Sylvania cz. XXXIV – w stronę Valaya Thryng

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca.

Atka – Blanca Lucia de Riviera Martinez, estalijska blond piękność, ni to szlachcianka, ni awanturniczka; siostra Jose Antonia.

Jaro – Volker Tillmans, ex-nowicjusz Morra, ex-członek straży świątynnej, a obecnie uciekinier zapewne ścigany listem gończym.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Maro – Thorgrim Thorgrimsson – mężny, tajemniczy i dość archaiczny wojownik krasnoludzki z Gór Krańca Świata. Już zabójca trolli!

Damian – Jose Antonio de Riviera Martinez, brat Blanki, nieostrożny, estalijski awanturnik, magnes na problemy.

Pablo – Logan, krasnoludzki kowal runów z Gór Krańca Świata.

Obecność jak widać dopisała, nie zabrakło żadnego z graczy. Rozpoczęliśmy po rozmowie z Druidem. BG pożegnali się zarówno z kapłanami Dawnej Wiary jak i elfami, a następnie ruszyli przez Mglistę Puszczę w stronę Południowego Stiru. Bez większych problemów dotarli nad rzeczny brzeg, gdzie kilka dni wcześniej ukryli swoją szalupę.

Łódź i owszem, znajdowała się w tym miejscu, gdzie ją drużyna pozostawiła, jednakże z trzech stron była otoczona przez plątaninę sieci pajęczych, które kurtynami zwisały aż do ziemi. Setki, a może i tysiące pająków (zwykłych leśnych krzyżaków czy innego zwykłego, ośmionożnego paskudztwa etc.). Świeżo nawrócony na Dawną Wiarę Jose wykazał się jak na neofitę przystało i nie chciał pozwolić zniszczyć robali, co Thorgrim potraktował jak zwykle, czyli zignorował.

Ostatecznie krasnolud rzucił pochodnią w pajęczyny, a Jose strzelił (szczęśliwie niegroźnie) do Thorgrima z łuku. Potencjalny konflikt rozładowano nim zdążył się rozwinąć, a następnie spuszczono na wodę szalupę. Po niewczasie Konrad wpadł na pomysł, by sprawdzić wnętrze owego wielkiego kokonu z pajęczyn. BG przybili do brzegu i pieszo wrócili w górę rzeki, do pajęczyn. Tam też największą głupotą odwagą wykazał się Thorgrim i wszedł pomiędzy nadpalone przędze. Znalazł nory kolonii jakichś zwierzaków (kun czy innego tałatajstwa) oraz dziwny kamień. Nieregularny wielościan o ostrych krawędziach z materiału przypominającego czarne szkło lub wystygłą lawę. Znalezisko okazało się wyjątkowo magiczne, ale bez szczególnych właściwości, tak jakby nie było tworzonym artefaktem, lecz anomalią magiczną, nietypowym wytworem natury.

Najczęściej używane przez drużynowego maga zaklęcie – „ognista kula” ma inkantę I Ignis Materia/Homo/Animal. Bohaterowie stoją przed pajęczynami.

Thorgrim: No to co, Kondzio? Ignis Pająkos?

Wielościan schował w torbie Thorgrim, a następnie cała ekipa powróciła na łódź, gdzie zdecydowano, by płynąć bez przerwy w stronę Teufelheim. Pogoda dopisywała, było ciepło, choć jesiennie. Można było wreszcie wysuszyć odzienie i ekwipunek. Nocą łódź płynęła powoli, część spała, część imała się wioseł. Nikt nie dostrzegł, iż znalezisko Thorgrima ma dziwną moc. Dopiero rankiem krasnolud przebudził się i dostrzegł, że na jego piersi wygrzewa się kolorowy, jadowity, rzeczny wąż. Zabójca trolli spocił się wpierw, a potem ostrożnie przepłoszył gada. Wąż początkowo był agresywny, lecz widać poczuł woń bijącą od krasnala, bowiem bez syku zawinął w miejscu i wsunął się do wody. To nie był jednak koniec przygód krasnoluda, okazało się bowiem, iż wszelkie robactwo (pająki, skolopendry etc.) znalazło sobie schronienie w zakamarkach jego zbroi, odzienia a nawet ciała. Wściekły odpędził nieproszonych lokatorów, a potem wsunął rękę do torby, by wyjąć tajemniczy kamień. Rzecz jasna i w torbie byli zwierzęcy goście: kilka jaszczurek, dwie żaby i wredna wiewiórka, która uharatała Thorgrima w rękę, a potem zeskoczyła z łodzi na brzeg.  Zniesmaczony krasnolud oddał kamień Loganowi. Kowal Runów zafascynowany znaleziskiem spędził nad nim długie godziny, lecz niczego nowego się nie dowiedział. Nie pomogły eksperymenty na zdobytej w brodzie wszy, na nią jakoś tajemniczy kamień nie oddziaływał.

