Sylvania cz. XXIII – Vive La Snotling Revolucion!!!

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, skrytobójczyni.

Jaro – Volker Tillmans, nowicjusz Morra, który już przekwalifikował się na członka morryckiej straży świątynnej.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Maro – Bulgo, snotling, bohater snotlingów, rewolucjonista, który tak naprawdę nosi imię Bulczysław, a przez ziomków snotlińskich niedługo uzyska miano „Che Bulgaro”.

Damian – Anton Bykow, kislevicki kozak abstynent.

Grzegorz – Jurgen von Usingen, porucznik SDIM, twardy wojownik, który sam już nie wie, czy pracuje dla Imperium, Karaz Ankor czy rewolucjonistów snotlińskich.

Po przypadkowej i dość niefajnej dla BG walce z orkami i goblinami oraz odskoczeniu w wroga (patrz: poprzednia sesja) drużyna zdecydowała się cicho i szybko przebić do oblężonych krasnoludów skrytych w małej fortecy i za wysoką, kamienną barykadą.

Wszyscy, poza Bulgiem, który oddzielony od kompanów, krył się wśród skał, podążyli za Mają, która, zwinnie kryła się między głazami, wytyczała pozostałym kierunek marszu. Wokół roiło się od wściekłych goblinoidów. Patrole wilczych jeźdźców przeczesywały otaczające kotlinę skały w poszukiwaniu bohaterów.

Pech znów dał znać o sobie. W połowie drogi gobliny wypatrzyły BG, na których posypały się strzały. Setki strzał. Szczęśliwie noc i ulewny deszcz mocno ograniczył celność zielonoskórych, jednakże statystyka statystyką i przy takiej ilości pocisków co i rusz któryś trafiał bohaterów. Polała się krew, prawie każdy był już ranny lub niemalże umierający. Szczególnego pecha miał Volker, który, nim drużyna przedarła się do krasnoludów, wyglądał niczym jeżozwierz. Mimo trudnych warunków, ostrzału, śliskich skał etc. bohaterowie przebiegli pod osłoną strzał kilkaset metrów. Po drodze dołączył Bulgo i wszyscy pognali na złamanie karku w stronę kamiennej barykady.

Wybrane osoby (Maja i Usingen) pozbywają się nadmiaru ekwipunku, który ogranicza ich mobilność.

Maja: Może tę broń schowajmy pod kamieniami?

Maro (poza grą): Teraz już wiem, dlaczego w cRPG klikasz na kupkę kamieni i wypada miecz.

Kamil (poza grą): Schowajcie w beczce!

Jeszcze kilka kroków od kamiennego muru doszło do tragicznej pomyłki. Krasnoludy, myślą, że atakują orki, odpaliły salwę z muszkietu. Maja z pewnością padłaby trupem, lecz bohaterski Bulgo zasłonił ją własną piersią.

Krótki odwrót zakończony został sukcesem, kiedy ostatni z bohaterów, Volker, zniknął za kamieniami, otrzymując na pożegnanie jeszcze jedną strzałę w plecy. Łącznie poleciały dwa punkty przeznaczenia, w grupie nie było kogoś, kto nie były poważnie ranny.

Po drugiej stronie muru BG przywitał dowódca oblężonych krasnoludów – Sindrim Gnurrison, wychudły, brudny setnik kreasnoludzkiej piechoty w pordzewiałym pancerzu. Cały obszar pod posterunkiem zryty był transzejami krytymi grubymi deskami. Pordzewiały ekwipunek i setki goblinich strzał walających się wokół dopełniały ponurego wrażenia. Krasnoludy mimo to nie wyglądały na ponurych desperatów. Choć wychudli, choć poranieni, w zniszczonym ekwipunku, to przecież robili swoje bez żalenia się czy najmniejszej skargi. Sindrim wysłuchał BG, skąd przybywają i odłożył poważniejszą rozmowę do rana. Na kwatery w kamiennym posterunku zaprowadził BG krasnolud Thurri, feralny strzelec, który zranił Bulga z muszkiety, a na miejscu miejscowy kowal i zarazem felczer (bez większego wykształcenia medycznego) Buri zajął się BG, zmienił opatrunki, zadbał o nakarmienie (gulasz z muliny :)).

