W kręgu oklepanych motywów

Kultura popularna schematem i konwencją stoi. Kiedy jeszcze na studiach, będzie ok. 12 lat temu, wykładowczyni od popularnej a później moja promotorka próbowała nam to udowodnić, patrzyłem na nią z politowaniem. Teraz sam tak mówię studentom.

Trudno się mówi. Popularna to nie Bergman czy Antonioni, nawet jeśli ostatnimi czasy mamy do czynienia z postępującym zacieraniem się grani między kulturą popularną a tzw. wysoką. Przekaz ma być możliwie prosty i zrozumiały dla szerokiej grupy odbiorców, co najłatwiej zrealizować odwołaniami do określonych konwencji, stereotypów czy archetypów. Ważna jest odpowiedź na pytanie „jak?”, a nie „co?” I z mojego punktu widzenia, twórcy trzech ostatnio obejrzanych przeze mnie filmów udzielili jej w sposób jeśli nie świetny to przynajmniej zadowalający.

Pandorum (2009, Niemcy, USA, reż. Ch. Alvart)

Statek wielopokoleniowy, międzygwiezdna arka. Motyw prawie tak stary jak klasyczna science fiction (jak kto woli hard sf), prawdopodobnie po raz pierwszy pojawił się w eseju Bernala w 1929 roku, a szczególne tryumfy święcił w latach 1950-1970 (m.in. Non-stop Aldissa, Rama Clarke’a, Uwięziony wszechświat Harrisona czy seriale Kosmos 1999 oraz Star Trek). Wydawałoby się, że niewiele można jeszcze wyciągnąć z tego skądinąd nośnego toposu, a tymczasem twórcom Pandorum udało się go odświeżyć i przedstawić w atrakcyjnej formie.

Oto ze snu hibernacyjnego budzi się dwu członków załogi wielkiego statku kosmicznego „Elysium”. Od początku wiadomo, że coś jest nie tak, statek wydaje się być opuszczony, reaktor zwyczajnie wariuje, brakuje energii, wszędzie widać ślady uszkodzeń. W dodatku porucznik Payton i kapral Bower cierpią na amnezję pohibernacyjną, z trudem sobie przypominając cokolwiek poza swoimi nazwiskami. Nie znają celu podróży, nie pamiętają nawet swoich funkcji. Podróż przez otchłanie „Elysium” staną się dla jednego z nich metaforą poszukiwania prawdy, która jest dużo mniej przyjemna niż by się wydawało na początku. Rzecz jasna nie ma co się nastawiać na nową Odyseję Kosmiczną. Mamy zdecydowanie do czynienia z kinem akcji, co wcale nie umniejsza walorów tego obrazu.

Twórcy Pandorum wyraźnie inspirowali się klasycznymi obrazami SF jak Obcy czy Ukryty wymiar, co widać po scenografii. Wnętrza „Elysium” przypominają kolejną wariację na temat Gigera. Rdza, plątanina kabli, zniszczone komory, sterylne korytarze już dawno stały się wykręconą wersją gotyckiego zamczyska (jak „Nostromo”, który wedle legendy narodził się ze snu Scotta o latającym zamczysku czy „Event Horizon” wzorowany na katedrze Notre Dame).Otoczenie potęguje klimat wszechobecnego zagrożenia, a mroczny motyw tytułowego pandorum (retrospekcja ukazująca los statku „Eden” mnie osobiście powaliła) udowadnia jak malutcy są ludzie wobec pustki Kosmosu.

Moon (2009, Wielka Brytania, reż. D. Jones)

Brytole po raz kolejny udowadniają (m.in. po niedocenianym W stronę słońca czy Ludzkich dzieciach), że dla nich science fiction to coś więcej niż dynamiczna akcja umiejscowiona w przyszłości. Po raz kolejny widz otrzymuje dzieło, które wykorzystuje futurystyczny kostium do rozważań na temat istoty człowieczeństwa (tak ogólnikowo przedstawię główny problem zaprezentowany w filmie, by nie spoilerować). Który to już raz z rzędu? Ileż to razy mogliśmy odnaleźć w literaturze i filmie podobne wątki? Szereg tytułów aż ciśnie się na język: Człowiek plus Pohla, Zmieniaki Smitha, Neuromancer Gibsona czy szereg powieści i opowiadań Dicka.

