Biały Orzeł nad Hyborią – raport cz. I

MG: Ja

Postacie:

Dorota Malinowska-Grant

Ata – pani Dorota Malinowska-Grant (archetyp: Explorer, motywacja: Fame),

lingwistka znająca kilkanaście żywych i drugie tyle martwych języków, miłośniczka kultury Tybetu. Uznana ekspertka od dekodowania starożytnych zapisów. Wdowa, ale nie czarna. Jedyna pacyfistka w szanownym gronie poszukiwaczy przygód oraz spirytualistka mająca talent postrzegania

pozazmysłowego.

Romuald Skrzyński

Damian – podporucznik Romuald Skrzyński (archetyp: Adventurer, motywacja: Greed), as polskiego lotnictwa myśliwskiego, podkomendny kapitana Jerzego Bajana, zadzierzysty pilot eksperymentalnej „pe-dwudziestki ósemki”. Wyjątkowo przesądny typ obwieszony króliczymi łapkami, amuletami i inszym ustrojstwem.

Mundek "Patefon" Wielanek

Maro – pan Mundek Wielanek ps. „Patefon” (archetyp: Engineer, motywacja: Duty), „wasiawiak” i apasza z Pragi. Samozwańczy inżynier, zbój, łapserdak, który swój pseudonim uzyskał, gdy wyniosłemu przybyszowi rozbił na łbie gramofon, kiedy ów obsobaczał „łukochanom Wasiawe, słodkom jak malyna”. Samorodny geniusz, który ukończył ledwie 4 klasy. Czas dzieli między kolejne pobyty w więzieniu a projektowanie wyprzedzających epokę silników lotniczych. Szef maszynowni i mechaników na pokładzie „Polonii Restituty”.

Staszek Michalski

Jaro – pan Stanisław Michalski (archetyp: Hunter, motywacja: Fame), Polak urodzony w Południowej Afryce, niesamowity myśliwy o celnym oku, pewnej ręce i sercu ze stali. Opętany obsesją upolowania zwierzęcia, jakiego jeszcze nikt nie upolował. Traper, survivalista a przy tym rasista.

Krótki opis postaci, która jest rasistą.

MG (o Michalskim): Jako myśliwy strzelałeś w Afryce do Pigmej…. znaczy do małp.

Michalski: Jedno i drugie jest na drzewie.

Stefan Parnicki

Kamil – pan Stefan Parnicki herbu Nieczuja (archetyp: Explorer, motywacja: Fame), spokojny i dystyngowany arystokrata, archeolog po Uniwersytecie Jagiellońskim, niegdysiejszy kierownik wykopalisk Mirmeki i  Tell Atrib. Badaniom archeologicznym oddał się po tragicznej śmierci ukochanej. Postać rodem z dzieł Grabińskiego z obsesją badawczą na punkcie pozostałości po nieistniejących kulturach.

Postaci, mimo tego, że historie gracze przygotowali, tworzyliśmy stosunkowo długo, toteż na właściwą grę przypadły tylko trzy godziny. Jak się okazało dość efektywnie wykorzystane.

Zacząłem od kilku krótko wprowadzonych i opisanych scen.

– Spotkanie ze schorowanym Marszałkiem Piłsudskim w styczniu 1934 roku, gdzie BG dowiedzieli się, iż ich wyprawa badawcza tak naprawdę nie ma eksplorować Antarktydy, lecz zniszczyć nazistowską bazę oraz dać szansę Polsce w nadchodzącej wojnie.

– Opis przygotowań, pierwsze spotkania uczestników, zapoznanie się z Arctowskim, Raginisem, Malinowskim, Nagórskim i Bajanem, czyli sztabem ekspedycji etc.

– Wreszcie wylot z Okęcia przy wtórze ryku rozentuzjazmowanego tłumu i ginących w ogromnych szumie raźnych dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego.

– Przelot nad Europą i Afryką, opóźnienie wyprawy w wyniku sabotażu przeprowadzonego w Kapsztadzie przez nieznanych sprawców i podróż ponad lodami Antarktydy.

