Czterej pancerni i szczur (i baba) – raport cz. II

MG: Kamil

Gracze:

Madzia – Hanna Rautsch, naukowiec, technik. A przy tym komandos. Strzela, granaci, bije, bo jest… (o tym w raporcie).

Ja – porucznik Klaus Tratter, dowódca załogi zniszczonego działa „Szczęśliwy Diabeł”. Pragmatyk, cynik, który po prostu chce przeżyć.

Jaro – kapral Doon Schielbung, krasnoludzki działonowy i celowniczy, przyjaciel Klausa, świetny wojak i nieulękły operator emgie.

Pablo – szeregowy Manfred Rohleder, młodziutki, entuzjastyczny kierowca “Szczęśliwego Diabła”, patriota.

Grzegorz – szeregowy (ex-porucznik) Golradir Mithrandir, elfi snajper z elitarnych spadochroniarzy “Czarnych Słońc”. Wspaniały zwiadowca.

Damian – szeregowy Stitz Gruggbroder, skaven, urlopowany piechociarz z 405 DP, w drodze do Bernau, do rodziny. Niby zwykły infantryman, a przecież zmotywowany przez chęć odbicia żony i ósemki bachorów wyrósł nam na herosa z mitologii skaveńskiej :).

Przepraszam, że raport dopiero teraz, ale mam za sobą naprawdę ciężki tydzień w pracy. Dopiero dziś znalazłem chwilę wolnego, by obszrajrbować dzieje naszej dzielnej grupy operacyjnej w dniach Armageddony, czyli końca Imperium.

Świat płonie, rozpada się, pęka. Zostaliśmy sami na ruinach Bernau. My i wchodzące do miasta oddziały Armii Zielonej. Po starciu ze snajperem Stitz poprowadził nas dalej przez morze ruin aż do swojej kamienicy, gdzie miał nadzieję odnaleźć rodzinę.

Został z niej fronton, kawałek pierwszego piętra i gruzy. Stitz w rozpaczy wcisnął się do okienka piwnicznego, a my bezradnie czekaliśmy na zewnątrz. Wreszcie szczur wychynął z gruzowiska i wydukał: „Zabrali ich do bunkra”.

Tam na dole nie znalazł ciał swoich bliskich, lecz napis wydrapany na ścianie: „Bunkier”.

Kopuły bernaueńskiego rejonu umocnionego górowały wciąż nad spowitym płomieniami i dymem miastem. Lufy panzerwerków były dumnie wycelowane w stronę wroga, choć ten nic sobie z tego nie robił.

Klaus wpierw poczuł drgania, potem usłyszał cichy, basowy pomruk. Pod Praag, Kislevem, Olszyńcem, wszędzie, gdzie ich pozycje przełamywały goblińskie Armie Uderzeniowe tak się zaczynały. Czołgi! Masa czołgów!

Zdążyliśmy jeno skryć się w zrujnowanej kamienicy, gdy pełna brygada pancerna zielonych, bez ubezpieczenia piechoty, w ciasnym szyku pognała ulicą w stronę Altdorfu!

MG (o tym, że nie możemy za długo chować się kamienicy): Znajdą ślady waszej bytności w Bernau, takie wielkie, zielone coś… [mowa o trupie zabitego przez nas trolla]

Jaro: To było samobójstwo!

Jakiś czas potem udało nam się opuścić i kamienicę, i Bernau, przez które prowadził główny kierunek uderzenia na centrum stolicy Imperium.

Było już południe, lecz pożary, dymy sprawiły, iż wciąż panował półmrok. Omijając zabudowania przedmieść Bernau skradaliśmy się przez ugory w stronę niewielkiego bunkru z cekaemem zabezpieczającego niewielki, betonowy mostek i drogę do bunkra. Teren rozpoznawał Golradir. To on znalazł ciała blisko dwudziestu obrońców Bernau, w różnych mundurach, rozbrojonych, powiązanych drutem kolczastym i rozwalonych jedną precyzyjną serią ze sturmgewehra 7,92 mm. Takiego samego, jakie mieli żołnierze Czarnych Słońc w pancerzach wspomaganych. Widać „Czarni” zaczęli zaprowadzać swoje porządki, bowiem zabici przez nich nie wyglądali na dezerterów. Klaus dopisał w pamięci, by na skurwieli z oddziałów Waffen Schwarze Sonnen też uważać.

