W kręgu blogosfery RPG

Publikację artykułu pokonferencyjnego PTBG (Kulturotwórcza funkcja gier) zapowiedziałem zaraz po konferencji, jednakże z różnych powodów okazało się to niemożliwe.

Ze sporym opóźnieniem artykuł publikuję tutaj. To wersja dłuższa od wysłanej do recenzji PTBG (tam obowiązywały limity, toteż musiałem wyrzucić część tekstu).

Z chęcią posłucham uwagi i podyskutuję, ale tutaj, na blogu. Z różnych względów nie bardzo chcę przenosić dyskusji w inne sieciowe miejsca, toteż proszę o uszanowanie tej mojej prośby.

W KRĘGU BLOGOSFERY RPG

A przy okazji wszystkim chciałem życzyć przewspaniałego Nowego Roku. Udanego pod względem osobistym, zawodowym i, patrząc na profil własnego blogu, przede  wszystkim hobbystycznym. Setek udanych sesji, mrowia zadowolonych graczy, dziesiątków ciekawych systemów RPG.

Pozdrawiam.

Smartfox

Ps. Osobiste podsumowanko roku to chyba jutro wrzucę.

Reklamy

komentarze 33

  1. Jak na tekst prowadzący do stwierdzenia, że jesteśmy zajebiści – całkiem zgrabnie.

  2. Nie bardzo rozumiem komentarz. Uważasz, że tekst pisałem pod tezę, że blogi są cacy?

  3. Spodobało mi się chociażby stwierdzenie, że staranniej, rzetelniej i obiektywniej prowadzone blogi darwinistycznie wygrywają i cieszą się zasłużoną popularnością. Byłeś kiedyś na takim blogu jak „Gry Fabularne”?

    Nie jestem autorem prac naukowych, tylko nieistotnym dla świata studentem: konsumentem owych prac. Niemniej ten tekst mi się po prostu nie spodobał. Zamiast pisania o blogach rpg zaczynasz od swobodnego dryfowania, czym są blogi, że są Czymś Więcej niż jedną z form ekspresji sieciowej i tak dalej. Aż dziw, że nie piszesz, czym są gry fabularne, chociaż schodzisz na „kształtowanie się świadomości w PL”, jakby to było istotne. Potem znowu o blogach jako takich.

    Chciałem poczytać o blogosferze RPG.

    I wreszcie! Niespełna połowa tekstu faktycznie odnosi się do blogosfery, ale za to niczego się z niej nie dowiedziałem, czego nie wiedziałem wcześniej po prostu czytając blogi. Wydaje mi się, że praca naukowa powinna jakoś poszerzać perspektywę.

    Dziwne jest też, że z Twojego tekstu bardzo jasno wynika, że strona Poltergeist jest bardzo odległa od blogów (jakby nie miała własnej konsoli blogowej – chyba, że mi ta informacja umknęła), nie określiłeś też, że duża część blogerów Niezależnych (nie wyjaśniłeś chyba, co to znaczy i od czego są niezależni i kto wymyślił to pojęcie, podejrzewam więc, że to nazwa własna) zaczęła właśnie od pisania tekstów/blogów na Polterze, ale z różnych powodów z tego zrezygnowali (np. bo uznali za niekorzystne poprawianie kilka razy tego samego tekstu; nie odpowiadało im wpisywanie się w image tego serwisu; za punkt honoru uznali, że na ich blogu muszą być przekleństwa, bo bez wulgaryzmów nie są w stanie wyrazić samych siebie).

    Jestem szczerze ciekaw: jaki kierunek studiowałeś? Bo na polonistyce UAM też często jest mi pokazywane, że cytaty z Eliadego, choćby i bez sensu osadzone w danym kontekście, zawsze brzmią na tyle fajnie, że warto je wsadzić.

    Ostatecznie: tak, czytając ten tekst miałem wrażenie, że jego głównym zadaniem jest poklepanie po plecach współblogerów. Nie przeszkadza nie klepanie się po plecach, ale można to było zrobić bez sięgania po formę tekstu naukowego – czego dowody można znaleźć w komentarzach na Bagnie i nie tylko.

    Jeżeli podałem jakieś zarzuty bezpodstawne (bo np. jakaś informacja mi umknęła), to przepraszam za to już teraz i jestem skłonny przeprosić także później. Po prostu od półtorej roku uczę się czytać teksty okołonaukowe między wierszami, przeskakując fragmenty, które wydają mi się nieistotne. Mogłem jakąś istotną informację pominąć.

    Mam nadzieję, że sylwek mija Ci przyjemnie. : )

  4. Borejko 2009, hehehe.

    Fragment o NYT ok, ale warto pamiętać, iż od kilku lat blogi stanowią żelazną formę komentowania wydarzeń nie tylko zresztą u „nowojorczyków” (podobnie Guardian).

    Zastanawia mnie pominięcie Doctorowa (boing-boing), chociaż wspominasz zaprzyjaźnione Wired – ten człowiek zrobił diabelnie dużo dla wspierania przenosin źródeł i obiegu informacji do sfery zwykłych userów Sieci.

    Trochę szkoda braku oceny aktywności polskiej blogosfery rpg-wej: ile powstało, ile z nich się utrzymało, stopień aktualizacji i profil. Ale tak czy inaczej warto było przeczytać Twój tekst 🙂

  5. Aureus, mam propozycje: idz, napij sie czegos z babelkami, wyspij sie, wroc, przeczytaj swoj komentarz jeszcze raz. Polecil bym jeszcze przycisk EDIT, ale tu nie ma. :>

    Czesc teoretyczna arta Smartfoxa – przygotowanego na konferencje naukowa, na ktorej nie kazdy musi wiedziec, czym sa blogi is kad sie wziely, a kontekst tezy tekstu musi sie pojawic – uwazam za bardzo fajna i chyba nawet ciekawsza od samego miesa (ktore moznaby bylo nieco chyba jeszcze rozbudowac). Bardzo fajna wzmianka o darwinizmie (dobry tekst zawsze ktos wypatrzy – stad i moja niechec do samotopienia ;)).

    Klepania po plecach tam nie zauwazylem, co najwyzej pare brakow (zadnej wzminaki o Gildia.pl, a to byl swego czasu najwiekszy portal erpegowy). Co do blogow, to odnioslem wrazenie, ze kryterium definiujacym blogosfere niezalezna bylo korzystanie z platform blogowych niezaleznych od serwisow o rpg, ale to lepiej Smartfox dookresli.

    PS. Do wyliczanki, dlaczego ktos mial bloga na P. a juz nie ma, dopisalbym pare powodw, od cytatu „znajdz sobie dziewczyne, bo masz za duzo czasu” zaczynajac, ale uzasadnienia zawieralyby slowa uznawane powszechnie za obrazliwe, a okreslajace stan umyslu/poczytalnosci pewnej grupy osob. :>

  6. Aureusie, możesz być drugim po Mikołaju Kołyszce, który opublikuje własną pracę zaliczeniową na łamach Poltera. Czas ucieka!

