Sylvania cz. XXXIX – pod Drakenhof

Gracze:

Madzia – Maja, kotołak, zwiadowca.

Atka – Blanca Lucia de Riviera Martinez, estalijska blond piękność, ni to szlachcianka, ni awanturniczka; siostra Jose Antonia.

Jaro – Volker Tillmans, ex-nowicjusz Morra, ex-członek straży świątynnej, twardy wojownik w pełnej płycie.

Kamil – Konrad Teub, czarodziej-kombinator, żywe wsparcie ogniowe.

Damian – Jose Antonio de Riviera Martinez, estalijski banita wyrastający na obrońcę uciśnionych, od czasu, gdy po klasztorze biegał w gaciach i pelerynie zwany Kapitanem Estalią.

Maro – Thorgrim, krasnoludzki wojownik i zabójca gigantów.

Pablo – Logan, krasnoludzki Kowal Run.

Bitwa wygasła. Na rozległej równinie położonej u stóp podgórza Gór Krańca Świata zaległy tysiące trupów, głównie goblinich i orczych. Wojska krucjaty antyorczej zbierały swoich rannych, reorganizowały szeregi. Grupa rycerzy przyniosła na marach ciało poległego barona Oskara vonRegraksa, zginął też starszy niziołków – Harrfut. Ciężko ranni byli zarówno Pierworodny ulrykan Ulf von Norden jak i młody kawaler Ulrich von Brautzein-Darstein, książę Torrik od zhufbarskich krasnoludów miał poważnie zraniony bark, dowódca elfiego hufca – Estellion, rozrąbaną rękę.  W całej armii chyba każdy z żołnierzy byl ranny. wielu okaleczonych. Ponad setka zabitych i ciężko rannych.

Wpierw bohaterowie próbowali się zajęć uporządkowaniem własnych sił. Jose chciał wesprzeć moralnie najemników, którzy ponieśli najcięższe straty (wszak otrzymali najgorszą pozycję). Niestety cieniem na jego działania rzucił się fakt, że najemnicy oskarżyli go o porzucenie ich szeregów, kiedy pękły szyki. Poszło w obelgi w obu stron i skończyło się na mordobiciu, które przerwał Sierżant (tak najemnicy nazywali starego, doświadczonego giermka Ulricha von Brautzein-Darstein, który nimi dowodził).

Niektórzy zajęli się zbieraniem trofeów z pola bitwy inni leczeniem ran i odpoczynkiem. Wieczorem zorganizowano naradę, w której poza BG wzięli udział: von Norden, von Brautzein-Darstein (obaj oslabienie, dyskutujący z noszy), czarodziej Hagenau, nowy przywódca niziołków, Torrik, Estellion, setnik krasnoludzkiego pułku posiłkowego, który przybył na koniec bitwy oraz też ciężko ranny Serribert – dowódca awanturników.

BG przedstawili plan uderzenia na Mikalsdorf i uśmiercenia hrabiego von Fennwarta, który brata się Czarnymi Jeźdźcami Khorne’a, co w konsekwencji miało doprowadzić do osłabienia, a może nawet upadku rządów baronowej Sylvanii – Sophie von Walden. Niestety, mało kto był zainteresowany bezpośrednim udziałem:

– Torrik wynajął niedobitki najemników na służbę Zhufbaru i zgodnie ze swoimi pierwotnymi  planami zamierzal nadal walczyć z zielonymi;

– niziolki zdecydowały się powrócić z chłopami z Teufelheim i osiąść w ich wiosce;

– chłopi, którzy uciekli z wiosek baronowej von Walden również chcieli gdzieś zamieszkać, może w Sigisoarze, może w Teufelheim lub Talmaciu;

– elfy Estelliona zamierzały powrócić do swej osad – Aep Ithil;

– ochroniarze karawany spelnili swoje zobowiązania i również nie zamierzali walczyć;

Ostatecznie przy BG zostało rycerstwo sylvańskie, ulrykańskie, renegaci morryccy, wszystkiego z pocztami 55ciu kawalerzystów. Owszem, doskonale wyszkolonych, doświadczonych, jednak to mimo wszystko były bardzo skromne siły.

