Sylvania cz. XXX – Jam Elidor, widzę przyszłość jako przeszłość…

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca.

Atka – Blanca Lucia de Riviera Martinez, estalijska blond piękność, ni to szlachcianka, ni awanturniczka; siostra Jose Antonia.

Jaro – Volker Tillmans, ex-nowicjusz Morra, ex-członek straży świątynnej, a obecnie uciekinier zapewne ścigany listem gończym.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Maro – Thorgrim Thorgrimsson – mężny, tajemniczy i dość archaiczny wojownik krasnoludzki z Gór Krańca Świata.

Damian – Jose Antonio de Riviera Martinez, brat Blanki, nieostrożny, estalijski awanturnik, magnes na problemy.

Pablo – Logan, krasnoludzki kowal runów z Gór Krańca Świata.

Jeszcze przed sesją, przygotowania aprowizacyjne.

Pablo (rusza do sklepu): Jaką Colę kupić?

Maro: Jak to jaką? Taką 0,7 l.

I tak Stachelschlosse trafił do baśni

Ekipa zebrała się w komplecie zaczęliśmy od magicznej sadzawki i zgliszcz wioski Güte. gdzie wyczerpana, osmalona i poraniona drużyna odpoczywała po starciu z demonami. Dwójka ciężko rannych (Maja i Thorgrim) jakoś doszła do siebie i drużyna mogła wyruszyć w kierunku Zamku Cierni. Zaczął padać deszcz, podniosła się mgła, co przy gęstej roślinności ograniczyło widoczność do kilku metrów. Nic więc dziwnego, że bohaterowie zaczęli błądzić. Deszcz padał, oni błądzili, doleźli z powrotem do Templi, a potem, gdy już ustalili swoją pozycję wrócili na właściwy szlak.

Po dwu dniach wędrówki w nieustającym deszczu dotarli wreszcie w miejsce, gdzie miał znajdować się Zamek Cierni. A konkretnie stanęli przed zwartą, nieprzebytą masą ciernistych krzewów, które wydawały się być zrobione twardego metalu. Długie kolce wyglądały na tyle groźne, iż jakoś nikt nie spróbował się przebijać przez zarośla na siłę. Mało tego krzewy sięgały na 7-8 metrów w górę. Ani chybi sprawka silnej magii, a może boskiej klątwy?

Thorgrim i Volker zabrali się do roboty. Korzystając z posiadanej magicznej broni (Volker dzierżył Beletha a krasnolud magiczny młot), zaczęli przebijać się przez krzewy. Po półtorej godziny machania udało im się stworzyć 20 metrowy tunel przez cierniste krzewy. W tym czasie Logan ściął drzewo i zwalił je na ciernie, tworząc strome wejście na szczyt cierni. Następnie z kolejnego, zrąbanego drzewa stworzył dwie kładki. Plan miał o tyle prosty, co interesujący. Jedną kładkę położyć na ciernie, stanąć na niej (całą grupą), przesunąć drugą kładkę do przodu, przejść. I  w ten sposób przebyć górą ciernistą zaporę.

Kolejna okazja do nabijanek z Volkera, biednego ex-nowicjusza. Tym razem rymowanki morryckie:

MG: Opacie, opacie znowu łapiesz mnie za gacie.

Maja: Chyba „palce wkładasz w gacie”?

Konrad: Przeorze, przeorze, czemu głaszczesz mnie po worze?

Thorgrim: Volker za ołtarzem, dupę maże kałamarzem.

Konrad leżał pod drzewem i dawał dobre rady. Wszak jest czarodziejem, intelektualistą, nie osiłkiem :).

Maja wraz z Josem i Bianką ruszyli na polowanie. Podczas jednej z wypraw wzdłuż resztek brukowanej drogi znalezionej wcześniej przez Logana spotkali kolejnego wędrowca. Był to szlachetny rycerz Adelbert Albrech Alwin von Feuerstein pieczętujący się herbem przedstawiającym dwugłowego, czarnego orła na złotym tle. Von Feuerstein, rosły, wielki wojownik, opancerzony na wzór kopijników cesarskich, z trudem przedarł się ze swoim gigantycznym destrierem przez Splątany Las. Teraz obozował, myśląc nad sposobem wdarcia się do Stachelschlosse. O ile jednak BG chcieli odnaleźć w zamku kolejny z mieczy Vaylanda no i oczywiście zrabować skarby, to dzielny rycerz podążał tropem legendy, która opowiadała losy zaklętej przez demony księżniczki z Zamku Cierni. Ponoć piękne dziewczę o imieniu Georgeta śpi na szczycie wieży, czekając na śmiałka, który ją zbudzi z kilkusetletnie snu pocałunkiem.

