Sylvania cz. X – narodziny kapłana Zamolxisa

Raport dopiero dzisiaj, poprzedni tydzień grzebałem się nad artykułem, to i czasu nie było na podsumowanie ostatniej sesji.

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.

Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran.

Grześ – porucznik von Usingen, dzielny dowódca.

Kamil – Konrad Teub, początkujący czarodziej, ale już z fajerbolem

Damian – dzielny lecz marudny Jorgul, medyk, woj i jeździec.

Maro – jako snotling Bulgo (łącze video).

Zabrakło tym razem Pabla, toteż znów potencjał szturmowy ekipy został mocno nadszarpnięty.

Po wyprawie na Mroczne Wrzosowisko i pierwszej wizycie w Fucuresti – widmowym, białym mieście, bohaterowie zdecydowali się odpocząć w Sigisoarze i wieczorem ponownie zmierzyć się z antyczną klątwą.

Jak zaplanowali, tak uczynili. W ciągu dnia podleczyli rany, porozmawiali ponownie z mieszkańcami wioski, którzy jednak niczego nowego im nie powiedzieli. Wieczorem bohaterowie ruszyli na bagna, gdzie ponownie dostrzegli w dali, pośród ciemności blask rozświetlający białe mury Fucuresti. Znów do ich uszu doszedł dźwięk zabawy. Miasto przywitało ich jak ostatnio otwartymi wrotami. Grupa weszła do środka i, ignorując zaczepki roznegliżowanych, otępiałych od zabawy mieszkańców, ruszyła prosto w kierunku centralnego placu, na którym uprzedniej nocy obserwowała wyjazd posągu Slaanesha – Pana Przyjemności.

Ponownie na placu roiło się od mieszkańców oddających cześć zakazanemu bóstwu. BG przebili się przed tłum i stanęli u stóp schodów prowadzących do świątynnych wrót, za którymi prawdopodobnie krył się posąg Pana Przyjemności. Tutaj mogę rzec, że sam plan był niegłupi, ale wykonanie chaotyczne, toteż nie obyło się bez ofiar.

Początkowo Bulgo (poprawcie mnie, jeśli się mylę) wycelował z łuku w tuzin strażników rozstawionych wzdłuż ściany świątyni. Strażnicy, odziani w pancerze z brązu, dzierżący wielkie tarcze i włócznie ze spiżowymi grotami, zwarli się w falangę i zasłonili tarczami. Padły ostre słowa w stronę bohaterów, toteż ci nie byli dłużni ( a konkretnie Jorgul) i od konfliktu werbalnego przeszliśmy szybko do niewerbalnego.

Strażnicy rzucili włóczniami, bodaj trzy z nich trafiły, raniąc poważnie Bulga i Jorgula. Chwilę potem straż zaszarżowała na bohaterów w dół schodów, a ci (konkretnie Jorgul, Maja i Kyllan) zrobili to samo. Huk, trzask oznajmił początek jatki na białych schodach. Usingen wycofał się na tyły, Konrad zwiał, kryjąc się w którejś z bocznych kolumnad, krwawiący Bulgo zaczął łuskać wrogów z łuku. Jasne, wielka trójca ma niezłe parametry, pancerze i łącznie siedem ataków. Strażnicy byli typowym mięsem armatnich, choć sfanatyzowanym, przeważali ilością ataków (12), lecz cechy mieli dużo gorsze.

Co z tego, skoro szybko otoczyli BG i zaczęli im zadawać ciosy w plecy. Walka przeciągnęła się, Jorgul niemal zginął, pozostali też oberwali. Ale to nie był koniec, jak się okazało. Wrota się otworzyły i posąg wyjechał. Tak jak ostatnio potężny urok przełamał siłę woli wybranych bohaterów. Tym razem Maja i Kyllan zostali opętani. Jorgul stojący między nimi znalazł się w nieciekawej sytuacji. Mówiąc poetycko:  znalazł się w głębokiej i cuchnącej dupie. Mało tego, samo posąg zbezczeszczony przez Bulgo ożył, udowadniając, że jeśli kiedykolwiek ktoś pozabija tych wariatów w służbie Imperium, to będzie to któraś z kolei ożywiona statua.