Torrik na prośbę Konrada zgodził się swoim złotem wesprzeć wysiłek rebeliantów (po większą sumę odesłał do ojca), jednak stanowczo rzekł, iż na żadnych wojowników krasnoludzkich nie mają co liczyć. Wyjaśnił przy tym, iż ich kampania zdołała zniszczyć dwa obozy zielonych i gros ich sił. Tymczasem, korzystając z działań krucjaty, Morgrim zorganizował sily ekspedycyjne (poważnie uszczuplając przy tym garnizon twierdzy), które liczyły ok. 800 wojowników. Te hufce uderzały teraz poza prawą flankę państwa Morgrima i miały za zadanie z zaskoczenia rozbić kolejne zgrupowania goblinoidów. Rozpoczynająca się właśnie operacja „Czyste Góry” ma duże szanse na zniszczenie większości wojsk zielonych poza armią obozującą pod Zhufbarem. Jeśli to się uda, to być może za rok wojska Zhufbaru będą mogly wydać walną bitwę zielonym na własnych warunkach: pod murami twierdzy i osłoną własnej artylerii, przeciw wrogowi bez zaopatrzenia, żywności etc. Wszystko tak naprawdę dzięki operacji, którą przeprowadzili BG. Dlatego Torrik, mimo ogromnej wdzięczności, nie może sobie pozwolić na choć minimalne uszczuplenie swoich i tak zbyt małych sił.

Po naradzie uroczyście pochowano poległych żołnierzy w tym barona Oskara von Regraksa oraz starszego Harrfuta (temu pierwszemu usypano wielki kurhan). Następnego dnia krucjata ostatecznie została zakończona. Nie był to jednak koniec spraw „krucjatowych”. Przed samą wyprawą, jeszcze w Zhufbarze, Torrik swój udział w wyprawie uzależniał od przysięgi Throrgrima, iż przypilnuje swoich towarzyszy, by dotrzymali słowa. Throgrim przysiągł, lecz poczuł, iż jego honor został obrażony, więc wyzwał księcia Torrika na pojedynek, który miał się odbyć po kampanii.

Teraz nadszedł ten czas, mimo działań pozostałych BG żaden z krasnoludów nie zamierzał się wycofać z mającej się odbyć walki.

Dyskusja mająca na celu powstrzymanie Thorgrima od walki z Torrikiem.

Thorgrim: Taka jest nasza tradycja.

Konrad: Ja wiem, że w krasnoludzkiej tradycji każdy sukces wymaga ofiary w postaci spierdolenia czegoś, ale nie można inaczej?

Pojedynek odbył się przed frontem wojsk krasnoludzkich. Ranni po bitwie książę i Thorgrim starli się ze sobą z zajadłością. Choć książę lepiej władał bronią, to Thorgrim okazał się być odporniejszym na ciosy. Ostatecznie po solidnym ciosie magicznym młotem krasnoludzki książę padł ze zmiażdżonym barkiem – krytycznie ranny. Kto wie, czy by przeżył, gdyby nie eliksir leczenia otrzymany od Mai.

Gorączkowa dyskusja, szukanie sposobu na powstrzymanie bratobójczego pojedynku.

Konrad (do Logana, krasnoludzkiego Kowala Runów): Znasz jakiś run, ryt, który zabranialby walczyć?

Thorgrim: Taaaa, Run Obrzezania.

To nie był jednak koniec, setnik dowodzący krasnoludzkim hufcem już wcześniej zapowiedział, iż w razie przegranej Torrika wyzwie na pojedynek Thorgrima. Tak też się stało. Choć początkowo zabójca gigantów poważnie zranił setnika, to do tego uśmiechnęło się szczęście. Potężnym ciosem (24 rany!) powalił Throgrima, który przeżył tylko dzięki punktowi przeznaczenia. Mimo walk krasnoludy pożegnały się z bohaterami, okazując im wdzięczność i głęboki szacunek.

Konrad żebrze u Torrika o wsparcie finansowe:

Konrad (wystawia dłoń i patrzy prosząco na księcia)

Torrik: Konradzie, nie bądź żebrakiem, to żenujące. Dobrze, dam ci tysiąc koron.

Konrad: Kurde, tylko tysiak? Nie bądź fajfusem, dorzuć dwie dychy.

BG wraz z hufcem rycerskim ruszyli w kierunku Sigisoary (konno, na wierzchowcach otrzymanych od Ulricha von Brautzein-Darstein). Mroczne Wrzosowiska po zdjęciu klątwy z Fucuresti i pokonaniu Altehunda – bestii-demona z rzeki Templi, zaczynały już zarastać, toteż przeprawa przez nie była dużo prostsza i bezpieczniejsza niż kilka miesięcy wcześniej.

