Sylvania cz. XI – na tropie nekromanty

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.

Jaro – Kyllan Thaured, elfi weteran.

PabloAlfred von Haman, rycerz Białego Wilka, fanatyczny patriota imperialny.

Kamil – Konrad Teub, początkujący czarodziej, ale już z fajerbolem

Maro – jako snotling Bulgo (łącze video).

Tym razem bez dwu graczy. Grzesia i Damiana, który po raz kolejny nie dał znaku życia wcześniej. Sorki, ale tak się nie robi.

Drużyna raźno ruszyła na północ, w kierunku Waldenhof. To miała być prosta, pozbawiona niebezpieczeństw wędrówka starym, lecz uczęszczanym traktem.

I taka była.

Już pierwszego dnia bohaterowie spotkali nadjeżdżających z naprzeciwka wędrowców. Przewodził im młody, wyglądający na 25 lat mężczyzna o gładkiej, urodziwej twarzy, zimnych, błękitnych oczach, odziany niczym kapłan Sigmara. Zwał się Lorded i podróżował w obstawie dwu uzbrojonych po zęby wojowników. Starszego, brodatego mężczyzny, ponurego weterana, który przedstawił się jako Detlef oraz jego syna, na oko 19letniego, zadziornego Olafa.

Najciekawszą z nim wszystkich personą okazał się być właśnie Lorded. Zimny, uprzejmy samozwańczy mściciel, który na własne barki wziął obowiązek ochrony słabych i biednych oraz tropienia zła i zaprowadzania sprawiedliwości. Fanatyk, który w imię specyficznie pojętego dobra nie cofa się przed najokrutniejszymi czynami.

Wraz ze swoimi towarzyszami, Detlefem i Olafem, słuchającymi go we wszystkim, ścigał właśnie jakiegoś Ruperta, przywódcę bandytów, który pohańbił ubogą dziewczynę z Waldenhof.

Jednak najdziwniejsze w Detlefie było co innego. Pytanie ze strony Mai o Bractwo Smoka spotkało się badawczym spojrzeniem Lordeda. Kapłan-mściciel okazał się być jednym z ocalałych Braci Smoka, a przynajmniej sam tak twierdził. Wedle niego drugi z ocalałych Lambert Tankred de Ferre porzucił regułę Bractwa i osiadł w swoim dworku położonym pomiędzy Lasem Łaknienia a Lasem Stirlandzkim, a może nawet opuścił Sylvanię. Dla BG mało zrozumiałe było, jakim cudem Lorded, wyglądając na młodzieńca, może być jednym z członków Bractwa, które zostało rozbite jakieś 20 lat temu, jednakże tego Lorded nie zamierzał tłumaczyć, stwierdzając jeno mimochodem, że Maja niekoniecznie jest dobrym człowiek, co Haman skwitował znamiennymi słowy:

Haman (z wyraźną niechęcią w stronę Mai): Ty jesteś plebs bez moralnego kręgosłupa.

Rozmowa naprawdę trwała długo. Poruszono wiele tematów, m.in. BG przestrzegli Lordeda przed baronem von Fennwartem z Mikalsdorfu, padła propozycja wspólnego polowania na upiory jeżdżące po sylvańskich traktach etc. Wreszcie grupa Lordeda odjechała na południe a bohaterowie ruszyli w stronę Regrakhof, do której to osady dotarli po południu.

Wioska różniła się od dotychczas odwiedzonych sylvańskich wsi. Może nie była bogata, jednakże chłopi wyglądali zdrowo, trzymali się prosto i dumnie. Stada zwierząt były liczne, a pola obsiane zbożem niemal gotowym do zżęcia. Regrakhof otoczone było mocną palisadą, toteż BG ruszyli w stronę bramy. Nim jednak do niej dotarli, potężny chłop odziany w prostą, białą koszulę, dokonujący na polu jakichś prac, zatrzymał bohaterów, obcesowo i mało przyjaźnie pytając od powody przyjazdu, a w zasadzie zwyczajnie na nich nawrzeszczał. Trzeba przyznać, iż BG skonfudowało to:

Chłop: Gdzie!?

Maja (nieco zaskoczona): Nooo, przenocować?

Chłop: Wypada zapytać, nie?!

Maja: Możemy przenocować?

Jak się okazało, był to nikt inny jak sam baron von Regraks! W zasadzie właściciel Regrakhof. Szlachcic sylvański, który kilka lat wcześniej porzucił dwór baronowej von Walden, odrzucił konwenanse i zaczął żyć jak prosty chłop. Większość majątku przeznaczył na swoich poddanych, a raczej ex-poddanych, którzy zaczęli być dla niego przyjaciółmi i którym zaczął przewodzić. Wedle von Regraksa stał się dla dworu baronowej pośmiewiskiem, ale miał to zwyczajnie gdzieś, skoro się okazało, iż nowa ścieżka życia dała mu dużo więcej.

