Krasnoludzka olimpiada w Zhufbarze

Bohaterowie dotarli do Zhufbaru w sam raz, by wziąć udział w mających rozpocząć się corocznych zawodach. Oto lista konkurencji, które tradycyjnie odbywają się w tych dniach. Rzecz jasna, mogą nastąpić pewne zmiany. Jednakże poniższe zestawienie to najbardziej typowy dziesięciobój olimpijski z Zhufbaru.

Idealne odwzorowanie uczestnika krasnoludzkiej olimpiady. Co prawda proporcje ciała nie te, ubiór (a raczej jego brak) zły, w ręce nie powinien być dysk, a i postawa nieco inna, to przecież wszystko inne się zgadza.

Mówiąc olimpiada, nie powinniśmy myśleć naszymi realiami. Zasadniczo mamy do czynienia z niefortunnym tłumaczeniem khazadzkiego słowa, które de facto oznacza turniej konkurencji wszelakich i niewiele ma wspólnego ze szczytną ideą zawodów, dzięki którym cichnie gwar zmagań wojennych. Pod szczytami Gór Krańca Świat wojenny znój nigdy nie ustaje. Zielonoskórzy i skaveni nie respektują rozejmów, a i krasnoludy za bardzo nie oczekują tego. Mimo iż Zhufbar jest na pierwszej linii walk o setek lat, to olimpiada zawsze się odbywała.

Można rzec, iż na te kilka dni zhufbarczycy zmieniają się z ponurych, poważnych i zdesperowanych wojów w bandę dorosłych dzieciaków, które przy wtórze wywrzaskiwanych pieśni kibiców czy nawet żurawiejek poszczególnych hufców bojowych żłopią galonami piwo i bawią się na całego. Ktoś by rzekł, że właśnie taki jest tendencyjny i nieobiektywny obraz krasnoludów. W pełni zgodzę się z tą tezę, bowiem wspomniany stereotyp wziął się właśnie stąd, iż podczas olimpiady bramy krasnoludzkich fortec nierzadko bywają otwarte (oczywiście słowo „otwarte” nie oznacza, że każdy może je przekroczyć). Siłą rzeczy przybysze poznają hultajsko-rozrywkowe oblicze małego ludu. Co ciekawe ci, którzy spędzili w Zhufbarze czy innej fortecy więcej czasu, całkowicie negują oklepany pogląd, że krasnoludy to zapijaczeni pieniacze, wiecznie szukający powodu do bitki.

Bitki mają aż nadto, w korytarzach i na mroźnych przełęczach.

Konkurencje:

1. Pojedynek na tyczkach – przeciwnicy, odziani w pełne zbroje płytowe, wchodzą na szczyt kilkunastostopowych tyczek, stając na niewielkich drewnianych dyskach. W jednej ręce dzierżąc ćwiczebny korbacz, a w drugiej tarczę, starają się strącić na ziemię przeciwnika. Zbroje mają nie tylko chronić przed razami konkurenta, ale i gniewem wściekłych kibiców dopingujących spod tyczek obu walczących.

2. Bieg na beczce – konkurencja drużynowa, w której jeden z członków trzyosobowego teamu staje na beczce, którą toczą za pomocą specjalnych uchwytów dwaj pozostali uczestnicy zawodów. Przeciwna drużyna obrzuca stojącego na beczce przeciwnika zgniłymi warzywami. Cóż, nierzadko się zdarza, że w kierunku stojącego na beczce sportowca poleciały kamienie i noże.

3.  Wspinaczka zagłady – na szczycie wysokiego pala przymocowano czerwoną wstążkę. Zadanie jest proste, należy wspiąć się na szczyt i ją zerwać, rzecz jasna przed konkurentami. Niestety w różnych miejscach pala znajdują się niewielkie półeczki, na których siedzą pomocnicy sędziego z solidnymi pałkami zakończonymi workami ze świńskiej skóry wypełnionymi pierzem. Zwykle pierzem. Jak łatwo się domyśleć, dotarcie na szczyt nie jest proste.