Klaus (przekomarzając się z Hanną, która się wymądrzała]: A ile pani miała lat przed wojną? Aaaaa, pani jeszcze była w gimnazjum!

Trochę nam zajęło podejście pod bunkier, a w nim znaleźliśmy dwu sfanatyzowanych gówniarzy, którzy dostali rozkaz obrony przeprawy do ostatka. W strachu przed sabotażystami i dezerterami mało nas nie rozwalili, ale po kilku gromko wywrzeszczanych przez Klausa rozkazach i sugestii, że trudno się im będzie przed nami obronić, skoro już jesteśmy na tyłach ich bunkru, skontaktowali się z dowódcą, niejakim majorem Spenglerem. Ten kazał nam przybyć.

Do samego bunkra dotarliśmy w ostatniej chwili. Forpoczty wroga dotarły pod przeprawę i pierwsze pociski czołgowe i artyleryjskie zaczęły spadać na nasze pozycje. Kiedy za nami zamknęły się drzwi kazamat, bitwa się rozpoczęła.

Co ciekawe, dowódca fortu major Spengler z Czarnych Słońc przywitał nas spokojnie, a potem rozdzielił po różnych stanowiskach. Klaus z Doonem dostali się do obsługi automatycznego moździerza fortecznego 120 mm. Golradir dostał jeden z kaemów w kopule obserwacyjnej, Manfred bodaj stanowisko obserwatora, a biedny Stitz forteczny miotacz płomieni (burn, mousey, burn!) Hanna została odprowadzone przez żołnierzy Spenglera do wnętrza fortu.

Szturm zielonych był tyle zażarty, co krótki. Wpierw ich czołgi ostrzelały kopuły, niszcząc wcześniej bunkier przy moście (biedni gówniarze). Nasze działo zniszczyło kilka pojazdów wroga, więc zieloni wycwanili się i przekroczyli rzekę brodem poza zasięgiem armaty. I wjechali na pole minowe. Znów kilka czołgów i SPA (dział samobieżnych) zadymiło. Wrogi dowódca posłał więc piechotę. Chóralne, desperackie „Waaaagh!” zagłuszyło nawet rumor artylerii. Zieloni pobiegli wprost przez miny, ogień naszego moździerza i kaemów. Padali dziesiątkami, ale wróg słał batalion za batalionem. Wreszcie zapukali nam do drzwi. Nasz miotacz płomieni sprawnie oczyścił przedpole, a niedobitki wycięły kaemy. Całe zbocze Katzekopf usiane było krwawymi tłumokami w burych szynelach zielonoarmistów.

MG (opisując szturm piechoty przez pole minowe): Nagle słychać potężne „WAAAAGH”! To idą saperzy!

Umorysani kordytowym dymem, brudni, zmęczeni czekaliśmy na kolejny szturm, gdy nagle sen zaczął nas straszliwie morzyć. Jeden po drugim zasypialiśmy na stanowiskach, patrząc zdziwionym, lecz zaspanym wzrokiem na żołnierzy Czarnych Słońc. Tak jak Klaus myślał, Spengler miał własne plany wobec nas, należy dodać, niezbyt przyjazne.

Przebudzenie nie było miłe. Nasza ekipa (poza Hanną) ocknęła się w rękach żołdaków Spenglera. Związani nie bardzo mogliśmy cokolwiek zrobić. Ponurymi, kiepsko oświetlonymi korytarzami fortu dotarliśmy do windy, którą zwieziono nas na dół, do korytarza,  który Doonowi przypominał kopalniany chodnik. Tam Czarne Słońca nas wyrzucili na ziemię i czym prędzej wrócili do windy.  Ich sierżant tylko zawołał:

-Szybko, zostawcie tych skurwieli i spadamy, nim tamci przyjdą!

Jeden z żołnierzy Czarnych Słońc pochylił się nad nami i ukradkiem podał jednemu z nas bagnet, a potem schował się w windzie. Zostaliśmy sami. Czym prędzej zaczęliśmy się uwalniać, zwłaszcza, że naszych uszu doszło dziwne szuranie, a z ciemności wyłonił się człowiek w imperialnym mundurze. Z bliska jednak dostrzegliśmy, iż to nieumarły. Prawdziwy zombie, żywcem wyjęty z horrorów, jakie oglądało się w kinie jeszcze przed wojną. Nim wszyscy się uwolniliśmy zombie rzucił się na Manfreda, rozdarł na nim mundur a potem wgryzł się w jego bok. Manfred wrzeszczał, rzucał się, Golradir rżnął więzy, reszta nieboraków w panice odczołgiwała się od truposzczaka.

