Sylvania cz. VIII – W Górach Krańca Świata

Gracze:
Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.

Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran.

Grześ – porucznik von Usingen, dzielny dowódca.

Pablo – Alfred von Haman, rycerz Białego Wilka, fanatyczny patriota imperialny.

Kamil – Konrad Teub, początkujący czarodziej, ale już z fajerbolem

Damian – dzielny lecz marudny Jorgul, medyk, woj i jeździec.

Maro – jako snotling Bulgo (łącze video).

oraz przez pierwszą połowę sesji:

Lemanntar – elfi myśliwy (tymczasowa postać Madzi)

Loni – młodziutka kobietka, Sylvanka, świetny zwiadowca (tymczasowa postać Damiana)

W wyniku ostatnich wydarzeń, a konkretnie spotkania z bazyliszkiem sytuacja mocno się skomplikowała. Maja i Jorgula przemienieni w kamień spoczywali dostojnie na szczycie jednego ze wzgórz, będąc sporadycznie obsrywanym przez ptaki. Pozostali po odnalezieniu Talmaciu i pochwyceniu kilku goblinów, dowiedzieli się, iż wśród krasnoludów w Khazad Lorn, może być ktoś znający sposób odczarowania posągów.

BG wyruszyli w góry, nie patrząc na deszcz i chłód. Jak to już bywa podczas eksploracji nieznanego, już pierwszego dnia znaleźli jeden z posterunków krasnoludzkich. Ghunranni obsadzone przez trzydziestoosobową załogę dowodzoną przez krasnoludzkiego mędrca (lub kapłana) Snorriego. Choć Starszy Lud nie zaufał drużynowym elfom i snotlingowi, to dzięki temu, iż brat Usingena służył w Zhufbarze, udało się zdobyć wsparcie Snorriego. W dalszą podróż bohaterowie ruszyli z krasnoludzkim glejtem oraz zaznaczoną na mapie osadą Khazad Lorn.

Następnego dnia napotkano dwu rycerzy Białego Wilka: samego Ulfa von Nordena, Pierworodnego zakonu i komtura komandorii sylvańskiej oraz jednego z braci – Ursa, młodziutkiego blondyna. Od nich dowiedzieli się nieco więcej o ciężkiej sytuacji krasnoludów, nasilającej się wojnie w górach (z zielonoskórymi), zagubionej karawanie żelaza a także o bracie Mikailu – zaginionym rycerzu Białego Wilka.

Pod wieczór drużyna osiągnęła Khazad Lorn – wielki warsztat krasnoludzki, nad którym pieczę trzymał kowal runów – Bofur Tarnisson. Przywódca osady okazał się być raczej przyjaznym krasnoludem. Ostatecznie zgodził się pomóc bohaterom i ruszyć z nimi do posągów. Jednocześnie drużyna wymieniła się wieściami z krasnoludami, dostrzegając ich fatalizm, rozczarowanie i zgorzknienie. Sytuacja w górach była dramatyczna. Khazad Lorn odcięte od Zhufbaru, pozbawione zapasów żywności (brak transportów od baronowej Sylvanii), z niewielką załogą wojskową (ok. setki wojów). Tutaj Konrad zabłysnął, sugerując, ze w obecnej sytuacji pewnym rozwiązaniem może być doraźny sojusz z Talmaciu.

Następnego dnia drużyna wraz z Bofurem i kilkoma krasnoludami zeszła z gór i dotarła do posągów. Tam Bofur odprawił rytuał i odczarował pechowców.

Już w Talmaciu Bofur i krasnoludy zaczęły negocjować z mieszkańcami wioski, a część ekipy (Usingen, Maja, Haman, Jorgul) ruszyła obejrzeć dokładnie pobliski obóz goblinoidów. Pozostali zostali w wiosce.

Po dniu marszu w górach, zwiad Usingena dotarł w pobliże obozu szkoleniowego goblinów. Niestety cała grań oddzielająca góry od obozowiska byłą patrolowana przez kilkudziesięciu wilczych jeźdźców. Dopiero nocą Jorgulowi i Mai udało się przekraść przez patrole. Po kilku godzinach obserwacji, po narysowaniu mapy etc. zwiadowcy wrócili do Usingena i zdali mu raport

Następnego dnia ekipa wróciła do Talmaciu, informując Bofura o poczynionych obserwacjach podczas rekonesansu.

Kolejnego dnia cała drużyna wyruszyła z wioski, kierując się na wschód w stronę źródeł Stiru. Celem miało być Waldenhof. Po drodze jednakże nie obyło się bez nieprzyjemnych przygód. Koń Kyllana ześliznął się po śliskim zboczu, pechowo łamiąc nogę. Jak się okazało jego noga uwięzła w zbiorowym grobie kilkudziesięciu wieśniaków. Kilkugodzinne śledztwo pozwoliło ustalić, iż prawdopodobnie ktoś najzwyczajniej wymordował Sylvańczyków, wśród których rozpoznano m.in. druida. W środku nocy część bohaterów usłyszała dziecięcy płacz.

W jednym z jarów ukrywał się kilkuletni chłopczyk. Przerażony, zapłakany. Kiedy Maja próbowała go chwycić za rękę i uspokoić, jej dłoń przeszła przez chłopca niczym przez mgłę. Zjawa (bo nią był maluch) rozwiał się niczym dym. Potworne zimno przeniknęło kości bohaterki, a ona w serii niejasnych „flaschbacków” ujrzała zagładę wieśniaków i ich nemezis – czarnego wojownika – upiora.

Ciała wieśniaków pogrzebano, niektórzy pomodlili się nad grobem ofiar krwawej egzekucji, a następnie drużyna rozbiła obóz nad brzegiem spokojnego Stiru, który w tym rejonie ma tylko kilkanaście metrów.

Na koniec jeszcze Maja i Kyllan urządzili sobie konkurs wrzucania do dziwnie spokojnej wody kamieni, tak jakby chcąc podobnych problemów jak swego czasu pewien hobbit, który musiał wkurzyć COŚ w czarnej sadzawce przed bramą Morii.

Czy i naszym gierojom udało się kogoś wściec? Się okaże na następnej sesji.

Uwagi:

1. Nie byłem w formie na sesji, więc, przyznaję, było sennie i nudnawo. Niezbyt zadowolony jestem ze swojego prowadzenia.

2. Jest nadzieja, że następnym razem nie będę tak zrypany.

3. Brak tekstów sesji, większych uwag i ogólnikowość raporty wynika z tego, że prawie chodzę na rzęsach ze zmęczenia.

Advertisements

komentarze 4

  1. fajny był ten kowal runów. Takiego podejścia do kowale runów nie miałem to było świetne. I pokazanie imperium krasnoludkowego przekroczyło moje wyobrażenia.

  2. Eh Elfie ,łobuzie ciekawe co z rzeki kamieniem w łeb trafiłeś,już po nas lezą

    WITAMY W SYLWANII !!!!!

  3. @ Pablo
    Nie przesadzaj. Kowal zwykły, cywilizacja z dwu małych osad, bez polotu.

    @ Kamil
    Rany, gdzie Ty znajdujesz te filmiki. 🙂

  4. ale to mi się podobało

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s