4. Bieg przez płotki… na szczudłach – niby proste, jednak rozmiary szczudeł (4 metry) i wysokość „płotków” (1,5 m) będących solidnymi kamiennymi murami gwarantuje dramatyzm konkurencji. W zasadzie od wielu lat nikomu nie udało się przebiec całego dystansu (150 metrów) i przeskoczyć wszystkich sześciu płotków. Sędzia zwykle nie jest tutaj potrzebny. Ślady krwi i wbite w podłoże zęby dokładnie wyznaczają, dokąd dobiegł sportowiec.

5. Rzut głazem – głaz waży około dwu cetnarów, toteż to dyscyplina dla prawdziwych siłaczy.

6. Żarcie na czas – Niestety nie kotletów, pulpetów czy choćby pasztecików. Sportowcy pożerają placki nadziewane pastą z tartego pasternaku. Paskudztwo to jakich mało, a przy tym wyglądające wyjątkowo nieapetycznie, toteż obiegowa nazwa tej dyscypliny brzmi raczej „haftowanie na dystans”.

7. Próba kozła – „Zręczność małpy, siła słonia, wszystko od…”, pozwólmy sobie nie kończyć popularnego wśród wojów krasnoludzkich wierszyka. Tak czy inaczej odzwierciedla on cechy, jakimi musi wykazać się uczestnik tej konkurencji. Wydawałoby się, iż zerwanie kolorowych wstążek ze starego kozła zwanego pieszczotliwie „Okurwieńcem” lub „Nurglakiem” to żaden problem. Tymczasem to w tej dyscyplinie najczęściej dochodzi do przykrych wypadków i okrutnych kontuzji.

8. Błotny plusk – niezwykle widowiskowa dyscyplina, w której uczestnicy skaczą z wysokości kilku stóp do błotnego bajora. Wygrywa ten, którego plusk będzie najokazalszy. W wersji ekstremalnej, uczestnicy skaczą po kilkunastu krasnoludzkich ale. Jak łatwo się domyśleć, nie idzie wówczas o plusk, lecz w ogóle o trafienie w bajorko, które ma ledwie 8 stóp szerokości.

9. Skok po flaszkę – niby nic trudnego, pierwszy lepszy bywalec staroświatowych knajp potrafi skoczyć po flaszkę na melinę. Problem się robi, gdy trzeba to zrobić na rozbujanej kilkumetrowej linie, przy wtórze wrzasków kibiców, a w dodatku chwycić jedną ręką flaszkę pełną okowity i w czasie lotu wypić jak najwięcej. Trudno zliczyć, ile zostało przy tej konkurencji zbitych butelek, potrzaskanych stołów i porozbijanych łbów.

10. Podziemny bieg – Prawdziwy podziemny maraton, O tyle nietypowy, że dyscyplina ta odbywa się na niższych pokładach fortecy, gdzie uczestnicy nierzadko mogą spotkać się z grupą goblinów, skavenów lub jeśli mają pecha z krwiożerczym ogroszczurem. Z tego względu ów bieg powinien być nazwany wielobojem. Mnogość potencjalnych przeszkód sprawia, że trudno dobrać skuteczną taktykę. Ot, pobiegniesz bez pancerza i z lekką bronią? Będziesz szybki, zwłaszcza jeśli zderzysz się z czarnym orkiem. Opancerzysz się i uzbroisz po zęby? Proszę bardzo, przebijesz się przez wrogów, ale twoi konkurenci bez trudu cię wyprzedzą.

Ps. Część konkurencji zapożyczyłem z Wilderness Encounters 1 – Great Outdoor, jedną z pewnej przygody do WFRP swego czasu opublikowanej w „Portalu”.

Reklamy

komentarze 4

  1. A ja się zapytam – jakie będą nagrody ????

  2. Krasnoludzkie Ale… ech, pinta rubinowego Ale z browaru Timothy Taylor’a! Za to można zabić… nawet krasnala 😉
    W kilku konkurencjach mamy szanse. Szkoda, ze nie ma mycia garów na czas, postac Pawla mogłaby sie zaczepic
    😀

  3. Gorzej jak główną nagrodą będzie zestaw garnków właśnie i klepnięcie krasnoludzkiej dziesiętniczki….
    (po plecach)..zawsze może startować w konkurencji Człowiek z Farfuru (taka licha podróba porcelany)

  4. Nagrody? No wiesz?! Znowu ta prywata. Rany , dla idei już nic nie robisz? 😉

    Pozdr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s