  7. Seji, czekaj… musimy przemyśleć strategię bo znów oberwiemy w twarz uwagą „niektórzy jeżdżą na święta i sylwestra do rodziny” 😉

  8. @ Aureus
    Usłużnie odpowiem, że skończyłem filologię polską, następnie już jako studia doktoranckie literaturoznawstwo. Tekst jest naukowy, a tło służy temu, że nie każdy jak Ty doskonale się orientuje w zjawisku sieciowym, jakim są blogi.
    Swego czasu na inną konferencję, nie RPGową a nowomedialną pisałem artykuł o Polterze. I tam tłumaczyłem czym są gry fabularne. Przykro mi, nie masz racji, mówiąc, że to dryf. W tego typu artykule to konieczność, tło, w którym osadzam swoje wywody.
    Co do części o blogach, we właściwym artykule to ponad połowa tekstu, więc stosunek liczbowy został zachowany lepiej :). Możliwe, że niewiele się dowiedziałeś. Sporo blogów czytasz? Podejrzewam, że jesteś na bieżąco. Tymczasem to artykuł, który opisuje zjawisko, wprowadza je. Do chwili obecnej (siedzisz w nowych mediach od strony naukowej?) w j. polskim wyszło kilak artykułów naukowych dotyczących blogów. To wciąż słabo zbadane zjawisko.

    Co do Gier Fabularnych Borejki. Są prowadzone rzetelnie i kompetentnie informują. O tym pisałem w artykule, a nie o tym, że na tym blogu często dochodzi do flejmów, a Borejko potrafi zaatakować Poltergeist i robi to często. Czy zarzucasz Borejce, że pod względem umieszczanego materiału jest niekompetentny i nierzetelny? To się nie zgadzamy zwyczajnie.

    Strona Poltergeist nazywana jest u mnie serwisem tudzież wortalem i od tej strony ją analizuję. Czyli tego, co oferuje jako serwis tudzież wortal. Nie wspominam o blogach na polterze, bo analizuję blogi na platformach blogerskich. Zwyczajnie takie założenie poczyniłem. Choć powiem, że mimochodem wspomniałem o blogach polterowych wspominając o bibliotece Blogi RPG.

    Blogi niezależne. To nie nazwa własna, o czym pewnie wiesz (nie wiem, czy mam odczytywać to jako złośliwość, ale tak to odbieram). Niezależne, bo tworzone niejako pod własną egidą. Mówiąc prosto, piszę swój blog, więc odpowiadam przed sobą tylko. Nie obowiązują mnie przykładowo regulaminy serwisu jak w przypadku platform blogowych umieszczonych na serwisie.

    Cieszę się, że uczą Cię cytować na UAMie. To ważna umiejętność :). Co do Eliadego, wydawało mi się, że wyjaśniłem, skąd to nawiązanie w artykule. W razie czego mogę to wyjaśnić tutaj.

    „np. bo uznali za niekorzystne poprawianie kilka razy tego samego tekstu; nie odpowiadało im wpisywanie się w image tego serwisu; za punkt honoru uznali, że na ich blogu muszą być przekleństwa, bo bez wulgaryzmów nie są w stanie wyrazić samych siebie”

    Powyższy cytat raczej wskazuje na Twoje uprzedzenia, a nie moje chęci jak to mówisz „poklepywania po plecach współblogerów”. Ogólnie nie mam współblogerów, sam prowadzę swój blog. Natomiast inni blogerzy to po prostu… inni blogerzy, prawda? Chyba ze widzisz jakiś spisek. Zaprzeczam jego istnieniu 🙂

    Wybacz, jeśli odebrałeś to jako atak, ale podobny cytat tudzież uwaga o poklepywaniu się wskazuje na dość jasne Twoje stanowisko, niekoniecznie wynikające z przemyśleń, bardziej z emocji.

    A może jest gdzieś to poklepywanie się? Jeśli tak, to gdzie.

    Jeszcze raz powiem. To jest tekst przybliżający ludziom, którzy niekoniecznie mają do czynienia ze zjawiskami sieciowymi od strony nowomedialnej. Omawiam potencjał blogów. Nie zajmuję się sporami między Polterem a blogerami. Nie obchodzi mnie on i tyle. Blogi widzę jako dodatkowy kanał komunikacyjny w necie (zresztą nie tylko ja) i taką rolę spełnia świetnie. Roli budującej tożsamości gracza RPG (traktowanej niejako globalnie) nie widzę, ale tu się mogę mylić. Tu wedle mnie większy potencjał mają serwisy.

    Mała uwaga na koniec z przyjemnością podyskutuję na temat artykułu, poglądów w nim zawartych. Jeśli stwierdzisz w nim jakiś błąd merytoryczny, przyznam się do niego, o ile faktycznie to będzie błąd. Ale nie rób ze mnie strony w jakimś konflikcie sieciowym, dobrze? Uwagi jak Twoje o cytowaniu Eliadem, to mało merytoryczny argument. Do czego mam się odnieść? Do tego, że Cię uczą, że Eliade zawsze dobrze w tekście wygląda? Tzn. u mnie źle to nawiązanie użyte jest? Wybacz, proszę o konkretne uwagi. Kiepski ze mnie telepata.

    @ Deckard
    Słusznie, ale nie chciałem zanadto rozpisywać tej części „okołoRPGowej”. W wersji dla PTBG nawet ją okroiłem. Co do Doctorowa, ech nie było już jak i gdzie „wcisnąć”. Temat pod książkę, nie artykuł, ale faktycznie dobór źródeł niektórych może zastanawiać. Starałem się sięgnąć po to, co szczególnie wyraziste jest.

    Co do oceny aktywności rpgowej blogosfery. Funkcjonuję w niej solidnie od marca, powiem szczerze, że nie czuję się na siłach ocenić dobrze zjawiska. Zwłaszcza od strony, które blogi się utrzymały, który upadły. Stąd brak diachronii w artykule. Racja, to wada artykułu.

  9. @ Seji
    Dzięki za uwagi. Jasne, w artykule sporo rzeczy można by zmienić. O Gildii.pl nie wiedziałem zwyczajnie, wstyd:(.
    EDIT: Źle doczytałem, i zobaczyłem, iż Gildia to był portal „blogerowy”, a tu jak byk „erpegowy”. Późno już i żona goni mnie od kompa. Racja, wymieniłem Tawernę, nie wymieniłem Gildii. Poprawię o ile artykuł pomyślnie recenzję przejdzie. Dziękuję 🙂

    Część o blogach mogłaby być dłuższa. Ok, powiem jak artykuł powstawał. Napisałem ich (tych opublikowanych) ok. tuzina. Przyzwyczaiłem się, ze powinny być zwykle kilkunastostronicowe etc.
    Kiedy nadszedł czas konferencji napisałem o blogach jako zjawisku nowomedialnym. Wyszło ok. 10 stron. Zacząłem część o polskiej blogosferze RPG. \
    Nadeszła konferencja a po konferencji otrzymałem wymogi publikacji – max. 8-10 stron znormalizowanego maszynopisu. I dupa. 1/3 zamierzeń wyleciała, nie opisałem m.in. celów blogerów (za Technorati etc.) , mało tego trzeba było tekst kroić. Niestety.

    Dlatego tu wrzuciłem całość, choć z częścią o RPG zmniejszoną od zamierzonej (miało być ok. 8-9 stron).

    My fault. Na przyszłość nie wyrywam się przed szereg 🙂

  10. Aha, do wszystkich. Bez jazd proszę sobie nawzajem.
    Z góry dziękuję.

    Jest Sylwester. Pijmy wódkę i się cieszmy 🙂

  11. Smartfoxie, jeżeli potrzebujesz przykładów do swojego tekstu z erystycznego i prześmiewczego stylu wypowiedzi blogerów, Seji zrobił Ci przysługę. : ) Możesz na przykład wspomnieć, że jak krewni i znajomi królika-blogera piszą notkę na Karnawał, są określani aktywistami, a jak osoba, której się nie lubi, to ma „za dużo czasu”.