Jak łatwo się domyśleć, rycerz przyłączył się do BG, znacząco wzmacniając wysiłki Volkera i Thorgrima (o których przyłączył się Jose). Plan Logana z kładkami został odrzucony po burzliwej dyskusji. Faktycznie zapewniał szybsze przejście cierni, lecz jednocześnie był dość ryzykowny. Istniała pewna szansa, że któryś z BG spadnie w ciernie i dotkliwie się porani (w domyśle straci punkt przeznaczenia:)).

Wciągu ponad trzech dni ciężkiej pracy czterech wojowników, Maja i Bianka chodziły na polowania, bowiem żywność już się w drużynie kończyła. W tym też czasie samotnie wędrująca przez gęstwinę leśną Estalijka miała nieprzyjemne spotkanie z trollem, po którym musiała się długo leczyć (czyt. straciła pepanca:)). Sam troll, a raczej trolle zginęła z rąk Thorgrima, który nie mógł sobie odmówić polowania na bestyjki.

Tak czy inaczej po prawie czterech dniach BG przebili tunel przez zaporą cierni i stanęli przed wilgotnymi, omszałymi murami Stachelschlosse. Po krótkim czasie odszukali we mgle wielką bramę  i po jej otwarciu, weszli na rozległy zamkowy dziedziniec.

Wszędzie wokół widzieli ludzi. Choć nie oddychali, a ich szaty, broń etc. dawne temu zbutwiały, pordzewiały, to sami wydawali się zaledwie śpiący. Jakby ktoś potężnym czarem uśpił mieszkańców wieleset lat temu.

Sam Stachelschlosse okazał się nietypowym zamkiem. Znać było, iż jego władca musiał być niegdyś bogatą osobą, gdyż znajdowały się tutaj loże turniejowe, place do rycerskich gonitw a nawet amfiteatr i świątynia Taala (obie budowle stylizowane na styl starożytnego Remas).  W lożach „spali” wciąż arystokraci, w tym księżna Stachelschlosse, a na placu turniejowym leżeli w pordzewiałych zbrojach rycerze. Znać było, iż dziwny sen dopadł mieszkańców znienacka.

Dziwna świątynia Taala, sam Taal ukazany niczym Zeus. Wszystko wygląda eklektycznie i nie przypomina w ogóle kultu Natury. Obok leżą dary wotywne, m.in. złoto i biżuteria. Konrad chce „suweniry”.

Bianka (wyznawczyni Taala): Nie kradnij tego! nie szanujesz w ogóle Taala!

Konrad (rzeczowo): Ja go szanuję. On by się pod tym nie podpisał. To nawet nie stało obok Taala.

Nieopodal Wewnętrznego Zamku znajdował się ogrodzony murem piękny, ogród różany. Choć w całym zamku drzewa był skarłowaciała, a trawa szara, sucha i martwa, to tutaj kwitły przepiękne róże, o wielkich kielichach i egzotycznym, duszącym zapachu. BG przezornie nie zapuścili się w głąb ogrodu, gdy odkryli, że tak naprawdę jest on labiryntem wąskich alejek, altanek, mostków i malowniczych strumieni.

Zresztą podczas dyskusji nad tym, czy należy sprawdzić ogród dostrzegli dziwnego obserwatora. Stareńki kruk ze złotym pierścieniem na łapie przyglądał im się ze szczytu zmurszałego muru, przekrzywiał głowę. Wpierw uwagę BG przykuł ów tajemniczy pierścień na łapie. Jednakże chwilę potem kruk przemówił, kracząc, powtarzając wyrazy zasugerował, że mieszkańcy zamku wciąż są pod wpływem klątwy. Po kilku swoich wypowiedziach któryś z BG (Jose? Volker?) zasugerował, że kruk chyba jest przemienionym kapłanem Morra, który od setek lat pozostaje w postaci kruka.

Konrad wyrywa się do sprawdzenia się wieży maga. Reszta widząc, co spotkało kapłana Morra (zamiana w kruka), przewiduje, że drużynowy czarodziej skończy jako żaba.