Bohaterowie spędzili z baronem, jego byłym rycerzem Wernerem von Tratzem oraz chłopami całą noc na biesiadzie w miejscowej knajpie. Bulgo zbratał się z druidem Cosminem, choć dopiero po tym jak coś (Zamolxis?) kazało mędrcowi uwierzyć, iż mały snotling faktycznie jest lojalny i wierny Zamolxisowi.

Oskar von Regraks (przyjaźnie do Bulga): A tyś kto?

Ktoś z bohaterów (z przekąsem): On jest kapłanem Zamolxisa.

Oskar von Regraks: Raczej kapłonem.

Bulgo (wściekły): Trzymaj mnie Kyllan!!!

Kyllan z wyraźnym obrzydzeniem zagina wskazujący palec i udaje, że łapie nim za kołnierz snotlinga.

Tak czy inaczej to była miłą pogawędka. Bohaterowie dowiedzieli się o paru sprawach, które znali dotychczas jeno z plotek:

– Zaraz w Thyrnau nadal jest niebezpieczna, lepiej osadę ominąć. Chorobę przywlekli chyba czarni jeźdźcy, sławetne upiory. Baron starł się z jednym z nich jakieś pół roku temu. Po tamtym spotkaniu pozostała mu blizna przez pół pleców. Wedle barona upiory są odporne na zwykłą broń.

– Thyrnau zaatakowali też jacyś awanturnicy (najemnicy), co być może tłumaczy, dlaczego swego czasu BG zostali oskarżeni o rzeź w Thyrnau.

– Córka baronowej von Walden faktycznie jest ciężko chora, wedle barona von Regraksa władczyni odczuje przynajmniej część rozpaczy, jakiej jest przyczyną w przypadku zwykłych chłopów.

– W pobliżu Regrakhof znajduje się pobojowisko sprzed przynajmniej stu lat, na którym znajdują się trupy ludzi, krasnoludów i zwierzoludzi. Należy to miejsce omijać z daleka.

Rankiem drużyna pożegnała się wylewnie z von Rekgraksem, chłopami i podążyła w dalszą drogę. Wioskę Thyrnau ominęła z daleka i po południu wjechała do stolicy Waldenhof.

W Waldenhof BG wynajęłi trzy pokoje  w karczmie „Kwiat Stiru” położonej nieopodal garbarni, co sprawiało, iż nazwa knajpy brzmiała co najmniej ironicznie. Następnie udali się do kilku miejsc.

W siedzibie waldenhofskiej gildii magów spotkali się z jej przełożonym – Welradem von Hagenau. Początkowo chcieli sprzedać zdobyte na hydrze i innych stworach preparaty, ale ostatecznie za posiadane preparaty oraz magiczne sandały z kurhanu Drannusa Welrad zgodził się wprowadzić Konrada na drugi poziom czarodziejowego wtajemniczenia.

Konrad: Ubiliśmy hydrę! Nie chcesz panie kupić serca bestii?

Welrad (z niedowierzaniem): Hydrę? Może zwykłego ghoula?

Konrad pokazuje serce hydry, wywołując błysk chciwości w oczach Welrada:

Długa na 12 metrów była!!

Welrad (maskując chciwość): Eeeeee, mała widać, maksymalnie 4-5 metrów.

Konrad (poważnie): Żebyś wiedział, co ta hydra z nami robiła!

Ponadto Welrad sprzedał jeszcze bohaterom, po dość wysokiej cenie, dwa eliksiry leczenie, których to już brakować zaczynało.

Następnie całą drużyna udała się do komandorii Zakonu Białego Wilka, która okazała się małym, szarym, kamiennym budynkiem, który z ledwością może mieścił kilku rycerzy ze służbą. Tam von Haman porozmawiał z Pierworodnym Ulfem von Nordenem (spotkanym jakieś dwa tygodnie wcześniej w Górach Krańca Świata), choć sam początek był nie najlepszy:

Ulf: Dam ci glejt do krasnoludów, pojedziesz do Zhufbaru, wyjaśnisz sprawę zaginionej karawany żelaza.

Haman: Teraz nie pojadę, później, bo będzie olimpiada!

Ulf (patrząc na Hamana jak na kosmitę): To ty chcesz tam jechać na olimpiadę?!!!

Bulgo: Chyba para!

Zresztą motyw z olimpiadą wracał ciągle. Od proponowania Hamanowi koszulek i obsługi pitstopa dla żywego czołgu, jakim jest rycerz Białego Wilka, po propozycje konkurencji, w których mógłby wziąć udział:

Ktoś z grupy: Haman musi być w czymś dobry.