MG (opisując strach, jaki czujemy, widząc żywego trupa): Właśnie twoje jelito wysyła sygnał do dupy, że trzeba coś zrobić!

Elf uwolnił siebie, potem Klausa. Manfred w tym czasie był ze smakiem pożerany przez monstrum. Golradir wbił żywemu trupowi bagnet w podstawę czaszki, a Klausowi udało się trupa powalić chwytem za nogi i odciągnąć od Manfreda. Wreszcie Doon się uwolnił i skoczył obunóż na tułów zombiego, a raczej na Klausa, który leżał na stworze. Korpus nieumarłego się rozpadł, ale i Klaus był dość poobijany.

Klaus (do pozostałych, kiedy zombie zaatakowało Manfreda): Bądźcie cicho, może naje się Manfredem!

Hanna po wybuchu granatu :)

Hanna po wybuchu granatu

Wreszcie uwolniliśmy się, tylko po to, by czym prędzej się schować w bocznych korytarzach, słysząc nadjeżdżającą windę. Jednak tym razem była to Hanna, która pokrótce opowiedziała nam swoją historię. Spengler uwięził ją i sparaliżował jakimś czarem, a potem zaczął ją przesłuchiwać, biorąc za szpiega. Boleśnie przesłuchiwać. Uwolniła się, kiedy wyszedł na chwilę, a potem zdobyła broń (peema i granat). Zabiła po drodze kilku żołnierzy, apotem zjechała w podziemia. Ponoć jednego z wojaków utłukła pociskiem od moździerza. [tak na marginesie: całą sekwencję Hanny od uwolnienia po dołączenie do reszty Kamil rozegrał z Madzią przy nas, toteż wiedzieliśmy dużo więcej jako gracze, między innymi to, że prawdopodobnie szpieguje dla Albionu:)]

Hanna zmaga się z rosłym esesemanem, podnosi ciężki pocisk moździerzowy i zamierza się na wroga. Pocisk pociąga go na wroga, który choć uderzony, jest jedynie oszołomiony nie ogłuszony. Hanna leży na esesmanie. My kibicujemy Madzi.

Damian: Walnij go tym pociskiem w jajka!

Madzia (wściekła): Nie mogę, leżę mu na jajkach!

Przedzierając się przez podziemne korytarze dawnej kopalni, a obecnie kompleksu badawczego Czarnych Słońc stoczyliśmy jeszcze kilka walk z nieumarłymi, zdobyliśmy broń (kilka peemów i granatów oraz trzy pięści pancerne:)) i odkryliśmy kilka tajemnic, które rzuciły nowe, niefajne światło na naszą „sprawiedliwą wojnę”. Oto ze zdobytych dokumentów wynikało, że wojnę wywołaną przez zatopienie naszego statku przez wrogi okręt, tak naprawdę sami wywołaliśmy. Nasz statek zatonął zniszczony bombą podłożoną prze znasz wywiad! Dla Klausa było jasne, ze jeśli ktokolwiek dowie się, że on i jego towarzysze są świadomi tych faktów, to zbyt długo żywi po tym świecie chodzić nie będą.

Klaus (wrzeszczy a panice do Golradira, obok zombie pożera Manfreda); Czemu go nie dźgasz, masz bagnet!!

Golradir: Nie mogę! On mi utrudnia!!!

W marszu naprzód grupy straceńców nie zatrzymały nawet pułapki, choć jedna z nich eksplodowała w twarz Stitzowi.

MG (do Damian, którego postać znalazła coś podejrzanego): Dotykasz czy nie?

Damian: Dotykam!

MG: Pepanc! [po naszemu to utrata punktu przeznaczenia, pułapka wybuchła]

W reszcie grupa porucznika Trattera znalazła kolejną windę, którą zjechała na niższy poziom, a tam… czekała ich epicka walka o przetrwanie!