Bohaterowie legli spać w suchych, choć zimnych korytarzach forteczki Zanund (czyli po ludzku: Czerwonym bądź Krwawym Posterunku), sporadycznie tylko budzeni przez wystrzały krasnoludzkiej oktawy, która przepłaszała, co bezczelniejsze patrole zielonych.

Ranek powitał bohaterów niewiele piękniejszy. Deszcz wciąż padał, wielkie krople zimnego dżdżu z pluskiem uderzały w ziemię. Szare, mokre skały i wszechobecne błoto czyniły krajobraz pod Zanund szpetnym i nienawistnym. Gnijące na przedpolu trupy zielonoskórych nie poprawiały nastroju. Jakby na przekór Zindrim, przywódca garnizonu, spokojnie wyglądał przez lunetę na przedpole improwizowanej twierdzy. Podnosiła się mgła, ograniczając widoczność, w takich chwilach zieloni lubili atakować.

W obserwacjach przeszkodzili mu BG, którzy poinformowali, że przybyli sprawdzić, w jakim stanie jest garnizon oraz sama karawana. Wieści, które usłyszeli od Sindrima nie były zbyt dobre:

– już na samym początku oblężenia zginął dowóca posterunku Zanund, a dowodzenie przejął Sindrim prowadzący wcześniej karawanę siedmiuset mułów z ok. 1400 cetnarów najlepszej rudy żelaza dla Imperium:

– niemal wszystkie muły zabito po kilku dniach oblężenia, i tak nie było ich czym żywić, a mięso było potrzebne do wyżywienia garnizony, pozostawiono tylko kilkanaście zwierząt;

– po ok. 5 miesiącach oblężenia z pierwotnej ok. stuosobowej załogi zostało przy życiu niespełna 50 krasnoludów, z czego 20 ciężko rannych i chorych, niezdolnych do walki;

– załoga wytrzyma jeszcze ok. miesiąca, na tyle ma pożywienia, prochu nie powinno zabraknąć, bowiem duże jego zapasy były zgromadzone w korytarzach Zanund;

– podziemną drogę ewakuacyjną zawalono ładunkiem prochowym, bowiem zieloni atakowali i tamtą drogą.

Usingen i reszta BG ocenili, skądinąd słusznie, że obrona ładunku rudy nie ma większego sensu. Wszak i tak, nie ma jak żelaza zawieźć do Altdorfu. Mimo to Sindrim nie zamierzał porzucać rudy, by nie zhańbić swego i krasnoludzkiego honoru niewykonanym zobowiązaniem.

Dyskusja była długa, ale Sindrima, poważnego i szlachetnego krasnoluda nie udało się przekonać. Wówczas bodaj Konrad wpadł na świetny pomysł. W imieniu Cesarza odebrać ładunek od krasnoludów i uznać, że zadanie wypełnili. BG przyznali już, że są przedstawicielami wywiadu cesarskiego (SDIM), a potem Usingen w imieniu Cesarza sporządził protokół zdawczo-odbiorczy ładunku żelaza, zwalniając krasnoludy z obowiązku obrony rudy.

Sindrim, z oporami, ale przystał na to, jednak mimo tego nie zgodził się na ewakuację posterunku. Wyjaśnił, że Zanund od 5 miesięcy jest jedyną ostoją wschodniej flanki władztwa zhufbarskiego. Bez Zanundu czambuły goblinie wleją się na zaplecze Zhufbaru, zamkną okrążenie, zapewne przecinając szlak wiodący przez Przełęcz Krasnoludzką – obecnie jedyną drogę łączącą Zhufbar z Imperium.

Nie było o czym gadać, BG zrozumiawszy sytuację poprosili tylko, by Sindrim po ok. miesiącu, kiedy się skończy żywność, wycofał się z Zanundu. Do tego czasu obiecali zorganizowanie wsparcia, tudzież pomocy dla świetnych wojów Sindrima.

