Sylvania – preludium przed sesją odc. 11 (Legenda o Glaurungu)

Legenda o Glaurungu

Wśród krasnoludów krąży pewna legenda o Glaurungu Ojcobójcy. Oto działo się to eony temu, kiedy ojcowie Pierwszych Rodów przemierzali góry, by znaleźć co dogodniejsze miejsca na założenie siedzib, a na zapomnianych przełęczach można było spotkać wędrującego Grungniego. To były czasy, kiedy Valaya doradzała młodym plemionom Małego Ludu, Thungni wyrysowywał pierwsze runy, a Smednir wytapiał pierwszą stal na krasnoludzkie oskardy. Ludzie, pył na wietrze i igraszka bogów Zła, dopiero mieli się narodzić. Elfy, wiotki, piękny lud, budował na nizinach miasta o białych wieżach.

Były to podówczas czasy, kiedy smoki, wielkie i szlachetne gady przecinały niebiosa, szybując ponad najwyższymi szczytami młodych jeszcze gór. A największym spośród gadów był Angriff Ojciec, Angriff Wszechwładca, wreszcie Angriff Opętany. Władca smoczego rodu, najpłodniejszy z gadów, którego potomstwo od wielu lat władało Pragórami, władzą dzieląc się jeno z bogami. Wśród nich był Graug Straszliwy, późniejszy kat Karak Azgal. Była smoczyca Volluspa, znana z wieszczb i proroctw. Był wreszcie młody i silny Glaurung Szkarłatny, którego łuski mieniły się w słońcu niczym najczystszy rubin.

Ledwie kilkaset lat mając, zasłynął z siły, odwagi, ale i mądrości. Sama Valaya natchnęła go wiedzą, Smednir dał mu moc topienia ogniem najtwardszych skał, Gazul przepowiedział, że umrze we śnie, a Grimnir tchnął w smocze serce odwagę oraz gniew, który stał się przyczyną upadku Glaurunga. Wtedy jednak Glaurung zwan był Szlachetnym lub Pięknym. W niejednej bitwie wsparł Mały Lud, niejedną radą mu posłużył. Nie dziwne więc, że krasnoludy darzyły go wielką miłością, która syciła serce młodego gada.

Inny wszelako był jego ojciec – czarny niczym smoła Angriff, który oddał pokłon Złym Bogom, a ci uczynili jego serce czarnym, niczym łuskowaty pancerz, który nosił. Nadszedł czas, gdy Angriff oszalały z gniewu i nienawiści do Małego Ludu, opętany przez Mroczne Bóstwa, spalił Vala-Azrilungol – największą fortecę Małego Ludu. Choć krasnoludy wydały mu bitwę, swoim płomiennych oddechem spopielił armię wraz z królem. Kto wie, czy nie byłyby to ostatnie chwile umiłowanego przez Grungniego ludu. Ponad szczytami niósł się płacz matek i żon krasnoludzkich, a płomienie ze stosów pogrzebowych uczyniły noc dniem. Dzień zaś był nocą, gdyż słońce skryło się za całunem czarnego dymu z płonącego Vala-Azrilungol.

Przeciw Angriffowi stanął Glaurung. Choć o wiele mniejszy, niczym jastrząb spadł na grzbiet swego ojca, szarpiąc jego skrzydła pazurami, parząc ogniem i wreszcie wgryzając się w jego kark. Angriff zaryczał z bólu i wbił szpony w Glaurunga. azaliż czerwony smok, mimo bólu szarpanych trzewi, nie wypuszczał z śmiertelnego uścisku władcy smoków. Toczyli bój przez wiele godzin. Ryki obu bestii odbijały się echem pośród turni. Wreszcie Angriff roztrzaskał się o szczyt góry, która dziś nosi miano Karag Haraz – Góra Ognia. Nadal wierzy się, że śmiertelnie ranny Ojciec Smoków dogorywa pod skałami, co jakiś czas zionąc ogniem z potwornego bólu, co znać jest, gdy z krateru Karag Haraz wypływa lawa.

Mijały lata, wieki, tysiąclecia. Glaurung widział, jak świat się wokół niego zmienia, jak wzrasta potęga krasnoludów i elfów. Był świadkiem wielkiej wojny, która potrzaskała oba imperia i wydała je na żer goblinów i orków. Smoki odchodziły powoli w niepamięć. Jedne zasypiały na zawsze pod górami, inne ginęły w bratobójczych walkach, wreszcie niektóre opętywała przeklęta żądza, która kazała gromadzić skarby nawet kosztem dawnych sprzymierzeńców – krasnoludów. Smocze gody, podniebny taniec, którego dawni krasnoludowie nieraz byli świadkami, stał się kolejną legendą. Młodych smoków było coraz mniej, a te które się rodziły, nie miały w sobie mocy równej ich rodzicom. Za wyjątkiem dzieci Glaurunga – siedmiu smocząt o równie rubinowej barwie, co ich ojciec.