W samej Sigisoarze BG spotkali grupę chłopów, kolejnych uciekinierów z wiosek baronowej Sylvanii, którzy przekazali garść plotek i wieści z prowincji. Ważniejsze było jednak spotkanie z Josefem, przygłupem o odstających uszach i dwu wielkich siekaczach, który na okrągło powiadał o jakiejś Pani, która się z Demonem brata. Początkowo zbagatelizowano Josefa, ale po dłuższej rozmowie wyciągnięto od niego kim jest Pani. Jak się okazało Josef nie mówil o demonicy, którą BG uwolnili z Zamku Cierni, nie mówił też o baronowej von Walden…

Chodziło mu o Aldone Ellerichsen – przeoryszę  klasztoru Sióstr sw. Heleny! Wedle Josefa Pani przywołala wielkiego demona o rogach i płonącej broni, którego nazywała Estera lub jakoś podobnie. Mimo pewnie licznych przeinaczeń wynikłych z mizernych możliwości umysłowych Josefa, bohaterowie uwierzyli w jego opowieść. Tym samym do grona „WIELKICH ZŁYCH” dołączyła przeorysza, znajdując się w tak „wspaniałym” gronie jak hrabia von Fennwart, baronowa von Walden etc. Josef opowiedzial też w tajemnicy Josemu, co strasznego kazała mu robić Pani. Było to widać tak przerażające, że drużynowy Kapitan Estalia stwierdził, że tego nie powie nikomu i w ogóle to wypiera ze swojego umysłu.

Po rozmowie z wieśniakami i odpoczynku w Sigisoarze BG rozdzielili się z grupą rycerstwa.Ulf von Norden otrzymał od BG pieniądze (te otrzymane od Torrika), za które miał rozpętać w Waldenhof kampanię propagandową – wynająć bardów, którzy rozgłoszą zwycięstwo krucjaty oraz odpowiednio obsmarują baronową. Po drodze rycerze mieli się zaopiekować Regrakghof  – wioską martwego barona von Regraksa, uniemożliwić przy tym zajęcie jej przez ludzi baronowej.

Tymczasem BG ruszyli w stronę Mikalsdorf, pod drodze chcąc zboczyć w stronę ruin zamku Drakenhof. Tam też chcieli dogadać się z morrytami w tym znajomym Volkera – rycerzem zakonnym Emmerichem von Waldenau, a następnie przeszukać ruiny, gdzie wedle uzyskanych z różnych źródeł informacni miał się znajdować jeszcze jeden z mieczy Vaylanda – Orias

Po drodze przez jesienny krajobraz Sylvanii BG spotkali kolejną grupę chłopów, którzy uciekli z wioski baronowej – Hundham. Ci też przekazali, iż widzieli nie raz Czarnych Jeźdźców oraz poinformowali, że w wioskach baronowej coraz większy niepokój panował. M.in. chłopi powiesili jednego z jej zarządców wraz z okrutnym sierżantem.

Do ruin Drakenhof dotarli po południu, za 2-3 h miało zmierzchać. Jak się okazało posterunku morrytów nie było. Pozostały natomiast ślady po walce, odciśnięte kopyta w zaschłym błocie, stratowany, rozcięty i poplamiony krwią namiot, w którym urzędował von Waldenau. Nie bylo ciał, broni, ale mimo to wszystko było jasne. Ktoś wyrżnął morrytów.

Maja i Logan użyli swojego talentu do wykrywania istot magicznych. Okazało się, iż w miejscu gdzie stał namiot znajdowała się eteryczna postać. Maja chwyciła zesztywniałe, brudne płótno namiotu leżące na ziemi i pociągnęła je, odsłaniając ludzkie szczątki w zbroi rycerza Zakonu Zasłużonego Odpoczynku. Zbroi, która należała do Emmericha von Waldenau. Wszyscy poza Volkerem spróbowali interakcji ze zjawą, jednak bez rezultatu. Ostatecznie drużyna udała się w stronę ruin, chcąc sprawdzić czy nadal jest tam ukryty Orias.