Wtedy wreszcie porucznik Raginis zwołał spotkanie całej ekspedycji i przedstawił szczerze, jasno, bez niedomówień cel wyprawy.

Organizatorami wyprawy była tak naprawdę Sekcja IIb (Zachód) Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Dlaczego wywiad wojskowy miałby się wikłać w tego rodzaju operację? Z jednego aczkolwiek ważnego powodu. Pół roku wcześniej w wyniku brawurowej akcji szpiegowskiej Polacy weszli w posiadanie niezwykle tajnych dokumentów, które nie tylko potwierdzały istnienie tajemniczej organizacji nazistowskiej – Thule (oraz jej pododdziału – Ahnenerbe), ale także opisywały Hyperboreę tudzież Nową Szwabię (Neuschwabenland) – krainę na biegunie południowym, gdzie panuje tropikalny klimat. Tamże naziści mieli prowadzić poszukiwania starożytnej technologii, potężnej broni, która dałaby III Rzeszy przewagę nad innymi państwami.

Zadanie polskiej ekspedycji jest proste, odnaleźć nazistowską bazę i za wszelką cenę przeszkodzić Niemcom w zrealizowaniu swoich planów. W skrócie rozpirzyć wszystko co ma swastykę i nie pozostawić po szkopach nawet zapachu wurstu i piwska z Oktoberfest.

Kolejne kilka dni „Polonia” z coraz większym trudem przebijała się w stronę bieguna. Ciągły, nasilający się wiatr od czoła, noc polarna, burze, czyniły podróż niebezpieczną. Wreszcie członkowie ekspedycji ujrzeli przed sobą tumany gigantycznej mgły wznoszącej się pod niebiosa i po jakimś czasie sterowiec wpłynął w nią. Widoczność spadłą do kilkuset metrów, oszalały kompasy, radio jeszcze jakiś czas działało, ale i ono kilka godzin później nie nadawało niczego poza szumem statycznym. Kapitan Jan Nagórski i Mundek wspólnie nawigowali sterowcem na wyczucie, starając się nie zejść z kursu prowadzącego maszynę wprost na biegun.

Wreszcie wiatr zaczął cichnąć, a z każdą kolejną zaczęło się robić coraz cieplej. Wreszcie badacze rozdziali się z polarnych anoraków. Na zewnątrz panował niemal tropikalny klimat. Kolejna opuszczone w gęstej niczym mleko mgle wykazała, że sterowiec znajduje się 50 metrów ponad ziemią. Za kolejnym wyciągnięciem tejże marynarz z „Polonii” zdjął z ciężarka wielki, płaski liść, który badacze rozpoznali jako pochodzący z niezwykle popularnego w okresie jury drzewa!

Gondola zwiadowcza

Zdecydowano się opuścić gondolę zwiadowczą, dwuosobową kapsułę z Michalskim i Malinowską na pokładzie. Sterowiec zawisł nieruchomo w powietrzu, wyciągarka zaczęła z wolna opuszczać gondolę, która po kilkudziesięciu metrach osiadła na koronie potężnego, rozłożystego drzewa – żywego anachronizmu sprzed milionów lat!

Zresztą na zastanawianie się nie było czasu, bowiem nagle rozległ się głośny skrzek, potem drugi i para pterodaktyli zaatakowała gondolę. Pani Malinowska odpaliła z Webleya kilka pocisków w koszmarny łeb gada, niewiele mu robiąc. Ale dzielny myśliwy Malinowski palnął z przystawienia swoim wiernym Winchesterem i bryznęło krwią.  No ale nawet on nie trafił od razu w mózg wielkości orzeszka. Pterodaktyl zranił go dziobem, a drugi gad zakołysał gondolą, lądując na jej dachu. Na górze, w sterowcu włączono wyciągarkę, lecz ciężar gondoli z pterusem był zbyt wielki. Na szczęście Mundek odpalił silniki, którym wcześniej ponadawał żeńskie imiona („Halynky zagrają jak ta lala!”), „Polonia” wyrwała w górę, podobnież gondola, która przez chwilę zawisła ponad balonem, a potem z ogromną prędkością runęła w dół. Ponownie Mundek pokierował silnikami i wytracił prędkość gondoli. Malinowska i Michalski byli uratowani.

