Biały Orzeł nad Hyborią – raport cz. II

MG: Ja

Postacie:

Ata – pani Dorota Malinowska-Grant (archetyp: Explorer, motywacja: Fame),

lingwistka znająca kilkanaście żywych i drugie tyle martwych języków, miłośniczka kultury Tybetu. Uznana ekspertka od dekodowania starożytnych zapisów. Wdowa, ale nie czarna. Jedyna pacyfistka w szanownym gronie poszukiwaczy przygód oraz spirytualistka mająca talent postrzegania pozazmysłowego.

Damian – podporucznik Romuald Skrzyński (archetyp: Adventurer, motywacja: Greed), as polskiego lotnictwa myśliwskiego, podkomendny kapitana Jerzego Bajana, zadzierzysty pilot eksperymentalnej „pe-dwudziestki ósemki”. Wyjątkowo przesądny typ obwieszony króliczymi łapkami, amuletami i inszym ustrojstwem.

Maro – pan Mundek Wielanek ps. „Patefon” (archetyp: Engineer, motywacja: Duty), „wasiawiak” i apasza z Pragi. Samozwańczy inżynier, zbój, łapserdak, który swój pseudonim uzyskał, gdy wyniosłemu przybyszowi rozbił na łbie gramofon, kiedy ów obsobaczał „łukochanom Wasiawe, słodkom jak malyna”. Samorodny geniusz, który ukończył ledwie 4 klasy. Czas dzieli między kolejne pobyty w więzieniu a projektowanie wyprzedzających epokę silników lotniczych. Szef maszynowni i mechaników na pokładzie „Polonii Restituty”.

Jaro – pan Stanisław Michalski (archetyp: Hunter, motywacja: Fame), Polak urodzony w Południowej Afryce, niesamowity myśliwy o celnym oku, pewnej ręce i sercu ze stali. Opętany obsesją upolowania zwierzęcia, jakiego jeszcze nikt nie upolował. Traper, survivalista a przy tym rasista.

Messerschmitt Me-334

Zabrakło Kamila, toteż pan archeolog Stefan Parnicki h. Nieczuja nie miał znaczącego udziału w drugiej części przygód polskich śmiałków w Pustej Ziemi.

Bohaterowie kąpią się, rzecz jasna nago, w pięknym jeziorku i dokazują z Hyborejkami. Pojawiają się miejscowi i, rozdziawszy się, wchodzą do wody:

Mundek: Ech i teraz to nam będzie wstyd.

Po rozmowie z Antoniusem – królem Hyborejczyków bohaterowie zaczęli się przygotowywać do wyprawy na szczyt góry, gdzie małpoludy uwięziły Pulcherię – córkę króla. Pani Malinowska-Grant zwiedziła pałac królewski i przebadała freski i ryty, pan Mundek przygruchał sobie Hyborejkę, pan Skrzyński próbował coś tam zahandlować (z miernym skutkiem, żadnych diamentów i szmaragdów nie zdobył) i wreszcie pan Michalski po prostu poszedł się solidnie wyspać.

Mundek udaje się z Hyborejką na „spoczynek”:

Malinowska: Uważaj, jak skonsumujesz, to będziesz musiał ją wziąć za żonę.

Mundek: Pani kochana, to ja bym wtedy pół Warszawy miał zamężną.

