Wympieł na SWEXie – raport cz. 2

Ciąg dalszy przygody rozpoczętej przez Marcina (TOHO) dwa tygodnie temu.

Tamta sesja przeciągnęła się i w zasadzie wczoraj rozegraliśmy punkt kulminacyjny i główną walkę, co i tak nam zajęło ponad dwie godziny.

MG – TOHO

Gracze:

Madzia – kapitan KGB

Beata –  porucznik KGB

Jaro – porucznik Aleksander Panin, kamandir, szef grupy bojowej Wympieła, strzelec “akaemaszki” (AKM) z granatnikiem.

Maro – starszy sierżant Michaił “Misiek” Karaimowicz, wielki, zadziorny, głośny ochlapus, operator “pekaśki” (PKM) i RPG-7.

Pablo – starszy szeregowy Misza Rogozin, grupowy snajper z Dragunowem.

Ja – szeregowy Wiktor Suzorow, medyk grupy z AKS-74U.

Zaczęliśmy w momencie, kiedy Afgańczycy orientują się, że obserwuje ich grupa sowieckich komandosów (my!) i zaczynają wprowadzać w życie plan eksterminacji „czerwonych”. Ale komandosi Wympieła nie byli miękkim wujem robieni, zajęli pozycję na wysokiej skarpie, mając ja na dłoni wejście do świątynnego kompleksu, kilkunastu „szmatogłowców”, dziwnego, przerośniętego stwora i przywódcę całej bandy, który czym prędzej skrył się w kompleksie.

"Mały" golemik, który rozprysł się na kawałki po trafieniu z granatnika ppanc.

Miszka Rogozin zaczął z SWD napoczynać basmaczy, a tymczasem Misiek Karaimowicz wycelował w wielkiego bydlaka RPG-7 i zaczął „rock’n’roll”. Pocisk rakietowy rozniósł stwora na strzępy. Przerażenie basmacze zaczęli kryć się za obalonymi, kamiennymi kolumnami, skąd zaczęliśmy się powoli wyłuskiwać. Nie zapowiadało się na ciężką walkę, mieliśmy lepszą pozycję, dobrą zasłonę. Mówiąc w skrócie brodacze byli w głębokiej, ciemnej dupie.

Do czasu aż zadrżała ziemia, potem zahuczało, coś zagrzmiało w podziemiach i wreszcie gigantyczne, kamienne wrota do świątyni wręcz eksplodowały, a z ciemności wyłonił się trzydziestometrowy golem. Nawet taki niedowiarek jak Suzorow nagle zrozumiał, że to nie są zwykli brodacze, a ich przywódca to nie typowy wioskowy kacyk z zatęchłego Afganu.

MG (do pani porucznik KGB): Na jego boku widzisz dziwną runę.

Suzorow: Literę Q  w trójkącie.

Pani porucznik: Certyfikat?

Karaimowicz: Napis „Kamieniołomy Świebodzice”.

Kamienny gigant rozejrzał się, zahuczał, a potem dźwignął kilkutonowy głaz i niczym zabawkę rzucił nim we mnie! Tylko cudem udało się uskoczyć przez pociskiem, który grzmotnął w podłoże i, podskoczywszy kilkukrotnie, zarył w ziemi. Misiek załadował pocisk do RPG-7 i wystrzelił, niewiele czyniąc golemowi. Dołączył do niego Panin, który ostrzelał stwora z podwieszanego BG-15. Pierwszy granat 30 mm jedynie odłupał trochę kamienia od bestyjki, ale kolejny jakimś cudem poważnie uszkodził tę afgańską, kamienną maszynę bojową.

Ja i Misza zajęliśmy się basmaczami, a dziewczyny z KGB, korzystając z tego, ze zajęliśmy wroga, zeszły ostrożnie po kamiennej ścieżce i znalazły się w kotlinie, gdzie szalał golem. Wraz z Miszą dość skutecznie wyeliminowaliśmy basmaczy. Dość rzec, ze SWD w łapkach Miszki sprawował się znakomicie, a i mój AKR dzięki wylosowanemu jokerowi i przewadze „rock&roll” skosił jedną długą serią trzech terrorystów.

Karaimowicz (o wielkim golemie, celując z RPG-7): Upadnie jak ten gliniany kolos – USA!

Agentki KGB próbowały zdobycznym RPG-2 uszkodzić golema, ale bez większego skutku. Wympiełowcy również zeszli ze skarpy. Misiek (po wystrzeleniu wszystkich pocisków z „erpegierury”) wraz z Paninem ruszyli w stronę technikali z zamontowanym wukaemem, licząc, że pestki 12,7 mm zrobią krzywdę kamiennego sukinsynowi. Golem po prostu sięgnął po półciężarówkę i, widać znudziwszy się rzucaniem głazami, ciepnął pojazdem w Panina i Miśka, na szczęście pudłując.

Karaimowicz (do Panina, po tym jak golem rzucił w nich półciężarówką): Komandir, mam mu odrzucić?

Trzydziestometrowy ożywiony posąg, czyli jak to powiedział kumpel: Nic dziwnego, że talibowie zaczęli wysadzać wielkie posągi Buddy.

Ja zebrałem w jeden pęk posiadane granaty i rzuciłem w golema. Tyle osiągnąłem, że przez jedną turę był w  szoku. Ranił mnie przy tym ostatni z żyjących Afgańców, co zresztą skończyło się dla niego fatalnie, gdyż dostał krótką serią od Panina.

Rogozin: Ktoś ma może minę talerzową?

Karaimowicz: Ja używam talerzowej jako sprzączki do pasa.

Ostatecznie na placu boju został golem i czwórka komandosów Wympieła. Dziewuszki z KGB po prostu opuścił pole walki i wbiegły do kompleksu, poszukując kierownika tego całego zamieszania.

