Sylvania cz. XXVII – A imię jego Beleth…

Po ostatnim zamieszaniu i ostrej sprzeczce oraz porzuceniu przez większość graczy głównego wątku kampanii zdecydowaliśmy kontynuować Sylvanię w formie pełnego sandboxa. Jednocześnie jeden z graczy wycofał się na jakiś czas z ekipy,  a w zamian powróciła do grupy graczka.

Dla drużyny wiąże się to z konkretnymi zmianami. Nie ma już w ekipie dowódcy komórki wywiadu – porucznika von Usingena oraz kislevickiego kozaka – Antona Bykowa. Zamiast tego pewne rodzeństw estalijskie przyłączyło do dzielnych poszukiwaczy przygód.

Tym samym ekipa jest dosyć odmłodzona. Ze starych postaci pozostały dwie, z czego jedna jest w ekipie ok. 8 lat, ale druga ledwie 10 miesięcy. Pozostali to kompletne świeżaki, którymi gracze kierują od max. 4 miesięcy.

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca,  niewielkie zabudowania rybackiej wioski Egling.

Atka – Blanka Martinez, estalijska blond piękność, ni to szlachcianka, ni awanturniczka; siostra Jose Juana.

Damian – Jose Juan Martinez (plus kilka innych imion i nazwisk), brat Blanki, nieostrożny, estalijski awanturnik, magnes na problemy.

Jaro – Volker Tillmans, ex-nowicjusz Morra, ex-członek straży świątynnej, a obecnie uciekinier zapewne ścigany listem gończym.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Maro – Thorgrim Thorgrimsson – mężny, tajemniczy i dość archaiczny wojownik krasnoludzki z Gór Krańca Świata.

Pablo – Logan, krasnoludzki kowal runów z Gór Krańca Świata.

Po rozpadzie drużyny Usingen i Anton pozostali w Waldenhof. Tymczasem Volker, Thorgrim, Konrad oraz Maja wraz z uwolnioną baronessą Niną von Falstein wsiedli na niewielką tratwę, która miała ich przeprawić przez Stir do wioski Egling, skąd bohaterowie zamierzali ruszyć do Mikalsdorf.

Świtało już, choć wciąż było stosunkowo ciemno. Wokół zalegała mgła, otulając mlecznym kożuchem okoliczne wzgórza, zabudowania wioski Egling,  karłowate drzewa oraz  moczary Hel Fen położone w widłach obu Stirów – Północnego i właściwego.

Thorgrim (o elfim mieczu dwuręcznym, jakim włada Volker): Takim czymś to my chleb smarujemy.

Bohaterowie przycumowali do przystani w Egling. Przewoźnik przyjął zapłatę, a następnie odbił od brzegu i ruszył z powrotem do Waldenhof. Nasi bohaterowie rozejrzeli się wokół. Wioska przypominała wszystkie inne osady, które należały bezpośrednio do baronowej von Walden. Przede wszystkim panowała w niej nędza. Skupisko rozpadających się chat, krytych torfem ziemianek z centralną, prymitywną wędzarnią i wszechobecną wonią ryb sprawiało arcyponure wrażenie.

BG rozejrzeli się wokół, dostrzegając na pobliskim pagórku niewielkie obozowisko, dwa konie i dwójkę ludzi. Na więcej czasu nie było, bowiem nagle dosłyszeli parskanie koni i tupot kopyt po drugiej stronie Stiru. Po chwili z mgły wyłoniły się łby karych rumaków i Czarnych Jeźdźców, z którymi już dwukrotnie się starli.

Tratwa właśnie powróciła na przystań w Waldenhof, gdzie została zajęta przez tajemniczych Czarnych Jeźdźców. Kiedy bohaterowie stali jak zamurowani, Jeźdźcy, poganiając przewoźnika i jego pomocnika, zaczęli zbliżać się do Egling. Pierwszy zareagował Konrad,  który dwoma „kradzieżami rozumu” unieszkodliwił obsługę tratwy, a kiedy tę zaczął znosić nurt, poprawił jeszcze dwoma fajerbolami, paląc i raniąc wrogów. Część Czarnych Jeźdźców spadła do wody, jeden mocno poparzony padł na tratwie bez życia. BG wykorzystali to i zniknęli we mgle, kierując się przezornie na południe, w kierunku majaczących we mgle wzgórz. Do czwórki BG przyłączyło się owych, dostrzeżonych wcześniej dwu nieznajomych – estalijskie rodzeństwo: Blanka i Jose Martinez.

