Karnawał RPG odc. 6 – Śmierć w RPG

Tym razem gospodarzem jest Glinthor, który poddawszy się nastrojowi „najpiękniejszego” z miesięcy, zaproponował, by każdy  z uczestników karnawału naskrobał (a może raczej wyklikał) kilka słów o śmierci.

Nie owijając w bawełnę, powiem krótko: nie lubię zabijać postaci graczy. Paradoksalne stwierdzenie, skoro ledwie dwie edycje temu pisałem, że ze wszystkich konwencji najbardziej pociąga mnie wojna. Co ciekawe nigdy nie lubiłem zabijania postaci graczy. Raz, że gracz przywiązuje się do swojej postaci, a ja nie lubię patrzeć na strute miny tych, których alter ega dopadła jakaś cholera. Dwa, iż to stwarza problemy dla mnie jako Mistrza Gry. Wszak kreuję pewną ogólną fabułę, sagę, a częste zmiany postaci rwą ciągłość opowieści, którą wspólnie kreujemy. Ile razy można wprowadzać nowicjuszy do zgranej, scementowanej ekipy tych, którzy przeżyli? Ile razy zawiesimy niewiarę i po raz kolejny uznamy, że kuzyn, pociotek, przyjaciel rodziny czy zwyczajny obcy znajdzie swoje miejsce wśród nieufnych bohaterów?

A mimo to postacie w moich grach giną. Dość długo gram, więc czuję, iż w ciągu tych kilkunastu lat zmieniały się główne przyczyny, które prowadziły do śmierci postaci. Przez pierwsze kilka lat po prostu decydowały kości lub sam gracz (a bywały i samobójstwa, w których celowała moja małżowinka, czy uśmiercanie własnych postaci, bo się zwyczajnie znudziły). Zgodnie z powiedzeniem „Jeśli masz pecha, to palec w tyłku złamiesz”, bywały śmierci kuriozalne. A to pewien elf zaliczał lot koszący z bodaj dwustumetrowej ściany skalnej, bo nie wyszedł mu test na wspinaczkę (ponad 100 % szans powodzenia), a potem rzut litości na chwycenie się występu skalnego (coś koło 80 % szans). Innym razem (nie u mnie, lecz u kolegi) pewna postać zginęła podczas bitwy od ciosu dobosza, który dziabnął herosa (rozwiniętego wojownika) nożykiem i po kilku przerzutkach osiągnął wynik koło 30 ran (w Warhammerze). Do dziś wrednie się z kumpla nadupcamy, wspominając śmierć jego postaci. Wspomnę też o serii postaci jednego z kumpli, które ginęły niby od różnych czynników, ale niemal w tych samych okolicznościach. Kolega po prostu uwielbia szturmy frontalne, nie bacząc na to, jak przeciwnik jest przygotowany, umocniony erc. Ot, ułan-berserker. Toteż jako mag zginął, gdy samotnie ścigał potężnego nekromantę, a będąc elfim wojownikiem, niefortunnie szturmował pozycje mrocznych elfów.

Jak widać śmierć nie wybiera, ale można tak się zachowywać, by ją oddalić…

… lub przybliżyć.

Z czasem przestałem ufać kostkom. Jasne, to jak w życiu, spadnie ci cegła na łeb i żegnajcie śmiertelni. Ale RPG to nie życie, to rozrywka. Wszystko zależy, czego oczekują od Ciebie gracze. A co jeśli chcą pograć heroicznie, zmierzyć się z ożywionym bogiem, wyciąć setki przeciwników i ułożyć z ich głów jakąś fantazyjną mandalę? A tymczasem ty jako Mistrz Gry kasujesz ich na wstępie, bo „ma być brudno, trudno i przede wszystkim realistycznie”.

W sumie kości przestały zabijać postacie, a zaczęła głupota graczy lub wręcz przeciwnie, ich świadoma decyzja. Ileż to razy wtedy padały z moich ust słowa: „Jeśli to zrobisz, prawdopodobnie nie wyjdziesz z tego żywy”. I gracz decydował. Jeżeli miał gdzieś przestrogi lub decydował, że życie jego postaci jest mniej ważne od osiągniętego efektu, postać ginęła.

W podobny sposób myślę do dziś. Śmierć postaci jest zbyt ważna, by nie wykorzystać jej w grze. Kiedy kumpel stracił w WFRP postać, którą grał od około 8 lat, stworzyłem prezentację multimedialną. Swoiste „memento mori” dla pozostałych oraz mauzoleum dla naszego nieodżałowanego Ramireza.

Jeszcze wyrazistszym przypadkiem była śmierć większość postaci w zwieńczeniu cyberpunkowej kampanii (o czym wspominałem przynajmniej dwukrotnie na blogu). Każda z uśmierconych postaci poświęciła się dla kogoś lub czegoś ważnego. Dzięki temu nie zauważyłem, by gracze czuli niedosyt lub rozczarowanie. Było patetycznie, heroicznie, zabrakło jedynie powiewającego sztandaru. Żałosne? I co z tego. Zabawa była świetna, a przecież o to chodzi.

