Karnawał odc. 12 (i zarazem preludium sylvańskie odc. 14) – Międzyświatowy Geografik

Karnawał trwa już pełen rok. To dwunasta edycja, której tym razem przewodzi Magnes, a dotyczy ona wszelkich aspektów geograficznych czy kulturowych świata stworzonego na potrzeby RPG.

Postanowiłem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i karnawałowy wpis łączę z kolejnym preludium do naszej sandboxowej Sylvanii. Od początku wędrówek BG po zapomnianej prowincji Imperium przyjąłem inną formę wprowadzania graczy w sesję. Miast przedstawiać to, co dzieje się równolegle do ich działań, zdecydowałem się opisywać niejako efekty ich poczynań obserwowane przez osobę, które żyje kilkaset lat po nich i w swojej książce próbuje zrekonstruować przebieg Wielkiej Sylvańskiej Wyprawy.

Sylvania dzisiaj , Sylvania wczoraj…

Dla wielu moich czytelników, którzy znają takie prace jak „Jaszczuroludzie śpiewają w Rhokayali”, „Argonauci Oceanu Zachodniego” czy „Wojna snotballowa”, zaskakujący był fakt podjęcia tematu tak mało atrakcyjnego, tak nieodległego współczesnemu obywatelowi Imperium. Bo czymże jest Sylvania, jak nie prawdziwą prowincją naszego panśtwa? Położona w cieniu największego, Ostermarkijskiego Okręgu Przemysłowego, zamieszkała w większości przez ludność napływową ze wschodu, nie gra większej roli w federacyjnym Imperium. I to łączy dzisiejszą Sylvanię z tą sprzed kilkuset lat.

W ciągu ostatnich sześciu wieków wiele się zmieniło w naszym państwie. Dwie wielkie wojny doprowadzily do przemian ustrojowych i rozbicia trwającego kilkadziesiąt lat. Dawna Sylvania odeszła w zapomnienie, uregulowano i poszerzono Stir, przedłużając go zarazem Kanałem Ostermarkijski, choć transport rzeczny odszedł do lamusa, to jeszcze 200 lat temu barki przemierzały rzekę, wioząc węgiel i cenne rudy metali. Wycięto większość komleksów leśnych, w ich miejsce rozciągają się teraz albo tereny zurbanizowane, albo wielkie, przemysłowe farmy. Osuszono wszystkie obszary podmokłe. W chwili obecnej jedynie historycy wiedzą, że w okresie cesarskim 20 % Sylvanii pokrywały moczary i bagna.

Waldenhof rozrosło się i liczy sobie czterysta tysięcy mieszkańców. Po drugiej stronie Stiru pyszni się, ale i walnie przyczynia do zanieczyszczenia całego regionu, Essen – główny ośrodek hutniczy i metalurgiczny we wschodnim Imperium. Schwartzhafen i Drebkau, położone nad Jeziorem Nacht, są cenionymi ośrodkami urlopowymi dla imperialnej klasy średniej. W zasadzie poza Pałacem Baronowej i kilkoma świątyniami w Waldenhof nie ma zbyt wielu zabytków z okresu cesarskiego. Na obszarze całej Sylvanii można by jeszcze wskazać malownicze ruiny Klasztoru Zgromadzenie św. Heleny, stary zamek w Leichenberg oraz mizerne pozostałości zamku Drakenhof.

Dlatego pierwotnie zdziwienie moich czytelników było dla mnie całkiem zrozumiałe. Po co opisywać podróż przez nudną Sylvanię, skoro jest tyle pięknych i wciąż egzotycznych zakątków na naszym globie?

Tymczasem Sylvańska Wyprawa grupy szpiegów i awanturników z zachodniego Imperium po dziś dzień żyje w świadomości rodowitych Sylvańczyków. Podczas odwiedzin u przyjaciela w Thyrnau – przemysłowej dzielnicy Waldenhof zamieszkałej przez repatriantów z Kislevu przypadkowo wszedłem do jednej z ukrytych pomiędzy starymi halami fabrycznymi uliczek. Mój przyjaciel Grisza, stary weteran Wojny Orbitalnej, powiedział krótko, tak jakby wszystko było jasne: „Zaułek Gierojów”.