Kilka godzin później (trudno użyć słowa: „rankiem” w świecie, gdzie słońce permanentnie jest w zenicie) grupa śmiałków rozpoczęła mozolną wspinaczkę po stromym zboczu zarośniętym gęstą, wilgotną dżunglą. Z pewnością bez większych przeszkód dotarliby na szczyt, nie niepokojeni przez całą faunę i florę Pustej Ziemi, gdyby pan Michalski nagle nie dojrzał pięknego gadoptaka porośniętego kolorowym pierzem, który właśnie rozpostarł swe imponujące, trzymetrowe skrzydła. Myśliwy złożył się do strzału, jednakże zdołał tylko ranić zwierzę, które pomknęło w zarośla. Śmiałkowie (mniej lub bardziej chętnie) ruszyli za nim. Trofeum Michalskiego dopadli na bagnistym brzegu dużego bajora w chwili, gdy posilał się nim gigantyczny, przedpotopowy krokodyl  – sarcosuchus. Gad, nie zważając na to, że raczej powinien eony temu wyginąć, rozdziawił paszczę i pognał na śmiałków. Epicka walka trwałą kilka ładnych minut. W jej trakcie pan Mundek wywalił dwa bębny ze swego przerobionego MP-28, pan Michalski sperforował kilkoma kulami ze sztucera gada, pan Skrzyński skoczył potworowi na grzbiet i wpakował klingę noże kukri w ślepię sarcosuchusa, a pani Dorota wspięła się na najwyższe drzewo z okolicy, skąd miała doskonały widok na walkę. Ostatecznie krokodyl został ubity, choć drużynowy pilot przypłacił to poważnymi ranami a Michalski odbitymi żebrami przez ogon bestii (szczęśliwie obaj zostali uleczeni przez zeNPeCowanego Parnickiego).

Po zabraniu trofeów z sarcosuchusa śmiałkowie ponownie podjęli wspinaczkę, by po kilku godzinach na tyle zbliżyć się do szczytu, by spośród typowych odgłosów otaczającego świata wyłowić te mało typowe lub zgoła niespotykane. Początkowo usłyszano pompatyczne dźwięki któregoś z marszów niemieckich odgrywanych przez patefon, a potem przez tępą, marszową nutę przebijają się wrzaski niemieckiego sierżanta, którym wtórują ryki małpoludów. Wreszcie bohaterowie wyjrzeli ze skraju dżungli na rozległą osadę położoną na szczycie góry. Pomiędzy nieforemnymi chatami zbudowanymi z kamiennych głazów nazistowski sierżant uczył musztry, ale i śpiewy oddział małpoludów odzianych w czarne mundury SS, uzbrojonych przy tym w MP-35 i tłuczki (stielhandgranate). W centrum osady do pala przywiązana była Pulcheria – przepiękna i obowiązkowo naga Hyborejka o niezwykłej dla swego ludu mlecznej skórze. Obok pala stał znany już BG major Skorzeny, który mocno gestykulując dyskutował z rosłym małpoludem z pogiętą, lecz złotą koroną na gorylim łbie. Obok na stoliku stał gramofon,  z którego dobiegały straszne dźwięki nazistowskich marszów.

Malinowska (o małpoludach w niemieckich mundurach): Wysoki, przystojny, niebieskooki blondyn. Aryjska rasa rulez.

Śmiałkowie błyskawicznie zaplanowali akcję. Mundek znalazł w dżungli wielkie gniazdo pszczół. A pszczoły w Pustej Ziemi są przynajmniej dwukrotnie większe i z trzy razy bardziej wkurwione od naszych ziemskich. Chwilę potem po doskonałym rzucie (świetny test) gniazdo wylądowało prosto na głowie niemieckiego sierżanta. Pszczoły wyległy i zaatakowały małpoludy, które w panice zaczęły strzelać z peemów do owadów. Niemiecki sierżant padł na ziemię żądlony przez pszczoły. Skulił się, słysząc chaotyczne strzały małpich podkomendnych. Zdążył jeszcze wrzasnąć „Neeeein! Nein stielhandgranaten!”, lecz było za późno. Jeden z kudłatych esesmanów odkręcił kapsel od tłuczka i rzucił w rój pszczół, rzecz jasna bardziej raniąc swoich niż pracowite owady.

Tymczasem Michalski jednym strzałem roztrzaskał gramofon. Ponownie doskonały test z dużą ilością przerzuconych sukcesów pozwolił na „akcję specjalną”. Gracz opisał, jak tuba gramofonu malowniczo wypryskuje w powietrze, koziołkuje i ląduje na łbie króla małpoludów. Ów zatacza się wrzeszczy i wpada na Skorzeny’ego, przyduszając do ziemi.