Konrad: Taaaa, jest, we wkurwianiu na czas.

Sami rycerze Białego Wilka z pewnym dystansem zgodzili się wspierać wysiłki BG w walce z upiorami. Haman i Kyllan przy tym wygadali się, ze mają magiczne miecze Vaylanda:

Ulf (spoglądając na miecz Kyllana, zrabowany w grobowcu): Skąd masz tę broń?!

Kyllan: Eeeee… znalazłem.

Ulf: Jak?! Gdzie?!Przy drodze leżał?

Kyllan (wyraźnie zawstydzony): Eeee… noooo… W takim… małym… pomieszczeniu…

Po rozmowie z Ulfem bohaterowie wrócili do karczmy i zaczęli się przygotowywać do śledztwa. Jak było wiadomo, w Waldenhof od dłuższego czasu ktoś mordował mieszkańców. Głównie kobiety i dzieci.

Nocą Konrad został wystawiony na wabia, a pozostali skrycie za nim podążali (niektórzy na dachu jak Bulgo i Maja). Waldenhof nocą tonęło w kompletnych ciemnościach. Mieszkańcy zamknęli się na głucho w domach.

Wpierw bohaterowie znaleźli młodego ulicznika, który uciekał przerażony przed nimi, myśląc, że ma do czynienia z mordercą. Ledwo uspokoili chłopca, usłyszeli kobiecy krzyk pełen strachu i bólu dobiegający z innej części miasta. Pędem ruszyli na ratunek zaatakowanej. Na miejsce pierwsi dobiegli Haman (z ulicznikiem na ramieniu) i Maja. Ujrzeli rozpadający się dom, otwarte na oścież drzwi. Maja asekurowała rycerza, gdy ten wpadł do środka i ujrzał dziwną podobną do zmory półmaterialną istotę, która właśnie wydzierała serce z piersi zaatakowanej kobiety. Potwór widząc dziecko na ramieniu Hamana, skoczył wyciągając pazury. Haman nastawił ostrze magicznego miecza, przeszywając paskudztwo, jednakże pazury dosięgły chłopca, odbierając mu życie.

Tymczasem w jednej z uliczek w pobliżu tegoż domu Konrad usłyszał ciche szepty inkantacji. Niewiele myśląc mag wychylił się rzucił ognistą kulę (ostatnia kulka siarki!) i strzelił z pistoletu. Zaatakowany nekromanta o bladej twarzy trupa przestraszył się, ale chwilę później celnie rzuconym czarem zranił Konrada. Jednakże w pobliżu był Bulgo, który ranił wroga z łuku. Nekromanta wysyczał: „Znowu wy!” (czyli ów nekromanta to ten sam, z którym BG spotkali się w Lesie Łaknienia) i rzucił się do ucieczki. W jednym z  zaułków przywołał demonicznego wierzchowca, ale jeszcze w locie Bulgo zapakował nekromancie strzałę. Mag stracił kontrolę nad bestią i spadł kilkaset metrów dalej.

BG ie zamierzali odpuścić przeklętemu, klucząc uliczkami odnaleźli miejsce upadku wierzchowca i śladem krwi ruszyli w pogoń, szybko dopadając rannego. Czarownik już nie na żarty przestraszony przywołał najpierw kilka ghouli, a gdy to nie pomogło użył niemal całej mocy do przywołania 30-40 ożywieńców. To pozwoliło mu uciec przed bohaterami (prawdopodobnie otworzył bramę teleportacyjną), którzy co prawda poradzili sobie z martwiakami, ale stracili przy tym cenny czas.

Po walce, ranem BG udali się do świątyni Morra, gdzie przedstawili sprawę i zostali dość przyjaźnie przyjęci (wszak nikt poza bohaterami nie zajął się problemem zabójstw). Można chwilowo rzec, iż drużyna ma ciche przyzwolenie morrytów na śledztwo w sprawie nekromanty w Waldenhof.

Na tym skończyliśmy.

W następnym odcinku:

– c.d. śledztwa w sprawie nekromanty

– audiencja u baronowej von Walden (umożliwiona przez Pierworodnego Ulfa von Nordena)

– spotkanie z lektorem Sigmara Aelradem Eckhartem.

