Wympieł na SWEXie – raport

Sesja prowadzona przez Marcina, tym razem wystąpiłem w roli gracza, toteż raport może być fragmentaryczny jako że do części informacji nie posiadam dostępu.

MG – TOHO

Gracze:

Madzia – kapitan KGB

Beata –  porucznik KGB

Jaro – porucznik Aleksander Panin, kamandir, szef grupy bojowej Wympieła, strzelec „akaemaszki” (AKM) z granatnikiem.

Maro – starszy sierżant Michaił „Misiek” Karaimowicz, wielki, zadziorny, głośny ochlapus, operator „pekaśki” (PKM) i RPG-7.

Pablo – starszy szeregowy Misza Rogozin, grupowy snajper z Dragunowem.

Ja – szeregowy Wiktor Suzorow, medyk grupy z AKS-74U.

Przygoda rozpoczęła się kilkoma scenami z sowieckiej bazy operacyjnej, gdzie podczas krótkiej odprawy u dowódcy garnizonu, stereotypowo zapijaczonego generała dowiedzieliśmy się, iż następnego dnia zostaniemy przerzuceni do Hejratonu, toteż zostało nam ledwie kilkanaście godzin na pożegnanie w iście specnazowskim stylu. Po zorganizowaniu kanisterka ze spirytusem (motyw przewodni, do samego końca Karaimowicz łaził z blaszanką, w której na dnie chlupotała nędzny samogon) i rozłożeniu się u zaprzyjaźnionej załogi śmigłowca,  skończyliśmy własną scenę na klasycznym i kompletnym urwaniu filmu.

Odprawa u generała, który zaczyna z sowiecką swadą:

Chuj nadał, riebiata…

W tym czasie obie bohaterki – agentki KGB spotkały się generałem. Jak się okazało wspólnie mieliśmy lecieć do Hejratonu – jednej z największych baz sowieckich w Afganistanie. Rankiem, skacowani, a w zasadzie wciąż na rauszu powlekliśmy się na lotnisko, gdzie czekał już wysłużony An-8 z podpitymi pilotami i „nieoperatywnym” radiotelegrafistą. Po jakimś czasie przybyły obie panie z KGB. Co ciekawe, obie trzeźwe jak świnia, omiotły nas – dzielnych gierojów z Wympieła pogardliwym spojrzeniem i rzuciły, że jesteśmy „schlani jak świnie”. Niech żyje bogactwo języka :).

Na krótkim kałachu nie zamocujesz noktowizora? Ruski potrafi!

Wyjazd po całonocnym chlaniu na lotnisko:

Suzorow: Cholera, masz miętówki?

Karaimowicz: Chyba musielibyśmy mieć ich z 12,5 tony…

Samolot nie tylko wystartował, poleciał prosto, ale i w miarę sprawnie wylądował. Hejraton okazał się być naprawdę wielkim kompleksem wojskowym. Kagebistki pojechały bodaj gazikiem, a my po jakimś czasie doczekaliśmy się starego, rozklekotanego URALa.

Pada uwaga od pani porucznik KGB, żeśmy są pijaki, świnie i do tego nieogolone:

Karaimowicz: My wrzucamy granat F1 pod nogi i on nam goli ryje!

Dowódca bazy, służbista, na pewno żaden frontowik, zapowiedział, że w zadanie zostaniemy dopiero wprowadzeni, kiedy powróci do Hejratonu pewien major  z ukochanego przez wszystkich KGB (a może to jednak GRU było?)

Stary, wysłużony An-8.

W ciągu kolejnych dwu dni zajęliśmy się organizacją życia. Ot, trza było zatroszczyć się o kontakty wśród miejscowych i dotrzeć do człowieka, który zawiadywał czarnym rynkiem w bazie. Porucznik Zajcew z awtodesantu za czeki sprzedał nie tylko wódkę, ale i dwa świerszczyki z babeczkami oraz oryginalne adidasy dla kamandira :).

Jednocześnie wpierw Rogozin, a potem Karaimowicz wdali się w bójkę z WDW. Zresztą do starcia z desantnikami doszło również na stołówce. Karaimowicz nawet stanął w obronie aszkerów, czyli pomiatanych żołnierzy lojalistycznego rządu afgańskiego, co skończyło się kolejną starciem z WDW i zaowocowało znajomościami wśród Afgańczyków (oraz wymiernym zyskiem w postaci haszyszu na handel z Zajcewem).

W Hejratonie. Dostajemy żołd – czeki i miejscowa waluta, afgańce:

Panin: Przyszły czekuszki i papier toaletowy!

Dodać jeszcze należy, iż jednocześnie odbywaliśmy służbę na jednej z bram, a raz nawet udało się udaremnić zamach. Karaimowicz najpierw ostrzelał z deszki szarżującego na bramę BMP-1, a potem rozniósł go na strzępy z RPG-7.