Na pokładzie rozgorzały dyskusje, gdzie dotarła polska ekspedycja. Porucznik Raginis ściął je, następnie opierdzielił Mundka za samowolne przeciążanie silników, a potem pogratulował uratowania gondoli.

Kilka godzin później „Polonia” wychynęła z mgły i oczom oszołomionych podróżników ukazała się pradżungla, ponadstumetrowe drzewa, sekwoje, skrzypy, gigantyczne paprocie. Poza dżunglą,sawanną pokrytą gęstą, dwumetrową trawą podróżowały stada triceratopsów. Na brzegu pobliskiego jeziora pożywiały się diplodoki i mniejsze gady. Prawdziwy Zaginiony Świat! Nie było lodów, Antarktydy, nawet nocy polarnej, bowiem słońce stało w zenicie, paląc swymi promieniami prehistoryczną ziemię.

Już po kilku godzinach stwierdzono, że z samym słońcem coś jest nie tak. Przede wszystkim stało nieruchomo na niebie! Poza tym jeden z młodych naukowców nieśmiało zauważył, ze wedle jego badań znajduje się ono zaledwie kilka tysięcy mil od powierzchni! Mało tego każdy mógł stwierdzić, że tutaj horyzont nie istnieje! Ziemia się cały czas wznosi niknąc wreszcie w oddali! Wtedy Arctowski przypomniał wszystkim o zapomnianych teoriach dotyczących Pustej Ziemi, o Halleyu, Eulerze, wreszcie o ekspedycjach Symmesa i Byrda. Jedna z najbardziej szalonych teorii okazała się być prawdziwa! Członkowie ekspedycji znajdowali się we wnętrzu Ziemi!

BG dowiadują się dziwnych rzeczy o słońcu.

Michalski: Słońce po prostu.

Malinowska: Ale niekoniecznie nasze!

Parnicki (złośliwie): Hmmmm, to dość daleko posunięta teoria.

A polski sterowiec mknął kilkaset metrów ponad ziemią. Przelatywał ponad niezbadaną dżunglą wabiącą poszukiwaczy egzotycznymi zapachami i tajemniczymi rykami. Mijał kolejne stada przedpotopowych gadów. Mało tego, w pewnej chwili przeleciał ponad gigantycznym wodospadem, z tafli leżącego poniżej jeziora wystawał fragment posągu jakiegoś zapomnianego boga, który stylem przypominał częściowo sztukę antycznej Grecji, a częściowo Babilonu.

Wciąż dyskusja o słońcu, które ponoć jest ledwie kilka tysięcy mil od powierzchni.

Skrzyński: Albo się mylą i jest daleko, albo jest zakurwiście malutkie.

Parnicki: Nie ma co, mają szkopy rozmach!

Nie był to jednak koniec. Nieco dalej obserwatorzy przy teleskopach, w tym Parnicki – archeolog o sokolim oku, dostrzegli wyrzucony na brzeg morza wrak wielkiego węglowca „Cyclops” , który zaginął w 1918 roku, w rejonie Trójkąta Bermudzkiego!

Nie było jednak czasu na zbadanie statku, sterowiec przepłynął majestatycznie ponad statkiem, zmierzając w stronę niebotycznej góry wyrastającej prosto z dżungli.