W wielkim wyrobisku zamienionym na magazyn znajdowały się skrzynie  z częściami maszyn, stara, ogromna koparka, ciężarówka z plandeką oraz trzech weteranów Schwarze Sonnen w pancerzach wspomaganych pokrytych bluźnierczymi symbolami Boga Krwi – Khorne’a.

Kultysta Khorne'a z Czarnych Słońc

Rycerze przeszli na stronę Mrocznych Sił, choć ich ciała wciąż przypominały ludzkie, przestały nimi być. Prawie wszystkim udało się rozproszyć po wyrobisku i skryć za skrzyniami. Prawie, bo Doon padł na podłogę windy i rozłożył dwójnóg znalezionego wcześniej emgie i popruł długą serią w stronę wroga.

Klaus wychylił się zza skrzyni i wpakował panzerfaus w pierś nadbiegającego rycerza. Ładunek kumulacyjny przepalił ciężki kirys, gazy zagotowały wnętrzności żołnierza, a potężne ciśnienie oderwały ręce. Strumień pary zerwał z głowy pancerny czerep i odleciał, gwiżdżąc niczym czajnik.

Stitz nie walczył, lecz ryzykując życiem gnał w stronę ciężarówki. Cudem przeżył, pociski sypały odpryskami skalnymi, lecz nie trafiały go. Skaven wpadł do szoferki, odpalił silnik i odjechał w głąb korytarza. Pozostałym wydawało się, że porzucił ich.

Hanna i Golradir chowali się w okolicy koparki. Golradir omiatał seriami z peema dwu ocalałych olbrzymów, niewiele im jednak czyniąc. Doonowi udało się uciec z pułapki, jaką byłą kabina windy (choć zraniony został). I znów, dzierżąc w jednej ręce emgie pobiegł na króciutkich nóżkach do koparki, nie będąc ani razu trafionym. Klaus trafił kolejnym panzerfaustem, ale tylko ranił rycerza. Trzeci niestety minął korpus wroga i eksplodował na stosie skrzyń, sypiąc zębatkami, śrubami i kawałkami stali.

Sytuacja wydawała się krytyczna, ale wtedy desperaci Trattera usłyszeli narastający ryk wysokopręznego silnika. To wracał Stitz. Zawrócił ciężarówkę, zatrzymał się, na tyle znalazł swoje dzieciaki. A potem powrócił i w z pełną prędkością wbił się w jednego z rycerzy, miażdżąc go i gruchocząc przód ciężarówki.  Sam choć pokiereszowany przeżył.

Kopara Doona

Chwilę wcześniej Doonowi udało się uruchomić koparkę, nie trafił rycerza jej łyżką, ale za to Golradirowi udało się wywrócić (chyba granatem, nie pamiętam) wojownika Khorne’a, a Doon najechał go gąsienicami kopary. Po kilkudziesięcioma tonami maszyny pancerz wspomagany strzelił niczym karaluch pod stopą człowieka. Potem zachrzęścił, zagrzechotał i rozpadł się.

Wróg został pokonany.

A na zewnątrz czekała nagroda. Prototyp czołgu „Arger” – ogromna maszyna, która załodze „Szczęśliwego diabła” zdawała się być ideałem czołgu.

"Arger"

To był w zasadzie koniec sesji. Ciąg dalszy rozegraliśmy narracyjnie, bo czasu było już mało (część z nas musiała wracać do domu).

Klaus i jego załoga uruchomiła „Argera” i ruszyła w drogę powrotną. Większość szos byłą zajęta przez kolumny pancernej zielonych, ale po namalowaniu na wieży „Argera” wielkiej zielonej gwiazdy, udało się przedostać przez siły wroga i na przedmieściach Altdorfu spotkać z czołowymi oddziałami poszapranej Kampfgruppe „Werner”. Okazało się, że nasz pułkownik swoje zadanie wykonał, a potem wbrew rozkazowi ewakuował wszystkie oddziały. Czas był ku temu największy. O Altdorf toczyły się już walki uliczne.

„Arger” dojechał do sztabu, a tam marszałek, który zlecił nam tak naprawdę to zadanie (za pośrednictwem pułkownika Hallevordena) przedstawił propozycję nie do odrzucenia. Kanclerz nie panuje już nad niczym. Imperium upadło, ale jeśli wpadnie w ręce zielonych, to będzie koniec jego mieszkańców, toteż trzeba się poddać Albionowi (tutaj też Klaus usłyszał, że Hanna jest tak naprawdę agentką albiońskiego wywiadu).