    Fakt, piszę o terminie „blogi niezależne” ironicznie, bo dobrze wiem, co to oznacza, ale nie jestem pewien, czy wyraźnie określiłeś to w swoim tekście. Bo jeżeli nie, wynika z samego terminu, że istnieje nieznana materia, która uzależnia bliżej niesprecyzowane Coś (w domyśle: zależne blogi), ale są też blogi niezależne od tej materii. Nie wiem, czy tak powinno to wyglądać? Czy w tekście podałeś precyzyjne określenie, o co chodzi w niezależności? Czy termin ten adresowany jest do osób znających blogosferę, czy nie znających (a wyrażnie podkreśliłeś, że tekst adresowany jest do tych drugich)?

    Nie wiem, co w fakcie, że ktoś nie chce poprawiać kilka razy tego samego tekstu (sam tak mam), nie chce się wpisywać w wizerunek serwisu (sam tak mam) albo uważa, że blog traci na niemożności używania przekleństw (sam tak mam) świadczy o moich uprzedzeniach. Po prostu wzmiankę, że efektem braku porozumienia na linii tekściarze/serwis sieć zyskała kilku blogerów uważam za uzupełniającą opracowanie a przez to cenną. Ale zakładam, że po prostu jestem już taki niewiedzący. : )

    W ogóle dziwna sprawa, że z tak dużego komentarza za najbardziej warte odwołania się uznałeś fragmenty dotyczące Poltera. Widzę, że ten serwis ciągnie za sobą Widmo i jakieś niezdrowe fobie (wyrażające się w zaznaczeniu, że nie uczestniczy się w żadnej kłótni i nie jest się żadną stroną, chociaż nikt tego nie zasugerował), tudzież się wycofuję.

    Odniosę się jeszcze tylko do Eliadego. Po prostu uważam za dziwną manierę polonistów, że zamiast, na przykład, odwołać się do konkretnych, sprecyzowanych i względnie potwierdzalnych wyników jakiejś nauki (w tym przypadku: psychologii społecznej, która zapewne sporo czasu poświęciła podziałowi na „obce” i „swoje” i uprzedzeniach powiązanych z oszczędnością poznawczą na tym tle) cytuje się teksty nie konkretne, tylko metaforyczne. Brzmiące dobrze, ilustrujące jakieś założenie, ale zazwyczaj oddalone od jakichkolwiek badań i źródeł. Sam czytałem i zachwycałem się różnymi myślami Eliadego (a nie czytałem ich wcale wiele – ale, przykładowo, wyrywki z Kowali i Alchemików uważam za bardzo cenne i rozwijające moje spojrzenie na symbolikę żywiołów). Może to efekt moich nauczycieli, że zawsze za ciekawsze uważałem ścisłe i precyzyjne myśli Kanta, niż rozwlekłe i posługujące się obrazami teksty Heidegera. Wzmianka o „powszechnym cytowaniu” jest przytykiem do treści, mającym wskazać pójście na łatwiznę („wszyscy znają Eliadego, jak zacytuję, podkreślę słuszność tezy, patrz: erystyka Schopenhauera”). Jednym zdaniem: uważam, że powoływanie się na autorytet owszem, jest wskazane, ale nie uważam, że autorytetem powinien być w tym wypadkiem Eliade, a nie np. psychologia społeczna. Wolałbym zobaczyć „zgodnie z wynikami badań jesteśmy skłonni do odrzucania rzeczy spoza naszego oddziaływania i tożsamości” niż „granica między chaosem i porządkiem jest wyraźna i poznana”.

    Pozdrawiam.

  12. @Aureus

    „Za duzo czasu” bylo cytatem z tekstu pewnego redaktora pewnego portalu do pewnego usera, tekstu w zadnej mierze przesmiewczego, raczej zalosnego, biorac pod uwage tresc i okolicznosci.

    „Po prostu wzmiankę, że efektem braku porozumienia na linii tekściarze/serwis sieć zyskała kilku blogerów”

    Policz tych „kilku”. :>

    Dobrego 2010 panowie i panie. 🙂

  13. @ Aureus
    W skrócie, bo dopiero co wróciłem od rodziny.

    Do Poltera się odwołałem, bo odwołałem się do Twoich słów. Jeśli widzisz w tym jakieś Widmo, to niestety to Widmo tkwi w Twoich słowach. Co do erystyki, dziękuję za przykład. Znalazłem ich dużo więcej, ale każdy kolejny się przyda, dziękuję. Pozwolę sobie też w razie czego skorzystać z Twoich erystycznych wypowiedzi. W razie czego przyporządkuję je do chwytów Schopenhauerowskich ;).

    Co do blogów niezależnych. Dzięki, to wymaga sprecyzowania. W przypadku poprawek pozwolę sobie uściślić, o co chodzi. Wydawało mi się jasne, ale faktycznie. Założenie błędne.

    Co do reszty (poza Eliadem) nie wypowiadam się. To się przeradza we flejm. W moim kawałku Internetu nie pozwolę na flejmowanie, co dotyczy wszystkich. Więc po raz kolejny proszę o zachowanie pewnej kindersztuby

    Co do wyboru odwołania do Eliadego. Do tekstów naukowych w tym psychologicznych masz szereg odwołań. Jest tam i psychologia (choć w mniejszym stopniu, nie jestem specem w tej dziedzinie) i socjologia. Tymczasem zwróciłeś uwagę na Eliadego. Twój wybór. Podpowiem tam jest też Suszczyński, Castells czy Allan 9ten akurat od dziennikarstwa).

    Tak przy okazji, pytałeś czy kojarzę blog Gry Fabularne. Swoją drogą czytałeś mój artykuł, a może przeglądałeś tylko? Bodaj dwu albo trzykrotnie odwołuję się do niego.

    Raz jeszcze powiem. Nie jestem stroną w żadnym konflikcie, choć to sugerujesz. Tak przynajmniej odbieram Twoje komentarze. Nie widzę współblogerów, żadnej braci nie poklepuję po plecach tudzież innych częściach ciała. Proszę o czytanie uważnego i moich komentarzy, i artykułu.

  14. Nie wiem, co w fakcie, że ktoś nie chce poprawiać kilka razy tego samego tekstu (sam tak mam), nie chce się wpisywać w wizerunek serwisu (sam tak mam) albo uważa, że blog traci na niemożności używania przekleństw (sam tak mam) świadczy o moich uprzedzeniach.

