Kosmiczna Ruletka: Traveller

_DSC7358_resizeZnalezisko allegrowe, w dodatku odkryte przez przypadek w dziale niezwiązanym z grami. Ostatnio grałem w toto chyba w 1990 roku, albo 1989. Gry fabularne znałem wówczas  z „Razem” oraz swoich autorek-niedoróbek. Za to grywałem już w „Dreszcza”, „Goblina” i chyba z 2-3 „Wehikuły czasu”. Toteż wiedziałem, że mam do czynienia z jednym ze zdobywających właśnie popularność gambeooków.

„Kosmiczna ruletka: Traveller” był o tyle ciekawszy, iż usytuowany w konwencji SF (space opery), co chyba nadal naeży do rzadkości. Poza ŚKFową edycją „Kosmolotu: Podróżnika” (tłumaczenia bodaj trzeciego czy czwartego tomu Fighting Fantasy – „Spaceship Traveller”) i „Pierścieni Saturna” nie było niczego, co by choć trochę kojarzyło się z science fiction. Pardon, byli jeszcze „Odkrywcy Nowych Światów”, zrzynka z anglosaskiej gry „Voyage of the B.S.M. Pandora”.

W moje młodociane łapki wpadł ów gamebook za sprawą lokalnego klubu gier, a w zasadzie człowieka, który go prowadził i jakimś cudem zdobywał gry nieznane nam kompletnie (tam zagrałem pierwszy i w zasadzie jedyny raz w „Blood Bowla”). Grałem w niego dość długo, nim wreszcie oddałem właścicielowi. Do dziś pozostał sentyment. Potem coś podobnego poczułem, prowadząc „Travellera: New Era”. Kurcze, przyznaję, że pograłbym na nowo w „Travellera” :).

Fabuła gamebooka jest schematyczna. Jesteś młodym chłopakiem z rolniczej planety, którego kariera dopiero się zaczyna. Jak się potoczy, to już twoja sprawa. Rozwój postaci w „KR:T” zbliża grę do erpegów. Możesz być przemytnikiem, najemnikiem czy komandosem. Pilotem czy eksploratorem.

Czarny kombinezon najemnika opina nadchodzącą postać. Przy pasie w kaburze – śmiercionośny livcomb. Dostojnym krokiem przemierza kosmodrom. Ma powody do zadowolenia. Należy do elity kosmicznej. Walczyłz przemytnikami, brał udział w oczyszczaniu szlaków handlowych z nitidzkich piratów. Sam jeden stawił czoła eskadrze myśliwców podczas wojny Federacji Solarnej z Blymp.

Jego imię jest wymawiane z szacunkiem we wszystkich portach galaktyki. To on odkrył Tajemnicę. Zdobył sławę i fortunę.

Z wprowadzenia

Czas sprawdzić, czy nadal jest w tej grze tyle uroku.

Advertisements

komentarze 4

  1. U mnie też zanim był Warhammer, zanim kupiłem pierwsze kości wielościenne gry książkowe dawały przedsmak tego czym są RPGi. Ja zacząłem od Wojownika Autostrady Joe Devera wiele lat temu i nigdy nie mogłem go dokończyć, bo brakowało mi czwartej części. Dopiero kilka miesięcy temu udało się zdobyć Ostatni Etap (oczywiście na Allegro( i jeszcze raz przejść całość. Miłe wspomnienia.

  2. Wehikuły fajna rzecz, kupiłem „Artura” pod koniec lat 80-tych jakoś, a w „Odkrywców” grywamy do dziś. 🙂 Pytanie: ten gamebook z uniwersum Travellera to tez w systemie Fighting Fantasy?

  3. PiS. Goblin i kilka Fantasolo dostępne pod tym adresem, czek dis ałt.

    szmeroweparagrafy.yoyo.pl

  4. W tym rzecz, że to nie jest raczej uniwersum Travellera (choć trudno to jednoznacznie określić, ja grałem w T:NE i KR:T nie odpowiada tamtemu światu), natomiast konwencja bardzo podobna. Mechanika chyba mocno wzorowana na FF. Jest cecha Zręczność, która odpowiada w zasadzie za wszystkie testy, poza tym Odporność będąca żywotnością i Szczęście. Walka jak w FF, rzut 2K6 + Zr i porównanie z analogicznym testem wroga. Przegrany traci 2 odporności.

    dzięki za adres, Goblina mam, ale pozostałe sprawdzę. Ostatnio zagrywałem się w różne tomy FF, fajna rozrywka.

    Wehikuły nadal mam wszystkie, z tych co po polsku wyszły. Świetny poziom trzymały. Odkrywców gdzieś przesiałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s