Ich los jednak przypieczętował wiarołomny czyn ojca. Glaurung opanowany przez podobną żądzę co inni jego pobratymcy, zapragnął skarbów Karak Varn – fortecy bliźniaczej Zhufbarowi, wzniesionej po drugiej stronie Czarnej Wody. Za sprawą swoich magicznych mocy Glaurung dotarł pod Karak Varn i rzucił potężny czar, który poruszył korzeniami gór. Potężne trzęsienie ziemi obróciło w perzynę kwitnące miasto, zniszczyło kopalnie i zabiło większość mieszkańców. Zdradziecki gad przeklętym zmysłem odkrył skarby krasnoludzkie, lecz nie dane mu było ich zgromadzić i lec na nich, jak to złe gady czynią. Oto duszę Glaurunga rozdarł krzyk agonii. Jego siódemka synów umierała od krasnoludzkich toporów. Glaurung, rycząc z bólu i przerażenia, wzniósł się w powietrze i poszybował w stronę gniazda, gdzie odnalazł bezgłowe ciała smocząt. Taka jest kara dla zdrajców! Nie dane im będzie wychować swego potomstwa! Niedobitki Karak Varn wytropiły leże potężnego smoka i zniszczyły jego marzenia.

Dziś większość krasnoludów sądzi, że to zły los sprzysiągł się przeciw Karak Varn, niszcząc twierdzę trzęsieniem ziemi, jednakże w legendach tkwi prawda. Kto mądry, ten wie, że za zniszczeniem najbogatszej fortecy Karaz Ankor stał nie kto inny a Glaurung Ojcobójca.

Pozwoliłem sobie niemal w pełni przytoczyć brzmienie zapomnianej legendy o smoku Glaurungu oraz jeden z apokryfów wyjaśniających zniszczenie krasnoludzkiej fortecy Karak Varn. Przypatrzmy się teraz uważnie sile mitów. Jak mocno musiały być one zakorzenione nie tylko w świadomości krasnuludzkiej, lecz i ludzkiej, skoro w historii Sylvańskiej Wyprawy z 2518 roku odnajdziemy niejedną adnotację o spotkaniu naszych bohaterów ze smokiem Glaurungiem. Tutaj bez wątpliwości mamy do czynienia z konfabulacją wyrosłą z antycznych podań, a także zwykłych ludowych baśni. To transgresja mitu, widać niezwykle ważnego dla świadomości kulturowej  obu ras…

G.D.A. Vies, Wojaże po krainie bogów, nekromantów i demonów, Nuova Imperia,Talabheim 3217, s. 172-174.

Tyle preludium. Jako przestroga zacna piosnka o Wikingach, smoku mocarnym i roli bohaterów w kształtowaniu dramatycznej fabuły :).

I wersja gdzie spikają.

Advertisements

komentarzy 5

  1. Hmmm… można go zaciukać, jak śpi? ;]

  2. Kurczę, po tej olimpiadzie natchnął mnie duch sportowej rywalizacji! A niesportowym będzie walka w kilku z jednym smoczkiem!!! Może „1 na 1”? Tylko musiałby to być jakiś wielki wojownik, twarda sztuka z charakterem sztywnym jak gacie Kislevity w okolicach rowka, w pełnej zbroi płytowej – najlepiej jeszcze inkrustowanej, a no i z magicznym mieczem który krwi łaknie jak ja gorzałki!!! Ech, kto to może być….? 😀
    PS: Nagrodą za poprawną odpowiedz jest bezpłatny przegląd uzębienia wykonany przez Naczelnego Cechu Kowali. Wystarczy zgłosić się bezpośrednio do niego i na hasło „A Twoja Matka @#%@ jest” przegląd zacznie się automatycznie!

  3. @ MAdzia
    Pamiętaj, co się stanie, jak Ci się nie uda. Mówi o tym starożytna przepowiednia: ” A smok mocarny podniósł swą dupę i spalił miasto na łajna kupę”

    @ Bulgo
    Lepiej tak jak na sesji: ‚Twoja stara..” i tu dowolny ciąg dalszy. Obawiam się tylko, że to będzie przegląd full wypas serwis, który nie skończy się tylko na zębach 🙂

  4. Ja tam mam inny plan. Znaleźć te miecze i nimi zaciukać smoka jak śpi… Chociaż… wzruszyła mnie jego historia…. ;]
    Może go zostawmy.
    Może się przyłączy…?
    Bedziemy mieli smoka i nie zawahamy sie go użyć!!

    Tak na serio… porywanie się na smoka jest… ryzykowne. Może sobie darujmy i czekajmy na dalszy bieg wydarzeń.

  5. Następny kierunke propopnuję do tego Ibaneza w końcu….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s