Przez wzgórza prowadziła drużynę Maja jako najlepszy w ekipie zwiadowca, obyty w tajnikach tropienia i zacierania śladów. I pewnie dzięki temu bohaterom udało się nie  wleźć prosto na niemal dwustuosobową hordę goblinów z klanu Rozpruwaczu. Mimo iż zieloni nie poruszali się nadto ostrożnie, to przecież wyglądali na dość doświadczonych wojowników. BG udało się sprawnie ukryć, Maja zamaskowała kryjówkę, a Loga skutecznie uspokoił (pokojowo, żadnego ogłuszania:)) konie Estalijczyków.

Gobliny przez chwilę obozowały nieopodal BG, w tym też czasie w to samo miejsce nadjechała grupa Czarnych Jeźdźców, którym wreszcie udało się wydobyć na brzeg i uporządkować szyki. Gobliny ostrzelały jeźdźców z kultu Khorne’a, którzy wycofali się, niknąc we mgle.

Tego samego dnia BG ruszyli dalej na południe, by sprawdzić, co się stało z pobliską wioską Pfaffbach, od której strony nadeszła horda zielonych. Na miejscu potwierdziły się przypuszczania BG. Wioska została spalona do cna, ale wydawało się, iż większość mieszkańców z dobytkiem dotarła bezpiecznie do pobliskiego Nachthafen.

Po tym wszystkim bohaterowie zwrócili się na północny zachód i ruszyli w kierunku pobliskiego klasztoru Zakonu św. Heleny, w którym dwa miesiące wcześniej spędzili noc. Do celu dotarli późnym wieczorem i, przyjęci przez przyjazne siostry, skorzystali z medycznej pomocy oraz wyspali się w prostych, lecz wygodnych celach udostępnionych prze z kapłanki. Część BG porozmawiała z Aldone Ellerichsen – przeoryszą klasztoru i udała się na południe, idąc skrajem Ponurego Wrzosowiska w stronę Mikalsdorf.

Konrad (do grupy, stojąc przed kurhanem i słysząc, że inni chcą do niego wejść): Ale po co tam idziemy?  … Wiecie, dajcie choć pretekst jakiś.

Po drodze dostrzegli starożytny kurhan. Po krótkim (naprawdę krótkim!) namyśle, zdecydowali się sprawdzić, co kryje się we wnętrzu grobowca. Zgodnie z przypuszczeniami pochowano w nim jednego z wodzów Fennonów. Sam kompleksy nie był zbyt wielki. W centrum pod głazem, znajdowały się doczesne szczątki wodza z pięknym mieczem na piersi (niestety niemagicznym), w sześciu bocznych niszach – mumie prawdopodobnie żon wodza. Juan, niepomny ostrzeżeń, zechciał zdjąć złote ozdoby z trupów kobiet, co przypłacił niemalże śmiercią, gdy jedna z mumii prawie go zadusiła sękatymi łapskami. Co ciekawe nasz Estalijczyk, po uratowaniu przez pozostałych BG, ponownie próbował obrabować zwłoki. I ponownie ktoś mu musiał pomóc, w innym razie Juan skończyłby marnie. Tak czy inaczej po dwukrotnym duszeniu jego szyja była sina, a on sam miał duże problemy z mówieniem czy łykaniem.

Kłótnia pomiędzy Volkerem i Josem.

Volker: Ja przynajmniej mogę łykać!!!

Thorgrim (znacząco): Słyszałem o tym.

Jose [nie reagując na słowa Thorgrima]: Powiedziałbym ci coś, ale mi to nawet przez usta nie przeszło!!!