Throgrim budzi się, by stwierdzić, że wszelkie zwierzaki śpią na nim, pod nim i  w jego ekwipunku, m.in. węże, jaszczurki, robaki i jakaś wredna wiewiórka.

Thorgrim [rozeźlony]: Co to, kurwa, przytułek?!

Pod wieczór drużyna dopłynęła do Teufelheim. W wiosce przy nabrzeżu cumował rzeczny statek z jednym masztem, bogato wyposażona łódź nosiła miano „Gryf”. Na jej pokładzie uwijała się załoga w tunikach z nieznanym BG herbem. Natomiast na brzegu właściciel łodzi, szlachcic w średnim wieku  ubijał z wójtem interes. Właśnie zaczęto załadunek żywności na łódź, którą wójt wymienił za narzędzia przekazane przez hrabiego.

Bohaterowie opuścili łódź poza Loganem, który wciąż uporczywie wpatrywał się w dziwny kamień. Nie dostrzegł, iż w wiosce zaczyna się dziać coś dziwnego. Z obór, stajni, zagród wyległy tłumnie zwierzęta domowe. Kaczki, kury, krowy, owce i barany, a nawet z dwa pociągowe konie pognały w kierunku nabrzeża. Gdacząca, rżąca, mecząca chmara bezrozumnie wskoczyła na szalupę, która raptownie zakołysała się i przewróciła.. Logan wyprysnął do wody, za nim dziwny kamień, ładunek z łodzi (w tym znalezione wcześniej bomby), a za tym wszystkim kury, kaczki, krowy, świnie… Ech! Takiego pandemonium nie był pewnie podczas obrad Rady Elektoralnej po śmierci Karla Franza. Wduszony w muł Kowal Runów próbował się wydostać na powierzchnię, ale pazury i kopyta zwierzęce mu to uniemożliwiały. Chłopi, szlachcic i załoga statku stali z rozdziawionymi gębami. Podobnie bohaterowie, poza Volkerem, który tarzał się ze śmiechu na brzegu. Dobrze, iż Maja okazała jakieś humanitarne uczucia i pomogła biednemu krasnoludowi.

Ona też później wydobyła ekwipunek z dna rzeki, w tym i tajemniczy wielościan, który następnie schowano do glinianego garnka wypełnionego piaskiem i zapieczętowano.

W wiosce BG spędzili tylko noc. Zdołano porozmawiać ze szlachcicem, który przedstawił się jako Ferdinand de Loechsen, hrabia z Imperium, badacz-samouk żeglujący po rzekach Sylvanii. Poza tym klasycznie Thorgrim pogadał z Kozą – pociesznym faunem ze studni, a Konrad jak zwykle zaliczył kulturalnie porozmawiał z kolejną wiejską panną.

Konrad ma miłe tete-a-tete z wiejską pięknością. Właśnie opuszcza stodołę.

MG: Konrad wychodzi przed stodołę, przeciąga się i podchodzi do was. Chwilę po nim ze stodoły wychodzi piękna dziewoja, poprawia giezło i odchodzi.

Blanka: A potem wychodzi kowal i poprawia szaty…

Throgrim: A dalej krowa, baran…

Rankiem ekipa wyruszyła mostem przez Templę, a następnie skierowała się na południe. Cel: opuszczony i przeklęty klasztor krasnoludzki – Valaya Thryng.