    Wypada skomentować, tym bardziej, że z osób w „niezależnej blogosferze” nie ma chyba nikogo, kto z własnej woli pozbawiłby się możliwości wypowiadania na Polterze 🙂

    Przez kilka lat wspierałem serwis swoimi tekstami. Jedne były lepsze, inne gorsze, ale chyba zawsze, po przejściu przez sito korekty pojawiały się na stronie. Kilka razy zdziwiłem się – po przeczytaniu tekstu marnej jakości – że zdobył przychylność redakcji bez jakiejkolwiek krytyki. Szczęśliwie, te, na których najbardziej mi zależało (do RPGO i D&D) zawsze ktoś przeczytał, sprawdził, skomentował i zredagował. Niestety, z czasem (gdy Zsu stał się nieobecnym naczelnym RPGO) sytuacja się zmieniła. Tekstów nie miał kto pisać, a tym bardziej redagować. Publikacja na Polterze w niczym nie różniła się od publikacji na blogu – z tym wyjątkiem, że na tą drugą nie trzeba było czekać k3 miesięcy. Nie wiem, jak było u innych, ale podejrzewam, że motywacje nie różniły się mocno od moich – to brak półprofesjonalizmu, który cechował Poltera 3-4 lata temu sprawił, że wolimy publikować na blogspocie czy wordpressie. Nie wulgaryzmy, korekta (której przecież prawie nie ma), czy inne, wymyślone przez Ciebie powody.

    Ogólnie, konflikt Polter-blogi wydaje mi się mocno rozbuchany. To konflikt na linii Borejko-Aureus, czy nawet Borejko-Polter. Mało komu chce się marnować czas na wojowanie z serwisem, tym bardziej, że im dalej od studiów, tym mniej tego wolnego czasu się ma.

  15. @Smart,
    Ok, widzę, że nie masz woli i czasu do rozmowy ze mną, czego nie mam za złe, rozwieję więc tylko jedną wątpliwość. Pytanie, Czy Znasz blog GF było również ironiczne, gdyż odwoływałeś się do niego nawet w przypisach. Pytanie padło w kontekście podanej przez Ciebie tezy, że prowadzone staranniej blogi (np. pisane z większą poprawnością językową) trwają, w przeciwieństwe do blogów prowadzonych niechlujnie.

    Natomiast GF udowadnia, że nie trzeba pisać starannie ani nawet w logiczny sposób konstruować zdań, nie musi też mieć nic wspólnego z przestrzeganiem norm netykiety, by być najpopularniejszym polskim blogiem rpgowym w sieci. Przykłady:
    http://gryfabularne.blogspot.com/2009/11/kult-innowacyjnego-wikoaka.html
    http://gryfabularne.blogspot.com/2009/11/videocast-co-tam-panie-na-portierni1.html
    http://gryfabularne.blogspot.com/2009/11/graj-se-nowy-cykl-wydawniczy-snt.html
    http://gryfabularne.blogspot.com/2009/11/nikotynowe-dziewuszki-pierwsza-sesja.html

    Jak nie flejmogenne i otwarcie nawiązujące do nielubianego środoowiska (czy można to nazwać podżeganiem do nienawiści?), to niezgodne z zasadami zapisu języka polskiego (począwszy od przecinków przed „i” i powtórzeń).

    Po prostu mam wrażenie, że nie, to nie staranność językowa i dbałość o teksty musi warunkować popularność bloga w polskiej blogosferze rpgowej. : )

  16. @ Aureus

    Wręcz przeciwnie, mam i czas i wolę. Nie podobają mi się po prostu Twoje napaści. Ironia coś Ci daje w tym przypadku? Odbieram ją jako brak argumentów.

    Podałeś 4 wpisy Borejki, owszem pisane językiem kolokwialnym, owszem flejmogenne. W odpowiedzi można podać kilkukrotnie większą liczbę wpisów, w których Borejko rzetelnie informuje o środowisku, zjawiskach etc. Są to m.in. wywiady, zestawienia newsów etc. Zważ, że celowo nie podejmuję tematu konfliktu pomiędzy serwisem a blogami. Nie interesuje mnie on, nie jest on celem artykułu, prawda? Powtarzam Ci to zresztą chyba drugi lub trzeci raz.

    W kontrakcji mógłbym Ci podać garść linków, w których widzę wspomnianą przeze mnie rzetelność, ale jesteś na tyle inteligentny, że samodzielnie możesz je znaleźć.

    Podtrzymuję swoją tezę, bo widzę, które blogi są popularne. Natomiast mam wrażenie, że Twój konflikt z Borejką (niewątpliwy, bo widać Wasze wpisy i „dialogi” na Bagnie), nieco Ci tutaj zaciemnia obraz.
    Weź pod uwagę, że niektóre z wpisów celowo są kolokwialne.

    Natomiast co do błędów. Znajdź mi artykuł bez błędów. Przypuszczam, że i u mnie w artykule takowe byś znalazł. Owszem widzę wpadki językowe (czasem ortograficzne) na blogach, ale widzę je także w artykułach po korekcie na Poltergeiście. Jednak przeprowadzałem pewną syntezę, a nie analizę pojedynczego wpisu, prawda? Czyli stwierdzam pewne prawidłowości.

    Zasadniczo wciąż odbieram wrażenie, że niejako „z marszu” jesteś uprzedzony do blogerów, co odbija się na naszej dyskusji. Dyskutować będę, więc nie insynuuj, że nie mam woli i czasu na rozmowę. Zastrzegłem, że odpowiem na pytania jeszcze we wpisie, a swoje słowo szanuję.

    Pozdrawiam.

  17. Po raz kolejny widać, że face2face komunikacja wychodzi mi znacznie lepiej, niż przez sieć. Gdybyśmy się znali poza internetem, wiedziałbyś, że komunikaty ironiczne są dla mnie typowe – zresztą częściej w formie ironii ukrytej, niż jawnej. Przepraszam, że w powyższych komentarzach nie zachowałem większego dystansu – jestem raczej przyzwyczajony, że moi rozmówcy po prostu już mnie „wyczuwają”. : )

    „widzę je także w artykułach po korekcie na Poltergeiście”

    Jako, że o wiele bardziej utożsamiam się z autorami blogów, niż z redakcją Poltergeista (zresztą dotychczas nie zagrałem jeszcze u żadnej osoby, która byłaby redaktorem, za to zagrałem razem z Khakim i u Scobina, który jest wolnym strzelcem, jak ja), to nie będę podejmować polemiki Polter-niePolter. Jest ona dla mnie nieciekawa, niekonstruktywna i chciałbym oderwać się od tego tematu. Przede wszystkim byłoby mi miło, gdybyś zaczął rozmawiać ze mną, a nie aurem-wielkim-szpiegiem-poltera. : )

    Dlatego odniosę się od razu do ogólnika: „Znajdź mi artykuł bez błędów”.

    Czy nie masz wrażenia, że utworzyliśmy dialog na poziomie: „- On ukradł, należy mu się więzienie, gdyż skrzywdził drugą osobę! – Znajdź człowieka, który nikogo nie skrzywdził. Jakże możemy go potępiać, skoro jest tacy, jak ty i ja?”. (Myślę, że nie muszę tłumaczyć, do czego zmierzam.)

    „niektóre z wpisów celowo są kolokwialne. ”

    Na przykład wszystkie moje. Kolokwialności nie podałem w moich komentarzach, bo nie uważam tego za zarzut. Dla mnie „kolokwialna” łatka nie tłumaczy po prostu niestaranności. Możemy podać przykłady tekstów rzetelnych na poziomie semantycznym (weźmy Twój przykład: wywiady z twórcami gier), ale znam wiele osób, które GF czytać nie chcą, choć mają obojętny do niego stosunek – po prostu nie są w stanie zdzierżyć niechlujstwa. Zresztą licznych, dwuznacznych wstawek (odnoszących się do innych osób czy Poltera) nie rozumieją (gdyż są poza fandomem) i czują się zdezorientowane.

    Czyli nie styl potoczny za negatyw uważam, lecz niestaranność części wpisów oraz konieczność znania indywidualnego kodu agresji skierowanej do pewnej grupy.