Dorota i Skrzyński wypadli z dżungli i pognali w stronę Pulcherii, jednakże pilot po drodze (fajnie zagrana motywacja postaci – Greed) skręcił w stronę małpiego króla, znęcony złota koroną. Dorota uwolniła dziewczynę, a Skrzyński zerwał tubę, zerwał koronę, chwilę się pociachał na noże ze Skorzenym i też rozpoczął odwrót.

Odwrót przebiegał przy świście prymitywnych dzid, z których kilka niemalże zabiło Dorotę. Skończyło się jednak na drobnych skaleczeniach. Wszystkich zaatakował jeszcze jeden wróg, nazistowski wiropłat z cekaemem, który zapikował z nieba, lecz dość niedbale wycelował, nie zaliczając żadnego trafienia.

Skrzyński przypadkowo odłączył się podczas ucieczki od pozostałych. Z koroną w jednej ręce i tubą w drugiej wbiegł między gigantyczne sekwoje, pośliznął się na rozmokłej ziemi, wykopyrtnął, poleciał naprzód… a potem spadł z urwiska… na koronę jednego z drzew. I na kolejną. A potem kolejną, by wreszcie zawisnąć kilkanaście metrów nad ziemią na jednej z gałęzi. Z drzewa dostrzegł nie tylko kilka kilometrów niżej ruiny Hyborii, ale i obozowisko swoich kompanów (a konkretnie sterowiec swojej wyprawy) oraz po drugiej stronie, kilkadziesiąt kilometrów dalej wielki obóz Niemców z lotniskiem i nabrzeżem morskim, przy którym przycumowany był wielki masowiec oraz u-boat! Z obozu wyjeżdżał właśnie opancerzony pociąg. Tory prowadziły daleko, daleko, sugerując, iż to nie jedyna baza nazistów!

Tymczasem Dorota, Mundek i Staszek Michalski wraz z uratowaną Pulcherią zniknęli pośród drzew, jednakże małpoludy nie zaprzestały pościgu. Bohaterowie gnali, ile sił w nogach. W pewnej chwili wypadli na niewielką polanę i zatrzymali się jak wryci, słysząc, iż z naprzeciwka ktoś się przedziera w ich stronę. Ktoś duży, wnioskując po odgłosach łamanych drzew!

Chwilę potem z zarośli wychynął wieeelki łeb goryla. Kilkunastometrowego goryla! Michalski zapomniał o chęci upolowania „bestii, której nikt jeszcze nie widział” i wskoczył w zarośla. Mundek tkwił w nich już od kilkunastu sekund, ściskając w spotniałych dłoniach swoje empi. A Dorota odmachała 13-metrowemu gorylowi. Goryl odmachał, a potem oczka mu się jakoś „zmaślaniły”, podniósł Dorotkę na ogromnej dłoni i przytulił do policzka.

Takiej miłości jeszcze nikt nie widział.

Oczywiście pojawiają się odpowiednio wredne i niesmaczne dowcipy o „pewnych sprawach” Konga:

Mundek do któregoś z kompanów: Takich jajec nie widziałeś, odkąd się kąpałem.

MG: Małpa ewidentnie patrzy zakochana na Dorotę.

Mundek (Do Doroty): Patrzę niżej i widzę, że lubi cię, oj lubi.

Sugestie, jak zabić Konga, gdyby okazał się wrogi:

Skrzyński (bodaj do Staszka): Cewką mu przejdź do nerki i wytnij mu ją.

A już na pewno Niemcy i małpoludy, którzy razem wypadli na polanę i zbaranieli. Na krótko rzecz jasna, bo małpka (zwana potem Kongiem lub pieszczotliwie Kongusiem) zaryczała i całe szkopsko-małpoludzkie tałatajstwo zwiało.

Tak oto Dorota powróciła triumfalnie do Hyborii, siedząc na barku zakochanego w niej na zabój Konga. Staszek i Mundek nie wrócili, gdyż…

No właśni, Skrzyński był w tarapatach. Co prawda zlazł z drzewa, co prawda dotarł na skraj urwiska i dostrzegł swoich towarzyszy jadących na Kongu. Ba, nawet zawołał do nich, ale wtedy zaroiło się wokół niego od radośnie i przyjaźnie uśmiechniętych dzikusów o czarnej skórze. Skrzyński grzecznie się przywitał, dzikusy jeszcze szerzej uśmiechnęły, a potem zaczęły pieczołowicie obmacywać jego kończyny, sprawdzając, ile mięsa zdobyli.