Moon nie przynależy do gatunku sensacyjnego. Choć poczynione założenia fabularne (samotny człowiek w bazie księżycowej) aż proszą się o stworzenie horroru lub thrillera, to w tym przypadku widz ma do czynienia z dramatem. Dramatem, w którym poznamy istotę samotności, odrzucenia, ale i współczucia. Parszywy los Sama Bella, którego trzyletni kontrakt na Księżycu dobiega końca, staje się pretekstem do dyskusji na temat tego, kto jest bardziej ludzki: najemnicy i urzędnicy korporacyjni czy zwykły robot, który niezgrabnie poklepuje bohatera po ramieniu mechanicznym chwytakiem? Ów gest urasta tutaj do rangi symbolu.

Film kameralny, spokojny z podobną grą Sama Rockwella – naturalną i wyciszoną. To wszystko w zimnej scenerii powierzchni Księżyca, którą oświetla ziemski glob – dla Sama metafora utraconego raju.

Jasne, niby nic oryginalnego. Odnajdziemy w Moon nawiązania do Łowcy androidów, ale i reprezentantów starszego kina SF – Niemego wyścigu i 2001: Odysei kosmicznej. Mimo to sposób opowiedzenia historii sprawia, że stary motyw został ślicznie odrestaurowany.

Ink (2009, USA, reż. J. Winans)

Jak dla mnie jedno z lepszych urban fantasy, jakie ostatnio obejrzałem. Film zagadkowy, enigmatyczny, a przecież mimo licznych retrospekcji, zapętlenia chronologii czy specyficznego montażu bardzo czytelny i zrozumiały. Nie zamierzam nawet zarysowywać fabuły, gdyż w tym przypadku byłaby to zbrodnia. Mam ogromny szacunek dla scenarzysty (a zarazem reżysera i kompozytora ścieżki dźwiękowej) za to, iż nie traktuje widzów niczym upośledzone dzieci, w pełni objaśniając świat, w którym toczy się akcja. Wręcz przeciwnie pierwsze kilkanaście minut to zbiór z pozoru niepołączonych scen, który można przyrównać do chaotycznie rozrzuconych elementów układanki. Wiemy, iż składają się one na pewien nadrzędny obraz, ale początkowo nie jesteśmy w stanie złożyć go w całość.

Mimo wszystkich zabiegów jest to dzieło klasyczne, które pod względem konstrukcji przyczynowo-skutkowej ma swoje początki gdzieś w XIX-wiecznym, realistycznym obrazowaniu. Odwołanie do strzelby Czechowa jest tutaj w pełni uzasadniona. Wbrew onirycznej atmosferze wszystko, co widzimy na ekranie podczas oglądania Inka, ma swoje miejsce i logiczną przyczynę, łącząc się w opowieść o winie, odkupieniu i walce o ludzką duszę. Dodam, dość widowiskowej walce.

Po raz kolejny, oklepany motyw, został odświeżony. To m.in. zasługa wykreowanych postaci (Jacob-Tropiciel, Emma, Liev, Allel czy też Zmory) jak i gry aktorskiej. Co prawda w jednej z recenzji spotkałem się z zarzutem , iż w pierwszych scenach jest ona sztuczna, jednakże sam owej nienaturalności nie dostrzegłem. Mało tego, Quinn Hunchar odgrywająca rolę Emmy to jak dla mnie jedna z ciekawszych dziecięcych kreacji aktorskich, jakie widziałem ostatnim czasem (trzy ryki lwicy, a zwłaszcza pierwsze „Rowrrr” rządziły :), kto widział, ten wie).

Niewątpliwym atutem filmu  jest muzyka, piękna, spokojna, mająca źródła gdzieś w ambiencie. Miejscami przypominała mi dokonania Murphy’ego z W stronę słońca czy 28 dni/tygodni później.

Sam wykreowany świat czy osadzona w nim fabuła kilkukrotnie skojarzyła mi się z książkami Gaimana (w niewielkim stopniu też z Głupcem na wzgórzu Ruffa), a i to raczej pod względem nastroju niż konkretnych rozwiązań fabularnych.

Tak czy inaczej to kolejny film, który z całego serca polecam.

Trzy filmy i RPG

A co z tym wszystkim ma wspólnego RPG? Wystarczy, iż powiem, że zarówno Moon i Pandorum znajduje się na liście filmowych inspiracji systemu Eclipse Phase. Nic dziwnego, o ile ten pierwszy raczej trudno wykorzystać jako scenariusz sesji (chyba, że po „wzbogaceniu” go o dynamiczną akcję), to sama problematyka ukazana w nim znalazła swoje miejsce w systemach hard science fiction.