Pogoda wciąż dopisywała, a teren sprzyjał marszowi. Żadnych wzgórz, jarów etc. Sylvańska równina pokryta wysoką trawę, teraz już przywiędłą i zeschłą. Bohaterowie minęli łańcuch wzgórz (nota bene na jednym ze wzniesień dostrzegli ruiny kopalni) i pewnie spokojnie by dalej maszerowali, gdyby nie kolejne z niefortunnych spotkań. W oddali dostrzegli grupę jeźdźców, co gorsza ci dostrzegli BG i skierowali się w ich stronę. Początkowo bohaterowie myśleli, że to może najemnicy, którzy mieli być wynajęci za ich pieniądze w Waldenhof, szybko jednak się okazało, że przybysze są zbyt dobrze wyszkoleni i wyposażeni. Banda brygantów liczyła sobie dwa tuziny ludzi, zapewne dawnych najemników, o czym świadczyły wojskowe kolczugi. Rozbójnicy bez zbędnego słowa rozwinęli szyk, dobyli broni i zaszarżowali na BG, którymi szybko pokierował Volker. Ex-nowicjusz Morra kazał się wszystkim ustawić w koło plecami do siebie i tak przyjąć szarżę.

Blanka [wściekłą, że ani nie może trafić szarżujących jeźdźców, ani też za wiele im nie robi]: Nie będę machać (imituje ciosy mieczem), przecież to nie ma sensu.

MG: Czym machać?

Blanka [wściekła]: Kutasem!

Wszyscy [z uznaniem]: Uuuuuuuu!

Walka, która się rozegrała na sylvańskim stepie były jak zwykle krwawa, szybka i chaotyczna. Bryganci nie kwapili się do zwarcia, licząc na impet swoich wierzchowców szarżowali czwórkami, piątkami a nawet szóstkami na zażarcie broniących się w kole bohaterów. Ich szyk pękał kilkukrotnie, ale za każdym razem dzielni bohaterowie Sylvanii wracali do szeregu. Jednego lub dwu ściął w pełnym pędzie Throgrim, innego przebił Jose, podczas któregoś z najazdu z szeregu wystąpiła Blanka i dobiła ranionego przez Maję wroga. Po raz kolejny Konrad okazał swą wielkość, miotając dwie ogniste kule w kolejną z grup szarżujących wrogów, paląc czwórkę z nich żywcem. Jeno biedny Volker nie mógł się wykazać. Raz że jego miecz, dzieło Vaylanda wzbudzał strach u części wrogów, którzy zaczęli omijać dzielnego wojownika. Dwa, iż dzielny wojownik jak zwykle nie trafiał, po raz kolejny potwierdzając prawdziwość przysłowia: Kto się pizdą urodził, ten skowronkiem nie będzie.

Podczas walki Volker raz za razem nie trafia, co jest już w zasadzie tradycją. Gracz kierujący Volkerem nie ma pecha w kościach, on jest po prostu chodzącą kościaną katastrofą.

MG: Dżizaz, nie potrafisz trafić nawet w konia z jeźdźcem.

Volker: Bo oni się ruszają.

Maja co prawda trafia wrogów, ale ciągle ma niskie rzuty na obrażenia. Wreszcie rani poważnie przeciwnika, ale to Blanka robi wypad i dobija bryganta.

Blanka: Ha! Pierwszy zabity!

Maja [oburzona]: Hej!

Volker: Ninja looting! [swoją drogą chyba Jaro powinno być kill stealing]

Wreszcie, gdy wydawało się, że bohaterów zmoże wróg, nadeszła odsiecz. A raczej nadjechała, wyjąc, wrzeszcząc zawołania rycerskie. Grupa rycerstwa i knechtów młodego Ulricha von Brautzeina-Darsteina spadła na brygantów i rozniosła ich w pył.

Po walce bohaterowie dowiedzieli się, że do Sigisoary przybył z żywnością baton von Regraks z Regrakhof, giermek Ulricha powrócił z Waldenhof z czterdziestoma pieszymi najemnikami (nędznego sortu), a do samego Ulricha przyłączył się tajemniczy rycerz w zielonej zbroi, który ślubował milczeć i nie okazywać swego oblicza. ów Zielony Rycerz zresztą brał udział w odsieczy.

