Sylvania cz. XXXV – W przeklętym klasztorze

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca.

Atka – Blanca Lucia de Riviera Martinez, estalijska blond piękność, ni to szlachcianka, ni awanturniczka; siostra Jose Antonia.

Jaro – Volker Tillmans, ex-nowicjusz Morra, ex-członek straży świątynnej, twardy wojownik w pełnej płycie.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Damian – Jose Antonio de Riviera Martinez, brat Blanki, nieostrożny, estalijski awanturnik, magnes na problemy.

Pablo – Logan, krasnoludzki kowal runów z Gór Krańca Świata.

Na sesji niestety zabrakło Mara, czyli Thorgrima – krasnoludzkiego woja, zabójcy trolli.

Bohaterowie wznowili eksplorowanie Valaya Thryng – opuszczonego i niewątpliwie przeklętego monastyru krasnoludzkiej boginki – Valayi. Bohaterowie chwilę odpoczęli w skryptorium, a następnie ruszyli wzdłuż jednego z dwu korytarzy. Dziwne wydarzenia się mnożyły, wyraźnie zmniejszając tempo eksploracji. Po serii wypadków, podczas których BG byli parzeni przez spadające kaganki i rozpryskującą się oliwę czy obijani podczas upadków ze schodów, pojawiły się pierwsze wątpliwości, czy nie lepiej byłoby wyjść z kompleksu. Problem ten w zasadzie zniknął z chwilą, gdy Konrad, chcąc trafić dziwne duchy powodujące wypadki, doprowadził do zawalenia się wejścia do monastyru. Nie pozostało nic innego, jak pokonać zło czające się w mroku Valaya Thryng.

Duchy (już na wcześniejszej sesji ochrzczone mianem „poltergeistów”) wciąż towarzyszyły bohaterom, generując kolejne dziwne ataki. A to ktoś potknął się i wpadł na towarzysza, a to znów coś spadło z sufitu na głowę. Josego oblała oliwa z lampy, toteż Estalijczyk rozdział się do przepaski biodrowej i ubrał płaszcz (tak narodził się Kapitan Estalia!:))

Jose został oblany oliwą. Bohater uzyskuje status „flammable” i to w kompleksie, gdzie co chwila dzieją się sceny rodem z filmu „Oszukać przeznaczenie”:

MG (do Jose): Twoje szaty są nasączone oliwą. Masz złe przeczucia.

Volker (do Jose, z uśmiechem): To tylko kwestia czasu.

Wreszcie śmiałkowie dotarli do krypty jednego z krasnoludzkich bohaterów. W niewielkiej krypcie pochowany został Isuldan syn Durhana – dawniej heros krasnoludzkich, bohater wielu wojen z zielonoskóymi i skavenami, a później opat klasztoru. Za pierwszym razem BG zdecydowali się nie otwierać ciężkich wrót z brązu i ruszyli dalej korytarzem, który prowadził do pomieszczenia pełnego szczątków ludzi i krasnoludów. Szkielety ludzkie były dużo świeższe i rozrzucone wokół paleniska, co mogłoby sugerować, iż należały do innych śmiałków, którzy trafili do monastyru być w celu splądrowania go. Poza tym w pomieszczeniu znajdowała się studnia, a obok niej wielki regał z kilkoma zalakowanymi garnkami. Po wejściu bohaterów do komnaty szkielety co prawda nie ożyły, ale poltergeisty zaczęły poruszać szczątkami, a wreszcie zrzuciły garnki z regału. Po rozbiciu wydostał się z nich żrący gaz, który poparzył kilku ze śmiałków, a Logana pozbawił przytomności. Bohaterowie pospiesznie się ewakuowali i ruszyli korytarzem w drogę powrotną, uznając, iż to skrzydło monastyru zostało już sprawdzone.