Kiedy my się męczyliśmy z kamienną poczwarą, tracąc wszystkie granaty, materiały wybuchowe i zaledwie, obtłukując sztukaterię z bydlaka, kagiebuszki dotarły korytarzem do sali tronowej, gdzie znaleźli wcześniej widzianego kacyka.

Nie opowiadam tutaj szczegółów, gdyż moja postać znajdowała się w zupełnie innym miejscu i nie pamiętam dokładnego przebiegu działań dziewczyn. Pamiętam, ze jedna z nich zdjęła amulet z Afgańca, a druga bodaj go zastrzeliła. Sama konfrontacja nie była zbytnio problematyczna.

Pani porucznik KGB (do Suzorowa i Karaimowicza): Kiedy ostatnio byliście pijani?

Suzorow: Byliście?

Karaimowicz: Mi przestrzelili kanister z wódą na plecach, mam bezpośredni wtrysk.

Na koniec jeszcze udało się nam wreszcie odpowiednio trafić kolejną serią z wukaemu golema, który zatrząsł się, zatelepał i rozsypał w stos kamieni.

Do Hejratonu wróciliśmy bez większych problemów, gdzie zdaliśmy raport przed dowódcą. Przygoda na tym się zakończyła.

Następnie zagraliśmy jeszcze półtorej godziny w WFRP, ale raport z tej minisesji innym razem.

UWAGI:

1. W pierwszej połowie sesji na pewno było dynamiczniej niż ostatnio, ale już druga nieco się przedłużała. Golem miał niesamowity pancerz, więc nie bardzo mieliśmy czym go naruszyć. Jednocześnie sam nie był zbyt skutecznym przeciwnikiem. Bez większych problemów unikaliśmy rzucanych przez niego głazów, toteż walka od tej strony nie była zbyt wielkim wyzwaniem.

2. W zasadzie przynajmniej połowa ekipy (w tym ja) szybko się wyzbyła posiadanych fasolek (tak nazywamy bennies, czyli fuksy), mimo to nie odczułem zbytnio, by było trudniej.

3. SWEX to z pewnością mechanika, którą można się taktycznie pobawić, odpowiednio łącząc ze sobą przewagi etc. (chociażby działania Jaro jako naszego komandira, który wymieniał nam karty inicjatywy na lepsze, szczerze mówiąc nie pamiętam co to za przewaga).

4. Starcie dziewczyn ze starym wodzem w świątyni było chyba mało emocjonujące. Marcinie czy Ty aby nie przyspieszyłeś po prostu zakończenia, ułatwiając nam?

Reklamy

komentarzy 7

  1. „chociażby działania Jaro jako naszego komandira, który wymieniał nam karty inicjatywy na lepsze, szczerze mówiąc nie pamiętam co to za przewaga”
    O ile pamiętam nazwana była Taktyka. Ale ponieważ SWEXa niezbyt znam to nie powiem czy tak się w podręczniku nazywa.

  2. Tomaszu poprawka na tronie nie siedział kacyk- ten prawdopodobnie przemienił się w maluszka rozwalonego przez was na początku. Po trafieniu w powietrzu latały strzępy ewidentnie ludzkiego ciała a i wcześniej „wiedza o rytuałach przywołania” na chwilę odsłoniła ukrytego pod kamieniem człowieka.
    Na tronie siedział poszukiwany przez nas profesor. Po drodze mijałyśmy pentagramy nakreślone sporą ilością ludzkiej krwi oraz ciała z poderżniętymi gardłami. Sam profesor spojrzał na nas swymi dziwnymi oczkami( były złote) ale olał naszą obecność. Postać Madzi ogłuszyła go i wyczułyśmy jak pulsująca do tej pory magia słabnie. Właśnie dlatego został potraktowany jak na KGB przystało- osobiście posłałam mu kulkę w łeb. Chciałam go co prawda zabić na waszych oczach żebyście nie marudzili, że dziewczyny nic nie robią ale wiedząc, że macie niewiele amunicji przyspieszyłam sprawę.
    Mniej więcej tak to wyglądało u nas :).

  3. Końcówka akcji potoczyła się nieco inaczej niż planowałem. Madzia potraktowała profesorka „młotem duchowym” i nie wyszedł mu test ducha (dwa razy) w związku z czym pozostał oszołomiony. Myślałem, że Panie z KGB będą chciały go przepytać (zgodnie z zawadą „ciekawski”). I miałem zaplanowanie w związku z tym dość emocjonujące zakończenie…
    Nistety plany upadłu zaraz po tym jak profesorkowi „coś do łba strzeliło” … (
    Jaro – umiejętność nazywała się taktyka i dosłownie wg. podręcznika (jeśli dobrze pamiętam) dawała tylko możliwość przekazywanie fasolek (fuksów).

  4. Ależ ja byłam ciekawa tylko Panów na zewnątrz było mi szkoda. Pili, przeklinali, handlowali dopalaczami ale jednak gieroje nie ??? 😀
    E tam zaraz strzeliło no.. mógł unikać albo co …

  5. Te, dziewuszka-kagiebuszka specnazowców nie mieszaj w swoje decyzje. Radziliśmy sobie nad podziw dobrze, tylko jedna postać została ranna i to lekko. O! Po prostu skończyła nam się amunicja do ciężkiej broni, ale szmatogłowców moglibyśmy jeszcze sporo naciąć.

    Palnęłaś profesorkowi w łeb, bo chciałaś. Kurcze, będzie mi tu chujmanitaryzmem zasłaniać się 😉

  6. Ja chciałam zauważyć ..że nie było już szmatogłowców 😀 skończyli się został tylko kamienny misio 😀

  7. Dlatego użyłem trybu przypuszczającego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s