Uwagi:

1. Dużo gadania na sesji, mało działania, ale mi się świetnie grało.

2. Opis Waldenhof na dniach. Plan miasta się przyda, czy odpuścić sobie?

3. Nooo wyrastacie na prawdziwych herosów i obrońców biednych, słabych i opuszczonych. Lorded byłby z Was dumny.

4. Poniżej Wasz szlak przez Sylvanię. Zawiły? Bo się kurde tak szwendacie!

Sylwania_resize - szlak BG

Reklamy

Komentarzy 12

  1. Plan się przyda, jeśli mamy się po mieście włóczyć… A coś mi mówi, że zostaniemy tu na dłużej. Poza tym pamiętajmy o złodziejach, których spotkaliśmy. Pewnie też coś wiedzą ;D
    Łiii!! Lorded byłby ze mnie dumny… może wreszcie dostrzeże mój kręgosłup. Wzruszyłam się.. ;D

  2. Planów nigdy za dużo. Ale specjalnie szczegółowy nie musi być 🙂
    Mnie się też dobrze grało. Może właśnie dlatego że mniej osób było.
    Tak czy owak we wtorek Madzia prowadzi 🙂

  3. Okay, to od razu informuję, że Grzesia nie będzie. Nie wiem, co z Damianem. Ostatnio znów w kule poleciał, nie informując nawet o tym, czy, kiedy i w ogóle będzie. Mam ochotę mu skopać ten jego tłusty zad.

    Aha, Madzia ma przygodę na jedną sesję, czy raczej dłużej? Co z postaciami? To będzie WFRP? I takie tam różne. Madzia jak chcesz, możesz mi wklepać post na blogu informacyjny, co by ludzie wiedzieli co i jak

    Pozdr

  4. Patrząc na mapkę to już nie dziwota że wiele lat później obwołano pierwszy „Tour de Sylvania” czyli „Śladami Bohaterskich choć nie zawsze mądrych podróżników z Imperium”.

    Kurcze jakbyśta grali nie we wtorek to się chętnie wpiszę 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  5. Gramy raczej tylko we wtorek, ale to zależy od Madzi, bo ona prowadzi, a jak wiadomo:

    Madzia rządzi, Madzia radzi,
    Madzia gry nam poprowadzi.
    Czasem graczy wepchnie w gówno,
    Śmiejąc się z nas przy tym równo.
    Innym razem macką szczuje,
    Krzycząc głośno: „Macie szuje!”
    Bywa że demonem razi,
    który po zamczysku łazi,
    A gdy grupa jej się żali,
    Madzia rzecze: „Gracze mali,
    Nie kazałam wam tam leźć!”
    I postaci ginie z sześć.

  6. Ekipa idzie się bawić na miasto (mam zamówione lansiarskie buty a Bulgo kubrak z Hydry) 😀

  7. No więc tak. Dziękuje za wierszyk ;] I pozwolenie na wpis informacyjny. Więc wpisuję:
    Nie będzie to nic skomplikowanego i jedna sesja powinna wystarczyć, o ile nie będziemy się rozwlekać.
    Co do systemu, to mechanika z Warhammera, bo ją znam najlepiej i nie chce mi się jeszcze w inną wczytywać (z resztą znająć siebie i tak nie zapamiętam). Co do świata – nie Warhammer, ale coś takiego w stylu Polski Pierwszych Piastów, albo nawet wcześniej, razem z ówczesną florą i fauną mitologiczną, pomieszane z czymś w stylu Wiedźmina, w sumie nie ma to większego znaczenia, bo w politykę nikt się wdawał nie będzie, a teren działań też będzie raczej ograniczony. Magia, jak już w ogóle będzie, to nie natrętna i na pewno nie na waszym poziomie. :p Jak już pisałam – to prosta przygoda. Przerywnik taki.
    Postacie – żeby było szybciej, będzie kilka do wyboru, mam nadzieję, że każdy znajdzie coś, co mu podpasuje.
    Gdzie i kiedy? Wtorek u nas, jak zwykle, Marcin, jak Ci przypasuje, będziesz mile widziany, tylko daj znać wcześniej…
    Damian, też daj znać, czy będziesz.. :] W ogóle dajcie znać, żebym wiedziała, co i jak… 😀
    Jak jakieś pytania to też.. :]

  8. Aha no to wszystko wiadome. Taaa, Damian dobrze by było, by dał znać.

    Jaro, a kto jest trzecim z ekipy lansiarskiej? Konrad?

  9. No a kto sobie takie ciuchy machnął i pończoszki?? ;D

  10. 1) Teraz nie pojadę, później, bo będzie olimpiada!…
    Racja, do dupy z interesem Imperium, kierujmy się własnym 😛

  11. A co do sesji… widzę, że było zabawnie, szkoda, że nie dałem rady…
    Za dwa tygodnie będę na 100… o ile Toja mi przegląd przejdzie… 😦

  12. Hmmm a Grześ znowu dziury w całym szuka. Interes własny, interes Imperium. Tylko byś o interesach gadał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s