Po drodze Konrad (A może to był Jose?) otworzył wrota do grobowca Isuldana. Wokół masywnego, katafalku zgromadzone były różne dary wotywne: amory, przedmioty domowego użytku, broń, złoto, biżuteria. Katafalk był nakryty płytą z płaskorzeźbą wyobrażającą bohatera Zhufbaru.

Kolejne komentarze dotyczące Jose, który w samej przepasce biodrowej i płaszczu łazi po klasztorze.

Jose: To elfi płaszcz. Dostaliśmy w osadzie elfów.

MG: Taaa, Legolas z ciebie.

Blanka: Le Golas!

Konrad: Wszędzie-wlazł.

BG początkowo nie zamierzali niczego zabierać, jednak problemem był brak oświetlenia. Lampę stracili jakiś czas temu. Prowizoryczne pochodnie wykonane z ubrań Jose powoli przygasały. Volker znalazł pięknie zdobioną lampę i napełnił ją oliwą pobraną z  jednej z amfor. W tym czasie Maja sprawdziła zgromadzone dary, odkrywając dwie potężne, magiczne bronie:

– grot włóczni pochłaniającej czary i wzmacniającej Wytrzymałość walczącego

– piękny topór, który potrafił zadawać śmiertelne rany

To już zbyt kusiło BG. W topór zaopatrzyła się Blanka, a gro ukryła w plecaku Maja. Jeszcze przed samym wyjściem Konrad, mimo ostrzeżeń pozostałych bohaterów, odsunął płytę nagrobną, odsłaniając szczątki Isuldana. Na to jawne bezczeszczenie spokoju herosa zareagowali towarzyszcze czarodzieja. Płytę zasunięto i opuszczono grobowiec.

Króko potem BG minęli skryptorium i weszli do drugiego skrzydła monastyru. Dotarli m.in. do dawnego dormitorium. Tam też uaktywniła się zła siła zamieszkująca Valaya Thryng. Nieznany jeszcze z imienia demon, kierujący zapewne duchami, uznał Konrada za interesujący obiekt do kuszenia. Duchy zaczęły chronić Konrada, miast mu szkodzić. To zatrwożyło czarodzieja, który nagle zatrzymał się przed drzwiami wyjściowymi z dormitorium, bojąc się chyba, iż te nagle go uderzą. Zażądałby, ktoś, kto już przeszedł przez próg podał mu rękę. Uczyniła to Maja i wtedy wrota z całej siły uderzyły ją w rękę, gruchocząc ją kompletnie!

Po opuszczeniu dormitorium BG dotarli do świątyni krasnoludzkich bóstw, do której zresztą z jakiegoś powodu nie mógł wejść Konrad. Po opuszczeniu świątyni, w której zresztą poszkodowana została Blanka (kolejny atak duchów), BG ruszyli innym korytarzem prowadzącym z dormitorium. Tam też powtórzyła się sytuacja z drzwiami. Konrad znów poprosił o pomoc (podanie ręki) przy przekroczeniu progu. Tym razem uczynił to Jose. Chwilę potem Estalijczyk powędrował z pozostałymi korytarzem, niosąc pogruchotaną rękę na temblaku.

Konrad (komentuje ciągły pech Jose i wpadanie w kolejne pułapki przygotowane przez duchy): Na twoje potrzeby wymyślono Sapera w Windowsie. Pierwsze action RPG.

W kolejnym korytarzu odnaleziono zejście poziom niżej. Podłoga, ściany i sufit kamiennego tunelu porośnięte były dziwną tkanką, ni to ciałem, ni grzybem. Tunel kończył się stromym zejściem kilkanaście metrów w dół. Po raz kolejny doszło tutaj do dziwnych wydarzeń. Nie wiedzieć czemu Maja popchnęła nagle Konrada w głąb korytarza, ten chcąc się złapać, wepchnął Volkera do środka. Zapewne woj spadłby kilkanaście metrów w dół, gdyby nie ofiarna pomoc przemarzniętego, rannego i obolałego Jose, który pochwycił towarzysza.