Thorgrim: Będzie skakał i kumkał: I ignis bocian! I ignis <kuark>!

Wedle kruka sprawca przekleństwa mieszkał w jednej z baszt muru okalającego Zamek Wewnętrzny. Tam też udali się bohaterowie. Przekroczyli bramę i ukazała im się wielka obronna wieża, cała porośnięta suchymi pnączami. Drzwi do niej znajdowały się na pierwszym piętrze, a drewniane schody dawno obróciły się w stos zbutwiałego drewna.

BG wpierw sprawdzili wskazaną przez kruka basztę. przed nią odkryli stos, na którym lata temu spłonął jakiś człowiek. Zwęglonego ciała nijak nie udało się zidentyfikować. Natomiast w baszcie pracownię czarownika, najprawdopodobniej demonologa. Świadczyłaby o tym obecność wyrytego w kamiennej posadzce pentagramu, dziwaczne i straszne preparaty z ludzkich części ciał oraz zakazane księgi (te rzecz jasna „ocalił od zapomnienia” Konrad :)). Inne suweniry (głównie złoto i biżuterię) zabrali Jose, Bianka i Maja.

Beleth - obecnie miecz Volkera

Jakiś czas potem ruszyli do wieży. Dość szybko sprawdzili poszczególne poziomy. Na żadnym z nich nie było nawet żywej duszy, wszędzie leżeli „niby-śpiący” ludzie, ale nie było nikogo, kto by przeszkodził BG i rycerzowi von Feuerstein w eksploracji wieżycy. Na pierwszych dwu poziomach BG znaleźli sporo złota, biżuterii i innych doczesnych skarbów :). Właściwy skarb czekał na BG wyżej. W sali tronowej na zdobionym karle siedział prawdopodobnie władca zamku trzymając w ręce kolejny miecz Vaylanda – Elidor, który posiada moc przewidywania przyszłości. Po zidentyfikowaniu miecz zabrała Maja.

Pozostał już tylko najwyższy poziom. Okazał się być jedną wielką komnatą ze wspaniałym łożem z baldachimem na środku, obok łoża leżał przewrócony kołowrotek z zakrwawionym wrzecionem. Wrzeciono zresztą zostało chwilę później zgniecione butem Thorgrima, resztki krasnolud zabrał ze sobą.

Na łoży natomiast spała prawdziwa piękność o kruczoczarnych włosach, karminowych, wydatnych wargach i śniadej cerze. Rycerz von Feuerstein pochylił się nad księżniczką i złożył na  jej ustach pocałunek. Dziewczę westchnęła, otworzyło powoli oczy, a potem rozkosznie się przeciągnęło. Tak oto BG wraz z przygodnie spotkanym rycerzem przebudzili śpiącą od kilkuset lat księżniczkę. Ogólny nastrój zepsuł kruk z pierścieniem na łapie. Nagle wylądował na parapecie zakratowanego okna zakrakał ponuro „Przeklęta!” Księżniczka spojrzała na niego rozżalona, zapytała się, dlaczego ptak tak ją nazwał. W tej samej chwili kruk zesztywniał i spadł martwy na ziemię.

Konrad już po wyjściu wieży szuka martwego kruka, zwierzę jest sztywne niczym kataleptyk.

Konrad: Żeby wziąć pierścień, trza obciąć łapkę?

MG: (potakuje)

Konrad: Ojoj, to pachnie klątwą od Morra. Dobra wezmę kruka ze sobą i poczekam aż rigor mortis ustąpi.

Niestety to nie był koniec. Kiedy BG rozeszli się po zamku, by zebrać złoto i inne ważne znaleziska, rycerz wraz z nową panią serca opuścili wieżę. Przy bramie czekał już piękny, szlachetny siwek, który na widok swej pani zarżał radośnie. Ogólnie całokształt sytuacji z jakiegoś powodu nie spodobał się Loganowi, który podejrzewał, iż księżniczka Georgeta jest albo opętana, albo została jako demon przywołana. Podążył w stronę bramy, by jeszcze porozmawiać z Georgetą i rycerzem, lecz ci zignorowali jego wezwania, więc ruszył za nimi w mgłę. Tam, opętany silną magią, stracił świadomość.