W ciągu dnia BG rozmawiali jeszcze z wybranymi krasnoludami, potem przenieśli przy ich pomocy rudę do korytarzy i zawalili ją, a Bulgo wziął również z kilkoma krasnymi w akcji prowokującej patrole goblińskie do podejścia w kierunku barykady, gdzie zostały zlikwidowane przez strzelców.

Wieczorem drużyna opuściła przez stromy klif oblężone krasnoludy, zmieniwszy jednak pierwotne plany. Oto w ciągu dnia z rozmów z obrońcami dowiedzieli się, że w pobliskim obozie zieloni trzymają kilkaset snotlingów.  Szybko powstał plan, by wykorzystać Bulga – snotlinga, który dla swoich pobratymców będzie bez mała herosem i tym samym ostro zaszkodzić goblinoidom. Nie żeby snotlingi były w stanie walczyć skutecznie z goblinoidami, ale za to służą za spyżę zielonym najeźdźcom. Jeśli zabraknie snotlingów, wraża armia nie będzie miała co żreć, a w górach trudno o zaopatrzenie. To powinno dać przynajmniej kilka dni odpoczynku oblężonym krasnoludom.

Kamil (komentując plany uwolnienia snotlingów): Obawiam się, że to będzie wariant „Ucieczka z Sobiboru”.

Maro: Wiesz ile pali taki ork? Trzy snotlingi na kilometr!

Jaro: W płytówce pięć.

W ciągu nocy BG przekroczyli niezwykle trudny teren pełen wąwozów, rozpadlin i skarp, porozmawiali z napotkanymi zwiadowcami krasnoludów i po całodniowym forsownym marszu dotarli w okolice gobliniego obozu. Tam czym prędzej przygotowano plan. Bulgo miał się przedostać na teren zagrody, gdzie więziono snotlingi. Pozostali wdrapali się na skały ponad obozem, skąd mieli osłaniać i wspierać działania kompana. Zalegająca mgła (deszcz wreszcie przestał padać) ułatwiła realizację planów. Bulgo przekradł się prze zszczelinę między skałami a niestaranną palisadą obozu goblinoidów. Patrole zielonych nie stróżowały zbyt uważnie, toteż ich ominięcie nie stanowiło problemu.

ś

Działania bohaterów w obozie zielonych

Wreszcie Bulgo, obserwowany przez przyjaciół z wysokich skał, wszedł do snotlińskiej zagrody. Tam zaczął agitować mały męczony lud miniaturowych goblinków, trzeba dodać wcale skutecznie, pozując na bohatera i umiejętnie korzystając z posiadanych przedmiotów magicznych (animowana lina – świetne wykorzystanie jako imitacji lewitacji :)) czy gadżetów (sprężynowe buty choć wadliwe, przydały się). W trakcie tej prezentacji siły stoczył jeszcze walkę z czarnym orkiem strażnikiem, a drugi zginął od dwu bełtów wystrzelonych przez Maję (co Bulgo nazwał „boską karą”:)).

Nabijanie się z Bulga, który średnio kilka razy na sesji obraża kompanów stwierdzeniem „Twoja stara …. + obelżywe określenie wybranej czynności”:

Usingen: No Bulgo przemówi do snotlingów coś w rodzaju: „Wasze stare! Wasze stare są inne niż Ich Stare! Bo Nasze Stare….!

Bulgo: Twoja stara będzie tak mówić!

Trudno się dziwić, że snoty potraktowały go coś na kształt Mojżesza, Prometeusza i Aragorna :), czyli trochę prorok, trochę heros i jeszcze kapka legendarnego wodza i herosa. Bunt wybuchł z wielką mocą. Bulgo wpadł do pieczary, gdzie zgromadził wokół siebie całą snotlińską brać – ok. 600 małych zielonkawo-cuchnących stworków. Doszło też do wzruszającego spotkania. Bulgo odnalazł woją babkę – starą, azali krzepką Gulgannę, która obsobaczyła go z góry na dół za ucieczkę kilka lat temu, a potem nazwała pieszczotliwie pełnym imieniem.