Tutaj po raz kolejny okazało się, że Konrad potrafi świetnie rozpalić płomień wiary. Jeden fajerbol za drugim uderzał w kolumny świątyni i ta wreszcie zawaliła się na statuę Slaanesha. W tym samym czasie Jorgulowi udało się uciec (a nawet zranić z kuszy Maję), a pozostali ogłuszyli opętańców. Aha, Maja mało się w walce ze strażnikami nie wykopyrtnęła, obrywając krytyka. Cóż, ostatnio Kostucha jest bez przerwy gilgotana i kuszona:). Obyło się bez rzutu w tabeli śmierci, bowiem Kyllan uleczył Maję eliksirem leczenia. Ostatnim posiadanym przez bohaterów.

Walka trwała na tyle długo, iż znów niebo poczerwieniało, pękło, ukazując tym razem o wiele dokładniej jakąś potężną postać i to raczej nie Sigmara (jak to się poprzednio wydawało bohaterom). Bulgo zdążył jeszcze przeszukać ruiny świątyni, znaleźć w niej podest, na którym niegdyś stał inny posąg oraz fragment tegoż.

A rozgniewane bóstwo pośród niebios ponownie uniosło rękę i cisnęło coś (młot? kamień? meteoryt? kometę?) w miasto przeklętych. Niektórym z bohaterów udało się uciec, niektórzy zostali pochłonięci przez ogień sprzed setek lat. Choć była to iluzja, to jednak na tyle prawdziwa, że nie pozostawiło to BG bez szwanku. Kolejne Punkty Obłędu wpadły na kartę postaci.

Wszyscy ocknęli się na bagnach, rozmyślając co dalej. Wiadome było, że nie chodzi tu o zniszczenie posągu Slaanesha. Pozostał jeden trop, posąg, który niegdyś stał w świątyni, prawdopodobnie jednego z pogańskich bóstw Sylvańczyków. Poszukiwania przyniosły raczej niespodziewany efekt. Oto poza BG na bagnach był inny człowiek. Młody, lecz rosły mężczyzna w zbroi ozdobionej barwami Zakonu Rycerzy Morra. Toczył właśnie walkę z jakimś paskudztwem o kilkunastu mackach, paszczękach i z pewnością ogromnym tułowiu skrytym w cuchnących błotach Mrocznego Wrzosowiska. Grupa pospieszyła na ratunek, ścinając kolejne macki. Kyllan bohatersko wyskoczył w powietrze i w iście conanowskim stylu (tak to jest jak da się graczowi miecz Conana:)) wylądował z ostrzem skierowanym w dół na paszczęce stwora. Bluznęło czarną krwią, zaskrzeczało, zabulgotało i zniknęło w bagnie.

Młody rycerz, Karsten szybko zaprzyjaźnił się z bohaterami. Stwierdził, iż na bagnisko przygnały go śluby rycerskie i chęć walki ze złem (kolejny pieprzony idealista). Prócz kilku ton szlachetności, ogromnych pokładów odwagi, miał także dziwny, pięknie wykonany miecz oraz raczej mało cierpliwości. No i wiedział, gdzie jest dziwny, kamienny posąg. Jak się okazało kilka kilometrów na północ od miejsca, gdzie leżało Fucuresti.

Tam też udali się bohaterowie. Posąg był ogromny (10 metrów), pochylony i w połowie zakryty ziemią. Niewątpliwie przedstawiał Zamolxisa. Z grubsza obrobiony korpus, na którym przedstawiona byłą z detalami twarz mądrego boga. Wokół niego, w promieniu kilkunastu metrów, ziemia byłą twarda, porośnięta gęstą, soczystą trawą i ziołami (co zaraz wykorzystał Jorgul, uzupełniając zapasy zielska). Nie czuć tu było smrodu bagniska. Bulgo padł przed posągiem, oddając się modlitwie (coś nam się zmistycyzował snotling:)). Właśnie wtedy otrzymał znak od bóstwa, które wskazało mu, co czynić dalej.

Narodziny powołania bywają zaskakujące. Oto Bulgo, jego wiara w moc Zamolxisa i reakcje na zwątpienie towarzyszy:

Bulgo (do Kyllana, odrzucającego Zamolxisa): Nie wiesz, co mówisz Kyllanie małej wiary!

Bulgo (ponownie do Kyllana, naśmiewającego się z wiary Bulga): Kyllan, nie neguj tego, czego nie rozumiesz!

Kopać u tam, gdzie pod ziemią ukryta była pierś posągu. Snotling posłuchał bóstwa (i pierwszej wizji w życiu otrzymanej bez pośrednictwa halucynogennych grzybów i pleśni:). Ziemia odkryła przed nim kolejną tajemnicę. Serce posągu, kamienne wielkie serce, które kryła się w pobliżu posągu. Dla każdego było nie lada ciężarem, jednakże Bulgo potrafił unieść je jedną ręką, nie czując jego ciężaru. Zaiste cud!