Thorgrim [z wrednym uśmiechem]: To też słyszałem.

Tymczasem Logan ustalił, iż głaz zasłaniający zwłoki wodza to ruda żelaza doskonałej jakości, prawdopodobnie spadła z nieba! Trza było widzieć, jak szlachetny kowal runów wziął się do odłupywania kawałków metalu. Pomógł mu w tym Thorgrim, który jednym ciosem młota rozłupał głaz, odkrywając, iż w jego wnętrzu kryła się solidna bryłka mithrilu.

Blanka (po tym, jak Jose po raz kolejny nie posłuchał jej): Powiem z siostrzanym uczuciem: JOSE BUCU!!!

W czasie, kiedy BG przeszukiwali grobowiec, do kurhanu podjechała grupa dzikich, kislevickich jeźdźców – najemników na usługach barona von Fennwarta, o czym BG powiadomiła pozostawiona na powierzchni Nina von Falstein. Bohaterowie zamknęli kamienne wrota do kurhanu, chcąc ukryć się przed najemnikami. Ci jednak mieli inne problemy. BG usłyszeli dziwne okrzyki przerażanie, ryki, przerażający chrupot miażdżonych kości. Gdy jakiś czas później opuścili swą kryjówkę, ujrzeli kilka zmasakrowanych ciał najemników, dwa końskie trupy, w tym jeden z odgryzionymi tylnymi nogami jednym kłapnięciem paszczy liczącym zaledwie cztery wielkie zębiska. O tym, że dziwna bestia potrafi latać świadczył fakt, iż chwilę później przed bohaterami spadła połowa konia, a po niebie skrytym za mgłą poniósł się złowieszczy śmiech. Bohaterom z pewnością nie było do śmiechu, bowiem szybko opuścili przeklęty kurhan i pod wieczór dotarli do Mikalsdorf.

Nina von Falstein regularnie chwali Volkera i mizdrzy się do niego, m.in. nazywa go rycerzem i widzi w nim „prawdziwego szlachcica”

Konrad (z przekąsem): Volker, z jakiego rodu jesteś? Von Mi Stąd?

Blanka: Z rodu: Volker nadstaw plecy, bo chcę wsiąść na konia!

Tam zatrzymali się w jedynek karczmie, usytuowanej w jednej z czterech baszt wybudowanych w rogach muru okalającego miasto barona von Fennwarta. Do nocy bohaterowie odwiedzili Ibaneza, który opowiedział im wszystko, czego dowiedział się o mieczach Vaylanda (m.in. ich imiona i przypuszczalne położenie). Thorgrim z Konrad wpadli do jedynego maga w miasteczku – Damiena Bastiena, który jedna w niewielkim stopniu pomógł im, twierdząc, że niczego nie wie o poszukiwanym przez Konrada Glammenie (wedle Throrgrima zdecydowanie kłamał).

W karczmie BG porozmawiali z grupą smętnych chłopów z Eisigfurt, którzy trapili się, iż baron zażądał aż 300 ZK za uwolnienie ich wójta – Uchena. Bohaterowie co prawda obiecali pomoc i wykupienie wójta (tutaj pieniędzmi wspomogła baronessa von Falstein), ale do tego nie doszło. Oto nocą strzegącą spokojnego snu pozostały Maję zaniepokoił hałas w miasteczku, a konkretnie stukot galopujących koni. Opuściła więc karczmę i dostrzegła, ze to tuzin Czarnych Jeźdźców wjechała do miasta i udała się prosto do donżonu barona! Maja, obudziwszy pozostałych, ruszyła wraz z Blanką pod donżon, gdzie wykorzystała swój talent do wykrywania istot magicznych i odkryła, że w donżonie jest aż 13 istot posiadajacych Moc.

Thorgrim pędzi do pokoju w karczmie, gdzie śpi Volker i jego dama serca – Nina von Falstein. Chcąc być dyskretnym wrzeszczy pod drzwiami:

Throrgrim: Volkeeeer!!! Śpiiiiiiisz!!!!? Jeźdźcy nadjechali!!!