Poziom niżej w ogóle nie przypominał wnętrza monastyru, prędzej wnętrzności jakiejś bestii. Ściany zbudowane były z pulsującej tkanki, w której żyłami płynęła gęsta krew. Wszystko drgało, poruszało się, oddychało. Drzwi przypominały membrany z grubej błony i pozwalały tylko na przejście w jedną stronę. Z żyjących, obrzydliwych ścian wyłaniały się wykrzywione w grymasach twarze czy pełne osoby, nierzadko znane bohaterom. A to krasnolud, który przedstawiał się jako sługa Valayi, a to dawny, elfi opiekun Mai, a to wreszcie czarodziej Hagenau z Waldenhof. Estalijskie rodzeństwo dostrzegło swego ojca – znienawidzonego okrutnika i tyrana. Skuszone wizją ruszyło w jego stronę, ale Maja ogłuszyła Blankę, a Konrad potraktował Jose „kradzieżą rozumu”, pacyfikując go na kilka minut. Bohaterowie dość szybko zrozumieli, że każde  z pomieszczeń jest inną częścią ciała/organem demona, który zawładnął monastyrem. Szybko opuścili usta (tam wylądowali po zejściu z góry) i trafili do żołądka, gdzie Jose miał „przyjemność” wdepnąć w soki żołądkowe.

Tutaj Logan i Maja wpłynęli na plany reszty drużyny i miast ruszyć dalej (zapewne w kierunku wątroby, jelit i …. reszty demona) przebili się przez jedną ze ścian wprost do płuca. Tam też, przechodząc przez labirynt z muślinowych błon, dostrzegli kilka eterycznych istot krążących ponad ich głowami. Był to przerażone dusze dawnych mieszkańców monastyru. Na oczach BG z jednej z baniek (pęcherzyków płucnych) wyprysnęła uzębiona paszcza i połknęła duszę. Do paszczy doskoczył Volker i ciął ją magicznym mieczem Vaylanda – Belethem, a potem rozrąbał też biedną duszę, którą na powrót pochłonęła jedna z paszcz.

Logan komentuje plany towarzyszy: Zaraz, wy chcecie przejść dalej przez jelita i dupą wyjść?

Ktoś (chyba Konrad): Słowa „jesteśmy w dupie” nabierają tu dosłownego znaczenia.

Wtedy też swój epicki pojedynek stoczyła Maja. Wkroczyła do bańki i zaatakowała dziwaczną istotę. Walka byłą o tyle dziwna, iż paszcza nie obniżała Żywotności Mai, lecz jej Siłę Woli, osłabiając jej charakter i wolę przeżycia. Konrad chciał jej pomóc czarem „magiczne zamknięcie” i co prawda czar się udał, lecz wyniku działań demona nie zaszkodził przeciwnikowi Mai, lecz zamienił pęcherz płucny, w którym Maja toczyła walkę, w sferę z najtwardszego kryształu. Bohaterka musiała stoczyć swą walkę samotnie. I wygrała, choć jej Siła Woli spadła niemal do zera, przez co Maja już nie bardzo była zdolna do podejmowania decyzji lub opierania się wpływowi innych :).

MG (do Mai): Zostało ci tylko 3 punkty Siły Woli.

Volker (do Mai): Poka cyce!

Z płuca BG dostali się do komnaty, która była odpowiednikiem serca demona: nad samotnym ołtarzem lewitowała szklana kula, w której igrały czarne błyskawice, krążyły czarne planety i inny stuff skopiowany z Lovecrafta :). Przy ołtarzu stały cztery ogromne emanacje zła demona – szkielety w potężnych czarnych zbrojach. Strażnicy.