Przypasał więc liną serce do pleców, dzięki czemu zaczął przypominać obrzydliwą parodię pierwszoklasisty z tornistrem na plecach i z resztą bohaterów oraz Karstenem ruszył tam, gdzie w nocy znów miało się objawić Fucuresti.

I się objawiło. Tym razem bohaterowie po prostu weszli do widmowego miasta, dotarli do placu i wbiegli po schodach, zaskakując strażników. nim ci zdążyli zareagować, Bulgo umieścił serce na pustym postumencie. Z serca wytrysnęło światło, układając się hologram wielkiego posągu Zamolxisa.

Wszystko się rozwiało, zniknęło bez śladu. Klątwa została zdjęta.

W południe bohaterowie wrócili do Sigisoary, gdzie matce Lenucie zreferowali efekty swej wyprawy. Niestety, nie bardzo uwierzono bohaterom. Setki lat w cieniu klątwy uczyniły mieszkańców osady wyjątkowo nieufnymi fatalistami.

Następnego dnia po pożegnaniu bohaterowie ( wraz z Karstenem, który zdecydował się zmienić plany i na razie odpuścić sobie kurhany, do których zmierzał oraz Mihaelą, którą zabrał Jorgul) wyruszyli ponownie na południe. Cel: opuszczony monastyr krasnoludzki.

Po dniu marszu dzielni śmiałkowie opuścili równiny i zaczęli mozolnie wspinać się po zboczach podgórza Gór Krańca Świata. Ze szczytu jednego ze wzniesień dostrzegli kilku dziwnych, całkiem ubranych na czarno jeźdźców, których uznano za słynne upiory poszukujące miecza.

Jak to zwykle bywa, wybuchła kłótnia. Jechać za upiorami? Ruszyć do monastyru? Od słowa do słowa, a skończyło się na kolejnej awanturze. Usingne wpierw wygarnął ekipie,że lezie znów w jakieś paskudne miejsc,e że ludzie są ranni, a Konradowi została jedna kulka siarki. Potem, jak przyznali mu rację, wydarł się na Jorgula, że zabrał Mihaelę. Ogólnie wyglądało na to, że Usingen tym razem opierdziela pozostałych bez względu na to, co oni zrobią (sorry, Grześ, tak to widziałem:)).

Ostatecznie ekipa zrezygnowała z penetracji monastyru, Karsten się uraził i ruszył na kurhany, a pozostali wrócili na północ, by dojechać do Waldenhof.

Następnego dnia ominęli ruiny zamku Drakenhof jak i samego miasta, a potem spotkali na trakcie orszak kapłana Morra (rzecz jasna z solidną obstawą), od którego się dowiedzieli, że ich niedawny towarzysz – Karsten, chyba nie tyle wyruszył z misją, ale coś w zakonie przeskrobał i raczej nie ma po co wracać do swoich. Samo spotkanie nie było zbyt owocne. Zachowanie bohaterów, ich kiepski stan (obszarpani, brudni, pokrwawieni) oraz zwyczajnie głupie odzywki nie nastawiło kapłana pozytywnie.

Kapłan Morra (wskazują na Mihaelę): A co to za kobieta, wygląda na Sylvankę, może to jakaś czarownica? Przeklęta wiedźma?

Konrad: To nasza markietanka… Pierze nam, gotuje…

Po odjeździe kapłana zakończyliśmy sesję.

1. Coraz więcej wskazuje na Wasz paskudny los. Eliksirów brak, Punkty Przeznaczenia lecą… No to macie muzyczkę, brzmi jak Wasze podzwonne 🙂

hopes_die_in_winter-cd

Reklamy

komentarzy 8

  1. ………………… ze mnie nie było

  2. Jeszcze się natniesz sukinsynów:)

  3. moich wrogów mówmy poprawnie
    a gdzie gramy?

  4. Robimy come back do Madzi i Jarka. Ponoć odgruzowali bazę:).

    Pozdr

  5. 3 tygodnie co ani tam robili

  6. hmm jak przyjdziemy teraz to po kabelku w pupke i wchodzimy w matrixa

  7. O kurde :D, won od mojej pupki:D
    Pozdr

  8. […] spędzili ok. dwu miesięcy wcześniej kilka dni, z której ruszyli na Mroczne Wrzosowisko, by zdjąć klątwę z miasta Fucuresti, zgodnie z plotkami zasłyszanymi wcześniej spłonęła. Z kilkunastu ziemianek ją tworzących […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s