Po walce z najemnikami Konrad bierze się do leczenia czarami rannych towarzyszy, czar „leczenie lekkich ran” wymaga dotknięcia rannego przez czarodzieja.

Konrad: Wszyscy, którzy są na lekkich ranach zgłosić się do dotykania.

Po tym spotkaniu drużyna wznowiła marsz w kierunku Gór Krańca Świata i przeklętego klasztoru Valayi. Tam też bez większych przygód (prócz gniazda gryfona, które przezornie ominęli) dotarli następnego dnia.

[W tym miejscu dwu graczy-krasnoludów musiało wcześniej opuścić sesję, uroki pracy]

Późnym popołudniem BG stanęli pod pionową ścianą skalną. Dwieście metrów powyżej wprost ze skał wyrastała otoczona kamienną balustradą przepiękna budowla o wielu przysadzistych kolumnach. Od dawna nie istniała winda czy drabina prowadząca na górę, a podziemne korytarze wiodące do wnętrza klasztoru zostały zasypane. Pozostała wspinaczka. O ile Jose, Blanka i Maja potrafili się wspinać, to Konrad i Volker byli w tym względzie kompletnymi nowicjuszami. Wspinacze ruszyli przodem, asekurując żółtodziobów za pomocą posiadanej liny. Do stu metrów ekipa dotarła bez problemów, a potem Volker odpadł od ściany. Szczęśliwie pozostali utrzymali linę i wojownik mógł zacząć się wspinać po niej. Co z tego, skoro osłabione wspinaczką mięśnie odmówiły posłuszeństwa, mało tego lina w kluczowym momencie przetarła się o ostrą krawędź skalną i bohater zaliczył kilkudziesięciometrowy upadek. Cudem jakieś krzewy zamortyzowały lot [ten cud nazywa się w Warhammerze: Punkt Przeznaczenia, czyli „pepanc”].

W tym momencie Maja zdecydowała się sama wspinać. Bez większych przeszkód dotarła do klasztoru, przeskoczyła balustradę i szybko sprawdziła teren. Pod jedną ze ścian znalazła wielki zwój grubej liny oraz stary, ale nieuszkodzony kołowrót. Z ich pomocą zdołała wciągnąć pozostałych. Nie obyło się przy tym bez dziwnych wydarzeń. A to korba kołowrotu wymsknęła się z dłoni Mai i z ogromną siłą uderzyła ją w dłoń, łamiąc palec. A to posypały się dachówki, trafiając w głowę Volkera 200 metrów niżej i rozłupując doskonały, krasnoludzki hełm na pół! Potwierdzały się opinie, jakie wcześniej BG zdobyli w Zhufbarze o Valaya Thryng – klasztor był przeklęty!

Na szczycie bohaterowie odpoczęli, a Konrad rzucił kilka czarów leczących. Ponownie dało o sobie znać „szczęście” Volkera. Cztery czary „leczenie” rzucone pod rząd na niego. Za każdym razem na K6 określającej ilość uleczonych obrażeń wypada jedynka. Cztery razy!!!

Drużyna już razem stanęła przed wysoką bramą z brązu, na której wyryto rozmaite sceny ukazujące Valayę – krasnoludzką boginię mądrości. Bramę zabezpieczały cztery lakowe pieczęcie z runami odpędzający złe duchy. Maja oderwała każdą z nich, a następnie bohaterowie weszli przez otwartą bramę do wnętrza kompleksu klasztornego oświetlonego lampami oliwnymi, które zapalały się magicznie w chwili, gdy bohaterowie do nich podchodzili.