Volker [wybudzony]: Ci Czarni Jeźdźcy?

Throrgrim: Nie, kurwa, mleczarz!!!

Volker próbuje obudzić śpiącą Ninę von Falstein, delikatnie szarpie ją za ramię, czemu przygląda się Throrgrim:

Nina [przez sen]: Volkerze, nie przed ślubem…

Volker [rozpaczliwie]: Ale ja muszę wyjść.

Throrgrin [wrednie]: Ale ty jeszcze nie wlazłeś!

Niestety jedna z nich odkryła obecność Mai i Jeźdźcy opuścili donżon i ruszyli w pościg za Mają. Blance udało się ukryć, jednakże Maja miała większe problemy, prawdopodobnie ciągle ktoś ją magicznie wykrywał i naprowadzał Jeźdźców.

Tymczasem pozostali przygotowywali się w karczmie do pospiesznego opuszczenia karczmy. Konrad zszedł po linie z baszty po drugiej stronie murów. Thorgrim i Volker (a za nim Nina:)) wyszli przed karczmę, domyślając się, że Maja ma problemy. Sama kotołaczka z trudem unikała pościgu, przypłacając to jednak trzema postrzałami z kuszy. Dzielni wojownicy starli się z dwoma Jeźdcami. O ile Thorgrim jakoś sobie radził (przy okazji okazało się, że jego młot jest magiczny), to Volkera błyskawicznie ciężko ranił przeciwnik. Pewnie walka BG  skończyłaby się porażką, ale tutaj im w sukurs przyszła Maja, która wlazła na dach i, dostrzegłszy walczącego Thorgrima z Jeźdźcami osłaniającego odwrót rannego Volkera, naparła na komin wyrastający z dachu i po ogromnym wysiłku zrzuciła go prosto na jednego z Jeźdźców, którego zmiotło kilkaset kilogramów cegieł. Co ciekawe, dzikim fuksem (szlag, 20 % szans było!) obalony Jeździec posiadał jeden z mieczy Vaylanda, który chwilę potem znalazł się w łapkach Pani Kotołak. Odwrót osłonił Logan, rzuciwszy garncem oliwy, która następnie została podpalona. Ekipie udało się dostać z powrotem do baszty i po linie wydostać z miasta.

Konrad natomiast popędził w stronę bramy i od drugiej strony opatrzył ją magicznym zamknięciem tak, by ewentualny pościg  miał problem z opuszczeniem miasteczka. Posunięcie było słuszne, choć przysporzyło problemów estalijskiemu rodzeństwu, które nie wiedziało nic o planach Konrada i pognało konno w stronę bramy. Tam też, nie mogąc otworzyć wierzei wlazło na dach i zwinnie zeszło po murze, unikając złapania przez dużą grupę żołnierzy barona, którzy właśnie wysypali się z donżonu.

W ten oto sposób po chaotycznym i dynamicznym starciu z Jeźdźcami BG uciekli z miasta, unosząc kolejny z magicznych mieczy. Tym razem był to Beleth.

UWAGI:

1. Dzięki za sesję. Początkowo nawet dynamicznie, potem sennie, ale pod koniec znów dużo działo.

2. Sporo czasu straciliśmy, przegadując. Uwaga nie tylko moja, ale i podobny był odbiór Beaty. Kilkukrotnie miałem problem z przebiciem się z opisem do całości, zwyczajnie było za głośno. Potem niektórzy proszą o powtórzenie albo marudzą, że coś się dzieje bez ich wiedzy. Niestety jestem jeden a Was siódemka.

3. PD:

– za kurhan: 10 PD

– za Mikalsdorf i akcję z Jeźdźcami: 20 PD

4. Co dalej planujecie? Chcecie coś zrobić w sprawie Uchena? Barona von Fennwarta, który ewidentnie ma dużo wspólnego z Ordo Sanguinis?

5. Pamiętajcie, to sandbox. Wasza aktywność jest kluczem. Stąd fajna była akcja Madzi pod donżonem, szperanie w źródłach w klasztorze przez Konrada etc.

