Nalibocki Batalion Śmierci – postacie

Poniżej siedem postaci, które przygotowałem do wtorkowej sesji. Kobitka oczywiście dla Beatki. Pozostałe sześć do rozdysponowania. Jeśli komuś żadna nie będzie odpowiadać, to niech ze swoją propozycją (dobrze opisaną i przemyślaną) przyjdzie na sesję.

Jakiekolwiek propozycje modyfikacji istniejących postaci proszę przedyskutować ze mną na GG. Jeśli będziecie mieli problem z wyborem, to zrobimy losowanie przed sesją lub spróbujemy się inaczej dogadać. Zaklepywanie postaci dopuszczam, ale pod warunkiem, że nikt nie z pozostałych graczy nie wyrazi sprzeciwu.

Poniżej macie ogólne opisy, pewne elementy mogą się jeszcze zmienić, ale główne założenia już pozostawię.

Jeśli nikt nie będzie chciał grać dowódcą (poza BG dowodzi jeszcze kilkoma NPCami), to proszę to napisać. Dorobię jeszcze jedną postać do wyboru, a „Klinga” pozostanie NPCem.

Ryszard Brochwicz ps. „Klinga”

podporucznik czasu wojny, sierżant WP, dowódca plutonu zwiadu w batalionie „Zadry”. Lat 35, wysoki, szczupły brunet o rysach ostrych, sokolich. W 1939 roku walczył w SGO „Polesie” gen. Kleeberga, dowodząc drużyną zwiadu dywizyjnego. Pod kapitulacji nie poszedł do niewoli, lecz zaszył się na wschodzie. W konspiracji od 1940 roku, służył jako kurier, przekradając się z meldunkami na Węgry. W lutym 1942 trafia na Zachód, gdzie przechodzi przeszkolenie na „cichociemnego”. W listopadzie 1942 roku ląduje w okupowanej Polsce.

Niezwykle doświadczony zagończyk, kawalerzysta i zwiadowca, który służy  pod komendą „Zadry” od 1943 roku. Z Niemcami przewalczył ponad dwa lata, przemierzając szlak od Wilna pod Wisłę. Wielokrotnie ranny, w tym dwukrotnie poważnie, jest przykładem oficera, który swoim zachowaniem daje przykład podkomendnym.

A przy okazji to człowiek gnębiony przez osobiste demony. W połowie 1943 roku bierze potajemny ślub z Elżbietą Łokuciewską, narzeczoną jeszcze z okresu przedwojennego. W październiku 1945 roku w wyniku zdrady jednego z podkomendnych cudem ocalał z sowieckiej obławy, jednak jego ukochana żona i dwuletni synek zostali wywiezieni do łagru. Wedle zdobytych przez „Klingę” informacji jego najbliżsi nie dojechali do celu zastrzeleni przez dowódcę transportu, kapitana NKWD Gienadija Smierszowa. „Klinga”, straciwszy rodzinę, stał się ponurym desperatem, który zdawał się szukać śmierci, choć paradoksalnie pozostał lubianym przez podkomendnych dowódcą.

Witold Sapieha-Kalinowski ps. „Litwin”

sierżant WP, zastępca „Klingi”. Lat 29, niski, szczupły blondyn o wiecznie uśmiechniętych oczach, zawadiackim uśmiechu i niewielkim wąsiku. „Litwin”, wywodzący się w prostej linii z magnackiego rodu Sapiehów, z pewnością urodził się w siodle. W 1939 roku walczył w szeregach Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, wydostał się ze swoim pułkiem z okrążenia pod Tomaszowem Lubelskim, brał udział w nieudanej szarży pod Morańcami. Po rozbiciu resztek brygady dostał się do niewoli, z której zbiegł. W konspiracji od 1942, „Klingę” poznał w 1943 roku i od tego czasu walczy u jego boku. „Klinga” w pełni polega na swoim zastępcy, powierzając mu najtrudniejsze zadania.

Nie ma takiego zadania, którego „Litwin” by się nie podjął. I faktycznie do tej pory nie był nie razu ranny. Jego kompani mówią, że ma cholerne szczęście, sam „Litwin”, będąc głęboko wierzącym człowiekiem, uważa, że to sama Opatrzność nad nim czuwa. Coś w tym musi być, skoro raz ryngraf Matki Boskiej Ostrobramskiej, który sierżant nosi przy mundurze, zatrzymał kulę wystrzeloną przez niemieckiego snajpera.

Feliks Nowicki ps. „Grunwald”

kapral WP. Lat 24, niski, krępy brunet o lekko skośnych oczach. Choć kumple wołali częściej na niego „Tatar” lub „Dżygit”, to sam przyjął pseudonim „Grunwald”, co ma symbolizować poświęcenie w walce ze szwabami. Szwabów już nie ma, są ruskie, a „Grunwald” nadal walczy, wierząc, że z czasem przyjdzie mu może powrócić wraz z generałem Andersem do wyzwolonego Wilna, gdzie spotka się z dawno niewidzianą rodziną. Do batalionu „Zadry” przystąpił dopiero w 1944 roku, po tym jak jego oddział rozbroili Sowieci po wspólnej walce o wyzwolenie Wilna. „Grunwald” był jednym ze szczęśliwców, który uniknął łagrów lub rozstrzelania.

W oddziale „Klingi” jest jednym z lepszych strzelców, który świetnie się czuje w walce na bliskim dystansie, doskonale posługując się zarówno granatami jak i wszelkimi rozpylaczami. Odważny, lecz przy okazji nierozważny. Choć w walce towarzysze mu ufają, to w sytuacji, gdy potrzeba cichego działania, „Grunwald” może okazać się nieprzewidywalny.