    „Dyskutować będę, więc nie insynuuj, że nie mam woli i czasu na rozmowę. Zastrzegłem, że odpowiem na pytania jeszcze we wpisie, a swoje słowo szanuję. ”

    Może jestem przewraźliwiony, ale dotychczas zawsze ze słowem „insynuować” spotykałem się w wypowiedziach dotyczących oszczerstw. Nabrałem też wrażenia, że w Twojej interpretacji zarzuciłem Ci nieszanowanie własnego słowa. Czy nasz dialog naprawdę musi bazować na tego typu przepychankach?

  18. Aureusie, zdecyduj, czy dyskutujemy o Borejce i jego blogu, czy moim artykule. Póki co nie widzę, byśmy mogli dojść do porozumienia. Masz swoje zdanie, ja mam swoje. Rozumiem i wierzę, że są takie osoby, które GF nie czytają, są też takie, które mimo wpadek z flejmem etc., czytają. Badań nie robiłem, kto i ile. Blogami się globalnie zająłem. Poza tym może dość o jednym blogu, zwróć uwagę na inne również.

    ” Przede wszystkim byłoby mi miło, gdybyś zaczął rozmawiać ze mną, a nie aurem-wielkim-szpiegiem-poltera”

    Odbijasz piłeczkę, nieładnie, a sam dalej piszesz o przepychankach, których ponoć nie lubisz. Czy gdzieś zasugerowałem Ci, ze mam Cię za szpiega Poltera?

    Ja przede wszystkim chcę rozmawiać o moim artykule. Przeczytaj moje poprzednie komentarze dokładnie, proszę. Starałem się tam odpowiadać na Twoje wątpliwości, nie ja zacząłem od krążenia wokół tematu i zjeżdżania na serwisy Możemy podać przykłady tekstów rzetelnych na poziomie semantycznym (weźmy Twój przykład: wywiady z twórcami gier

    „Możemy podać przykłady tekstów rzetelnych na poziomie semantycznym (weźmy Twój przykład: wywiady z twórcami gier).”

    Czy są to teksty poprawne tylko pod względem semantycznym (a raczej chyba merytorycznym)? Przynajmniej jeden z tych wywiadów miał korektę i to podwójną. Wiem, bo jedną sam robiłem. Wywiad z Szyndlerem.

    Co do Twojej dość widowiskowej analogii związanej z krzywdzeniem etc. Nie, nie tłumaczę w ten sposób Borejki, mówię tylko, że zalety płynące z wpisów na jego blogów, przekraczają straty. Człowiek dobrze informuje i ciekawie pisze. Tyle z mojej strony.

    „Może jestem przewraźliwiony, ale dotychczas zawsze ze słowem “insynuować” spotykałem się w wypowiedziach dotyczących oszczerstw. Nabrałem też wrażenia, że w Twojej interpretacji zarzuciłem Ci nieszanowanie własnego słowa. Czy nasz dialog naprawdę musi bazować na tego typu przepychankach?”

    Nie, nie musi bazować na przepychankach. Zważ, ze to Ty interpretujesz moje zachowania w stylu „nie masz chęci, nie masz czasu”, biorąc pod uwagę, że w ciągu niespełna 20 h od publikacji (w dość specyficzny dzień jakim jest Sylwester), znalazłem sporo czasu, by z Tobą dyskutować. Starałem się czynić to bez agresji. Jeśli takowa się pojawiła, wskaż mi ją, a przeproszę.

    Co do ironii. Specyfika komunikacji przez inet powoduje nieporozumienia etc. Nie znam Cię, nie wiem jak się porozumiewasz na co dzień. Nie wiedziałem, że lubisz ironizować. Dlatego weź to pod uwagę. Na co dzień straszliwie klnę i używam wielu wulgaryzmów. W tej dyskusji jednak powstrzymuję się od posługiwania własnym idiolektem. Prosiłbym o to samo, ewentualnie masz na blogu mój nr GG. Przejdziemy na mniej oficjalny poziom rozmowy, nie będę się czepiał ironii.

  19. Trudno przejść na mniej oficjalny ton, gdyż wtedy bardziej się rozmijamy ze zrozumieniem komunikatów. : ) Takie ugrzecznione pisanie dobrze rzutuje na czytelność, wydaje mi się.

    Wróćmy w takim razie do artykułu.

    Moim zdaniem poprawić należałoby to, o czym wspomnieli inni komentujący oraz ja:
    – Wspomnieć o Gildii (w celu uzupełnienia informacji),
    – Wyjaśnić termin „blogosfera niezależna” (w celu uzyskania większej klarowności)
    – Chociażby zasugerować powody, dla których osoby piszące dla większych serwisów rezygnują z tej funkcji na rzecz blogów (w celu wyczerpania genezy roli bloga na gruncie negacji cech dużych serwisów)
    – pozostałe uwagi zostały zanegowane, więc ich nie wymieniam.

    Dziękuję za rozmowę. : )

  20. Grzeczne rzutuje, ugrzecznione jest ambiwalentne.

    Pierwsza i druga uwaga była już wyżej zaakceptowana, co pewnie zauważyłeś. Trzecia, niestety artykuł tego nie obejmie ze względu na ograniczenia nałożone przez publikującego. Limit stron kazał mi zrezygnować z pisania o celach i przyczynach blogowania. Może następnym razem.

    Proszę bardzo.

  21. Bij magistra!

  22. Powiedz, Aureus, jakie znaczenie dla merytoryki artykulu mialoby okreslenie, dalczego ktos nie chce pisac dla serwisu x, a woli swojego bloga? Powiedzmy, ze Smartfox zrobi ankiete, rozesle, a wiekszosc odpowiedzi bedzie brzmiec „bo tak mi sie podoba”, albo „bo mam wieksze mozliwosci techniczne” albo tez „bo nie sasiaduje z kotami, tylko z blogami tematycznymi” to co wtedy? Oglosisz swiatu spisek majacy zdyskredytowac seriwsy internetowe (a moze tylko jeden konkretny?)

    Smartfox,

    Ja bym podczas rewizji tekstu zrezygnowal ze stwierdzenia „blogosfera niezalezna”. Co najwyzej opisal roznice miedzy platformami stricte blogowymi (np. blogspot czy wordpress – ten ostatni mozna zreszta sobie samemu postawic na wlasnym serwerze), serwisami spolecznosciowymi z funkcja blogow (np. my.opera.com) i innymi serwisami, ktore udostepniaja narzedzia blogowe (np. Polter) – w ramach okreslenia mozliwosci technicznych prowadzenia bloga (tam, gdzie piszesz o tym, ze sa prekonfigurowane strony i nie trzeba znac html).

    Termin „niezalezna blogosfera” zostawilbym na lepsze czasy, kdy doczekamy sie kilkunastu czesto aktualizownaych blogow wydawnictw czy tez projektantow gier. Wtedy rozroznienie byloby proste: fani sa niezalezni (to jest niepowiazani z zadna instytucja), wydawcy i tworcy sa „zalezni” od wlasnej firmy (chodzi o promocje gry, wydawnictwa, marki, itd).