Mundek do Skrzyńskiego (o ludożercach): Ty myślałeś, że jesteś ich bogiem, a oni byli na wyprawie do mięsnego.

Minutkę potem pilot przywiązany do grubej żerdzi niesiony już był w stronę, skąd dobiegały odgłosy bębnów. Ten widok ujrzał Mundek i Staszkiem i pospieszyli na odsiecz kompanowi. A pora była najwyższa. Romek Skrzyński dotarł dzikusowym transportem do osady, której centralnym punktem był wielki kocioł wypełniony wrzącą wodą. Prawie wylądował w owym kotle, wpierw „pobłogosławiony” przez szamana dzikusów, lecz towarzysze zaczęli wzmożony ostrzał. Mundek prażył z empi po dzikich, a Staszek zwyczajnie wyszedł z dżungli i spokojnym marszem ruszył w stronę kotła, Romka, szamana i kilkuset ludożerców. Co któryś z dzikich nadbiegał, to myśliwy wypalał z shotguna, spokojnie przeładowywał i szedł dalej. Romek uwolnił się, korzystając z paniki wśród kanibali, zarżnął nożem szamana i po kilku pożegnalnych wymianach ognia i dzid cała trójka uciekła z osady ludożerców i po kilku godzinach dotarła do Hyborii.

Akcja w osadzie ludożerców. Mundek odpala swoje empi.

Mundek: W mordę kopane czarnuchy pieprzone, nadchodzi Mundek!!! Strzelam w gar!

MG: Seryjką?

Skrzyński (leży przy garze): Jak seryjką? Proszę ja cię!

Rzecz jasna Hyborejczycy nie tylko byli wdzięczni za uwolnienie Pulcherii i zafascynowani nowym, wielkim przyjacielem śmiałków, ale także, jak przystało na szlachetnych autochtonów, skłonni do wdzięczności. I tak Mundek ponownie wylądował w objęciach ponętnej Lukrecji (tak się zwała jego Hyborejka), a pozostali wyleczyli rany. Po wszystkim król Antonius zaoferował pomoc swego ludu w walce z „brunatnymi diabłami”.

I tak oto jakiś czas potem śmiałkowie powrócili do Raginisa, Arctowskiego i pozostałych, którym udało się doprowadzić do użyteczności „Polonię”. Wraz ze śmiałkami przybyła setka wojowników Antoniusa wraz ze swoim królem. Tak oto porucznik Raginis jako pierwszy w historii II RP nawiązał oficjalne relacje z narodem zamieszkującym Pustą Ziemię.

Najbliższe kilkanaście godzin wszyscy spędzili na naradach, co dalej robić. Antonius wyjaśnił, iż naziści zbudowali obóz w pobliżu gigantycznej świątyni Sathy – Boga-Węża, w której ukryto Serce Arymana – legendarne źródło pierwotnej magii. Przeklęty artefakt, z którego mocą zmierzył się już tysiące lat wcześniej jeden z herosów Hyborii – potężny wojownik o czarnych, długich włosach i ponurym spojrzeniu lodowatobłękitnych oczu. Jeśli Skorzeny zdobędzie Serce, to III Rzesza zdobędzie broń, której nie oprze się żadna potęga świata na powierzchni.

MG ( o Sercu Arymana): daje władzę nad żywymi i umarłymi.

Mundek: Znaczy się aparatura od bimbru.

Rozwiązanie było jedno – ATAK! Raginis zdecydował, by z żołnierzy i części załogi „Polonii” stworzyć grupę szturmową, która sterowcem dostanie się nad obóz i tam zostanie zdesantowana. Jednocześnie z zewnątrz zaatakuje Kong z Dorotą osłaniany przez oddział polskiej piechoty z peemami. Z drugiej strony zaatakuje Antonius z tysiącem swoich najlepszych wojowników. Bajan i Skrzyński zasiądą za sterami PZL P.28 i zapewnią osłonę z powietrza. Potrzebny był tylko pas utwardzonej ziemi, skąd myśliwce wystartują, bowiem urządzenia na sterowcu przeznaczone do zrzutu samolotów zostały zniszczone. Tu z pomocą przyszedł Antonius, który powiedział, że „metalowe domy i długi pas gołej ziemi” znajduje się kilkanaście godzin marszu od obozowiska Raginisa.