Jadwiga Kurecka ps. „Sówka”

jedyna kobieta w plutonie zwiadu. Lat 22, wysoka, szczupła szatynka o włosach zaplecionych w dwa grube warkocze. W konspiracji od 1944. Na tajnych kompletach w Warszawie rozpoczęła studia medyczne, jednak nie zdążyła ich ukończyć. Po wsypie została ewakuowana ze stolicy przez organizację. Dwa miesiące później wybuchło powstanie warszawskie. Pierwotnie sanitariuszka oraz łączniczka „Zadry” (od 1945 roku), na własną prośbę przeniesiona do oddziału „Klingi”, gdzie okazało się, że prócz talentów do leczenia ludzi posiada też drugi, zgoła przeciwny. Obecnie jest najlepszym strzelcem wyborowym w całym batalionie „Zadry”. Doskonała w zasadzce lub jako ubezpieczenie grupy, zupełnie nie sprawdza się w bliskich starciach. Wówczas zdarza jej się wpaść w panikę lub spartolić najprostsze zadanie.

„Sówka” wie, że ma to związek z dziwnym uczuciem, którego doświadcza za każdym razem, gdy znajduje się w pobliżu wroga. Pojawiają się mdłości, zasycha w ustach, czasem nawet głowę rozsadza jej paskudny ból. Choć sama nie czuje strachu, wie, że w jakiś sposób wyczuwa niebezpieczeństwo. Na tym dodatkowym zmyśle „Sówki” towarzysze broni nauczyli się polegać.

Stanisław Kleta ps. „Wycior”

szeregowy WP. Lat 24, bardzo wysoki, ale przy tym dość chudy kaemista oddziału zwiadu. Rodowity naliboczanin, który służył jeszcze w samoobronie. Z „Zadrą” przeszedł cały szlak bojowy batalionu. Dwukrotnie ranny, raz ciężko, co pozostawiło mu pamiątkę w postaci sztywnej nogi.

Mimo pozorów wystarczająco silny, by taszczyć ze sobą „sukę” czy „dziekciara” wraz z zapasem amunicji. Spokojny i powolny, ale niezawodny. Zazwyczaj ubezpiecza oddział „Klingi”, rażąc wroga z cekaemu czy erkaemu. Nie jest snajperem, to przeciętny strzelec, jeśli chodzi o celność. Natomiast intuicyjnie umie wybrać cele oraz skutecznie przycisnąć je do ziemi, pozwalać swoim na oderwanie się lub skuteczny szturm. Jednocześnie jest najsłabszym jeźdźcem w zwiadzie, co nieraz jest przyczyną żartów kompanów.

Zdzisław Kukla ps. „Rybka”

szeregowy WP. Lat 20, wysoki i ogromny, prawdopodobnie najsilniejszy żołnierz w batalionie. Chłop  z kieleckiej wsi, który przyłączył się do „Zadry” ledwie dwa lata temu. Obiekt wiecznych kawałów, głównie ze względu na to, że jest niezwykle prostym i naiwnym wiejskim chłopakiem. A przy tym ma złote serce, jest łagodny i dobroduszny. Jak sam mawia: Chciałem by mówili na mnie Tfardy, ale nazwali mnie Rybka.

Strzelcem jest średnim, ale za to umie się w miarę cicho poruszać, co potrafi niejednego zaskoczyć. Poza tym w walce wręcz jest przerażający i wybitnie skuteczny. Nóż, kolba karabinu, bagnet, a jak trzeba to i siekiera. Wszystko w wielkich jak bochny łapach „Rybki” zamienia się w morderczą broń. Nienajgorzej też posługuje się granatami. No i zna ziemię kielecką jak własną kieszeń.

Choć w batalionie służy niespełna dwa lata, to był kilkukrotnie ranny. Co ciekawe ani razu ciężko. „Rybka” zdaje się przyciągać kule, jednocześnie będąc dość odpornym na nie.

Jerzy Gądecki ps. „Granit”

szeregowy WP, harcerz Szarych Szeregów, Lat 21, blondyn średniego wzrostu i podobnej budowy ciała. W partyzantce od 1944 roku. Świetny zwiadowca, który ze względu na umiejętność cichego poruszania się, ale i tropienia oraz mylenia śladów znajduje się w awangardzie lub ariergardzie oddziału (w zależności czy partyzanci wycofują się czy atakują). Patriota, ideowiec, wierzący w odrodzenie „Wielkiej, Świętej, Niepodległej”.

„Granit” skrywa pewną tajemnicę. Jego brat, Wacław, jest oficerem KBW, który zapatrzony w nową władzę, zaprowadza teraz komunistyczny porządek na Warmii. A raczej zaprowadzał. Jego jednostka, 14 Pułk KBW został przerzucony do Kielc, co pozwala przypuszczać, że prędzej czy później może dojść do konfrontacji braci.

Reklamy

Komentarzy 6

  1. To ja zaklepię „Sówkę” chyba, że któryś z Panów ma coś przeciw :D.

  2. Rybkę bym chciał jeśli wolno.

  3. jesli nikt nie bedzie mial nic przeciw, to ja odwaze sie zagrac Klinga. jesli to nie pasuje, to wciele sie w postac Litwina.

  4. Stanisław Kleta ps. “Wycior”

  5. Grunwald

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s