Jednego BG zniszczyli posiadaną (a znalezioną swego czasu we wraku okrętu nad Stirem) bombą. Pozostałe trzy zaatakowały bohaterów. Konrad wycofał się za plecy towarzyszy, Logan bezskutecznie próbował przebiec obok szkieletów i zniszczyć sferę. Volker, Maja, Jose i Blanka stanęli do walki. Blanka niemal zginęła, ale pięknym ciosem magicznego topora zniszczyła szkielet (ładna przerzutka na dużym bonusie z magii broni, ok. 20 obrażeń), Volker stracił punkt przeznaczenia, ale z pomocą towarzyszy pokonał swojego przeciwnika. W tym czasie Konrad próbował rzucić sztyletem szkielet, stojąc za plecami towarzyszy. Trafił w plecy Mai. Wojowniczka padła nieprzytomna (też straciła punkt przeznaczenia).Wreszcie zniszczono ostatni szkielet i rozbito sferę. Demon nie zginął, ale stracił moc regeneracji.

Szkielety atakują BG.

Konrad: Spierdalam za plecy jakiegoś wojownika.

Jose: Wszyscy stoimy przy ścianie.

Tutaj Logan wpłynął na drużynę i przekonał, by ruszyła szukać komnaty-mózgu demona. Okazała się być wielką biblioteką, w której znajdowały się wszelkie książki, jakie mogli sobie wymarzyć bohaterowie. Konrad zaczął zbierać tomy zapisane zakazaną wiedzą magiczną, Loga szukał imienia demona i znalazł, iż intruz zwie się Asmagor. Mimo problemów ze strażnikami biblioteki (banshee), bohaterowie poradzili sobie z zagrożeniem (tu skutecznie udało się Konradowi uciszyć czarem przeciwnika) i na koniec podpalili księgozbiór, który prawdopodobnie był całą wiedzą i wspomnieniami Asmagora. Demon próbował jeszcze zniechęcić BG, mówiąc, iż jeśli go odeślą, to powrócą duchy przodków krasnoludzkich , które ukarzą Konrada za zbezczeszczenie grobowca Isuldana. Na próżno.

Demon został odesłany. Monastyr przestał być pokręconym dziełem woli uwolnionego intruza z innej sfery egzystencji. Bohaterowie stali na środku ciemnej, wilkotnej komnaty. Zniknęły regały, ściany z tkanki.

I pojawiły się duchy przodków, które otoczyły Konrada a potem jak na komendę rzuciły się na czarodzieja, który padł bez życia. Drużyna pochwyciła ciało towarzysza i opuściła oczyszczony kompleks, zostawiwszy wcześniej wszystko, co zostało zabrane z monastyru, w tym magiczną broń.

Poza monastyrem Konrad odzyskał przytomność (skończyło się na utracie punktu przeznaczenia).

Na tym sesja się zakończyła.

UWAGI:

1. Wrogów za wielu nei było, ale koszt oczyszczenia klasztoru duży. Poleciało chyba 5 punktów przeznaczneia?

2. PD: Wszyscy 120 PD, Damian dodatkowe 10 PD (miałem zanotowane, a nie pamiętam dokładnie za co:)). Maja i Pablo dodatkowe 20 PD za końcówkę sesji.

Reklamy

Komentarze 34

  1. Zabiłam 2 szkielety a przerzutka na 23 było…pamiętam nigdy więcej już nie poczuje takiej mocy hlip. To pienny topór był chlip. Buuuu chyba zacznę moralnie upodabniać się do Konrada 😀 – wrócę po toporek ehhhh chlip, chlip….

  2. A wogóle to zmieńmy mechanikę na jakąś bezkostkową. Wtedy dopiero pokażę na co mnie stać 🙂

  3. @ Ata
    Wiesz, otwieraj groby, a też coś fajnego zaczniesz znajdować :). Jasne, są niemiłe konsekwencje (ale nie przekraczają szans fifty-fifty), ale trzeba tak szukać, by były mniejsze od zysków.

    @ Jaro
    Ona straciła PP :), więc sam rozumiesz…

    Mechanika bezkostkowa? Szło Ci całkiem dobrze tym razem, nie schrzaniłeś takiej ilości testów co zwykle.

