Sylvania – Epilog

Kiedy po raz pierwszy stanąłem na szczycie niewysokiego i niezwykle malowniczego Wzgórza Trzech Demonów, wiedziałem, iż w tym miejscu zakończą się me poszukiwania, tu był finał Sylvańskiej Wyprawy. Niemal pewien jestem, iż 598 lat temu w tym miejscu znajdowało się opactwo Zgromadzenia św. Heleny, które zostało spalone przez atak smoka. Prawdopodobnie żadna z mniszek czy kapłanek wziętych jako zakładniczki nie ocalała.

Dziś widzę stąd sielankowy obraz. Od południa przedmieścia rozwijającego się Nachthafen podeszły już do połowy Wzgórza Trzech Demonów. Na północy i zachodzie rozciągają się regularne czworokąty pól uprawnych. Tam, gdzie jeszcze 300 lat temu były moczary, bagna, wrzosowiska. Dawna Sylvania odeszła w niepamięć, a przecież są ludzie, którzy starają się kultywować starożytne tradycje. W książce co i rusz odwoływałem się do legend i podań ludowych, do przyśpiewek czy kupletów waldenhofskich. Wysłuchałem setek często całkowicie nieprawdopodobnych opowieści, w których obok postaci historycznych pojawiały się całkiem fikcyjne, stworzone w wyniku nałożenia się innych legend lub wpływów obcych mitologii. Zwykły lud za równie prawdziwą ma sławą zjednoczycielkę krasnoludzkich władztw – Ranifrę Złotogłową co  niewątpliwie biorącego swój początek w khazadzkich mitach, smoka Glaurunga. Taką samą wiarą obdarzają historyczną przecież Bitwę o Duży Obóz co wyrosłą na kanwie baśni historię Przeklętego Klasztoru Valayi czy opowieść o zaklętym Zamku Cierni. Choć wiemy, że Georgeta – przybysz z innej sfery egzystencji (dawniej nazywano takowych demonami) jest postacią historyczną, która służyła chociażby reżimowi Związku Socjalistycznych Republik Goblinich, to nie sposób uznać za wiarygodne badania tych historyków, którzy uważają, iż została ona uwolniona ze wspomnianego Zamku Cierni przez Sylvańskich Herosów.

A co z samymi Herosami? Wiemy, iż niektórzy zginęli w trakcie swej wędrówki: rycerz von Haman, Kyullan Thaured, Jorgul, von Usingen… Po innych ślad zaginął, co się stało z Volkerem? Prawdopodobnie został wreszcie schwytany przez swój kult i ukarany dożywotnim pobytem w którymś z klasztorów w Starym Świecie. Są tez hipotezy, iż poległ w trakcie walk z Ordo Sanguinis.

Thorgrim Thorgrimsson tak jak się pojawił, tak szybko zniknął z kart historii. Ów tajemniczy krasnolud, który wedle jego protoplastów jest tożsamy z bohaterem khazadzkim z XXII wieku, ledwie 3 miesiące wędrował po Sylvanii. Jego ród po dziś dzień jest szanowany w Zhufbarzy, a rodzinna tradycja każe każdemu młodemu mężczyźnie odsłużyć kilka lat w krasnoludzkiej armii.  Dość rzec, iż obecnie Thaugrim Thorgrimsson jest generałem dowodzącym elitarną 24. Brygadą Orbitalną, jego siostrzeniec Thorgrim Thorgrimsson XVIII służy w 13. Pułku Myśliwskim „Jokery Zagłady”.

Logan powrócił w  Góry Krańca Świata, gdzie służył między innymi królowi  Morgrimowi Żelaznej Kuźni. Kilkukrotnie przewodził wyprawom w głąb Zhufbaru, dotarł do Brzucha Smednira, a na wet zapuścił się głębiej, w najstarsze korytarze skaveńskie. Dziś jest uznawany za protoplastę speleologii i archeologii podziemnej.

O Bulczysławie Wściekłym lub po prostu Bulgu dużo mówić nie zamierzam. Po prostu odeślę do takich monumentalnych dzieł historycznych jak: „Dzieje snotlingów i ich państwa” w siedemnastu tomach, „Bulczysław Wściekły i jego czasy” Neutrala Duviasa oraz „Rzeczpospolita Narodu Snotlingów: Res Publica Bulgis t. 1” Paola Johannesa.