Podróż przebiegała w zupełnym spokoju. Pozornie. Zagrożenie pierwszy wykrył Parnicki. Archeologi i doskonały obserwator zaciekawiony pseudosłońcem założył na teleskop filtry i zaczął obserwować dziwne ciało astronomiczne(?) Na jego tle najpierw dostrzegł kilka kropek, które zaczęły się błyskawicznie powiększać. Samoloty atakujące od strony słońca! Nie były to znane Raginisowi i polskim wywiadowcom myśliwce Arado 68, nowoczesne dwupłątowe maszyny dopiero przygotowywane do przyjęcia na służbę w Luftwaffe, ale również miały czarne krzyże na skrzydłach! To były dolnopłaty o drapieżnej sylwetce z silnikie rzędowym dużej mocy uzbrojone w dwa kaemy 7,92 mm. Tak oto Polacy po raz pierwszy zmierzyli się z Messerchmittami Bf109B!

Messerchmitt Bf109 B

Piątka myśliwcówzaczęła ostrzeliwywać sterowiec. Rozlegly się dzwonki alarmowe, potem syreny, załoga pomknęła na stanowiska strzeleckie. Parnicki zasiadł za silnym reflektorem, starając się oślepić załogi samolotów, Malinowska po raz pierwszy w życiu ujęła rękojęść kaemu lotniczego wz. 33 na pozycji strzeleckiej w gondoli sterowniczej, Mundek kierował załogą w maszynowni, a pan Michalski ujął sztucer i zaczął się wspinać po drabince w szybie wentylacyjnym prowadzącym na szczyt sterowca.

Padają kolejne silniki, sterowiec zaczyna spadać, Mundek spogląda spokojnie przez lornetkę. Jeden z mechaników panikuje:

Mechanik: Silnik się do niczego nie nadaje!!!!

Mundek (spokojnie): Pitolisz, Wacuś, pitolisz.

Zapłonął pierwszy silnik „Polonii”, po chwili drugi się zakrztusił, mimo wysiłków Mundka sterowiec zaczął tracić moc. W tym czasie Bajan wraz z Skrzyńskim pomknęli do hangaru i zajęli pozycje w eksperymentalnych myśliwcach PZL P. 28, potężnych maszynach trzysilnikowych o nietypowej, pełnej agresji sylwetce uzbrojonych w cztery doskonałe karabiny maszynowe. „Polonia” byłą zbyt nisko nad ziemi mimo to Bajan podjął decyzję. Start! Wyczepił się z haku dokującego i wypadł ze sterowca, silniki zagrały i zwycięzca „Challenge 1934” wyprysnął w górę. Za nim to samo uczynił Skrzyński błyskawicznie wchodząc na ogon jednego ze szwabów.

„Polonia” znajdowała się pod silnym ostrzałem, straciła już dwa silniki, zginęło kilku marynarzy i żolnierzy. Michalski stał twardo na szczycie sterowca i mierzył ze swojego sztucera w pikującego messerschmitta. Pierwszym strzałem przestrzelił owiewkę kabiny i ranił w ramię pilota. Ten odpowiedział ścianąstali z dwu kaemów. Michalski nawet nie drgnął, pociski ognistym ściegiem omiotły go. Jeden z nich rozorał policzek myśliwego. Polak delikatnie ściągnął spust i kula z Winchestera pomknęła na spotkanie głowy niemieckiego pilota. Samolot zawisł, zwalił się na grzbiet musnął czazę sterowca i w płaskim korkociągu runął na ziemię.

Kolejny messer rozstrzelał Bajan.Ten któremu Skrzyński wszedł na ogon próbował umknąć, ale wpierw Polak uszkodził mu skrzydła, a potem dobił długą serią. Myśliwiec eksplodował w powietrzu. Pozostałe dwiemaszyny uszkodzone przez ogień cekaemów i działko sterowca odleciały, dymiąc, w kierunku tej samej góry, dokąd leciała polska ekspedycja.