Advertisements

komentarzy 36

  1. Widzę że nie tylko ja piszę po nocach 😀
    I jakaś taka Warhammerowa ta noc, nawet ja coś do tej gry skrobnąłem 🙂

  2. No fajnie sie zagralo na ostatniej sesji … przydaloby sie zastanowic co dalej ?

    P.S
    ostatnio trafilem na opis operacji „unthinkable” i marzy mi sie eh pociagnac jakas dalsza przygodke po rozpadzie Imperium…

    pamietacie jeszcze ? 🙂

    tylko moze zmienilbym mechanike po ostatnim razie 🙂

  3. Jak tak dalej pójdzie to faktycznie będziemy mieć te wszystkie siedem mieczy. Szkoda tylko, ze nie jednocześnie ;D

  4. Fajnie, że kampania się Wam jednak nie rozleciała.

    @smartfox
    Pisanie po nocach ma swoje wady.

    „Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca, niewielkie zabudowania rybackiej wioski Egling.”

    • Posmarkałem się własnie 😀 opis idealny ale brakuje jeszcze zapachu kutra 😀 😀 😀

  5. @Robert
    Myślę, że można to zinterpretować tak, że Maja była wcześniej budulcem jednej z chat, ale potem się ukształtowała w kotołaka. Tak. 😉

  6. Tia… ja tam bym mogła wywodzić się z murów obronnych, albo może strzelnicy nawet, albo co… ale znając złośliwość co poniektórych pewnie się dowiem, że pochodzę od jednego z tych „kocich łbów”, którymi kiedyś drogi brukowano…

    @Thorgrim, wytrzyj nos, bo później Ci się będzie z brody kruszyć… :P.

    • Ale ja lubię jak się kruszy 😀 Sama mówiłaś, ze suchy prowiant jest dobry 😀

  7. Się mnie wydaje, ze Przełożona z Zakonu Helenki… Halinki czy jakoś tak – kłamie…. Magik – kłamie… a Baronowi trzeba by skopać maskę! A na początek proponuje zniszczyć plugawego Beleth’a! Nawet jesli brakuje nam magicznej broni to i tak ostro pokrzyżuje to plany barona.

  8. Hmm…
    Ja bym był skłonny do interpretowania tego faktu inaczej. Otóż jest to legendarna zdolność uberzwiadowców pozwalająca tak dobrze wtopić się w otoczenie, ze stajesz się jego częścią.

    • No na przykład oknem… i jak przywalę okiennicą, to…. ogłuszenie murowane! Warte przemyślenia 😀

  9. Poczekaj z niszczeniem go od razu… na razie są dwie magiczne bronie w ekipie, to trochę mało… zdobędzie się jeszcze jakąś to się ten miecz zniszczy. Ja tam jestem za podróżą do tego zamku, oczywiście najpierw zahaczając po te złote jajo, i może od Usingena by się broń zabrało…? A jak już nazbieramy jakiś arsenał, to się do barona wróci, spokojnie, Baron nie zając… ;D
    A co do prowiantu, to nie wiem czy to miało by jakaś wartość odżywczą?? Bo że toksyczne będzie, to wiem.. :]

  10. Moze być i tak. Czyli akcja „Jajo – Zamek – Zamek – W Jajo” 😀 bo chyba zaliczamy oba zamki nie? Drakenhof tez jest na liście zwiedzania? 😀

  11. No a nie..? pewnie, wszystko, gdzie te mieczycha mogą być.. ;D Mamy sporo tego na mapie :]

  12. Proszę ,nie wchodźmy znowu do Waldenhoff. Wszyscy już tam nas znają.Puśćmy pod miastem posłańca niech zaniesie prośbę o spotkanie z magiem od jajka . To takie proste a może oszczędzi życie kliku malutkim pepancom.
    Przydałoby się kupić sprzęt do rabow.. znaczy eksplorowania zamku .
    Moje odczucia przed kolejna wizyta w Waldenhoff:

  13. właściwie to nie potrzebujemy posłańca – są dwie nowe postacie których nikt tam nie zna?:) ale hmmm .. Damian :D:D

  14. Myślę, ze z radością przyjmie okazję, żeby się wykazać 😀

  15. Wyślijcie Damiana, wyślijcie Damiana!!!! Znowu będą jaja jak Juan Jose Condomio del Masturbatio Menstruer de Martinez coś wykręci. 🙂 I malutkie pepance będą żyły tak długo jak mucha jętka :). Akcja z ożywioną żoną wodza do dziś przywołuje uśmiech na me szlachetne oblicze :).