Sławetny Konrad spłonął na stosie za nekromancję, tak przynajmniej powiadano, taki też zapis w jednej z kronik sylvańskich znalazłem. Pytanie tylko, czy to prawda, skoro wiadomym jest dzięki moim badaniom, iż baronowa Sophie von Walden robiła wszystko, by zohydzić pamięć o Herosach. Mało jednak skutecznie skoro dwa lub trzy lata później zmarła w tajemniczych okolicznościach, a władzę w Sylvanii przejęła hrabianka Annika Kristallbach spowinowacona z rodem elektorskim w Stirlandzie. Zresztą to ona wystawiła w Waldenhof pierwszy pomnik Herosom Sylvańskim. Co do samego Konrada wierzę, iż opowieść mieszkańców odbudowanej Sigisoary jest przynajmniej częściowo prawdziwa. Wedle niej mag oddał się na służbę Glaurungowi. Jak dla mnie jest to metafora obsesji Konrada, chęci zdobycia potęgi magicznej. Symboliczne poszukiwanie smoczego jaja (odpowiednika kamienia filozoficznego), to tak naprawdę alegoria całkowitego poświęcenia w imię nauki.

Co ciekawe również Maja Kotołak wyruszyła wedle legend w Góry Krańca Świata. Jak mawiają prości ludzie, też poszukiwała smoczego jaja, chcąc uwolnić Konrada od danej smokowi przysięgi. Do dziś zresztą swoistą zjawiskiem endemicznym w gwarze sylvańskiej jest stwierdzenie, że nie lis, lecz kot wykrada jaja z kurników. Wykrada póki nie  uzna, że któreś z nich przypomina smocze.

Sporo wiemy o estalijskim rodzeństwie, które zrobiło swoistą karierę w Sylvanii. Blanka stałą się ozdobą wielu dworów, w tym von Brautzeinów, ponoć sam Ulrich von Brautzein-Darstein poprosił ją o rękę. Jose przez jakiś czas przewodził grupie poszukiwaczy przygód a raczej zwykłych rabusiów, z którymi przeszukiwał kurhany starodawnych Fennonów. Podczas jednej z takich peregrynacji odłączył się od swej grupy i już nigdy nie powrócił.

Ponownie stoję na szczycie Wzgórza Trzech Demonów, jest 16 października 3216 roku Kalendarza Imperium, dawniej 23 brauzeit. Tego dnia przed 597 laty Herosi Sylvańscy zniszczyli kult Chaosu i pokonali istotę, którą przywołali spiskowcy. Dzisiaj jak co roku odbywa się wielki festyn, który upamiętnia te wydarzenia. Połowa z kilkudziesięciu tysięcy zgromadzonych tu ludzi nawet nie wie, z jakiej okazji odbywa się to święto. Oglądają symulowany atak na klasztor, walki rycerskie, podziwiają grupy rekonstrukcyjne: krasnoludzkich piechociarzy, rycerzy sylvańskich i łuczników elfich. Tego roku przybyła z Middenheim jedna z najstarszych tego typu grup: Chorągiew Białego Wilka, a za rok zapowiedziała swój udział Horda Bulga, czyli nasi snotlińscy przyjaciele z Górskiej Rzeczypospolitej Sylvańskiej. W tle pobrzmiewa kiczowata muzyka, ale ludzie się bawią. I chyba dobrze.

Tyle zostało z Wyprawy Sylvańskiej.

G.D.A. Vies, Wojaże po krainie bogów, nekromantów i demonów, Nuova Imperia,Talabheim 3217, s. 414.

No kochani po nostalgii trochę statystyki sporządzonej wedle moich zapisków :).

Wasza wyprawa trwała dokładnie 150 dni (prawie pięć miesięcy warhammerowych), niemal całe lato i jesień.

W tym czasie przebyliście 1565 mil (313 heksów). Zwiedziliście 13 miejscowości, 8  krasnoludzkich osad (fortec, stanic etc.) i jedną elfią wioskę.

Z nietypowych miejsc spenetrowalisci:

– 5 kompleksów podziemnych

– 2 przeklęte osady

– jeden magiczny zamek

Zginęły 4 postacie graczy (w tym Jaro dwa razy zaliczył zgon, zdobywając tym samym Złotą Plakietkę Morra :)), odłączyły się 3.

Tabela plotek o Was zapełniła się w 70 % (14 zapamiętanych przez ludzi czynów dokonanych przez Waszą sławetną drużynę).

Zamknęliście (rozwiązaliście) 36 wątków, nierozwiązanych pozostało ok. 40.

Nie liczę NPCów i innego stuffu, bo tego było zbyt wiele.

Co ciekawe tak naprawdę w większości przypadków działaliście tylko we wschodniej połowie Sylvanii. Pomyśleć , że w zachodniej też było sporo przygotowane :).

Poniżej trasa Waszej wędrówki.

Reklamy

Komentarzy 9

  1. … jaki The End? To kolejny początek!!!

  2. Pablo, kiedy wysyłasz komenta z więcej niż jednym linkiem antyspamowa maszyna wykrywa Cię jako spam i oddaje mi koment pod moderację. Jak wyślesz go dwa razy, to dwa razy mi go da pod moderację.

    Cierpliwości

    Ps. Redka niebrzydka 🙂

  3. Moja lubić ruda!! 🙂

  4. ruda jest fajna ale za mały biust m a:P

  5. flap flap flap flap flap 😀

  6. conan żądzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s