PZL P.28

Nie był to niestety koniec problemów. Uszkodzony sterowiec coraz bardziej tracił wysokość. Tylko jeden silnik tak naprawdę pracował, gaz nośny uchodził z poprzestrzeliwanych czasz balonetów. Dzielny mechanik Mundek dwoił się i troił przy „halynkach”. To dzięki niemu „Polonia” wylądowała w miarę bezpiecznie. Co prawda jedna ze skrzydłowych gondol się rozbiła, sterowiec nosem przeorał 200 metrów sawanny, a część ludzi była poobijanych, to nikt nie zginął! [Gracz wykonał naprawdę ekstremalnie trudny test obsługi silników] Sam Mundek przypłacił to nieprzyjemnym wydarzeniem. Siła uderzenia sterowca o ziemię wyrzuciła go z gondoli przez okno, szczęśliwie upadek zamortyzowała wielka kupa odchodów triceratopsa :).

Mundek (wściekły, po wpadnięciu w odchody dinozaura): W kapsko dziuni! Które bydlę tak nafajdało!!?

Kilkaset metrów dalej na kawałku płaskiego terenu wylądowały obie „pe-dwudziestki ósemki” z Bajanem i Skrzyńskim na pokładzie.

Raginis od razy rozdysponował załogę. Wojsko z saperami zaczęło szykowac pozycje obronne wokół sterowca, pozostali zajęli się naprawą sterowca, badaniami etc. Nasi dzielni BG zostali wybrani do przeprowadzenia zwiadu w kierunku wznoszącej się kilkadziesiąt kilometrów dalej góry.

BG słyszą opis owadów w dżungli, wielkich, kolorowych żuków wielkości dłoni.

Parnicki: Zbieram jednego do pudełka.

MG: Po butach chyba.

Przebrani w wygodne stroje ruszyli brzegiem pobliskiego jeziorka w stronę dżungli. Po drodze mogli  zaobserwować polującego tyranozaura czy stado welociraptorów osaczające samotnego stegozaura. Wreszcie badacze zanurzyli się w parującą dżunglę. Ostrożnie przebijali się przed zarośla. Wreszcie do typowych odgłosów ryków, pisków doszły nawoływania po niemiecku oraz dźwięk silników samochodowych. BG podkradli się bliżej i dostrzegli, iż jest to kilkudziesięciu szkopskich żołnierzy dowodzonych przez oficera w stopniu majora. Z pewnością był to wspomniany wcześniej przez Raginisa dowódca niemieckiej bazy niejaki major Otto Skorzeny! Obok niego stał starszy mężczyzna w esesmańskim mundurze Ahnenerbe, w którym Parnicki rozpoznał znanego, oddanego partii nazistowskiej archeologa, doktora Siegfrieda von Rosenberga.

Opis odgłosów z dżungli, ryków, pisków, do których dołączają głosy niemieckie.

Skrzyński: Jakieś niemieckie dinozaury.

Parnicki: To może ich kobiety?

BG słyszą odgłosy walki, ryk tyranozaura, strzały z peemów, wybuchy granatów, a potem potworny ryk bólu szkoap rozgryzanego przed dinozaura.

MG: Po wrzasku bólu słyszycie, że ofiara z pewnością pochodzi z Bawarii.

Mundek: Jodłuje?

BG niewiele myśląc ogłuszyli jednego z żołnierzy i na oczach osłupiałych szkopów pognali w stronę pojazdów. Parnicki zasiadł za kierownicą wojskowej ciężarówki-ciągnika Krupp Potze, do MG34 na pace siadł Mundek, a Michalski zajął pozycję obok niego. Skrzyński tymczasem odpalił motocykl BMW 75 a obok w przyczepce (obowiązkowo z cekaemem) siadła pani Dorota.

Otto Skorzeny

Rozpoczął się emocjonujący pościg. Niemcy ścigali BG w dwu innych ciężarówkach i motocyklach. Nie zabrakło granatów rzucanych z paki przez Mundka, rajdu ciężarówki wzdłuż skarpy, skoków ponad głazami i obalonymi drzewami, czy pojedynków strzelców w motocyklach przypominających wyścigi ścigaczy w „Powrocie Jedi”. Michalski nawet wypadł z ciężarówki i musiał przebiec pod ogniem w stronę swoich. Przebiec trzykrotnie, bowiem zgubił swój nieodłączny kapelusz i musiał się po niego wrócić :).