Elidor - obecnie należący do Mai

Sesję skończyłem na tym, iż pozostali BG wreszcie znaleźli zaginionego Logana. Kowal runów wisiał ponabijany na kolce, krwawiąc z wielu ran. Ciężko rannego i nieprzytomnego zdjęli go i opatrzyli mu rany.

UWAGI:

1. PD: Wszyscy za znalezienie kolejnego miecza i sprawdzenie zamku 80 PD

Pablo dodatkowo 10 PD za niezły plan kładek.

2. Czas pomyśleć co dalej. Przypomnę, że macie umowę z magiem z Waldenhof, Welradem von Hagenau. Miecz jest Wasz, ale połowę tego, co znaleźliście, należy do niego. Dotyczy to złota, ale i magicznych przedmiotów (włócznia Logana).

3. Poza tym można zastanowić się co dalej. Z głowy przypomnę kilka pobliskich/znanych wątków:

– Gdzieś niedaleko mieszka prawdopodobnie mag Glammen.

– Jaro coś gadał o Stirfahre i mieczu z grobowca Martina von Kristallbacha.

– Wedle jednego z kupców baron Karl von Fennwart porwał hrabiankę Annikę von Kristallbach.

– Niedaleko jest przeklęty klasztor krasnoludzki, w jego pobliżu nawiedzone ruiny wioski.

– Minęło już trochę czasu od opuszczenia krasnych. Pewnie mają jeszcze z tydzień lub dwa nim zabraknie im żarcia.

Itd. Etc. Odsyłam na Wiki jak coś.

4. Nie było aż takiego chaosu, jak czasami, ale zwróćcie uwagę, iż im więcej nas jest, tym gorzej się bawimy. Najlepsze sesje to te, na których jest mniej osób. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi o konkretne osoby, lecz o ich ilość i sajgon na sesji. Powrócę do mojej mantry „jestem jeden, was siódemka”. Wciąż zdarzają się sytuację, że jako MG nie potrafię się przebić. Mam dwie możliwości:

a) Reglamentowanie czasu – czyli wyznaczam powiedzmy 3-4 minuty na scenę i koniec, po tym czasie ją zwijam. To zdynamizuje grę, ale może być czasem krzywdzące (ostatnio tak skosiłem scenę przepytywania Thorgrima przez Volkera, za co Jaro być może miał pretensje, uznałem jednak, że Maro nic i tak nie powie).

b) Wyznaczenie dwu osób w ekipie (można rotacyjnie co sesję zmieniać), tzw. callers. Każdy z nich ma kolejnych 2-3 graczy pod sobą, którzy o swoich planach informują callersów, a ci mnie. Jasne, to zhierarchizuje sesję i zrzuci część odpowiedzialności za komunikację na Wasze barki.

Zwróćcie uwagę, że to nie propozycje pod dyskusję, lecz zapowiedź moich działań. Drugi sposób wydaje mi się dość inwazyjny, ale jak nie będę miał wyjścia, wprowadzę go. Naprawdę mam czasem duże problemy z zebraniem Was do kupy i często brakuje mi w tym Waszego wsparcia. Kilka razy prosiłem, by pewne rzeczy odpuszczać na sesji (przykład ostatni, skoro już powiedziałem, jak mechanicznie wygląda realizacja pomysłu Pawła, to dyskusja o tym, jak drzewo leży na cierniach i w jakim stopniu jest chybotliwe, jest kompletnie niepotrzebna z mojego punktu widzenia), przyniosło to tylko częściowy skutek.

5. Madzia, doszedł ci kolejny miecz. Czyli znów czas przejrzeć ekwipunek i pomyśleć, komu co oddać :).

Maja-komandos szykuje się do akcji

Reklamy

Komentarzy 26

  1. Z Colą dobre. U nas na tą objetość mówiło się swego czasu „maluch”.

  2. Cholera, maluch :). To co określaliście większymi miarami?

  3. Większych objętości nie praktykowało się. Co najwyżej proszę Cie weź dwie: http://www.youtube.com/watch?v=qV6OAQyFkeg

  4. Callers to fajna rzecz w ekipach 4+ i wprowadzenie tej funkcji może Wam pomóc. Szczerze powiem, że nie wiem jak oni kiedyś grali w konfiguracji 1 Ref na 20-50 graczy. 😉 Kilka konkretów:

    No one I know has had a formal party caller in 20 years, but back in the day it was the most important player position. Much player-to-DM communication was filtered through the caller, who was tasked with speaking for the party as a whole. In my experience the caller was the de facto leader of the party.