W przypadku Pandorum aż dziwne, że statek-arka tak rzadko pojawia się w grach fabularnych. Paradoksalnie akcja pierwszego erpega SF Metamorphosis Alpha rozgrywała się na pokładzie statku wielopokoleniowego, ale od tego czasu pomysł ów pojawiał się sporadycznie i najczęściej jako tło, chociażby w kolejnych edycjach Travellera. Tymczasem w przypadku Pandorum fabuła filmu aż się prosi o wykorzystanie jako zgrabna przygódka w przyszłościowym Zewie Cthulhu.

Natomiast oglądając Inka ,ciągle miałem wrażenie, że dla Winansa inspiracją był Wraith: the Oblivion. Co prawda, poszukując informacji w internecie, nie znalazłem potwierdzenia, ale przecież bez większych przeróbek dałoby się poprowadzić to jako przygodę w świecie za Zasłoną, w którym gracze mogliby się wcielić w rolę Gawędziarzy i zmierzyć ze Zmorami (wraithowe Spectres?)

I na koniec

To był dobry rok dla kina SF na świecie. Począwszy od czysto rozrywkowej drugiej części Transformers i kolejnej Terminatora, po takie filmy jak Dystrykt 9, animowane 9 (postapo dla dzieciaków, to dopiero pomysł godny Burtona:)) czy wyżej opisane przeze mnie Moon, Pandorum i Ink, dostaliśmy solidną porcję ciekawego SF w róznych odmianach gatunkowych.

Recenzje Avatara oraz Drogi (za brak polskiej premiery powiesiłbym kogoś za jaja!) również nastrajają optymistycznie.

Tak przy okazji ktoś widział Metropię?

Reklamy

Komentarzy 12

  1. Ja tylko dodam że i Moon i Pandorum (choć pandorum troche dla mnie było płytsze)mają pewną cechę wspólną – są cholernie smutne , przynajmniej ja tak to odbieram ,wnioski co do natury człowieka wypływające z tych filmów raczej nie są optymistyczne. Podobnie jak w świetnym „dystrykcie” – czy to jest jakiś znak czasów że naszą rasę przedstawia się jako łajzy ?W avatarze chyba będzie podobnie…

  2. może to będzie leczenie amerykańskie leczenie wyrzutów sumienia? tym razem indianie kopią tyłki cowboyom 🙂

  3. aaa i może ktoś miał okazję obejrzeć Eden Log? Mi osobiście bardzo podobał się klimat ,niemniej dla niektórych film może wydać się nudny…

  4. Ze swojej strony pragnę tylko dodać, że jeśli idzie o Pandorum to przecież (niemal) żywcem przeniesiony na ekran Non Stop Aldisa.

    Nie widzę na liście słynnego Dystryktu 9. Jest jakiś powód?
    Pozdrawiam

  5. @ Zły Janku
    Dystrykt także uważam za świetny film (co zresztą wspomniałem), natomiast tu opisałem trzy filmy, które obejrzałem w ciągu ostatnich kilku dni i zauważyłem to powtarzanie topoi. Dystrykt z mojego punktu widzenia oryginalniejszy jest, choć wgłębiając się pewnie i tu by się odnalazło sporo schematów. Ponadto obejrzałem go z 2 miesiące temu i emocje nieco osłabły :).

    Co do Non Stop (o którym też wspomniałem). Z tym żywcem bym nie przesadzał. Nieco podobne zaskoczenie, ale sam przebieg akcji jednak inny. W Non Stop mamy społeczności (Giganci, Dziobowcy etc.), tutaj statek poza wiadomymi „potworkami” jest w zasadzie wymarły.

    W Pandorum statek jest wielopokoleniowy niejako z przypadku i działania jednego z bohaterów (nie chcę spoilerować), tymczasem w Non stop taka byłą koncepcja podróży.

    Powiem tak, podobieństwa widzę, ale nie zerżnięcie żywcem.

    @ Amer
    Nie tyle płytsze co inny cel miało. Pandorum to czysta akcja, Moon to rozrywka innego typu. Odmienne kategorie. Racja, smutek w każdym z trzech filmów widać, choć Ink z tego wszystkiego najbardziej optymistyczny. Pandorum zresztą też pokazuje zwycięstwo dobra nad złem. Gorzej z Moon, którego zakończenie raczej nie pozostawia niedomówień.