  23. @ Seji
    Sensowna propozycja. Niezależna blogsfera miała tutaj być tylko etykietką, pewnym określeniem bez żadnego wartościowania. Może po prostu poprzestanę na określeniu samodzielni blogerzy? A może po prostu blogerzy? Jeszcze się zastanowię

    To zarysowanie platform ma sens, nie wiem tylko, czy ktoś zaakceptuje wzbogacenie artykułu o tę część, bo za bardzo nie chcę kroić pozostałych fragmentów (za dużo już wyrzuciłem).

    Ale fakt, póki co blogosfera się rozwija. Designerów niewielu bloguje mimo wszystko, a może po prostu mamy mało twórców gier?

    Za wszystkie uwagi dziękuję, szczerze.

  24. Seji, to, że tutaj mnie pytasz (zakładając, że podejmę się merytorycznej odpowiedzi) a na innej stronie mnie chamsko obsmarowywujesz jest nieprzyzwoite. Nie zamierzam z Tobą po prostu rozmawiać.

  25. @Aureus

    Nie wiem, gdzie Cie obsmarowuje, do tego chamsko. Ale pewnie tak jest latwiej napisac, niz odpowiedziec z sensem. W kazdym razie, baw sie dobrze.

    @Smartfx

    W sumie chyba wszystkie moje ewentualne uwagi przedstawilem. Rozumiem problem ograniczonej objetosci, ale moze rozwazysz publikacje „kiedys tam” rozszerzonej wersji w sieci? PTBG mogloby sygnowac PDFy. 😉 (damn, ja serio musze tam wrocic, mam nadzieje, ze nie kaza placic zalglych skladek ;)).

  26. W sumie mógłbym wzbogacić. Co do PTBG i sygnowania PDFów, to już sprawa Augustyna i reszty ekipy. Do powrotu zachęcam, coś się dzieje w sumie :). Nie jest to może świat badawczy Anglosasów, ale zawsze coś.
    Dobrze jest czasem spojrzeć na gry z innej perspektywy niż hobbystyczna, nawet jeśli człowiek się nie zgadza z czyimiś przemyśleniami.

    No dobra, pierdzielę truizmy.

    Raz jeszcze dzięki za przeczytanie i uwagi.

  27. Przeczytałem i sporo wyniosłem. Niedługo, bo na Ligaturze w Poznaniu, biorę udział w debacie o dziennikarstwie komiksowym w Polsce i kilka Twoich fachowych (było nie było) spostrzeżeń z pewnością pozwoli mi nie wyważać otwartych drzwi. Dzięki i pozdrawiam.

    j

  28. Ogromne dzięki za miły komentarz. Cieszę się, że komuś to się przydało.

  29. Na wstępie chciałbym napisać, że artykuł przeczytałem z ogromną przyjemnością. Pragnę podkreślić, że choć nie jestem ani językoznawcą, ani kulturoznawcą, ani medioznawcą, ani socjologiem, to praca, napisana przez specjalistę ze swej dziedziny, była łatwa w odbiorze. Słowem, gratulacje, smartfoksie!

    Jednakże mam kilka uwag do tekstu, które – żywię nadzieję – okażą się przydatne:

    1) Bardzo nie podoba mi się konstrukcja pierwszego akapitu na s. 14: pierwsze zdanie odnosi się do 2001 roku, a drugie, rozpoczynające się partykuły „tymczasem”, której zadaniem jest przyłączenie zdania o treści przeciwstawnej w stosunku do poprzedzającego kontekstu, dotyczy stanu rzeczy z 2007 roku. Moim zdaniem, z metodologicznego punktu widzenia, porównywanie stosownych danych liczbowych, pochodzących w różnych lat, ma sens tylko wtedy, gdy bada się dynamikę, zaś w tym konkretnym przypadku autorowi, jak mi się wydaje, chodziło o wykazanie błędności stanowiska prezentowanego przez D. Winera.

    2) W przypisie na s. 6 autor wspomina, że „przyjął translację pani Marty Bańczarowskiej”. Bardzo mnie dziwi to wybiórcze zastosowanie tytułu grzecznościowego, gdyż powołując się na poglądy, opinie, stanowiska itd., innych
    autorów (badaczy), autor pracy nie używa tego tytułu.

    3) Podając nazwy blogów (głównie na s. 11), autor zapomniał o Uchwale ortograficznej nr 2 Rady Języka Polskiego w sprawie pisowni nazw witryn internetowych, która stanowi: „Słowa wchodzące w skład nazw witryn i portali internetowych piszemy wielką literą, z wyjątkiem spójników i przyimków, występujących wewnątrz tych nazw”. Oznacza
    to, że nazwy wymienionych blogów należy pisać następująco: Gry Fabularne, Per Mortis ad Gloria itd.

    Być może autor powinien zastanowić się nad umieszczeniem uwagi „pisownia oryginalna” przy nazwie Razielowskiego bloga. Jeśli się nie mylę, powinna ona wyglądać tak: Per mortem ad gloriam (przyimki per i ad łączą się z accusativem; mors [nominativus], mortis [genitivus], mortem [accusativus]; gloria [nom.], gloriae [gen.], gloriam [acc.])

    4) W artykule znajduje się trochę błędów interpunkcyjnych i stylistycznych, a także kilka literówek. Warto byłoby uważnie przejrzeć pracę pod tym kątem.

    5) W streszczeniu, napisanym po angielsku, roi się, niestety, od błędów, i to poważnych. Poniżej wyłuszczę kilka przykładów z pierwszych dwu zdań:

    „To say that Internet is evolving before our eyes is simple truism. But I will allow myself to
    begin with it. In the second half of nineties WWW was spreading through Poland, roleplaying
    games already had wide range of followers, so it was not surprising that new medium quickly
    become new way to publish hobby related materials.”

    5.1) Jest: Internet. Powinno być: the Internet (the internet). Podaję trzy przykłady poprawnego użycia:

    Mr Liu won supporters on the internet, a central theatre these days in the struggle for civil liberties. (Don’t mess with us, Economist.com, 30 grudnia 2009)

    It sold a mere 23 copies in Britain, over the internet. (Taking away the welcome mat, Economist.com, 30 grudnia 2009)

    With many American papers declaring bankruptcy in the past few months, their readers and advertisers lured away by cheaper alternatives on the internet, this doom-laden prediction sounds familiar. (Network effects, Ecomist.com, 17 grudnia 2009)

    5.2) Jest: before our eyes. Powinno być: before our very eyes, (right) in front of our eyes.

    5.3) Jest: simple truism. Powinno być: a simple truism. Podaję trzy przykłady poprawnego użycia:

    It is a truism that people and forests do not mix, particularly in the tropics. But just how true is this truism? And to the extent that it is true, what is its cause?(The tragedy of the commons, Economist.com, 7 maja 2007)

    “Out of Africa always something new”—broad generalisations do Africa a disservice but Pliny the Elder, writing 2,000 years ago, identified a truism. (Criteria for a continent, Economist.com, 15 listopada 2007)

    “Even the longest journey begins with a single step”—and in 2006 Hollywood executives will keep the Chinese truism in mind as they trek to the Middle Kingdom. (Hollywood’s China dream, Economist.com, 18 listopada 2005)

    5.4) Jest: nineties. Powinno być: the nineties.

    5.5) Jest: WWW. Powinno być: the internet, the web.

    Anglosasi posługują się oczywiście skrótem „WWW” – przecież sami go ukuli. Choć w chwili obecnej nie potrafię podeprzeć się żadnym źródłem, muszę przyznać, że nie pamiętam, aby ten skrót pojawiał się w roli podmiotu. Innymi słowy, można go swobodnie stosować w roli dopełnienia, ale nie – jeśli mnie pamięć nie myli – podmiotu.