Gulganna (do Bulga, pierwsze spotkanie): Bulczysławie! Gdzież toś się szwendał tyle lat!!!?

Reakcja grupy – dość głośna:).

Bunt rzecz jasna został zauważony przez zielonych, pierwsze siedmioosobowa grupa goblinów podeszłą do zagrody i tam oberwała dwoma fajerbolami od Konrada. Chwilę później magik trzepnął ogniem po wilczej zagrodzie, paląc i płosząc zwierzęta, a potem odpalił kolejne kilkanaście kul w jurty, potęgując chaos i zamieszanie. Zieloni kompletnie nie orientowali się w tym, co się dzieje. Maja i Usingen strzelali do wybranych celów. Jeden z goblinich thanów zdołał zorganizować grupę bojową zielonych, ale chwilę potem jego głowę roztrzaskała kula w Majowego muszkietu.

Kamil (doradza Marowi, jak prowadzić bunt snotlingów): Pamiętaj, zaznacz myszą te kilka setek snotów i kliknij prawym przyciskiem na wrogu.

Rolnicy snotlińscy po przeszkoleniu przez BG. Pod stopami - klasyczna uprawa w rolnictwie snotlińskim.

W tym momencie hałastra zbuntowanych snotlingów wyrwała się z zagrody, depcząc i rozrywając na sztuki kilka pechowych gobbosów. Co prawda zieloni zaatakowali uciekającą żywność, ale okazało się, że „żywe steki” potrafią się odgryzać. Choć hekatomba snotlingów była przerażająca, to przecież cztery setki stworków osłanianych przez BG wydostała się zobozu, zostawiając za sobą kilkadziesiąt trupów orków i goblinów oraz kompletny rozpiździel. Mieli przynajmniej pół dnia, by odskoczyć od wroga.

Pomysły Usingena

Grześ: Wiem! Jak w Wietnamie! Każdy snotling weźmie po bryłce rudy i zaniesie do Altdorfu! Pieprzony Szlak Ho Shi Minha!

Udało im się w tym czasie z powolną i niezdyscyplinowaną bandą snotlingów dotrzeć do zwiadowców krasnoludzkich. Zieloni siedzieli im już na karku, jednakże udało się przekonać krasnych, by prochem spowolnili marsz goblinów. Dzięki temu (huk wskazywał, iż krasnoludy wysadziły jeden lub dwa wąwozy) ta swoista, warhammerowa wędrówka do Ziemi Obiecanej mogła toczyć się dalej. A dokąd podążała? Do opuszczonej ludzkiej kopalni na podgórzu sylvańskim, o której BG usłyszeli od krasnoludów.

Po drodze Maja i Bulgo wleźli jeszcze na kilkudziesięciu orczych kawalerzystów na dzikach, lecz Maja odciągnęła pościg, a snoty z bohaterami dotarły do na wpół zawalonej kopalni.

Snotliński berserker - wyznawca Bulczysława Wkurzonego.

C.d. nadupcania się zBulga, który rozmawiał ze swoją babką, wziętą przez BG za starca snotlińskiego:

Anton: Dlaczego Bulgo mówisz do tego starca „Mastah Yoda?”

Bulgo: To moja babcia.

Maja: Oj, to ten stary facet jest kobietą?

Szybki zwiad wykazał, że kopalnię zamieszkują prawdopodobnie zwierzoludzie, choć w chwili obecnej nie ma ich wewnątrz.

Na tym zakończyliśmy. Wygłodniałe snotlingi zasiedliły kopalnię. Bohaterowie, którzy od dwu dni nie mieli niczego w ustach, padli na ziemię wymęczeni po kilkudziesięciu godzinach ciągłego marszu i działania.

Jedno jest pewne, po raz kolejny coś się zmieniło w Starym Świecie. Krasnoludy i ludzie pomogli snotlingom w buncie, ucieczce i założeniu własnej osady. Rewolucja i Apokalipsa :).

I ponownie nabijanie się z Bulga i państwa snotlińskiego, które nie wiadomo czemu przypomina III czy IV RP :).

