Nalibocki Batalion Śmierci – preludium cz. 2

Żołnierze „Zadry” małymi grupkami przedzierali się leśnymi duktami w kierunku Skarżyska-Kamiennej i Odrowąża. Rozbite kompanie „Samsona” i „Śmigłego” wreszcie oderwały się od wroga i teraz szukały wytchnienia po krótkim, lecz zażartym boju. Wśród nich byli uwolnieni akowcy z pociągu, wynędzniali, lecz szczęśliwi, że wyrwali się z łap katów. Gdzieś z tyłu wciąż było słuchać pojedyncze wystrzały czy długie bijące po drzewach serie z maximów i goriunowów. Major kroczył się przez leśną gęstwinę, podpierając się prowizoryczną kulą. Gruby opatrunek na udzie znaczyły ślady krwi. Zresztą rannych było dużo więcej. Mimo wysiłków sanitariuszek wielu z nich nie przeżyje transportu.

Odwrót osłaniali ułani „Huzara” i zwiadowcy „Klingi”, którzy po dostarczeniu zdobytych dokumentów zostali w ariergardzie, studząc skutecznie zapał ścigających ich enkawudzistów.

„Zadra” zaklął pod nosem, a potem wysłał łącznika do oficerów. Pierwsze meldunki nie były zachęcające. Nieprzewidziana, szybka i zdecydowana kontrakcja krasnych zaskoczyła kompletnie zupełnie „Zadrę”. Szczęśliwie żołnierz, od kilku lat bijący się z wrogiem, wiedział, co robić. Choć ostrzeliwały ich samoloty, a czołgi przebiły się przez ich linie, partyzanci sprawdzili się w boju. Pod Kostomłotami rozgromiono kompanię KBW z 14go Pułku, enkawudzistów z pancernej odsieczy solidnie postrzelano. Dwa teciaki spalono, jeden z PIATa, drugi angielskim gammonem, dwa inne uszkodzono. Partyzanckie patefony i suki rozstrzelały kilka ciężarówek i gazików. Słowem jak zwykle – czerwoni ponieśli ciężkie straty, a potem pozwolili „zadrowcom” uciec. Mimo to straty były duże: kilkunastu zabitych, wielu rannych i co najgorsze czterech jeńców z patrolu „Pegaza”. Smierszow musiał być szczególnie ważny dla reżimu. Najpierw pułkownik NKWD przybywa luksusowym pociągiem obsadzonym przez kompanię wojska, potem z Kielc rusza na odsiecz ponad dwa tysiące żołnierzy wspartych czołgami i lotnictwem!

***

Pułkownik Smierszow po raz ostatni przeciągnął ostrzem brzytwy po gładko ogolonym policzku. Zimne, pozbawione wyrazu oczy wpatrywały się w lustrzane odbicie. Enkawudzista sięgnął po czysty ręcznik i wytarł nim resztki mydła. Z odbicia patrzył na niego prawdziwy sowiecki oficer: umyt, abryt i lokka pian. Podszedł do niewielkiego stolika i jednym haustem wychylił szklankę samogonu. Alkohol spłynął ognistą falą aż do brzucha, przywracając zmącony spokój. Młody porucznik z Leningradu, Piotrowskij usłużnie podał Smierszowowi mundurową bluzę. Pułkownik wdział ją i zaczął metodycznie zapinać guziki. Major Gadzinowski, dowódca 14 Pułku KBW wciąż prężył się na baczność. Po jego czole spływały strużki potu.

– Podsumowując, tawariszcz major, ten „Zadra” robi wam tutaj, co chce, tak? Macie kilka tysięcy wojska, a mimo to bandyci w ciągu kilku ostatnich dni wybili konwój z pieniędzmi, rozbili osiem waszych placówek, zdobyli na kilka godzin magazyny amunicyjne. I to wszystko pod waszym nosem? To on nie zadra, on drzazga? Wiecie, jaki to ból? Drzazgi pod paznokciami?

– Towarzyszu pułkowniku…

Smierszow spojrzał stalowym wzrokiem na pobladłego Polaka i kontynuował spokojnie.

– Setka zabitych, ranni, jeden batalion rozbity, popalone ciężarówki i czołgi. – Zawiesił głos. – Mam wiele zalet, Gadzinowski, ale nie należą do nich miłosierność i cierpliwość. Rozumiecie mnie?

Gadzinowski przełknął głośno ślinę. Oczami wyobraźni widział już siebie kopiącego z zapałem węgiel za kołem polarnym.

– Macie trzy dni na doprowadzenie pułku do porządku i przygotowanie się do operacji przeciwbandyckiej. Czekam na listę wsi wspierających tego „Zadrę”. Albo zdążycie, albo…

Smierszow pogładził dłonią perłową rękojeść siedmiostrzałowego Naganta tkwiącego w olstrze.

***

– Uszkodzona komora serca, trzy kule w wątrobie, przestrzelony kręgosłup – kilkukrotnie. Głównie pociski 12, 7 mm, ale i 9, 7,62 czy 7,92 mm. Siłownik prawej ręki zniszczony, silnik zniszczony, organizm skażony paliwem. Funkcje życiowe przywrócone, ale… – Lekarz z NKWD zawahał się.

Smierszow spoglądał na potężne ciało Guzowa leżące na stole. Starszyna zaciskał zęby, w jego oczach płonął ból i wściekłość. Bohater Związku Radzieckiego, weteran spod Stalingradu, Kurska, zdobywca Budapesztu i Berlina wciąż przeżywał swoją klęskę.

– Macie go postawić na nogi. – Pułkownik poklepał rannego przyjaciela po ramieniu. – I to jak najszybciej.

– To będzie… – Lekarz zmieszał się. – Będziemy musieli…

Smierszow spojrzał obojętnie na przygotowane do instalacji siłowniki, kable, gumowe przewody, czy elementy diesela. A potem bez słowa opuścił pomieszczenie, a za nim dwaj budzący grozę agenci BSO w dziwacznych maskach.

Advertisements

komentarzy 6

  1. 14 Pułk KBW… Witamy, witamy!!!
    A zdrajców za jaja wieszamy!!!!
    Dla ojczyzny ratowania….
    Brata mam do odjebiania!!!

  2. co to jest BSO? bo ja znalazlem tylko: Boston Symphony Orchestra. ha ha ha

  3. Nu Smierszow, pagadi!
    Przyjechales nie proszony na moj teren. odpowiesz za swoje czyny. jak Bog mi swiadkiem zginiesz, juz ja sie o to postaram, chocbym mial zginac.

  4. Widzę, że się działo:)

  5. Zdrajca zgładzony, choć brata krew płynie
    Pierś kula przebiła, lecz ból przeminie…

    Salut dla Kraju oddany w męczarni!!!

    Myśmy rebelianci…

  6. @ merill
    To preludium, a działo się wczoraj. Raport się pisze.

    @ Granit
    Taaa, patetyczna scena zarżnięcia brata i śmierci od kul jego żołnierzy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s