Długi i szeroki korytarz prowadził do przedsionka – kwadratowej komnaty z trzymetrowym podestem, na którym znajdowały się pulpity do przepisywania ksiąg oraz wielki posąg Valayi. Mimo iż nie było tutaj żywej duszy, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. A to znienacka pękały zmurszałe podpory pulpitów, blaty spadały na ziemię, dziwaczne zbiegi okoliczności rodem z filmu „Oszukać przeznaczenie” zamieniały zwykłe przedmioty w śmiertelne pułapki. M.in. lampa oliwna spadła na plecy Blanki, parząc ją dotkliwie. Kiedy indziej na jeden z pulpitów coś spadło, tworząc z blatu swoistą dźwignię i posyłając całą zawartość pulpitu w powietrze, m.in. nieszkodliwą pamiątkę, szklaną kulę z umieszczoną przemyślnie wewnątrz makietą Zhufbaru i białym pyłem imitującym śnieg. „Nieszkodliwa pamiątka” nabiła magikowi solidnego guza. Na nogę Volkera z kolei wylała się zawartość jednego z kałamarzy. Nie, nie był to inkaust, lecz silny kwas do wytrawiania zapisanych pergaminów.

Konrad [po oberwaniu szklaną kulą]: Kurwa, prawie zabił mnie przycisk do papieru!

Maja po raz kolejny użyła talentu do wykrywania istot magicznych i dzięki temu, wszyscy się dowiedzieli, że wokół nich krążą niewidzialne i bezcielesne byty, które być może stoją za wypadkami w klasztorze. Nic dziwnego, iż Maja z marszu nazwała je poltergeistami.

Sesję skończyliśmy w tym miejscu.

UWAGI:

1. Jaro, zmień kości. Znowu.

2. Za sesję dla wszystkich uczestników 40 PD.

Advertisements

komentarzy 10

  1. Gdyby nie maja która kazała mi walnąc firebola to byłoby inaczej…..

  2. A fakt, nie wspomniałem, że podczas walki z brygantami odrzuciliście dalej znaleziony w pajęczynach artefakt, a Ty go zniszczyłeś fajerbolem. Taaaa, zastanawia mnie tylko jedno, dlaczego Maja kazała Ci ognistą kulę rzucić 🙂

  3. Nie dać się sprowokować… Nie dać się sprowokować…. nie dać się prowokować tanimi sztuczkami…
    Szlag! Niczego nikomu nie kazałam rzucać!! To coś miało przeżyć! I być później pomocne!!

    😀

  4. Właśnie na coś wpadłam… Jose jest z nami. :] Poltergeisty mają pecha… pokonamy je ich własną bronią. ;D

    No na murach faktycznie działy się dziwne rzeczy… kołowrotek się zepsuł, dachówki spadły, Jose kawał zrobił Volkerowi (chyba)… ;D

  5. i znowu będę musiał masować tych lamusów a PMów coraz mniej. Może przynajmniej klocki będą bardziej ochotne , jak mówi starożytne kraśkowe powiedzenie :
    „Wiesz, co się liczy? Szacunek ludzi z piwnicy.”

  6. Zacytował, zacytował kurde, nikt już teraz nie uwierzy, że ja subtelna być potrafię. swoja droga to w klasztorze uważać trzeba..mam nadzieje, że nikt nie jadł na ostatnim postoju grochówki tudzież bigosu…pierdnięcie gotowe tyłek rozerwać :D:D.

  7. Skoro to duchy to może wartałoby się z nimi porozumieć? Wicie stoliczek , śmieszna tablica z literkami i wskazówką…
    Może nikt wcześniej tego nie próbował .

  8. @ Madzia
    Miało przeżyć, miało być przydatne… wszystko jest względne :). A co do Josego, może masz i rację, ale pamiętaj, że Jose jak gdzieś wchodzi, to zaraz się wali wieża lub kondygnacja :).

    @ Amer
    Heh: „Joł ziom krasnolud, JCh na 100% :).

    @ Ata
    A zacytował, z rzadka dzierlatki machają kuśkami 🙂

  9. “Wiesz, co się liczy? Szacunek ludzi z piwnicy.” 🙂 zgadzam sie! I dodam… „Wszystko na Twój koszt… Wszystko na Twój koszt…” 🙂 🙂 🙂
    Ale wracając do sprawy to tak doborowy oddział „ghostbusters” jak My poradzi sobie z duszkami 🙂 a nawet jeśli nie to stracą cierpliwość i się wyniosą!

  10. teraz coś dla pogromców duchów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s