Tam udał się Skrzyński, Dorota oraz oraz 20 Polaków i kilkudziesięciu hyborejskich wojów. Okazało się, że metalowe domy i pas to opuszczone lotnisko polowe, na którym znaleziono kilka dwupłatowców z okresu I WŚ ze znakami belgijskimi na skrzydłach. Flaga belgijska znajdowała się też na maszcie przed jednym z hangarów. Odłożywszy wyjaśnienie tajemniczej obecności Belgów tutaj na później, ekipa zabrała się za przystosowanie lotniska do polskich samolotów.

Tymczasem przy sterowcu Mundek podjął się naprawy silników „Polonii” i po doskonałym teście, doprowadził sterowiec do szczytu możliwości. Staszek zaś trenował dzikich w strzelectwie w tym jednego z wybrańców w strzelaniu ze sztucera.

Wreszcie nadszedł czas wyruszenia do Hyborii, gdzie miały się zgromadzić siły do ataku na niemiecką bazę. Przed samym odejściem Mundek z mechanikami z drzwi hangaru sprokurował pancerz dla Konga.

W Hyborii zebrała się armia i wyruszyła do walki.

Mundek opisuje Konga: [pokazuje na twarz] King Kong! [pokazuje niżej] Cock Kong!

Po wyczerpującym marszu siły zajęły pozycje wokół nazistowskiej bazy wybudowanej obok wielkiej, schodkowej piramidy – miejsca ukrycia Serca Arymana. Atak rozpoczęła „Polonia” oraz Skrzyński i Bajan w myśliwcach. Polski sterowiec napotkał przeszkodę w postaci 400-metrowego statku powietrznego Niemców. Na burcie nazistowskiego sterowca pysznił się wielki symbol młota oraz napis szwabachą: „Mjölnir”, w gondolach straszyły lufy cekaemów oraz działo 75 mm. Nagórski wraz z Mundkiem niczym jedność poprowadzili „Polonię” do walki z niemieckim gigantem. Niebo przecięły nitki pocisków smugowych i świetlnych, raz po raz wypalał polski bofors, odpowiadało mu głuchym hukiem działo niemieckie. Oba sterowce po kilku minutach walki były poważnie uszkodzone. Wreszcie Polakom udało się zająć pozycję ponad Niemcami. Nazistowscy strzelcy siedzący na grzbiecie zeppelinach spojrzeli bladzi do góry dokładnie w tej chwili, gdy Nagórski odczepił improwizowane, zapalające bomby przygotowane wcześniej przez Mundka. „Mjölnir” zapłonął, kolejne balonety wypełnione wodorem zaczęły eksplodować i szczątki sterowca runęły na ziemię. Postrzelana i ciężko uszkodzona „Polonia” krótko potem awaryjnie wylądowała w samym centrum niemieckiej bazy.

Przygotowania do ataku na Niemców.

MG: Niemcy wiedzą, że jesteście w Pustej Ziemi.

Mundek: Dokładnie i dlatego zabierają ze sobą radio, jak wychodzą z samolotu.

Skrzyński i Bajan toczyli w tym czasie walkę powietrzną z messerschmittami. Trzy strącili, dwa inne spalili na pasie startowym, ostatniego zniszczył podczas startu Skrzyński kilkoma seriami pokładowych cekaemów. Następnie zrzucił bomby na hangary, a potem zaatakował w porcie u-boata. Rozwalił z kaemów obsługę szybkostrzelnego działka na okręcie podwodnym a potem dwoma bombami roztrzaskał niemiecki okręt.