Kolejny etap zaczął się jakiś rok temu i trwa do dziś. Nadal uważam, że gracz powinien być świadom, iż jego postać może zginąć i samemu podejmować decyzję o takim a nie innych efekcie walki etc. Dlatego w Wolsungu bardzo spodobała mi się zasada gry va banque.

Tymczasem od wspomnianego roku skończyłem ze skrytymi rzutami. Wszystkie testy wykonywane są przy graczach. Głównie po to, by samemu założyć sobie kaganiec i nie modyfikować wszystkiego pod własne dyktando. Wiem, że wredny ze mnie manipulant, a nie gramy przecież w „odegranie scenariusza zaplanowanego przez MG”.

Efekt osiągnąłem, gra jest bardziej nieprzewidywalna, ale i trudniejsza. No bo jak wybrnąć, gdy kości ewidentnie wskazują na śmierć BG? Po prostu zabić, jak to ostatnio spotkało dwie postaci graczy.

Jarl na swoim i Albina blogu wyliczył z grubsza, ile postaci (jego i współgraczy) zginęło, odkąd zaczął przygodę RPG. Trzysta! Cholernych trzysta fikcyjnych tworów!

Pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie: „Ilu mogło zginąć NPCów?” No właśnie, ile wirtualnych żyć zostało odebranych w ciągu tych wszystkich lat, odkąd gramy?

Pamięci Earla Albionu,

Bakałarza praw Uniwersytetu Nulnijskiego,

Feldwebla S.W.A.T. – u,

Wachtmeistra 3 Pułku Kawalerii Lekkiej Ostlandu,

Oberwächtera Służby Dróg i Mostów,

Antonia Ramireza Ismaila al Amariny ibn Hazifa

Reklamy

Komentarzy 12

  1. dzięki dodane

  2. Hmm, to ja nigdy nie przestałem ufać kostkom. Co by różne mądre głowy nie mówiły, jest to jedyny sposób, żeby zachować choć pozory bezstronności MG. Sprawia również, że gracze bardziej dbają o swoje postacie i pilniej wsłuchują się w to, co MG ma im do powiedzenia. Zapobiega też „kradnięciu” sesji przez co bardziej wygadanych graczy. A tak poza tym, to trzeba się trzymać zasad, żeby gra pozostała grą 😉

  3. NPców / mobków pewnie liczyć by można w tysiącach. Gdyby wszystko działo się w określonym przedziale czasowym, w jednej krainie, byłby to świat mocno opustoszały i postapo. 😉

  4. @ Robert
    Jasne, rozumiem Twoją argumentację, ale czasem kości potrafią (jak w życiu) losowo doprowadzić do naprawdę szalonego, nielogicznego wydarzenia. Mi się to kojarzy z doniesieniem prasowym sprzed kilku miesięcy o facecie, który modlił się w kościele i spadł na niego ołtarz. Oczywiście trup na miejscu. Dlatego nie zawsze lubię wyniki na kościach.

    Podejście rzecz jasna bezdyskusyjne i nie ma sensu przekonywać się, co lepsze. Po prostu gra się, tak jak się lubi.

    @ Jarl
    Tysiącach? Heh. Lekko licząc. Realnie zabicie kilku wojowników w ciągu miesiąca to dla bohatera byłby świetny wyniki. Tymczasem na sesji potrafi lec kilkudziesięciu z jednej ręki :). W ten sposób, to drużyna graczy stanowiłaby niebagatelną siłę chociażby w wojnach baronów (ew. Wojnie Dwu Róż), gdzie duża armia to taka, która ma kilkuset żołnierzy.

  5. łezka w oku…
    ale, że KAWALERA KRZYŻA RYCERSKIEGO IMPERIUM zapomniałeś…
    )(^*&%^%#^(*&%!!!!!!!!!!!!

  6. Kurcze, no jakoś z głowy wyuleciało. I pośmiertnie Wielki Order Ostlandu :). A za wszystkie swoje zagrania to jeszcze powinien dostać Order Uśmiechu i Gwiazdę Monty Pythona 🙂

  7. @smartfox
    Jak dopuszczam do rzutu kostką, to godzę się na jego wynik. Proste:-)

    Żeby nawiązać do tematu – właśnie co wróciłem z sesji.

    Zabici (jeśli dobrze liczę):
    11x NPC człowiek – zabici przez PC
    2x NPC demon – zabici przez PC
    2x roślina – zabite przez PC
    8x nieumarły – właściwie to sami się rozpadli
    1x NPC człowiek – sama umarła
    3x PC – zabici przez NPC

  8. Jasne, że źle liczę.
    Na konto PC powinno jeszcze powędrować 4x demon i 10x owad 😉

  9. Heh, Robercie, czyli sesja byłą owocna 🙂

    Ale aż trzy postacie graczy? Brrrr śmiertelność straszna. W Conanie?

  10. W Conanie. Ostatnia walka ostatniej sesji 🙂

  11. O kurcze kiedy raport? Trzy postacie z kampanii skosiłeś? Dżizaz! Toś się zabawił w Ponurego.

  12. Raport pewnie w drugiej połowie tygodnia. Najpóźniej w weekend. Ostatni boss kampanii był, tak jak przewidywałem, dużo za silny, nawet w stosunku do możliwości takich koksów, jakimi były postacie chłopaków. To był dziki fuks, że w ogóle ktoś przeżył.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s