Wreszcie zostaliśmy wprowadzeni w zadanie. Jeden z pułkowników wojsk ZSRR prowadził na południu Afganistanu własne badania w okolicy prawdopodobnie zapomnianej, starożytnej świątyni. Cel był jasny – zabić pułkownika za wszelką cenę (powodu nie podano), choć po ingerencji obu kagebistek (muszą mieć wpływy!:)), generał zasugerował, byśmy pułkownika wzięli do niewoli. Oczywiście trzasnęliśmy obcasami i chóralnie krzyknęliśmy Tak toczno!, choć swoje i tak zrobimy :).

Do Newy polecieliśmy śmigłowcem Mi-8. Nasza wiertuszka kilkukrotnie lądowała, by nabrać paliwa, by wreszcie wylądować w docelowej zastawie. Stamtąd już pieszo ruszyliśmy w góry, by dotrzeć do miejsca, gdzie podobno miał być nasz cel.

Mi-8, typowa wiertuszka w Afganie.

Reakcja na fakt, że otrzymamy od jednego z aszkerów 2 kilo haszyszu.

Karaimowicz (do Suzorowa): Młody, haszysz pójdzie do tego Zajcewa na handel.

Suzorow: Wiesz co? Za kilkanaście lat  to się rozwiniemy. Oligarcha to brzmi dobrze.

Wpierw dotarliśmy do blokpostu o wdzięcznej nazwie „Komsomolec”, w którym wsparliśmy miejscowego dowódcę w negocjacjach prowadzonych w pobliskim kiszłaku z lokalnym dowódcą basmaczów a także starliśmy się z niewielką grupką „duchów” jadących w jakiejś technicali.

Następnie udało nam się dotrzeć wedle wskazań mapy do opuszczonej afgańskiej świątyni. Kompleks okazał się nie tylko pusty, ale również kompletnie spenetrowany. Pozostały resztki zdobień oraz co nieco tropów wskazujących, gdzie może znajdować się poszukiwany polkownik.

Po opuszczeniu kompleksu namierzyliśmy obozowisko duszmanów. Po krótkiej obserwacji obłożyliśmy skutecznym ogniem stanowiska „duchów”, zabijając kilku z nich. Co ciekawe dowódca szmatogłowców znany nam z kiszłaka, gdzie prowadzone był negocjacje, odchylił lecący w jego kierunku pocisk z Dragunowa!

Opuszczamy bazę i ruszamy pieszo w górę. Należy zatroszczyć się o „zapasy”.

Suzorow (do Karaimowicza): Misiek, nie zapomnij kanistra z samogończykiem…

Karaimowicz: Mam na plecach, owinąłem się taśmą klejącą.

Jednocześnie wśród zwykłych duszmanów dostrzegliśmy potężnego, zdeformowanego Afgańczyka (taaa, wiem, że to nie człowiek, ale moja postać ma stosowną zawadę —> „niedowiarek”).

Jako że było później całą walką odłożyliśmy na następny raz.

W Hejratonie. Rogozinowi udało się złapać mysz. Schował gryzonia do pudełka, które zabrał Karaimowicz. Jeden z soldatów (NPC) zagląda do pudła.

Soldat (do Karaimowicza): Tylko mysz? Urządzacie walki? Ja mam skorpiona!

Suzorow: Myślisz, że Misiek jest głupi? Mysz przeciw skorpionowi?!

Karaimowicz: Moja mysz skorpiona nie rozjebie?! Moja?!

Tak przy okazji. Dwie sceny z dwu filmów. I za każdym razem fajna scena z granatnikiem.

KARALUCH Z M-79

ROTA W OKRĄŻENIU (interesujący mnie moment 6:17)

I INNA ZNANA SCENA Z 9-EJ KOMPANII

Advertisements

komentarzy 5

  1. Fajny klimat chętnie bym pograł w coś takiego:) He, he, he 9 Rota spotyka X Files?

  2. Jam tylko gracz, ale coś w tym stylu. Ogólnie konwencja ujęta w SWEXowym Weird Wars. Kolega zdaje się skorzystał jeszcze z jakiegoś dodatku Modern Campaign czy jakoś tak. Nie pamiętam nazwy.

  3. Witam,

    niestety w ten wtorek zostałem „wrobiony” w zastępstwo na konferencji. Wobec tego, jeżeli wszystkim by taka opcja pasowała możemy umówić się na dokończenie sesji na następny wtorek, tj. 27.04.

  4. Witam,

    Sesja ze SWEX-em we wtorek skończy się ok. 20:00. Po 20:00 (z minutami) planowany jest ciąg dalszy przygód Warhammera.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s