Dopiero potem opowiedział historię Elfa i Człowieka, Łucznika i Wojownika, którzy obronili setki lat temu wioskę przed upiorami. Olśniło mnie. Przez lata badam prymitywne kultury, przemierzam inne kontynenty, przeszedłem inicjację w plemieniu krasnoludów Fuaraga w Lustrii, przemierzałem stepy z koczownikami hobgoblińskimi, którzy cudem ocaleli z hekatomby zgotowanej przez niesławne ZSRG. Dwa lata mieszkałem wśród ortodoksyjnych l’ealithien – elfów z Ultuanów, obserwując ich codzienne rytuały, tradycję, której początków należy szukać ok. 10 tysięcy lat temu. A największa przygoda czekała mnie tutaj, w Sylvanii.

Ta książka to zapis niemal rocznej podróży szlakiem Bohaterów Sylvańskich, mozolnie odkrywanym przeze mnie w toku żmudnych badań. Przerzuciłem tysiące kart pergaminowych w starych rocznikach, przebadałem od podstaw miejscowy dialekt reikspielu, skupiając się na idiomatyce. Czasem analizowałem przyśpiewki, przysłowia czy nawet zabawy dziecięce (ha! kto z nas nie bawił się za młodu w „Bezgłowy rycerz łapie” lub „Szwendanie na żądanie”?) Poznałem wielu interesujących, mądrych, fascynujących ludzi, z którymi połączyła mnie nierozerwalna więź miłości z tą ziemią.

Jeśli Drogi Czytelniku kiedyś zawitasz w te strony, uważnie rozglądaj się, a ujrzysz to, co przeminęło: krainę łagodnych wzgórz, tajemniczych wrzosowisk, gęstych lasów czy niedostępnych gór. Być może w obrębie wału przeciwpowodziowego rozpoznasz zarys kopca grzebalnego? Może grafiti na ścianie przeklętego, dawnego Więzienia KGB w Waldenhof przypomni Ci godło Zakonu Zasłużonego Odpoczynku, a w Parku Elfów 20 kilometrów na wschód od Teufelheim odnajdziesz ślady po elfich, nadrzewnych osiedlach? Czekajcie wtedy w ukryciu do wieczora. Mój przyjaciel prawi, iż cierpliwy dojrzy tańczące nereidy pomiędzy drzewami. Być może któreś przeżyły radykalną industrializację kilkuset ostatnich lat?

Moja książka nie jest przewodnikiem, ale marzy mi się, że kiedyś spotkam kogoś, kto z „Wojażami” pod pachą będzie zwiedzał Pałac Baronowej lub szukał miejsca, gdzie znajdowało się opętane przez złe moce Mikalsdorf. Może w Parku Elfów znajdzie kamień pozostały po zrównanym podczas Wojny Staroświatowej Zamku Cierni. Z przyjemnością porozmawiałbym wtedy o Demonicy z Zamku Cierni i tym, czy faktycznie przez kilkaset kolejnych lat wpływała na politykę Imperium.

Nowicjuszom mogę poradzić odwiedzenie kilku szczególnych miejsc, w których wciąż czuć ducha dawnej, w dużej mierze pogańskiej Sylvanii:

Dąb Bohaterów w Zaułku Gierojów (Waldenhof)

Wszystko wskazuje, iż faktycznie tutaj Bohaterowie Sylvańscy stoczyli swoją pierwszą walkę z Czarnymi Jeźdźcami Khorne’a.