    5.6) Jest: wide range of. Powinno być: (patrząc z punktu widzenia gramatycznego) a wide range of.

    Niestety, słowo „range” zostało tu użyte niepoprawnie. Słownik „Longman Dictionary of Contemporary English” (najnowsze wydanie) podaje następujące definicje:

    range – 1. variety of things/people [countable usually singular] a number of people or things that are all different, but are all of the same general type:

    range of:
    – a range of services
    – The drug is effective against a range of bacteria.

    wide/broad/whole/full range of something:
    – students from a wide range of backgrounds
    – advice on a whole range of subjects.

    narrow/limited range of something:
    – A fairly narrow range of people are responsible for key decisions.

    2. limits [countable] the limits within which amounts, quantities, ages etc vary

    age/price/temperature etc range:
    – toys suitable for children in the pre-school age range
    – a temperature range of 72–85º.

    Even the cheapest property was out of our price range (= too expensive for us ) .

    3. products [countable] a set of similar products made by a particular company or available in a particular shop

    range of:
    – a new range of kitchenware
    – A company from Darlington has just launched its latest range of fashion jewellery.

    Lepiej było napisać: a mass of followers (ale p. niżej).

    5.7) Jest: followers. Lepiej byłoby: enthusiasts, fans, hobbyists. Według „LDoCE”:

    follower – someone who believes in a particular system of ideas, or who supports a leader who teaches these ideas

    – Marx and his followers were convinced that capitalism would destroy itself.

    follower of:
    – followers of Sun Myung Moon, better known as Moonies.

    Definicje moich dwóch z trzech propozycji są następujące:

    enthusiast – someone who is very interested in a particular activity or subject
    fan – someone who likes a particular sport or performing art very much, or who admires a famous person
    – a RPG enthusiast, hobbyist or fan

    5.8) Jest: new medium, new way. Powinno być: the new medium (choć, jak się wydaje, rodzajnik nieokreślony też tu pasuje), a new way.

    Przykład poprawnego użycia (z rodzajnikami nieokreślonymi):

    ALOHAnet solved this problem by having the hub acknowledge every packet it received. If a node failed to receive an acknowledgment, it would wait a while and then try again. This was a cheap and simple way to allow many devices to communicate using a common transmission medium. (Beyond the ether, Economist.com, 10 grudnia 2009)

    5.9) Jest: become. Powinno być: became.

    No, wystarczy.

    Wyliczenie ma charakter przykładowy, nie wyczerpujący. Generalnie rzecz biorąc, podstawowy błąd polega na tym, że streszczenie przełożono niemal słowo w słowo, co jest widoczne na pierwszy rzut oka. Wydaje mi się, że przed publikowaniem prac, które należy składać ze streszczeniem w języku angielskim, autor powinien oddawać je do przejrzenia jakiemuś angliście lub rodowitemu Brytyjczykowi, Amerykaninowi. O ile takie błędy, jak okazyjne opuszczenie rodzajnika bądź zastosowanie niepoprawnego przyimka znajdują zrozumienie u anglojęzycznego czytelnika, poważniejsze potknięcia już niekoniecznie.

    Mam nadzieję, smartfoksie, że nie odebrałeś moich uwag jako przytyków. Są one, a przynajmniej chciałbym, aby były, konstruktywnymi uwagami – niech świadczy o tym przytoczenie przeze mnie źródeł, których wyszukanie zabrało mi trochę czasu.

    Serdecznie pozdrawiam,

    hallucyon.

    PS. Nie jestem także logikiem, polonistą, łacinnikiem ani anglistą, więc pomimo głębokiego przekonania o trafności moich uwag nie wszystkie muszą okazać się słuszne. Pamiętaj, proszę, o tym.

    • Jezuuuusie! Masz zdrowie:)

      Ogromne dzięki za uwagi. Wszystkie starannie przejrzę, na razie tylko przeczytałęm:
      Ad 1. Muszę się zastanowić, aż tak w logikę tekstu nie wnikałem. Ufff.
      Ad 2. Masz absolutną rację, brak konsekwencji, do zmiany.
      Ad 3. Dzięki wiele, przyznaję, że nie znałem zasady.
      Ad 4. Literówki i interpunkcja już poszła do korekty. Te stylistyczne mnie interesują. Nieadekwatny styl do celu wypowiedzi?
      Ad 5. Dzięki, tutaj jestem kompletnym laikiem. Po angielsku dobrze czytam, ale z aktywnym użyciem (poprawnym) języka jest dużo gorzej. Poproszę osobę, która napisała mi abstrakt o sprawdzenie pod tym kątem tłumaczenia. Trudno mi coś powiedzieć więcej. Chyba że jesteś absolutnie pewien błędów, wtedy zwyczajnie poprawię.

      Uwagi wziąłem do serca. Faktycznie, konstruktywne. Upewniłem się, że jest sens publikować na blogu artykuły 🙂

      Pozdr

  30. Cieszę się, że moje uwagi nie uraziły Twojej dumy.

    Ad 4. Ot, spójrzmy na s. 7.

    Mamy tam powtórzenie: w większości wypadków (wiersz 18 i 20). Zamiast drugiej „większości przypadków” aż się prosi użyć „z reguły”, „zazwyczaj”, „najczęściej” itd. Na upartego pasowałoby również wyrażenie „lwia część”, bo artykuł nie ma charakteru stricte naukowego, a raczej popularnonaukowy, i dlatego można sobie, jak mi się wydaje, pozwolić na takie sformułowanie. (Z tym ostatnim można jednak dyskutować).

    W drugim akapicie używasz dwóch łacińskich pojęć „varietas” i „silva rerum”, które mają dość podobną konotację (to jeszcze nie zarzut): pierwsze to ‚różnorodność, rozmaitość’ (P.G.W. Glare (red.): Oxford Latin Dictionary), a drugie to ‚zbiór rozmaitych wiadomości’ (dosł. ‚las rzeczy’ – Słownik wyrazów obcych PWN, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego).

    Po pierwsze, skoro piszesz „będąca cechą silva rerum”, to aż się prosi odmienić „silva” (nominativus) i użyć dopełniacza, czyli „silvae” (genitivus) – używając wyłącznie polskich słów, powiedziałbyś przecież: „będąca cechą zbioru rozmaitych wiadomości” (kogo czego? – dopełniacz).

    Po drugie, w zdaniu mieszczącym się w wierszach 14-17 używasz wyrażeń: „wielość treści”, „(wielość) formy”, „bogactwo informacji”, „varietas”, „silva rerum”, co mnie, czytelnikowi, jednoznacznie daje do zrozumienia, że blog jest swego rodzaju zbiorem różności. Następne zdanie (wiersze 17-19) zaczynasz od spójnika „choć”, który zdaje się mieć dwie funkcje:

    1) przeciwstawia to zdanie poprzedzającemu, co jest o tyle absurdalne, że zarówno w poprzedzającym zdaniu („varietas”, „silva rerum”), jak i w pierwszej części następującego jest mowa o rozmaitości („chaotyczny zlepek”),

    2) przeciwstawia pierwszą część następującego zdania („choć… może sprawiać wrażenie chaotycznego zlepka”) jego drugiej części („można dostrzec ideę…”).