  4. może na mechanikę 3ed warhammera 😛

  5. Spoko, w planszówkę też można kiedyś zagrać :).

  6. to planszowa 😛 to jest gra rpg 😛

  7. To gramy w końcu na te punkty stylu?? 😀 Pod koniec Sylvanii jest okazja, coby poćwiczyc…

  8. Jeżeli jutrzejsza sesja ma się toczyć w twierdzy krasnoludzkiej to nie ma sensu żebym dalej się gimnastykował . Niech rozmawia ktoś inny a ja odpuszcze sobie sesję skoro obraziłem krasnoludzkich bogów (Konrad).
    Jeżeli ma pierd.. Konrada z nieba gruba za każdym razem kiedy będzie przechodził koło krasnoludzkiej twierdzy .. to nie da rady grać dalej postacią a że zostały ? 2 sesje czy 3 to następnej tworzyć sensu nie widzę tym bardziej że w intencji rzeczonych dość natrzepał jęzorem czy to przed elfami czy to przed szlachtą no i poniekąd taki jest cel główny i koło nich kręcić się będziemy przez te ost. sesje.

  9. @ Madzia
    Pewnie. Przydzielę na początku sesji.

    @ Amer
    Po pierwsze, nie wiem, gdzie się będzie toczyć, więc rozumiem, że jeśli nie będzie się toczyć u krasnoludów to przyjdziesz? Tylko jak się tego dowiesz?

    Po drugie, to wygląda, jak byś się obraził. Tylko pytanie na kogo?

    Po trzecie, nigdzie nie zostało powiedziane, że zaraz coś Ci się będzie działo etc. Nie było mowy o żadnych gromach z nieba itp.

    Po czwarte, w tym modelu gry nie ma celu głównego.

    Po piąte, gra to pewna ciągłość. Deklarowałeś się uczestniczysz w grze, teraz rezygnujesz z sesji z dość dziwnych dla mnie przyczyn.

  10. @ Ata
    Kurcze, byłem pewien, że straciłaś :0. No to się śmigłaś śmierci spod kosy:).

  11. Poprostu , uzgodniliśmy żeby rozmawiać w twierdzy z krasnoludami to wychodzi że nie może tam moja postać wejść gdyż obraziła bogów i jeżeli podczas np rozmowy z królem to wyjdzie konsekwencje będą raczej nieciekawe dla całości a napewno dla celu czyli przekonania go do udzielenie pomocy wojskowej. Widze to tak : jeżeli Konrad tam wejdzie a krasnoludzki biskup dostanie szału podczas audiencji to będzie nieciekawie dla całości .
    Wszyscy żeśmy uzgodnili że będziemy im pomagać wygrać te bitwę ,po to pójdziemy do twierdzy chyba nic mi nie umknęło.
    Jeżeli padnie mi postać – trudno zdarza się ale kurcze nie będę tworzył świeżaka na ostatnią chwilę bo i tak będzie nieprzydatny. Nie ma tu obrażania się .

    • Moja być ciemna i nie rozumieć.
      O ile pamiętam to rozmowa z kraśniakami miała być tylko w celu załatwienia posiłków. Raczej nie zależy nam na dużej ilości czasu spędzonego w ich pobliżu. A później zostanie tylko bitwa (którą pewnie przegramy) a ta już będziesz miał co robić.
      Powiedziałbym, że aż za dużo.

  12. Eee… ja tam nie widzę powodu, żebyś miał sobie darować. Nigdzie nie jest powiedziane, że Bogowie będą Cie bić piorunami, biskup ma dostać szału, i nie wydaje mi się, żeby każdy krasnolud rzucał się na Ciebie z toporem na sam Twój widok. Poza tym, jakby tak patrzeć, mamy o wiele gorsze sprawki na sumieniu, kilka klątw już było, kilkoro Bogów się obraziło, i jakoś żyjemy, i mamy okazję zmienić sytuację geopolityczną Sylvanii mimo wszystko. Mamy krasnym wiele ważnych rzeczy do przekazania. Uratowaliśmy ich świątynię przeciez, którą już uważali za straconą. Więc nie mirmiłować proszę, tylko do roboty! 😀 U kraśnych dużo czasu nie spędzimy…