Pobojowisko pod Dużym Obozem (Górska Rzeczpospolita Sylvańska)

Pięknie zrekonstruowany Duży Obóz armii goblińskiej, którego zniszczenie wedle większości historyków uratowało cesarski Ostland, zamykając dopływ posiłków dla zielonych, wznosi się majestatycznie ponad pomnikiem Szalonego Sojuszu. Monumentalna instalacja ze spiżu przedstawia rannego elfiego łucznika osłanianego przez krasnoludzkiego piechociarza oraz sylvańskiego rycerza walczącego u boku dwu snotlingów. Ów pomnik jest dowodem, iż dla współczesnych snotlingów historia jest niezmiernie ważna, a do tradycji przywiązują szczególną wagę. Wszak to była pierwsza bitwa, w której wzięli udział przeciw zielonym po historycznym Buncie.

Na szczególną uwagę zasługuje pełne szacunku i profesjonalizmu podejście snotlingów do zagranicznych turystów. Szkoda, iż nasze władze lokalne nie biorą przykładu z tego narodu bankierów i przemysłowców.

Klasztor Morra (Waldenhof)

Wielokrotnie przebudowywany i modernizowany, a mimo wszystko w tych grubych murach można się przenieść kilkaset lat wstecz. Pięknej budowli w stylu manfrediańskim nie rozpieszczał los. Po sekularyzacji zakonów podczas Sigmariańskiej Monoteizacji klasztor został zamieniony w Uniwersytet Sylvański, po dwustu latach stworzono w nim hotel, by podczas Wojny Staroświatowej i okresu rozbicia Imperium stworzyć tutaj siedzibę bezpieki Talabeklandzkiej Republiki Ludowej.

Sylvańsko-Ostermarkijski Okręg Umocniony (Wzgórza Eerie)

Co prawda ów pas bunkrów powstał podczas Wojny Staroświatowej, to w okolicach Panzerwerku IX znajdowała się podziemna nekropolia, wedle jednejz najpopularniejszych w Imperium teorii spiskowych, to miejsce podwyższonej aktywności nekromantycznej. Tutaj Bohaterowie Sylvańscy zmierzyli się Nekromantą. Inna z miejscowych legen powiada, iż nocami na bezdrożach pojawia się bezgłowy duch Rycerza Białego Wilka, który poluje na zło i nieprawość.

Talmaciu (pd. Sylvania)

Wioska stworzona przez uciekinierów chłopskich, którzy mieli dość powinności pańszczyźnianych. Za czasów Talabeklandzkiej Republiki Ludowej zamieniona w skansen. Co ciekawe ci, którzy mieli dbać o zwykły lud, wysiedlili mieszkańców, opornych wywożąc za Góry Krańca Świata. Po Zjednoczeniu Talmaciu nie zostało zasiedlone, dziś to nie tyle skansen co miejscowość-widmo. Część budowli zawaliła się, lecz mimo to pozostał piękny, drewniany chram dawnych bóstw, krasnoludzka wieża obronna oraz kilkusetletni wiatrak.

G.D.A. Vies, Wojaże po krainie bogów, nekromantów i demonów (Prolog), Nuova Imperia,Talabheim 3217, s. 5-8

Reklamy

Komentarzy 7

  1. Czy tytuł dzieła jest nawiązaniem do książki Ossendowskiego?

  2. Oczywiście Paladynie. A do czego nawiązuje imię autora i trzy inne tytuły książek wymienione w tekście?:D

  3. „Szwendanie na żądanie” – umarłam… 😀 😀 I kto jest największą legendą Sylvanii? Po kim zostało najwięcej? No, po kim?? ;D

    Teraz trzeba tylko strategie wymyślić, jak wyjść z twarzą ze spotkania z Czarnymi… :]

  4. zwiędnięcie broni…. najlepiej masowe.I wydawanie punktów stylu – kreatywne.

  5. Trzeba tylko dobrze zgrać akcję… co do punktów, mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy MG się zgodzi…

  6. […] zarysował kilka elementów Sylvanii w postaci traktatu z przyszłości opisującego pozostałości kulturowych z dawnych […]

  7. Magnificent goods from you, man. I have take into accout your stuff previous to and you’re simply too wonderful. I actually like what you’ve got here, certainly like what you’re stating and the way in which during which you are saying it. You are making it entertaining and you still care for to keep it sensible. I can’t wait to read far more from you. This is really a tremendous site.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s