Wtedy dopiero zorientował się, że jest sam. Drugi P.28 dopalał się na ziemi. W ostatniej chwili dostrzegł wroga. Dziwny, eksperymentalny myśliwiec ze śmigłem pchającym ostrzelał go z działek i niemal w miejscu zawrócił! Rozpoczęła się koszmarna walka. Początkowo Skrzyński obrywał, ile wlezie. Po kilku seriach wroga, cudem wciąż leciał na postrzelanym myśliwcu. Niemiec wciąż go wymanewrowywał (tak na marginesie, dawno nie miałem tak udanych testów, a Damian tak chu… kiepskich, wydał nawet wszystkie Punkty Stylu). Wreszcie szczęście się od Niemca odwróciło, Skrzyńśki wszedł mu na ogon i nie zszedł z niego dopóki myśliwiec (eksperymentalny Me-334) nie rozbił się o pas startowy. W tym czasie samolot Romka miał już jeden punkt Structure! Chwilę potem udane trafienie z niemieckiej pelotki zmusiło Skrzyńskiego do skoku ze spadochronem.

A na ziemi rozpoczęła się bitwa. Kong wdarł się do bazy brawurowo, wymachując na lewo i prawo maczugą (kolejna robota Mundka, stalowy, odpowiednio wzmocniony dźwigar). Pociski z cekaemów odbijały się od jego pancerza, a on zniszczył dwie wieże strażnicze. Polscy komandosi odpowiednio wsparli jego działania.

Z drugiej strony Hyborejczycy ruszyli na umocnienia bazy, na ich czele szedł Michalski, eliminując ze sztucera kaemistów.

Wreszcie z rozbitej „Polonii” zaatakowała grupa Raginisa, który w idealnie czystym mundurze i z Visem dłoni szedł wyprostowany i prażył do przerażonych szkopów. Wydawało się, iż nic nie odbierze zwycięstwa śmiałkom.

Wydawało się. Hyborejczycy zalegli na drutach kolczastych pod ostrzałem z moździerzy i karabinów. Grupa Raginisa musiała się okopać i odpierać ataki wzrastających w siłę i liczbę Niemców, a Kong dostał postrzał w acht koma acht, który przebił pancerz i posłał wielką małpę bez życia na ziemię Dorota próbowała się bronić, lecz została wzięta do niewoli. Z nieba zleciały dwa niemieckie wiropłaty i zaczęły ostrzeliwywać Polaków i Hyborejczyków.

Dorotka została zaprowadzona na szczyt wielkiej, antycznej wieży, an szczycie której naziści mieli swój umocniony punkt kontroli. Tam też było kilkunastu szkopów oraz dwu innych jeńców – Bajan i Skrzyński.

Klęska zajrzała w oczy bohaterom, lecz dzielny pan Mundek dostrzegł z gondoli rozbitej Polonii, iż Konguś żyje. Wyrwał kable z instalacji elektrycznej i osłaniany przez Raginisa i jego żołnierzy dopadł małpę. Poraził ją prądem,. Kong wstał, zaryczał wściekle, a potem żałośnie, gdy dostrzegł, że Dorotki nie ma przy nim…

Mundek wbija kable w pierś Konga i wrzeszczy: Żyyyyyj! Żyyyyyyyj!!!!

A potem mściwie, widząc, iż jest na niemieckiej wieży. Dopadł tejże i zaczął wspinaczkę, nie bacząc, iż krążą wokół niego szkopskie wiropłaty prując z cekaemów. Na szczycie wieży ciosem maczugi strącił jeden z nich, a potem rozgniótł na miazgę niemiecki punkt oporu oraz uratował swoją ukochaną wraz z jej kompanami.

Michalskiemu udało się natomiast przegrupować Hyborejczyków i przy kolejnym ataku wdarł się do bazy. Nadszedł czas, by śmiałkowie wdarli się do świątyni i przeszkodzili Skorzeny’emu w zdobyciu Serca Arymana, a czas był najwyższy, bowiem naziści już znajdowali się wewnątrz piramidy.