Wreszcie BG udało się unieszkodliwić Niemcom pojazdy, a następnie uciec. Godzinę lub dwie później wyjechali z dżungli wprost w ruiny starożytnego miasta, którego architektura przywodziła na myśl budowle Majów, Azteków, Egipcjan, Sumerów. Na jednej z kolumn Dorota odkryła kilka znaków w nieznanym jej języku, który jednak kojarzył się z mową kilku wymarłych na Ziemi ludów. Po przetłumaczeniu okazało się, że jest to kilka słów znanych zarówno Dorocie jak i Parnickiemu z dialogów Platona, a konkretnie z Timaiosa i Kritiasa, w których sławny Grek wspomniał o Atlandtydzie!

Parnicki i Malinowska dyskutują o Platonie.

Mundek (włączywszy się): Znałem, znałem. Platon miał sklep na Czerniakowskiej.

Chwilę potem nastąpiło pierwsze spotkanie z mieszkańcami ruin. Kilkudziesięciu dzikich uzbrojonych w łuki i oszczepy powitało BG. Byli wyżsi o głowę od poszukiwaczy, mieli miedzianą skórę i szlachetne oblicza. Dorota dość szybko wyłapała w ich mowie elementy znane jej z łaciny, egipskiego a nawet nieco gramatyki fińskiej, toteż bez większego trudu zaczęła porozumiewać się z autochtonami.

Rozmowa z dzikimi, którzy klasycznie palcem sprawdzają, czy białą skóra BG to nie jest tak naprawdę farba.

Malinowska: Taką mamy skórę. O popatrzcie. Do MG: Podnoszę trochę bluzkę i pokazuję im fragment brzucha.

Pozostali BG (z głupimi uśmiechami): Ooooooo!

MG (jako wojownik Hyborejczyków): Musisz być ich bogiem, bo patrzą na ciebie z ogromnym szacunkiem.

Dzicy zaprowadzili BG do swojego władcy, króla urzędującego w wielkiej świątyni przypominającej azteckie piramidy. Antonius powitał badaczy, a następnie przedstawił się jako król Hyborii i Hyborejczyków, których nędzne resztki zamieszkiwały ruiny swojej stolicy sprzed tysięcy lat. Historię króla potwierdzały freski na ścianach światyni ukazujące różne etapy historii ludu Antoniusa, m.in. sceny z życia zapomnianego władcy tegoż ludu – potężnego woja, który toczył zażarte walki z wężowymi ludźmi).

Po krótkiej rozmowie król Hyborii podziękował bohaterom za walkę z ‚brunatnymi diabłami” a następnie poprosił o pomoc. Jego córka – Pulcheria, została porwana przez dzikie plemię małpoludów zamieszkujące szczyt wspomnianej już w tym raporcie góry.

Skończyliśmy na rozmowie z Antoniusem. Na następnej sesji dzielni Polacy zaczną operację ratunkową połączoną z klepanie zadków małpoludów, którzy prawdopodobnie współpracują z nazistami Skorzeny’ego.

UWAGI:

1. Tak jak w czytaniu, tak podczas gry system mnie zauroczył. Mechanika prościutka, choć faktycznie wymaga wiaderek kości. Rekord padł podczas ostrzału messerchmitta. Pilot miał 10 kości z pilotażu, 3 kości z parametrów samolotu i bodaj 10 kości z cekaemów zamontowanych w samolocie. Łącznie 23! Mi jest o tyle łatwiej, że mam specjalne kostki do tej mechaniki, które pozwalają znacząco ograniczyć ilość turlanych sześcianików :).

2. Pulp po raz kolejny okazuje się być cudownie i niezobowiązująco szalony. Naziści, małpoludy, dinozaury, Hyboria z opowiadań REHa, Atlantyda…

3. Polacy mają to chyba we krwi, że lubią strzelać do Niemców :). W innych przygodach trzeba graczy motywować do działania. Oni sami logicznie tłumaczą sobie przyczyny takiego a nie innego postępowania. A tu…? Wystarczy wystawić pluton szkopów i gracze od razu sięgają po kostki :).