    I cała notka o Callers:

    http://jrients.blogspot.com/2008/11/this-is-how-dumb-i-am.html

    Good Luck – napisz jak się to sprawdziło u Was. 🙂

  5. Jestem za reglamentowaniem czasu dla callersów 😉 A tak na poważnie, trzeba to sprawdzić w praktyce i tyle. Bo w innym razie MG zacznie nam się zawieszać albo czkawka go dopadnie! Niestety ale intensywność wzrostu chaosu na sesji jest wprost proporcjonalny do spadku przyjemności z grania. A ze jestem też sprawcą tego chaosu mówię zdecydowane „nie” parówkowym skrytożercą!
    Jeśli chodzi o plany… proponuje wizytę u Glamena i nawiedzony klasztorek.

  6. to z pewnościa wymyślili jacyś nie-słowianie .Nie wiem czy dobrze myśle ale może być problem jak z dowodzeniem a czas oszczędzony na kłótniach z mg zostanie zużyty na kłótnie z dowódcą tych callersów czy jak zwał .
    Ja jestem za pójściem do Glammena . Będę mógł być bardziej użyteczny dla drużyny jeżeli moja postać czegoś od niego będzie mogła się nauczyć na co BARDZO liczę .
    Na obrone graczy mogę dodać iż wyglądało że są fizycznie zmęczeni .
    Może jeszcze poeksplorujmy zamek ? Proszę mnie poprawić ale nie znaleźliśmy zamka do tego klucza. Mamy już pewną wprawę w przebijaniu się przez krzaki , przebijmy się kulturalnie na wylot przez ten labirynt w ogródku!

  7. albo poprostu spalmy ogródek mamy przecież olej – mam w dupie kontekst archeologiczny znaleziska!

  8. Amerku słonko znaleźliśmy zamek 🙂 klucz otwierał drzwi do wieży z księżniczką. Ja sugerowałabym jeszcze poszperać trzeba będzie wszak wykupić zastaw a jak narazie nie ma za co. Zakładam, że Konrad (któremu Blanca poniekąd zawdzięcza życie …jak się odwdzięczy to już inna bajka -cholerna kąpiel w fontannie ) księgi nie odda, a Logan pewnie zżyje się z włócznią …wiem oddajmy mu elfa 😀 poczyni chłopina może jakieś odkrycie czy coś badając śpiocha :). Różany ogródek zbadać trzeba w całym tym bajzlu ciut się wyróżnia.
    Myślicie, że jak pocałujemy konie to też wstaną ??? 😀