  13. Ja właśnie myślałem żeby z królem pogadać i może jeszcze z tym młodym pechowcem ,mają tam mnóstwo broni i wynalazków do zabijania (jeśli dobrze pamiętam hutę).To może trochę zająć , myślałem że może lepiej żeby przy tym Konrada nie było i poczekałby na zewnątrz żeby nie ściągnął na resztę jakiegoś nieszczęścia. Może to jest najwłaściwszy moment żeby dogadać z kimś kto się zna na walce w górach jakieś dobre miejsce i plan bitwy .

  14. No sam widzisz, nie możesz zostać.. no co My bez Ciebie zrobimy? ;D Wiem, każdy kto ma lub myśli że ma jakąś klątwę jest z niej dumy i chciałby, żeby była jak najmhhroczniejsza, ale Ciągle uważam, że trochę demonizujesz, a zostawienie Ciebie poza twierdzą to nienajlepszy pomysł… Znowu będziesz miał okazję się popisać zmysłem polityka, a poza tym bezpieczniejszy będziesz w środku niż na zewnątrz. ;] Wytłumaczenie Cię przed królem mimo wszystko było by łatwiejsze niż wyłuskiwanie Cię spomiędzy zębów smoka.. ;D No, chyba że masz w tym czasie inne plany ;D

  15. Może odpaliliby jakieś stare kolczugi dla tych naszych najemników i może jakichś krasnoludzkich oficerów którzy by nimi dowodzili .
    Eh o takim treningu to pewnie nie ma co marzyć

    • Ja myślę, że już sama obecność kurdupli podniesie morale wszak to ludek bitny, dzielny i w bojach groźny… nic dziwnego walą na wysokości pasa ….

  16. Ja mam pytanie czy na piękne oczy to Krasnoludy lecą czy nie ??
    …i czemu nie ??
    No bo jak ja inaczej ten topór wydębię …. chlip, chlip…

  17. Była taka bitwa w 1315 pod Morgarten . Zasadniczo można wskazać pewne podobieństwa . Tam był Obwarowany obóz który chciał zdobyć nieprzyjaciel , teren był górski . Austriacy/Orkowie zrezygnowali z szturmu na umocniony obóz (nasze oblężone krasnoludy) ponieważ pojawiła się sposobność ominięcia ich umocnień wąską doliną. Taki był właśnie plan szwajcarów – tam lekka piechota,teoretycznie bez doświadczenia (po tej bitwie zaczęła tworzyć się legenda) w wąskim gardle pokonała stłoczone masy najpierw avangardy a potem i pomieszanego centrum, dodatkowo atakując je jeszcze ze zboczy . Trzeba by było stworzyć tę sposobność orkom ,odsłonić im drogę i wciągnąć w pułapkę. Może dzięki snotlingom które mogłyby im tę „genialną” ścieżkę wskazać ,może też sprowokować ich przez jakiś pozorowany atak który zaraz by się wycofał i wciągnął ich w pułapkę.Generalnie wszyscy dość dobrze teren znają ALE gdyby na chwilę stworzyć im pozór że jakieś przejście zostało odblokowane ,bądź wogóle nowo odkryte.. Dodam iż podczas rozmowy druidzi obiecali że pomogą naszym siłą w niepostrzeżonym przejściu przez góry .
    Zasadniczo jeśli nikt inny nie ma pomysłu można by taki pomysł przedstawić królowi chyba że macie inne .

  18. Konrad myśli żeby do sprowokowania użyć najemników . Nie trzeba będzie potem im tyle płacić .

  19. Pierwsza wada jest taka że trzeba by było spieszyć rycerzy ale Angolom to się czasem bardzo opłacało 😉

    Dodam że orkowie pewnie dobrze wiedzą że oblężeni ledwo dyszą i spodziewają się jakiejś desperackiej akcji ,inaczej -próbując wczuć się w orkowego dowódcę i ich porywczy charakter to możliwość efektownego dobicia oblężonych od tyłu tanim kosztem byłaby niezłą pokusą i pewnie dawałaby nadzieję na awans w hordzie.