MG: Taaa rzeczpospolita snoltińska.

Grześ (do Mara): Wrócisz i tacy mali dwaj bliźniacy już na ciebie będą czekać.

MG: Zlustrują cię.

Kamil: Wyjdzie, że Bulgo miał dziadka w Imperialswehrze.

Tak swoją drogą wyobraziłem sobie, co by powstało ze skrzyżowania Bulga i Yody:

A tu Maja jako dziecię, już wtedy wiedziała, co będzie robić w przyszłości 🙂

UWAGI:

1. Pedeki za bunt snotków i „odebranie rudy”. 50 PD +30 PD.

2. Świetne działanie i sesja. Gratz. Sztandar z Zieloną Gwiazdą dla Bulga.

3. Kto następny? Parytety w sejmie cesarskim dla nieumarłych? Feminizacja Norski? Nauczenie Bretończyków odwagi?:)

Reklamy

komentarzy 18

  1. „… i rzekł Zamolxis, Zbierz lud wybrany i rusz ku prastarej kopalni. Tam niewierne monstra wypleń a domem Twym się stanie. W czeluściach królestwo czeka na zagospodarowanie! Nauczaj Lud mały wiary w swoje siły….”

  2. bulgo na króla

  3. Bulgo na króla, na hydrę, na trolla… kogo jeszcze mam nastukać? :D:D:D

  4. smoka 😛

  5. Jak wyszkolę armie 😀

  6. a bulgo zostajesz jak przywódcą taj grupy.

  7. hymmm pozazdrościc takiej postaci – ma przeznaczenie 🙂

  8. Bo przeznaczenie to trzeba walczyć 🙂

  9. racja , „boży pomazaniec” w przypadku Bulczysława Pierwszego ten termin nabiera specjalnego znaczenia 😀

  10. Hmmm, popapraniec mi lepiej pasuje. Albo posraniec 🙂

  11. hail to Bulczysław!

  12. Snot’s in action 😀

  13. hmmm a ten blondino to troszke jak nasz Kondzo! Zastajesz?? 😀

  14. hehehe Labirynt… stary ,dobry film ..
    Mogę się zastanowić tylko powiedz ile płacisz królu ? No i muszę sie jeszcze podszkolić żeby dobić do levelu TEGO maga z labiryntu 🙂 ,trochę ostatnio byłem przybity po tym jak mogłem zostać uczniem smoka choć łajza i oszust a ja zchrzanilem sprawe ,no coż bylo minelo 🙂

  15. E tam schrzaniłeś, ja zapomniałem dać Ci opis tego, co Ci smok przekazał potajemnie. My fault.

    Smok tak w ogóle tam nadal krąży, może da się jeszcze przebłagać 🙂

  16. eh jakby sie trafilo z smokiem i zmienialbym postac to na wojownika tego typu jak w filmiku , tylko ze czasy na to juz zbyt pozne – KTOKOLWIEK WIE JAKI TO UTWOR I SKAD GO DORWAC TEMU ROBIE,,,, FLASZKE!!!!!!

  17. To inna aranżacja jednej z pieśni ze zbioru Carmina Burana – słynnej „O Fortuna” (” O szczęście, niby Księżyc…”). Na mur beton znasz ją w innej aranżacji – mocno patetycznej i dynamicznej .

    Trochę mi zajęło dogrzebanie się wykonawcy, a kurcze okazało się, że znam ów zespół z płyty z pieśniami krzyżowców.

    To ESTAMPIE, płyta „Ondas” z 2000 roku (akurat tej nie mam, ale myślę, że metodami operacyjnymi da się ją zdobyć, a jak w ogóle kapela Cię interesuję, to mogę Ci zgrać, co mam), natomiast wokal to gościnnie Alexander Veljanov, na co dzień śpiewający w naprawdę świetnej z kapeli darkwave – Deine Lakaien (nota bene też polecam).

    dla porównania głos Veljanova w kawałku DL:

    Ps. Z chęcią napiłbym się miodziku, wystarczy trójniaczek 😉

  18. THX ,sie jakis miodzik skombinuje 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s