    @ Maro, Robert, Madzia
    A co do Mai. Taaa, tak to jest jak się nocą pisze, mógłbym poprawić, ale po co. Wznieśliście się na wyżyny złośliwości, komentując sprawę…
    Uberzwiadowca, zapach kutra. Mogę powiedzieć tylko jedno:

    SZYDERCY!!!!!

    @ Omlet
    Taa,a ja głównie po nocach, a potem baboki lecą :).

  16. Jak ukryć pieniądze przed naszym krasnoludem ?
    ………………
    …………………….
    Położyć je pod mydłem !

    Z pozdrowieniami dla wszystkich kraśnych w RPG !

  17. Krasnoludy otworzyły nowe stowarzyszenie dla tych, którzy chcą rzucić palenie.
    Nazywa się ono „Anonimowi Palacze”.
    Jeśli nagle odczuwasz chęć na papierosa, poślij po nich. Zaraz przyślą ci kogoś i się razem upijecie.

  18. Zabójca Trolli Doolin kupił sobie 20 częsciowe puzzle. Zajęło mu to miesiąc ale w końcu ułożył całość jak należy. Myślał że jest świetny ale jego kumpel spytał ” No i co to za wyczyn??”
    Doolin z dumą odpowiedział : „na pudełku napisali : od 4 do 6 lat!”

  19. Pewien imperialny szlachcic przybył do krasnoludzkiej twierdzy, a że był bogaty ,odważny (i głupi) poszedł do knajpy krasnoludzkiej i zawołał : słyszałem że krasnoludy to banda pijaków nie do pobicia! Zakładam się z każdym tutaj o 50 złotych koron że nikt z was nie wypije 15 piw pod rząd i nie padnie! Zrobiło się cicho… nagle spośród tłumu wstał jakiś krasnoludzki ciura i powiedział – ja się z Tobą założe!
    Szlachcic zamówił 15 piw a krasnolud wypił je jedno po drugim.Szlachcic zapłacił 50 ZK i spytał : „czy mógłbyś mi powiedzieć jeśli łaska ,gdzie byłeś przez pół godziny zanim zacząłeś pić?” Krasnolud odpowiedział : „Pobiegłem do pubu naprzeciwko sprawdzić czy z tyloma dam radę!”

  20. Ech, co to za brednie, że Krasnoludy się nie myją?!!! Myją się, ale z umiarem! 😉 Przecież wiadomo co ryby robią w wodzie!!! 😀 😀 😀 no i do tego przy kąpieli kolczuga rdzewieje 😀

    • No tak, wody się nie pije, bo w wodzie pier…lą się ryby :). Zapamiętałem naukę. Oto jak RPG pozwala człowiekowi poszerzyć wiedzę 🙂

  21. Żeby tylko one tez tam defekują …i zdychają 😀 to tak na pocieszenie.

  22. ..a czy wspominałem, że Thorgrim służył kiedyś w lotnictwie…???

  23. 😀 😀 😀 😀 😀 😀

  24. hmmm a któż śpiewa tą piosenkę… brakuje jej tylko drewnianej nogi 😉

  25. Maro, znów grasz małym, nagrzanym kurduplem. Rany najpierw halfling, potem snotling, teraz krasny. I każdy ma zwiększone libido 🙂

  26. Nagrzaaaanym…? Ej, to element kultury danej rasy 😀

  27. Nurglak , snotling i smok – a mieliśmy pod ręką rozwiązanie problemu!!!
    http://mleczko.interia.pl/galerie/o-krakowie/zdjecie,427911,2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s