  20. Druga wada jest też taka że teoretycznie lepiej byśmy wyszli gdyby więcej było ….. chłopów niż najemników. Otóż wykminiam sobie że młodzi ludzie z jednej wioski będą bardziej na sobie polegać i będą mieli wyższe morale niż banda styranych ochroniarzy i to nie najlepszego sortu.
    Dobra ,na razie daję sobie spokój.

  21. A co tam ponerdyzuje dalej żeby nie było że mi nie zależy 🙂
    Co do uzbrojenia – odpadają piki a co najwyżej broń drzewcowa typu halabrady lub włócznie . Pika nie jest bronią indywidualną a na walkę w takiej formacji potrzebne jest wiele czasu na treningi . Halabardy,włócznie to dość prosta do wykonania broń i może trochę by można wziąć jej dla naszej improwizowanej piechoty od króla.
    Dodatkowo kolejną wadą jest fakt że nasza „armia” to będzie składanka ,im więcej różnych narodowości tym większa szansa na porażkę…

  22. Trzeba będzie palnąć mowę motywującą.. wiesz, taką, kiedy przywódca jedzie wzdłuż szeregu i gada o wspólnym wrogu, wolności,wiecznej chwale, Valhalii, iluśtam dziewicach, zwycięstwie, że się nie damy i w ogóle…

  23. To jest zadanie dla wojownika a nie czarodzieja. Mamy 2ch a mi nikt nie uwierzy bo Konrad ma charyzme zdechłej ryby a poza tym nie zna się na żywiętach ,drzewach ,grubie,gospodarstwie czy co tam tych wszystkich chłopów kręci .

  24. maja na przywózce 🙂

  25. No tak – właściwie to wciąż nie wiadomo kto będzie nimi wszystkimi dowodził. Tiaaaa

    Dzień wyjazdu już nadchodzi
    Matka płacze i zawodzi,
    Z żalu ściska biedną głowę,
    Pan komendant ma przemowę:)

  26. Dalej chłopcy, dalej żywo,
    otwiera się dla nas żniwo,
    rzućwa pługi, rzućwa radło,
    trza wojować, kiej tak padło.

    Niechaj baba gospodarzy,
    niech pilnują roli starzy;
    my parobcy, zagrodniki,
    rzućwa cepy, bierzwa piki

  27. Dla maniaków:
    Na stronie 257 i 258 znajduje się opis bitwy do której nawiązuje wraz z mapą
    TMnDM9uhOOS4xMUK&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1&ved=0CBcQ6AEwAA#v=onepage&q&f=false

  28. Niezłe założenia. Powiem tak, nie będę rozsądzać wedle realizmu, a wedle konsekwencji. Dlaczego? Bo mój realizm, a Wasz mogą się różnić w postrzeganiu.

    O co chodzi z tymi konsekwencjami ? Jeśli konsekwentnie będziecie wprowadzać swoje pomysły w życie, uznam, ze są korzystne i dają Wam bonusy. I tyle.

    Bitwy nie będziemy rozgrywać wedle skomplikowanych zasad jak swego czasu w Ostlandzie, ale zaadoptuję mechanikę ze SWEXa, prosta i przyjemna, a w dodatku w miarę logiczna.

    \Careya też posiadam, łącznie z pierwszą częścią, ale spoko kierujcie się nim. Sensownie pisze.

    Ja dla orów skorzystam z kolejnych części Michałka pokazujących taktykę walki armii koczowniczych :). Dla zielonych jak znalazł :).

  29. No to ponieważ jest już po sesji mogę przypomnieć o jednej rzeczy : Konrad miał dług u krasnoludzkiej gildii złodziei

    Na szczęście o mnie zapomnieli 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s