    Odnoszę wrażenie, że o ile drugie, wewnątrzzdaniowe przeciwstawienie było celowe, to pierwsze, międzyzdaniowe wyszło nieumyślnie. Mam rację?

    Wydaje mi się, że gdyby mieszczące się w wierszach 17-19 zdanie rozpocząć od przyimka „mimo” (który komunikuje, iż fakt, o którym mówiący sądził, że mógłby uniemożliwić zajście danego zdarzenia albo powstanie danej sytuacji, nie miał na nie wpływu), ta niezręczność stylistyczna by się rozmyła, np. Mimo wywoływania wrażenia chaotyczności czytelnik zazwyczaj jest w stanie dostrzec ideę przyświecającą autorowi bloga. (To wstępna propozycja, wymagająca przemyślenia).

    Na końcu zdania mieszczącego się w wierszach 22-25 pojawia się dość długa przydawka rzeczowna „przekraczającej grupy pierwotnej kultury oralnej”. Nie bardzo wiem, do czego się ona odnosi: do „koncepcji wtórnej oralności” czy „części wszechogarniającej i organicznej wspólnoty”? Pozycja w zdaniu mogłaby wskazywać na tę drugą możliwość, ale w sumie czort to wie.

    W wierszu 22 pojęcie „wtórna oralność” jest ujęte w znaki cudzysłowu, a w wierszu 25 nie. Dlaczego? To nieumyślna niekonsekwencja czy celowe działanie mające na celu wskazanie, że we wcześniejszym wierszu pojęcie jest użyte w znaczeniu przenośnym?

    Ad 5. Tak, jestem przekonany o trafności tych uwag. Cały problem polega na tym, że naniesienie poprawek, poza wyeliminowaniem rażących błędów, niewiele zmieni, bo – jak wcześniej napisałem – konstrukcja zdań ma charakter kalki. Moim zdaniem streszczenie po angielsku trzeba napisać od początku.

    No, wystarczy tego ględzenia. Jeśli mogę Ci coś podpowiedzieć, uderz do Scobina z prośbą o zrobienie korekty. Jak zapewne wiesz, nie tylko posługuje się piękną polszczyzną, lecz również interesuje się naukowo grami fabularnymi. Poza tym ma bardzo szerokie horyzonty myślowe i, co bardzo ważne, nie jest zadufanym w sobie bucem.

    Życzę Ci dobrej nocy,

    hallucyon.

    • W skrócie, bo lezę już spać.

      Powtórzenie musiałem przeoczyć, dzięki.

      Co do varietas i silva rerum, to drugie to określenie gatunkowe (zjawiska literackiego), którego cechą jest właśnie różnorodność. Tutaj akurat jestem pewien swojego.

      Co do odmiany łacińskiej, muszę sprawdzić, czy w obrębie polskiego zdania odmienia się obce wyrazy (w tym przypadku łacińskie). Wydawało mi się, że nie.

      W sprawie „choć” – tak, nieumyślne. Do poprawki. Tam w zasadzie brakuje zdania łączącego oba wypowiedzenia złożone.

      w. 22-25 Tam w ogóle zdanie położone jest. Nie wiem, dlaczego przeoczyłem. Na pierwszy rzut oka, to wyraz „grupy” powinien być zastąpiony wyrazem „granice”, ale jutro dokładniej się przyjrzę.

      I dalej, wtórna oralność powinna być bez cudzysłowa. Błąd interpunkcyjny, niepotrzebne wydzielenie ze zdania koncepcji.

      Ad. 5
      No to mam problem. Coś wymyślę.

      Ze Scobinem rozmawiałem jakoś 2h temu. On ma się prawdopodobnie zajmować korektą artykułów. Sprawa jest załatwiona. Po poprawkach podrzucę mu nową wersję.

      A co do reszty. Tak i tak. Zarówno w sprawie horyzontów jak i bucostwa :).

      Raz jeszcze dziękuję za pomoc. Jestem zobowiązany. Mam dociekliwą, inteligentną, lecz złośliwą żonę, toteż moją dumę trudno urazić, uodporniła się 😉

  31. Z jednoczesnego użycia „varietas” i „silva rerum” nie robiłem żadnego zarzutu, co zresztą podkreśliłem. Rozpisałem się nieco o słowach tylko dlatego, by odpowiednio podbudować swoją dalszą argumentację.

    Co się tyczy odmiany słów łacińskich, pogrzebałem trochę i okazuje się, że i Ty, i ja mamy rację:

    „Jednej reguły do różnych obcych wtrętów ukuć się nie da. Na przykład łacińskie Alma Mater w słownikach figuruje jako nieodmienne, ale czytałem teksty o wychowankach krakowskiej Almae Matris oraz że krakowską Almam Matrem w restytuowano w r. 1400. Wydaje się, że prawidłowa łacińska odmiana uznawana jest przez autorów za jak najbardziej dopuszczalną, a może nawet podkreśla erudycję autora.”
    Artur Czesak, IJP PAN, Kraków
    http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=7366

    „Dopóki wyrazy lub wyrażenia zapożyczone z innych języków nie przybiorą polskich form odmiany, dopóty pozostają nieodmienne. Dotyczy to zarówno łaciny, greki, jak i innych języków. Jedynie w liczbie mnogiej możemy użyć oryginalnej formy mianownika lm. i stosować ją we wszystkich przypadkach zależnych w nieodmiennej postaci. Tak np. w liczbie pojedynczej bene natus, w liczbie mnogiej także bene nati, w lp. terra incognita, w lm. także terrae incognitae, w lp. opus posthumum, w lm. także opera posthuma, w lp. lex, w lm. także leges. Więcej przykładów można znaleźć w Wielkim słowniku wyrazów obcych PWN.

    „Pojawiają się jednak w literaturze i publicystyce przykłady użycia latynizmów w odmianie właściwej temu językowi i nie wydaje się, by można autorom z tego czynić zarzut. Oto kilka z nich: „Nie widać dostatecznego powodu, aby uznać prawidłowości przyrodnicze za nieobowiązujące w niszy ekologicznej hominis sapientis” (A. J. Wieczorkowski), „[…] doświadczenie hominis religiosi, nawet w swych ekstremalnych kształtach i przejawach, rozgrywa się bowiem w nieubłaganym splocie tego, co osobowe, i tego, co zbiorowe” (Z. Mikołejko), „Jest w tym z jednej strony franciszkanizm […], z drugiej niebywałe poczucie genii loci, traktowanie pejzażu, miejsca jako czegoś żywego, duchowego i niepowtarzalnego” (P. Kuncewicz). „Nie pomagały głupie figle: przewieszenie szyldu akuszerki optykowi, optyka szewcowi, a szewca – profesorowi zwyczajnemu Wszechnicy Jagiellońskiej, Almae Matris dostojnej, której niegodne szczenięta tak oto baraszkowaliśmy przy cycku” (M. Wańkowicz).

    „Zasad odmiany próżno by szukać nawet w słownikach łacińsko-polskich, a co dopiero w publikacjach słownikowych dotyczących języka polskiego, i nikła jest nadzieja, by się w nich pojawiły. ”
    Lidia Wiśniakowska, PWN
    http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=8855

    Życzę Ci dalszych sukcesów w pracy zawodowej, w tym popełniania kolejnych ciekawych artykułów. Takie jak powyższy z pewnością przeczytam.

    PS. Inteligentna partnerka to podstawa!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s