4. Punkty Stylu za sesję:

Ata – 2 (roleplay i granie zgodne z motywacją)

Jaro – 2 (roleplay, granie zgodne z motywacją, na następnej sesji jak podkręcisz działanie zgodne z wadą to będzie dodatkowy)

Kamil – 2 (dokładnie jak u Jara)

Damian – 2 (roleplay, motywacja, z wadą podobnie jak u chłopaków)

Maro – 3 (roleplay, materiały do sesji czyli gwara, granie zgodne z motywacją)

Advertisements

komentarzy 12

  1. To były ledwie trzy godziny gry? Chłopie, boję się pomyśleć, co by było gdybyś się rozpędził na sześć! Gracze Ci poumierają z nadmiaru emocji!

    Potwierdzam fakt, że sam opis czarnych mundurów, lub wspomnienie słowa Schmeisser powoduje niekontrolowany odruch deklaracji „strzelam”, „Ja ci dam heil hitla, szkopie skubany, walę do niego z całego magazynka”.

    Jedna uwaga, skoro to konwencja groszowa, mógłbyś zakończyć jakimś cliffhangerem, żeby gracze nie wiedzieli, co się dzieje, co się stanie. Widzowie muszą umierać z ciekawości i czekać do kolejnego odcinka!

  2. Kurcze ja też zauroczona jestem. Fakt raptem 3 godziny a już zostałam Królową :D:D. Tak serio mechanika fajna, prosta a wiadro kości w sumie mamy :D. Ogólnie mogłabym pograć dłużej.

  3. Patrz Pan na te warszawianiny spod kalysza! Az sie mnie majcher w klawiszach łotwiera! Ciarach taki nie dość, że w naleśnika czesany tabele ma niewyjściową to jeszcze bumbluje przy jakemś zagramanycznym balsanie! Wybrałby się człowiek do takiego na papierkowe robote lekko cięty po czystej-ojczystej, poslał bombe w niewyjściowy cyferblat, przeczesał doliny i posłał dzyndzajem w siną dal!Bo My gramy bez gipsu a nie po chińsku…!!

  4. @ Paladyn
    Cliffhanger, jasne powinienem, ale w sumie po dsam koniec i czasu nie było, i jakoś mi technika ta z głowy wyleciała. Wstyd. Trza zanotować.

    A co do Niemców. Kiedy Skrzyński oddał długą serię do messera, opisałem, jak w myśliwcu odpadają skrzydła, a pilot niemiecki salutuje po nazistowsku. Efekt? „Odpalam jeszcze dłuższą serię w niego” 🙂

    @ ATA
    Pograć dłużej? W sumie tez bym pograł, po WFRP będziemy wybierać system, więc możesz podnieść głos :).

    @ Maro
    Słownikaaaaa!

  5. W kapsko dziuni, dużo się działo:)

  6. Z pozdrowieniami dla „królewny” Doroty 🙂

  7. No a póki co Stefek jest w swoim żywiole
    LET’S ROCK !!!!!!!! (w stylu retro)

  8. Tym razem nie dam sie nikomu odciągnąć od żadnych znalezisk …. Czas ? Jest względny…

  9. tak dla rozluźnienia.

    Putin wezwal Wielka Dume Narodowa i mówi:
    – Tak dalej kur*a nie moze byc! Musimy zmienic strefy czasowe ziemi! Dzwonie dzis do Pekinu zlozyc zyczenia urodzinowe, a on mi mówi, ze to bylo wczoraj. Dzwonie dzis do Warszawy z kondolencjami, a oni mi mówia,ze jeszcze nie wylecieli…

  10. […] Wrzucam do Biblioteki scenariusz, który niedawno rozegraliśmy (preludium dla graczy, raport cz. 1 i cz. 2) w Hollow Earth Expedition. Zaznaczam, iż sama linia fabularna jest bardzo ogólnikowa (w […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s