Tak oto czwórka śmiałków wkroczyła do świątyni. Tam pognali przez labirynt korytarzy, jednych pułapek uniknęli, inne przetrwali, starli się z pozostawionymi przez Skorzeny’ego małpoludami-esesmanami oraz żołnierzami niemieckimi. Poranieni, poparzeni, cudem ocaleli wpadli na wielki kamienny most wznoszący się ponad przepaścią wypełnioną lawą (no a jak? bez lawy miało być?) Most prowadził do okrągłego podestu, na którym znajdowało się Serce Arymana – kula zielonego światła… oraz Skorzeny, archeolog von Rosenberg oraz kilku małpich i ludzkich ochroniarzy.

BG pognali przez most, Skorzeny chwycił w dłonie Serce i wówczas pojawił Satha – Bóg-Wąż! A konkretnie 40 metrów wkurwionego węża o łbie wielkości małej stodoły. Satha wpierw pożarł Rosenberga, potem roztrącił żołnierzy Skorzenye’go. Major ostrzeliwywał się odważnie z Lugera, jednak wreszcie Satha zatrzasnął paszczękę na ręce, w której trzymał Serce i major runął w przepaść.

Wąż zawrócił i zaatakował BG, walka może nie była długa, ale dość trudna. Dorota padła ciężko ranna na ziemię, pozostali ledwo trzymali się na nogach, mimo to faszerowali Sathę ołowiem. ktoś tam rzucił zdobyczne granaty, ktoś tam ranił węża ładunkiem wybuchowym i wreszcie zmasakrowany Bóg-Wąż zatrząsł się i spadł jak wcześniej Skorzeny, w przepaść. Z chwilą, gdy Serce zniknęło w lawie, świątynia zadrżała, po korytarzach poniósł się niski rumor, a potem wszystko zaczęło się walić.

Śmiałkowie, nie bacząc na pułapki gnali do wyjścia. Co i rusz, któryś wpadał an coś lub był bliski śmierci, lecz pozostali zawsze mu pomogli (mechanika jest cudowna, a ja jeszcze pozwoliłem oddawać kostki z własnych skilli na towarzyszy). Za ich plecami rozjarzyła się zielona poświata, która poczęła rosnąć. To fala uderzeniowa eksplozji wymiatała wszystko na swojej drodze.

Śmiałkowie dotarli do wyjścia oczywiście w ostatniej chwili, wręcz wyprysnęli z niego i wylądowali ranni na ziemi. W obozie też było nieciekawie. Świątynia eksplodowała i niedobitki Niemców uciekły w swoją stronę a przetrzebiona armia polsko-hyborejska w swoją.

Tak oto skończyła się pierwsza przygoda ekspedycji Arctowskiego w Pustej Ziemi. Choć większość przeżyła, to zniszczenie samolotów i sterowca zmniejszyło szanse powrotu na powierzchnię niemal do zera. Ale jednocześnie zapobieżono mroczny i złym planom nazistów i zniszczono jedną z ich baz.

I rozpoczęto II wojnę światową, choć póki co dopiero w Pustej Ziemi ;).

UWAGI:

1. Dzięki za grę, było super :). Postacie zachowuję. Tak jak mówiłem, może jeszcze zagramy?

Advertisements

komentarzy 5

  1. Jestem za 🙂 no gdzie ja znajdę drugiego takiego „faceta” na rękach nosi, własną piersią zasłania i w paszczę ” czarnym diabłom” wlazł …ehh ” gdzie są mężczyźni wspaniali tacy…” .
    Mi się bardzo, bardzo podobało 🙂

  2. Wow, niezła sesja. Smar mydło i powidło 🙂
    Materiału spokojnie starczyło by na dwie, czy nawet trzy. Gratuluję pomysłowości.

  3. Gratuluję sesji! było grywalnie i w klimacie. Moje uznanie, czapka z głowy i generalnie kciuki w górę!!!

  4. Drogie Panie i Szanowni Panowie. Było naprawdę miodnie.

  5. […] do Biblioteki scenariusz, który niedawno rozegraliśmy (preludium dla graczy, raport cz. 1 i cz. 2) w Hollow Earth Expedition. Zaznaczam, iż sama linia fabularna jest bardzo ogólnikowa (w sumie […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s