Wyspiarze desantują na póki co imperialnych lotniskach w stolicy swoich spadochroniarzy, tworząc kordon oddzielający Zieloną Armię od ocalałych oddziałów Imperium i mieszkańców Altdorfu. Wojna się skończy.

Pozostaje zrobić jedno. Zabić kanclerza. Posłuży do tego „Arger”, w którego trzewiach znajduje się jakiś demon (dlatego Klausowi i załodze tak dobrze się obsługiwało maszyną, wręcz czuło się, że czołg pomaga w wykonywaniu każdej czynności – celowaniu, jeździe etc.) Wysadzony w powietrze nad bunkrem Kanclerza zainicjuje uwolnienie demonicznej energii, która w potężnym wybuchu zniszczy wszystko w promieniu kilometra.

Klaus wahał się, ale wreszcie zrozumiał, że poza wielką klęską i kapitulacją wobec Albionu jest jeszcze całkowita klęska i armageddon z łap zielonych.

Tak też uczyniła załoga. „Arger” przestał istnieć, Kanclerz i jego sztab również.

Potężny wybuch zakończył drugą i ostatnią sesję tej świetnej przygody.

Uwagi:

1. Twoją siłą Kamilu są opisy. Tym razem zachwycił mnie opis agonii rycerza Czarnych Słońc po trafieniu z panzerfausta.

2. Ale mechanika nie jest. Zresztą mówiłem Ci, na przyszłość służę pomocą:).

3. Jak zwykle super zabawa. Wciąż przemyśliwam nad ciągiem dalszym, o którym Ci mówiłem niedawno.

4. Madzia rządziła ;). Zabawy granatami opanowała do perfekcji :), szczególnie, że jeden eksplodował w jej pobliżu.

5. Ludziska dawać te, no informacje zwrotne Kamilowi. Się chłopu należy.

6. Damian, akcja z samochodem wymiatała.:)

Reklamy

Komentarzy 8

  1. Dziękuje za przygodę

  2. Ja tam nie mam powodów do narzekania :). Tylko jako pomoc dla Kamila mogę dodać, że nie każda czynność musi mieć modyfikator do rzutu.
    A nie komentowałem do jak wiecie internet nie dotarł na czas a w pracy nie zawsze jest okazja.
    Tak czy owak dzięki za sesję i czekam na następną.

    P.S. Nie można by było zmienić layoutu strony bo ten jest dla mnie zupełnie nieczytelny, zwłaszcza komentarze (nie widać kto co napisał)?

  3. Co do technikalii – rzeczywiście , strasznie to kulało miejscami – sorry 🙂
    P.S
    Jeżeli dobrze pamiętam to Skaven pędził na Czarnych w Oplu pełnym beczek ze spaczeniem . W ostatniej chwili otworzył też drzwi którymi trzasnął rycerza Chaosu w korpus obalając go na ziemię gdzie został rozjechany potem przez koparrrę :)Drugiemu snajper zniszczył broń a potem z bliska załatwliliście go na Kapitana Bombę (wsadzając lufy kreuzerów w szczeliny w pancerzu,unikając jednocześnie jego pancernych łap)

  4. tfu otworzyl drzwi ale koniec koncow pieprznal go przodem wozu i skonczyl na scianie 🙂

  5. Fajny pomysł i jedynym minusem wykonania była mechanika 🙂
    Co do raportu to mam wrażenie, że było troszkę inaczej, no ale w tym chaosie…

    Jeśli planujesz coś jeszcze prowadzić to ja chętnie 🙂

  6. Opisałem jak pamiętam, ale racja Kamilu, końcową walkę uprościłem. Zapisałem tylko ostateczny koniec rycerzy (fakt, ten któemu z elfem wpruliśmy po magazynku z peema za pancerz, potem został zmiażdżony przez koparrrę.

    @ Grześ
    A co inaczej pamiętasz?

    @ Jaro
    Aż tak się źle czyta z tego layoutu? Ok, poszukam innej templatki.

  7. jestem pod niekłamanym wrażeniem, świetnie się to czyta, a grającym mogę tylko zazdrościć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s