    „Avatar” to po raz kolejny zrealizowany motyw, który tak dobrze jest nam znany z „Człowieka zwanego Koniem” czy „Tańczącego z wilkami”.

    „Eden Log” nie znam, mało pochlebne opinie czytałem, warto obejrzeć?

  6. „Pandorum” mi się bardzo podobał. Ale myślę, że kilka drobnych zmian i byłby filmem o wiele lepszym (na przykład totalnie bezsensowna śmierć azjatyckiego sidekicka). Właściwie to pierwszą rzeczą, jaką pomyślałem po zobaczeniu napisów końcowych było: „Niezły byłby z tego materiał na sesję”

    „Moon” to zupełnie inne kino, co nie znaczy, że gorsze. Oceniłbym go zresztą chyba najwyżej spośród filmów, które wymieniliście, a które oglądałem. Nie wiem, czy też odnieśliście takie wrażenie, ale GERTY, to jak dla mnie zupełne przeciwieństwo HAL-a 9000.

    „Ink” nie widziałem. Postaram się nadrobić 🙂

    „Dystrykt 9” nie podobał mi się zupełnie. Chociaż może zachęcony recenzjami spodziewałem się po tym filmie nie wiadomo czego i stąd taka opinia.

    „9” – hmmm… ta animacja byłaby super, gdyby nie fabuła. Jak dla mnie to wyglądało, jakby ktoś wziął nożyczki, wyciął sporą część filmu, a następnie posklejał to, co zostało. Poza tym motywacje postaci były naciągane nawet jak na szmaciane kukiełki będące tym, czym się okazało, że są (tak, żeby nie zdradzać za dużo :-)).

    @smartfox

    Jeżeli widziałeś trailer „Eden Log” i Ci się podobał, nie oglądaj filmu. Widziałem go u znajomych i dosłownie połowę filmu przespałem. Swoją drogą, ciekawe co jego autorzy wąchali, że wyszedł, jaki wyszedł 😀

    Oprócz „Drogi” będzie jeszcze „The Book of Eli”. Czyżby mały renesans filmów postapo?

  7. A skoro już rozmawiamy o oklepanych motywach, to porównajcie sobie muzykę z trailera „Ink” z tymi dwoma utworkami:


  8. Robercie, ale ja napisałem, że tam muzyka kojarzy mi się z Murphym. Zresztą to samo mi potem na GG napisał Paladyn. Lecimy tymi samymi memami:D
    a Bubbyhotepa nie skojarzyłem jakoś, al efilm jakoś nie pozostał w mej pamięci.

    Pozdr

  9. To dałem się złapać na gorącym uczynku. Uważny ze mnie czytelnik, nie ma co 🙂

  10. Za Drogę nie tylko powiesiłbym za jaja, ale pasy darł i posypywał solą:). A co do „Book of Eli” też zapowiada sie ciekawie. A jeszcze niedawno filmy postapo, można było na palcach 2 rąk policzyć:)

  11. A ja jestem ślepy z komentarzami, Twojego dłuższego nie dostrzegłem.

    Śmierć Azjaty, racja głupia. W ogóle jego postać miała małe uzasadnienie logiczne. Ot dodali fajtera (to bodaj jakiś zawodnik sztuk walki) do filmu, by pokazać balet karate.

    Z „9” miałem to samo wrażenie. Gdyby film był dłuższy, byłby arcydziełem, tak był tylko dobry dla mnie.

    „Book of Eli”? Coś więcej powiesz?

    Co ciekawe kolega też porównał GERTY’ego z HALem. To chyba zamierzone porównanie, zresztą tam widziałem właśnie nawiązanie do Odysei.

    „Dystrykt” mi się bardzo podobał. I montaż, i koncepcja, i akcja. Jasne, miejscami łopatologiczny, ale mimo wszystko świetny.

  12. Merill, chcesz pełną listę filmów postapo, łącznie z pełnym nuretem realistycznym? M.in. Threads, Wargame, After Day etc.? To dopiero ponure dzieła, brrrrrr

    Jak to swego czasu powiedział Paladyn po oglądnięciu „Threads”: „Lepiej zginąć w wybuchu jądrowym niż przetrwać wojnę nuklearną”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s