Przez ruiny zamku Drakenhof przepływał Stir, meandrując między rozsypującymi się murami i wieżami. Na miejscu bohaterowie odnaleźli ukrywającego się giermka rycerza von Waldenau. Młody, 19-letni mężczyzna, przedwcześnie posiwiały, wydawał się szalony. W przebłyskach normalności opowiedział o tym, jak Czarni Jeźdźcy z nienacka zaatakowali morrytów i wybili ich. Giermek ukrył się wśród ruin, tam też był świadkiem jak Czarni przywołują widmową postać ogromnego rogatego demona z płonącym mieczem, którego nazywali Esherghart, co wedle Konrada w języku magów oznaczało – Miecz Chaosu.

Po rozmowie z giermkiem drużyna powróciła do obozowiska morrytów i tam wreszcie Volker – jedyny wyznawca Morra i przyjaciel Emmericha zagadał do ducha. Istota zmaterializowała się i BG zobaczyli poranione oblicze Emmericha von Waldenau. Ten odwrócił się i nagle wszystko wokół się zmieniło. Na zewnątrz była noc, Emmericha – w pelni materialny – siedział przy biiurku w namiocie. Nagle BG usłyszeli krzyki przerażenia, odglosy walki i tętent końskich kopyt. Powłokę namiotu rozciął miecz Czarnego Jeźdźca, jego rumak wzniósł się na tylne kopyta i przednimi przewrócił Emmericha, który zdołał chwycić tarczę i dobyć miecza. Chwilę potem kolejny Czarny dobił rycerza. Przy rumaku demonicznego jeźdźca bohaterowie dostrzegli połyskujące ostrze Oriasa.

Wszystko się rozwiało, zdematerializowało… W tej samej chwili BG dostrzegli wyjeżdżających Czarnych Jeźdźców z pobliskiego Lasu. Tuzin Czarnych dobyło broni, szukując się do walki. Jeden z nich zsiadł z konia, przez którego grzbiet przewieszona była jakaś kobieta. Jeździec zrzucił ją na ziemię i bohaterowie rozpoznali w więźniu hrabiankę Annikę von Kristallbach ze Stirfahre! Czarny skierował ostrze sztyletu w stronę gardła pięknej szlachcianki…

Wymowa gestu była jasna, jeśli BG nie oddadzą obu mieczy Vaylanda, dziewczyna umrze.

Na tym sesję skończyliśmy.

Tuzin Czarnych Jeźdźców wyjeżdża na bohaterów.

Blanka: No to mamy przesrane… co tylko zagrzewa nas do walki!

UWAGI:

1. Za tydzień kończymy sesję w ZC, za dwa tygodnie ja coś poprowadzę, być może kontynuację przygody Kamila drugowojennym Warhammerze (ja myślałem o przeniesieniu akcji jakieś 20 lat później i zrobieniu czarnego kryminału).

2. Kolejna sesja w Sylvanii zacznie się od ciężkiej walki. 12stu Czarnych Jeźdźców (przypominam, że nie mają mieczy Vaylanda przy sobie, nauczyli się na poprzednich błędach).

3. W miarę możliwości kolejna sesja sylvańska ma być sesją ostatnią. Chciałby zakończyć na rozwiązaniu wątku z mieczami, demonem, przeoryszą i von Fennwartem. Zakładam, że też już chcecie zakończyć Sylvanię? Zakończenie może sztuczne, ale przy przyjętym przez nas modelu grania, to zawsze jest kilkanaście, jeśli nie więcej, wątków do pociągniecia dalej.

Advertisements

komentarze 4

  1. Trzeba jakoś to rozplanować z tym moim zwiędnięciem broni . Czy dziewczyna jest przełożona przez koński grzbiet czy stoi na ziemi ? Jeśli to pierwsze to może dałoby się spłoszyć konia ? Nie pamiętam ale to chyba zwykłe zwierzęta?

  2. Może nie wszystkich nas widzą ….

  3. Dziewczyna jest na ziemi, klęczy. Czarny jedną ręką trzyma ją za kudły i… (nie, nie robi tego, co myślicie:)) drugą przystawia ostrze sztyletu do jej gardła tak, byście wszystko dokładnie widzieli. Ośmiu jego kumpli jest przed nim, trzech w jednej linii z nim (on w środku, powiedzmy drugi od lewej). Cała jedenastka konno, paskud ze sztyletem i dziewką obok swego wierzchowca.

    Widzą Was wszystkich, bo pewnie jesteście razem (przypominam, że chwilę wcześniej doświadczyliście wizji od ducha).

    Pozdr

  4. oooo kutwa!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s