a my tak! Po czyms takim pewnie zaczną o nas krążyć opowieści w całej prowincji,może nawet dojdą do uszu władczyni (lub czarnych jeźdzców – jeśli takowe mają).Mam nadzieję że jeszcze uda się odwiedzić czarodzieja Bastiena i opchnąć mu składniki.

  4. hmm czy dla snotlinga dałoby się zamówić małą kolczugę? To chyba nie powinien być „duży” problem dla fachowca

  5. Pewnie ze by się dało… Na kurtkę ze skóry hydry. :] Może Ci jeźdźcy usłyszą o nas i pomyślą, że skoro my tacy dobrzy, to pewnikiem posiadamy jeden z tych mieczy, których szukają…
    A tak a propo mieczy – trzeba poszukać jakiegoś, najlepiej na tych kurchamach, bo jak pamiętacie, obiecałam Ibanezowi za wiadomości o tych drugich mieczach… Bo nie wiem, czy haman się zgodzi swój oddać 😀 Chyba nie…

    Hamanowi należy się 25 koron. Szylingi to na razie na piwo ja trzymam 😀

    Tak poza tym po przemyśleniu stwierdzam, ze mimo wszystko opłacało się zainwestować w taka reklamę… 😀

  6. Ale ja mam pancerzyk z pajączka! 🙂

  7. Noo ale lansiarska kolczuga i dodatki z Hydry… jak najbardziej!

  8. Tak maje zastało łowcę potworów 😀
    zobaczymy co do miecza :d

  9. A ja chce wrocic do trollowej jaskini… Te kosci to z czegos wiekszego od Hydry….! Oooo juz widze jak zaswieclily sie oczka – dokladnie smok! 😉 Tylko kurna obawiam sie ,ze te glodne trolle mogly wszystkie zjesc

  10. No i plan działania prosty, sześciopunktowy:
    1) Idziemy sprawdzić, gdzie miała legowisko Hydra i co fajnego tam się znajduje (może miecz jakiś)
    2) Idziemy sprawdzić, co zjadły trolle i gdzie to miało kryjówkę i co fajnego się tam znajduje (może miecz jakiś)
    3) Idziemy sprawdzić, co straszy na kurhanach i co fajnego tam się znajduje (może miecz jakiś)
    4) Przez ten czas nasze Sława i Chwała docierają do miast, czyli nas wyprzedzają.
    5) Nasza Chwała i Sława dociera do tych Upiorów, co szukają miecza, i oni myśląc, że takie Bohatery jak my na pewno muszą mieć jeden z nich, bo sami nie dali by sobie rady, znajdują nas, co znacznie oszczędza nam czas zmarnowany na szukaniu ich.
    6) Likwidujemy Upiory i sytuacja w Sylvanii znacznie się uspokaja…
    Piękny plan, co nie? 😀

  11. Plan zaiste zacny :).

    Fraza z mieczem się powtarza, co pozwala przypuszczać, że już macie trzy miecze znalezione :). Resztę przyniosą upiory:D

  12. oooo i jeszcze łuupiory 🙂 „Bohaterowie sylvanii” niema waaała! A potem wrocimy do barona i go nastukamy bo buc z niego wielki!

  13. Baron: Mam w dupie Twoje szlachectwo!
    Haman: A zajebac Ci?

    Kilka chwil pozniej
    Haman: Wyrwalem chwasta…

  14. Zapomniałam wspomnieć, ze wydaliśmy ze służbowych 50 koron na odbudowę knajpy w Eisigfurt („wspomożenie lokalnego przemysłu, a tym samym poprawienie infrastruktury gastronomicznej Imperium” – Kyllan)

  15. Hehe, doooobre. Ja jeszcze dodam, ze Sylvania Wiki zaktualizowana.

    Jaro, a jak nazwiesz zamawianie dla lansu bastarda zdobionego motywami roślinnymi?:D

  16. No bo Kyllan to troche taki… Gejowy!

  17. 50 zk na karczmę?? wolne żarty… ”wspomożenie lokalnego przemysłu, a tym samym poprawienie infrastruktury gastronomicznej Imperium” – Kyllan), na terenie tego sku…. żeby miał z czego podatki ściągać a jego garnizon gdzie chlać? Mam na to oddać 1/4 funduszy? Nichujazłamanego pensa!!!

    A co do kurchanów, ja tam nie idę, jedna klątwa mi wystarczy, nie będę rozkopywał żadnych grobów!!!

  18. Huurraaaa na kurchany bez Kapitana maruuudy 🙂

  19. Nazwę to „zamawianiem dla lansu bastarda zdobionego motywami roślinnymi” ;p. Za swoje kupiłem 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s