    Co do reglamentacji czasu jestem za opcja druga może nam nie wyjść …

  9. jezeli dacie mi marne 200 zl koron bede mogl nauczyc sie od glammena wiele pozytecznych rzeczy.Z rownan mechaniki kwantowej wynika ze czastki elementarne takie jak elektrony i fotony maja wlasne prawa – niezgodne z ludzka intuicja, inne niz reguly obowiazujace obiekty makroskopowe ,jak lyzka czy filizanka , ktore raz polozone nie zmieniaja swego polozenia pod wplywem naszego spojrzenia.Glammen udowadnia ze jest inaczej! Stan obiektow mikroswiata pozostaje niejako zamglony ,przyjmuje wszystkie mozliwe wartosci jednoczesnie, jest w tzw.superpozycji stanów.Na przyklad elektron az do chwili pomiaru,moze byc w superpozycji roznych predkosci czy polozen.Cos zadziwiajacego dzieje sie jednak w chwili pomiaru – w niewyjasniony sposob Konrad nauczony przez Glammena samym aktem spojrzenia zaburza uklad,redukuje cala nieokreslonosc do jednej ,przypadkowej wartosci – wyniku pomiaru.Wachlarz kwantowej niejednoznacznosci zostaje w okamgnieniu zwiniety. „Standardowy opis fizyki kwantowej sugeruje istnienie pewnego rodzaju psychokinetycznego wplywu swiadomego obserwatora (zwanego przez pospolstwo i kler „czarodziejem”) na podstawowe zjawiska fizyczne”.
    I to wszystko osiagne jesli wysuplacie dla mnie ze swoich sakiewek marne 250 zlotych koron!
    Wiem jednak ze moja druzyna jest nie tylko inteligenta i doskonale rozumie te zaleznosci ale jest tez i odwazna. Za marne 1000 zlotych koron podejme sie zbudowania niezwyklego urzadzenia jakim jest komputer kwantowy!Te urzadzenie nie ma wiele wspolnego z maszyna liczaca oparta na materialnych komponentach.Kazdy uklad fizyczny magazynuje wiedze ktora przetwarza ulegajac ewolucji czyli oblicza sam siebie .Komputer kwantowy nie tyle oblicza co sam jest obliczeniem (nie widac go).Poniewaz nasz wszechswiat stale rozgalezia sie na wszechswiaty rownolegle ,podobnie dzieje sie z komputerem kwantowym . Choc go nie widzicie i nigdy nie zobaczycie obliczenia sa prowadzone przez polaczone sily jego niezliczonych kopii .Po ich zakonczeniu czastkowe wyniki sa zbierane do jednej puli w naszym swiecie. Stad jego piekielna moc obliczeniowa .Ma on jeszcze jedna niezwykla ceche – jest uniwersalnym generatorem rzeczywistosci wirtualnych.Moze stworzyc dowolne srodowisko fizyczne,dowolny obiekt.Na przyklad ludzki umysl,ktory u swoich podstaw nie jest niczym innym jak pewnego rodzaju prowadzonym wielowatkowym obliczeniem. Jesli sfinansujecie naklady inwestycyjne mozna bedzie do niego przerzucic wszelkie elementy naszych osobowosci – mowiac pokrotce staniemy sie NIESMIERTELNI! Koniec z ppancami!I to tylko za marne zlote krazki (1000 -1500)

    • o ile pamietam, jesli chodzi o kase, to zdolales juz calkiem niezle nazbierac. ha ha ha. i nie mowie tu tylko o tym zameczku.

  10. Kondzio ..ty już nie pij więcej. Jak Blanca będzie miała 200 zk to popyta ile kosztujesz stary … do tej pory no niestety mecenasem maga nie zostanie :D:D

  11. Ja pisałem, że moje propozycje to nie jest rzecz pod dyskusję. Chcecie pomóc, to na Croma, mniej chaosu, a więcej lania Chaosu na sesjach. Natomiast dalsze „chaosowanie” a potem jeszcze odrzucenie moich pomysłów to łatwa droga do zużycia mnie w tempie ekspresowym

    @ Kamil
    Tam nie ma dowodzenia. Caller tylko przekazuje, co robią inni. Przykładowo: Pablo jest w Twojej ekipie. Nie mówisz mu, co ma robić, ale mi przekazujesz co on robi, a on to musi Tobie przekazać. Teraz zrozumiałe? Nie ma dyskusji na temat tego, co on robi (chyba że Konrad jako postać się sprzeciwia Loganowi, wtedy oczywiście może powstać konflikt).

    Przykład. Caller ma dwu graczy pod sobą Player 1 i Player 2. Player 1 idzie zbierać zioła, Player 2 obraża się na ekipę i na własną rękę penetruje jaskinię czarownika. Rola Callera ogranicza się do przekazania Mistrzowi tego, a nie do zgody lub jej braku na działania graczy czy nawet dowodzenia nimi.

    To hierarchia komunikacyjna, nie dowódcza.

  12. Aha i jeszcze co do zapłaty tamtemu magowi, bo widzę, że już się zaczyna kombinowanie. Albo się wywiązujecie z umowy, albo nie. I tylko tyle.

  13. 0.5 / 0.5
    jakieś pytania?

  14. Dwie nowe postacie były przy rozmowie i nie protestowały …czyli się podzielą . Zresztą niedotrzymywanie umów jest beee jak dla Blanki przynajmniej :).

  15. Ale kto?

  16. i tak na ty wyszyłem jak …………….

  17. jesli chodzi o dalsze plany. ja obstaje za dokladnym przejzeniem zameczku. zastanawia mnie to, iz reszta zameczku nadal spi. moze poszukac jakiegos rozwiazania?

    • ja oczywiscie oddam polowe swojego znaleziska. tymbardziej jestem za dalszym eksplorowaniem zamku.

  18. Po tym co znalazłeś to lepiej tego nikomu nie oddawać !! 😀 😀

    P.S
    Bidny….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s